Trzecia Niedziela Wielkanocna  (21,1-19)

Dzisiejsza Ewangelia jest źródłem wielkiej nadziei dla każdego człowieka, który chce kochać Jezusa tak, jak Jezus nas kocha. Jednak, aby zrozumieć przesłanie tej Ewangelii, a szczególnie sens dialogu Jezusa z Piotrem, musimy poznać słowa, które zostały użyte w oryginalnym greckim tekście.

W języku greckim istnieją różne słowa na określenie miłości. W greckim tekście Ewangelii, którą właśnie usłyszeliśmy, są użyte dwa z nich. Jednym jest „agape”, natomiast drugim „philia”.

Agape jest to miłość doskonała, którą Jezus wyraził słowami: „nie ma większej miłości, gdy ktoś oddaje swoje życie za swoich przyjaciół” Człowiek, który kocha taką miłością, ceni dobro kochanej osoby bardziej niż własne życie. Właśnie taką miłość Jezus ukazał na krzyżu.

Philia jest to miłość, która w relacji z osobą kochaną, poszukuje własnej korzyści. Może to być pomoc tej osoby, czy też radość, albo poczucie bezpieczeństwa płynