Zesłanie Ducha Świętego

Jezus Chrystus wszystko, co robił, robił dla dobra drugiego człowieka. Dla dobra drugiego człowieka ofiarował cały swój czas i całą swoją energię. Podczas Ostatniej Wieczerzy ofiarował swym uczniom swoje Ciało i Krew, a w następnym dniu oddał swoje życie za wszystkich ludzi.

W dniu Pięćdziesiątnicy Jezus oddał swym uczniom swego Ducha. W dniu tym oddał wszystko, co posiada. Możemy powiedzieć, że Jezus już nie ma nic więcej do ofiarowania.

Dzisiejsze Święto jest pamiątką tego wielkiego wydarzenia sprzed 2000 lat. Ale Święto to przypomina nam także wielką prawdę o tym, że każdy z nas, poprzez przyjęcie sakramentu chrztu i bierzmowania, podobnie jak Apostołowie oraz Maryja, otrzymał Ducha Jezusa Chrystusa. Ponieważ, każdy, kto przyjmuje Ducha Jezusa, otrzymuje zdolność do życia tak, jak żył Jezus, otrzymuje zdolność do życia dla dobra drugiego człowieka, czyli zdolność do życia w miłości, my wszyscy, którzy otrzymaliśmy Ducha Jezusa, jesteśmy w stanie kochać każdego człowieka, tak samo jak kocha go Jezus. Czy jesteśmy świadomi tych możliwości? Czy je realizujemy? Czy żyjemy tak, jak żył Jezus Chrystus?

Jeżeli pomimo tego, że przyjęliśmy Ducha Jezusa, nie żyjemy tak, jak żył Jezus, jeśli nasze życie, zamiast objawiać miłość, która jest w nas, objawia egoizm, to w celu zmiany takiego stanu, musimy poznać jego przyczyny.

Czy problem ten nie jest podobny do problemu związanego z innymi zdolnościami? Aby nasze zdolności wydały owoc, nie wystarczy je posiadać. Konieczna jest praca nad ich rozwinięciem. Podobnie jak utalentowani muzycy, czy też malarze rozwijają swój talent poprzez trening, czyli poprzez używanie tego talentu, podobnie my rozwiniemy swoją zdolność do kochania, jeśli będziemy kochać.

Na początku nasza miłość może być bardzo niedoskonała. Możemy być zdolni jedynie do małych aktów miłości. Jednak, jeśli będziemy wytrwale kontynuować życie miłością, to niewątpliwie zdolność do kochania będzie się w nas stopniowo rozwijała.

Istnieje przynajmniej jeszcze jeden powód, dla którego nasze wysiłki w celu rozwijania zdolności do miłości są bardzo ważne. Duch Święty nie jest tylko siłą, mocą, czy też zdolnością. Jest Bogiem. Jest Osobą, która nas kocha, która pragnie żyć z nami w głębokiej relacji miłości. Właśnie z tego powodu Duch Święty pragnie wyzwolić nas ze wszystkich zniewoleń, które uniemożliwiają nam życie w miłości. Ale Duch Święty jest jednocześnie Osobą, która szanuje naszą wolność i nic w nas nie zmieni bez naszej zgody.

Duch Święty jest zawsze z nami i zawsze daje nam pragnienia życia w miłości. Dlatego też nasze akty bezinteresownej miłości, nasze wysiłki w celu rozwinięcia naszej zdolności do kochania, są realizacją, czy przynajmniej próbą realizacji natchnień Ducha Świętego. Nawet jeśli te wysiłki nie do końca są udane, są zawsze sposobem wyrażana zaufania do Ducha Świętego, są sposobem wyrażania naszego pragnienia życia zgodnego z pragnieniem Ducha Świętego i w konsekwencji pogłębiają naszą więź z Duchem Świętym.

Wysiłki te są jednocześnie sposobem wyrażania zgodny na to, aby Ducha Święty w nas działał. Jeśli w ten sposób będziemy pozwalać Duchowi Świętemu na przebywanie oraz działanie w nas, będzie On w stanie działać w nas oraz przez nas coraz to swobodniej, z coraz to większą mocą. Będzie nas oczyszczał i wyzwalał z niewoli egoizmu, dzięki czemu podobnie jak Jezus, staniemy się wolni do doskonałej miłości. A co więcej zostaniemy upodobnieni do obrazu Jezusa Chrystusa.

Dziękując Bogu za dar Ducha Świętego, módlmy się o to, abyśmy coraz bardziej zjednoczeni z Duchem Świętym mogli wzrastać w miłości i coraz pełniej objawiać swym życiem Miłość Boga, tak, abyśmy podobnie jak sam Jezus Chrystus mogli doprowadzić wielu ludzi do spotkania z Bogiem.

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

Każdy z nas doświadcza w swoim życiu różnorodnych strat. Może to być zgubienie jakiejś drobnej rzeczy, albo utracenie czegoś bardzo cennego lub nawet bardzo bliskiej osoby. Każdej stracie towarzyszy smutek. Im strata większa, tym smutek jest głębszy. Jeżeli utracona rzecz lub osoba odgrywała w naszym życiu bardzo ważną rolę, na przykład była gwarantem poczucia bezpieczeństwa, czy też źródłem poczucia szczęśliwości, smutek może być tak wielki, że stanie się ogromnym cierpieniem. Możemy nawet utracić poczucie sensu życia, czyli popaść w rozpacz i utracić siły potrzebne do życia.

Dla Apostołów taką wielką stratą, która spowodowała nie tylko wielki smutek, ale także napełniła ich serca rozpaczą, była śmierć Jezusa. Po śmierci Jezusa Apostołowie byli przekonani, że już nigdy Go nie spotkają. Konsekwentnie, wszystkie nadzieje, które w Nim pokładali, zostały utracone.

Jednak ten beznadziejny stan Apostołów nie trwał długo. Kiedy po trzech dniach Jezus zmartwychwstał, ich wielki smutek został przemieniony w ogromną radość. Jego Zmartwychwstanie ukazało Apostołom, że nawet śmierć nie jest w stanie zniszczyć ani Jezusa, ani Jego miłości. Przekonali się, że Jezus ma moc spełnić każdą obietnicę. Może spełnić nawet taką obietnicę, która nam wydaje się niemożliwa do spełnienia.

Wniebowstąpienie, którego pamiątkę dzisiaj świętujemy, dla Apostołów także było doświadczeniem straty. Dlaczego? Ponieważ od tego momentu Apostołowie nie mogli już widzieć postaci Jezusa, nie mogli już słyszeć Jego głosu, nie mogli obcować z Nim tak, jak to czynili przez trzy lata, kiedy Jezus przebywał wśród nich w swoim ludzkim ciele.

Z tego powodu odejście Jezusa do Ojca niewątpliwie powodowało smutek Apostołów. Jednak dzięki doświadczeniu Zmartwychwstania ich rozłąka z Jezusem, jaką było Wniebowstąpienie, wyglądała już całkiem inaczej niż rozłąka spowodowana Jego śmiercią. Teraz Apostołowie lepiej rozumieli obietnicę Jezusa i mieli pewność, że Jezus tą obietnicę spełni. To powodowało, że smutek Apostołów nie przemienił się w rozpacz. Wprost przeciwnie ich serca były napełnione wielką nadzieją i radością.

O jednej z obietnic Jezusa możemy przeczytać w Ewangelii św. Jana.

„W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce.  A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem.” (J14:2-3)

Jezus obiecał Apostołom przygotować dla mich miejsce w Królestwie Niebieskim i powrócić po nich tak, aby mogli przebywać z Nim na wieki. Z tego powodu życie dla Apostołów zaczęło oznaczać oczekiwanie na spełnienie tej obietnicy, czyli oczekiwanie na powtórne przyjście Jezusa

Jezus dał Apostołom jeszcze jedną wielką obietnicę. Obiecał zesłać swojego Ducha. Jezus spełnił tę obietnicę już po dziesięciu dniach i Apostołowie zostali napełnienia Jego Duchem.

Pomimo tego, że Apostołowie nie widzieli postaci Jezusa, dzięki Duchowi Świętemu mogli żyć w jeszcze głębszej relacji z Jezusem, niż żyli do tej pory. Dzięki Duchowi Świętemu Apostołowie mogli także iść za Jezusem, postępować zgodnie z Jego wskazówkami, pomimo, że nie słyszeli Jego głosu. Dzięki Duchowi Świętemu, Apostołowie mogli wypełnić misję, jaką powierzył im Jezus, mogli ciągle pogłębiać relację z Jezusem, a przez to przygotować się na decydujące spotkanie, kiedy Jezus powróci w swojej chwale. To spotkanie miało udoskonalić tą relację i doprowadzić do jedności z Jezusem, a przez Jezusa do jedności z samym Bogiem Ojcem i Duchem Świętym.

Te obietnice, które Jezus dał Apostołom, Jezus daje także każdemu z nas. Jezus obiecuje każdemu z nas, że przygotuje dla nas miejsca w Królestwie Niebieskim i przyjdzie po nas, aby nas wprowadzić do tego miejsca, tak abyśmy mogli być z Nim za zawsze. Obiecuje także, posłać nam swojego Ducha, abyśmy zostali Nim napełnieni i byli w stanie kochać Jezusa, żyć w serdecznej relacji z Jezusem i iść za Jego przewodnictwem, wypełnić misję, którą nam powierzył, a przez takie życie przygotować się na ostateczne i decydujące spotkanie z Jezusem.

Módlmy się o to, abyśmy podobnie jak Apostołowie, z głębi serca uwierzyli, że Jezus jest w stanie i na pewno spełni wszystkie swoje obietnice. Módlmy się o to, aby przyjęcie tych obietnic napełniło nasze serca wielką nadzieją i radością. Módlmy się także o to, abyśmy byli zawsze otwarci na obecność i przewodzenie Ducha św. tak, abyśmy żyli w serdecznej relacji z Jezusem, zgodnie z Jego pragnieniem i w ten sposób jak najlepiej przygotowali się na spotkanie, kiedy Jezus powróci w swojej chwale

Szósta Niedziela Wielkanocna

W dzisiejszej Ewangelii Jezus daje nam przykazanie miłości, wręcz nakazuje nam, abyśmy podobnie jak On sam żyli w miłości.

Jednak czy ktokolwiek może komukolwiek nakazać kochać inną osobę? Czy w ogóle nakazywanie miłości jest potrzebne?

Każdy człowiek został stworzony w tym celu, aby żył w miłości. Co więcej, aby żył w miłości przez całą wieczność. Ten cel, a jednocześnie sens ludzkiej egzystencji jest bardzo głęboko wpisany w naszą naturę. Właśnie z tego powodu, wszyscy ludzie, nawet ci, którzy w ogóle nie znają ani sensu, ani celu życia ludzkiego, pragną miłości, pragną kochać i być kochanymi.

Aby zrozumieć, dlaczego Jezus daje nam przykazanie miłości i nakazuje nam kochać, tak jak On sam kochał, musimy uświadomić sobie problem związany z miłością w życiu człowieka.

Jak wielu ludzi rzeczywiście żyje zgodnie z pragnieniem swojego serca, zgodnie ze swoją naturą? Jak wielu ludzi kieruje się miłością w swoim codziennym życiu. Innymi słowami, dla jak wielu ludzi miłość jest kryterium ich wyborów i decyzji?

Jeżeli świat nie jest jeszcze przepełniony miłością, jeżeli ja sam nie jeszcze nie żyję w miłości, to myślę, że warto zastanowić się nad tym, jaka jest tego przyczyna?

Niewątpliwie można by wskazać na wiele przyczyn braku miłości w naszym życiu, ale jedną z głównych przyczyn jest to, że nie wiemy, czym jest miłość, której jesteśmy tak bardzo spragnieni.

Kiedyś oglądałem film, w którym uczennica ze szkoły średniej wyznawał swą miłość do nauczyciela. Gdy powiedziała, że go kocha i że jest pierwszym człowiekiem, którego pokochała, nauczyciel zapytał ją o to, skąd wie, że to jest miłość, skoro nigdy nie kochała. Ona odpowiedziała, że gdy go widzi, czuje jakieś ciepło w piersiach, że to takie wspaniałe uczucie, jakiego jeszcze nigdy nie doświadczyła.

Możliwe, że dla większości ludzi takie stwierdzenie tej uczennicy jest bardzo naiwne i niedojrzałe. Jednak mam wrażenie, że większość ludzi, podobnie jak ta filmowa uczennica, uważa miłość za jakieś poczucie szczęśliwości, za coś, co daje radość, zadowolenie, czy też wywołuje jakieś inne przyjemne uczucie.

Czy większości ludzi nie kształtuje swojego pojęcia miłości na podstawie tego, co można przeczytać w powieściach lub czasopismach, czy też tego, co ukazują nam filmy?

Jeżeli nawet uda nam się zdobyć taką miłość, to jak długo ona trwa? Jakie są jej konsekwencje? Czy taka miłość ostatecznie nie krzywdzi człowieka? Czy jest ona w stanie spełnić nasze pragnienia? Czy jest rzeczywiście tym, czego w głębi serca pragniemy?

Podobnie jak wszystkie przykazania Boże, także przykazanie miłości Jezusa, nie jest rzeczywistym rozkazem, ale jest wskazówką ukazującą drogę, która prowadzi do wyznaczonego przez Boga celu życia ludzkiego. W przypadku danego nam przez Jezusa przykazania miłości, ważniejsze niż samo wezwanie do życia w miłości, jest wezwanie do kochania na wzór Jezusa Chrystusa. W rzeczywistości, jednym z powodów wcielenia Syna Bożego i Jego życia wśród nas, było ukazanie nam, czym jest ta miłość, którą pragniemy w sercu, i dla której zostaliśmy stworzeni.

O tej miłości Jezus powiedział: „Nie ma większej miłości jak oddać życie za przyjaciół swoich.”

Miłość, o której Jezus uczył i którą ukazał nam swoim życiem, jest czymś całkiem innym niż to, co jest ukazywane w filmach, w powieściach, czy też magazynach. Prawdziwa miłość nie jest używaniem  innych ludzi, w celu odczuwania jakichś przyjemności, ale jest czynieniem dobra dla drugiego człowieka. Człowiek, który kocha, ofiarowuje dla dobra drugiej osoby, nie tylko swój czas i energię, ale także swoje życie. W tym sensie miłość jest, uczynieniem daru z własnego życia dla drugiego człowieka, tak jak Jezusa uczynił ze swojego życia dar dla nas wszystkich.

Z pewnością taka miłość jest znacznie trudniejsza niż ta, która jest nam oferowana przez świat, ale jest to właśnie ta miłość, dla której zostaliśmy stworzeni. To jest miłość, która jest celem naszego życia. Miłość ta nie przekracza naszych możliwości, ale jest naszą największą i najwspanialszą możliwością.

Jezus doskonale zrealizował tę możliwość, ponieważ zawsze trwał w miłości Boga Ojca.

My także będziemy w stanie w pełni odpowiedzieć na wezwanie Jezusa, zaspokoić nasze najgłębsze pragnienia i zrealizować naszą największą możliwość, gdy wytrwamy w miłości Jezusa, czyli, gdy będziemy Mu ufać i na codzień kierować się Jego nauką oraz przykładem Jego życia.

Módlmy się o to, abyśmy wytrwali w miłości Jezusa i poprzez wzajemną miłość objawiali Jego miłość innym ludziom, tak, aby jak najwięcej ludzi poznało, czym jest prawdziwa miłość i było w stanie nią żyć.

Piąta Niedziela Wielkanocna

Kiedy żyłem w klasztorze w Tajimi, czasami pomagałem w tamtejszej winnicy. Dzięki tej pracy dowiedziałem się wielu, czasami zaskakujących rzeczy o uprawie winogron. Bardzo zaskoczył mnie fakt, że po zebraniu plonów, obcinało się wszystkie gałęzie, zarówno te, które nie wydały owoców jak i te, które owoce wydały. Odpowiedzialny za tą winnicę wytłumaczył mi, że gdyby te gałęzie nie zostały odcięte, to w przyszłym roku byłoby więcej liści, a mniej owoców.

Poznanie tego faktu pozwoliło mi na nowo zrozumieć przeczytaną dzisiaj Ewangelię. W Ewangelii tej Jezus porównuje swoich uczniów do gałęzi winnego krzewu i stwierdza, że te gałęzie, które nie wydadzą owoców, zostaną odcięte. Natomiast te, które owoc wydadzą, zostaną oczyszczone, aby wydały jeszcze obfitszy owoc.

Doświadczenie z Tajimi, pozwoliło mi zrozumieć, że odcinanie gałęzi, jak również ich oczyszczanie, jest jednym i tym samym działaniem Boga w stosunku do różnych ludzi. Takie działanie Boga Jezus wyraził następującymi słowami: Bóg Ojciec „sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt5,45). Innymi słowami, Bóg czyni dobro dla wszystkich ludzi, niezależnie od ich sposobu życia oraz ich stosunku do Boga, ponieważ miłość Boga jest bezwarunkowa.

Pomimo tego, że Bóg traktuje wszystkich ludzi jednakowo, to działanie Boga, czy też inaczej takie samo doświadczenie, jest odbierane inaczej przez innych ludzi, i skutki tego doświadczenia są także odmienne. W zależności od relacji człowieka do Boga takie samo doświadczenie może być dla jednych doświadczeniem ożywiającym, a dla innych doświadczeniem niszczącym.

Dla człowieka, który ma żywą relację z Jezusem Chrystusem, wszelkie doświadczenie działa oczyszczająco. Człowiek ten pogłębia swoją relację z Jezusem i wzrasta w miłości zarówno poprzez doświadczenia radosne, jak i bolesne.

Natomiast dla człowieka, który nie ma żadnej łączności z Jezusem lub też, którego relacja z Jezusem jest jedynie powierzchowna, nie tylko doświadczenia niepożądane, ale także doświadczenia pożądane, będą powodować, że człowiek ten coraz bardziej oddala się od Jezusa, a tym samem od Boga, który jest źródłem życia i miłość. To, że człowiek posuwa się w kierunku własnej zagłady, nie jest skutkiem działania Boga, ale skutkiem reakcji tego człowieka na pełne miłości działanie Boga.

Jeżeli chcemy poznać naszą rzeczywistą relację z Jezusem, czyli to czy jest ona żywa, czy też tylko formalna, a może nawet już martwa, musimy poznać owoce naszych różnorodnych doświadczeń, czyli to, jak te doświadczenia wpłynęły na nasze życie, jakimi ludźmi staliśmy się poprzez to, co doświadczyliśmy.

Jeżeli poprzez nasze doświadczenia wzrastamy w miłości, czyli coraz mniej zajmujemy się sobą, a coraz bardziej staramy się być dobrzy dla innych ludzi, jeżeli w naszym życiu jest coraz mniej lęku i obaw, a coraz więcej pokoju i radości, jeżeli jesteśmy coraz bardziej otwarci na innych ludzi i coraz bardziej cierpliwi wobec ludzi trudnych, to możemy być pewni, że nasza relacja z Jezusem, choć może nie jest jeszcze doskonała, to na pewno jest żywa.

Jeżeli jednak nasze doświadczenia sprawiają, że jest w nas coraz więcej lęku, obaw, żalu, niezadowolenia, niepokoju, zazdrości, zawiści, a sami stajemy się coraz bardziej skoncentrowani na sobie, coraz częściej staramy się wykorzystywać innych ludzi do zaspokojenia własnych pragnień, a coraz rzadziej staramy się być dobrzy dla innych, to powinniśmy zweryfikować naszą relację z Jezusem. Nawet jeżeli jesteśmy przekonani, że mocno wierzymy w Jezusa, albo nawet, że kochamy Go i że z Jezusem łączy nas bardzo głęboka więź, to najprawdopodobniej w rzeczywistości jest całkowicie inaczej.

Odkrycie prawdy, że nasza relacja z Jezusem jest gorsza, niż myśleliśmy, niewątpliwie jest bardzo bolesne. Jednak tylko poznanie i uznanie tej bolesnej prawdy o naszej relacji z Jezusem daje nam szansę na odnowienie tej relacji, i tym samym daje nam szansę na zmianę naszego życia i jego ostatecznego rezultatu.

Niezależnie od tego, czy nasza relacja z Jezusem jest żywa i głęboka, czy też jest tylko formalna lub wręcz martwa, powinniśmy ciągle starać się pogłębiać tę relację. W tym celu musimy przede wszystkim uznać naszą słabość oraz całkowitą niezdolność do osiągnięcia własnym wysiłkiem szczęścia, którego pragniemy w naszym sercu. Następnie powinniśmy uznać, że tylko Jezus Chrystusa jest w stanie zaspokoić całkowicie to pragnienie i robić wszystko, co jest w naszej mocy, abyśmy coraz lepiej poznawali Jezusa oraz Jego naukę i w życiu codziennym kierowali się przykładem Jego życia, oraz Jego nauką.

Módlmy się o to, abyśmy poprzez życie z Jezusem, poprzez ciągłe wsłuchiwanie się w Słowo Boga i nieustający wysiłek życia według Tego Słowa, pogłębiała się nasza więź z Jezusem tak, aby nasze życie wydało obfite owoce, które nie tylko zaspokoją pragnienia naszego serca, ale także staną się ożywiającym pokarmem dla wielu ludzi.

Czwarta Niedziela Wielkanocna

W czasach Jezusa owce były częścią codziennego życia Izraelitów. Od dziecka słuchali słów  Pisma Świętego, które opisywały Boga jako Pasterza ich narodu. Co więcej, wszyscy Izraelici dobrze znali obietnicę Boga, że kiedyś pośle im Wielkiego Pasterza, i przez Niego sam będzie opiekował się nimi w szczególny sposób. Dlatego też, kiedy Jezus porównał siebie do pasterza i nazwał siebie „Dobrym Pasterzem”, wszyscy dobrze wiedzieli jaką funkcję  przypisywał sobie, a co więcej, zrozumieli, że podaje się On za obiecanego przez Boga Pasterza.

Ponieważ w obecnych czasach większość ludzi nie tylko nie zna Starego Testamentu, ale nawet nigdy nie widziała żywej owcy i nie ma pojęcia o życiu owiec, ani tym bardziej o życiu pasterzy, może się wydawać, że zrozumienie słów Jezusa, jest trudne, albo nawet niemożliwe. Jednak myślę, że pomimo braku znajomości życia owiec, czy też życia pasterzy, możemy zrozumieć słowa Jezusa, ponieważ jest On bardzo wyjątkowym Pasterzem, całkowicie innym niż zwykli pasterze. A właśnie ta odmienność jest najważniejsza w zrozumieniu słów Jezusa.

Myślę, że możemy powiedzieć, że jeżeli człowiek hoduje jakiekolwiek zwierzę, to czyni to przede wszystkim dla własnej korzyści. Czasami są to korzyści materialne, takie jak na przykład jajka, mleko, mięso, wełna itd. Mogą to być także korzyści psychiczne jak na przykład przyjemność, mniejsza samotność, poczucie posiadania

jakiejś władzy, czy też poczucie bycia potrzebnym lub kochanym.

Patrząc się na życie Jezusa, możemy z całą pewnością stwierdzić, że Jezus nie staje się naszym Pasterzem dla żadnej osobistej korzyści. Jezus nie tylko nie oczekuje żadnych osobistych korzyści, ale dla swoich owiec jest gotowy ponieść wszelkie koszty, przyjąć każde cierpienie. Dla swoich owiec, czyli dla dobra wszystkich ludzi, Jezus poświęca nie tylko swój czas, swoje siły, ale także swoje życie.

Możliwe, że moglibyśmy znaleźć człowieka, który dla innych ludzi, lub nawet dla zwierząt poświęca swoje życie, czy też nawet umiera dla nich. Jednak Jezus dla swoich owiec czyni coś, czego nikt nie jest w stanie uczynić.

W Jezusie Chrystusie, sam Syn Boży, czyli jedna z Osób Trójcy Świętej, stał się człowiekiem. Syn Boży uczynił to w tym celu, abyśmy mogli stać się dziećmi Bożymi. Jest to tak, jakby Pasterz stał się owcą po to, aby owce stały się członkami jego rodziny.

W dzisiejszym drugim czytaniu św. Jan stwierdza, że poprzez przyjęcie chrztu staliśmy się staliśmy się, rzeczywistymi dziećmi Boga – Ojca Jezusa, staliśmy się członkami Jego Rodziny. Równocześnie poucza, ze nie jest to koniec naszej drogi, a raczej jej początek. Ostatecznym celem jest stanie się takim jak sam Jezus, czyli dzieckiem Boga, w którym On ma upodobanie, jak również doskonałe zjednoczenie z Bogiem.

Aby doprowadzić nas do tego ostatecznego celu, Jezus Dobry Pasterz, jest zawsze z nami, broni nas przed niebezpieczeństwami, wskazuje drogę, która wiedzie do Domu Ojca i daje nam siły, które potrzebujemy do kroczenia tą drogą. Ale także posila nas swoim własnym Ciałem, abyśmy stopniowo upodabniali się do Niego. Abyśmy stali się dziećmi Boga, w których On ma upodobanie i doskonale zjednoczyli się z Bogiem, musimy zaufać Jezusowi i iść za nim, tak jak owce idą za swoim pasterzem.

Myślę, że każdy wie ze swojego doświadczenia, że podążanie za Jezusem nie zawsze jest łatwe, a droga, którą wyznacza Jezus, nie zawsze jest przyjemna, czy też wygodna. Jednak wbrew przekonaniu wielu ludzi, aby iść tą drogą, niepotrzebne są żadne specjalne zdolności, ani wyjątkowo silna wola, czy też wybitna inteligencja. Jedyne, co potrzebujemy do wiernego kroczenia za Jezusem, to miłość do Niego. A to jest możliwe dla każdego człowieka.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus aż pięciokrotnie stwierdza, że oddaje swoje życie za swe owce, czyli,  że jest gotowy umrzeć za każdego z nas. Jezus nie tylko mówi o gotowości oddania za nas życia, ale w rzeczywistości już oddał za nas swoje życie. W ten sposób Jezus swoimi słowami oraz czynami wyznaje swą bezgraniczną miłość do każdego z nas. Czyni to w tym celu, aby wzbudzić w naszych sercach miłość ku Niemu.

Módlmy się o to, aby coraz więcej ludzi rozpoznało w Jezusie, jedynego Zbawiciela i jedynego Dobrego Pasterza, który został dany nam przez Boga, aby poprzez Jezusa poznali miłość Boga i odpowiedzieli miłością na tą miłość, a poprzez wierne kroczenie za Jezusem byli stopniowo przemieniani w dzieci Boga, w których On ma upodobanie.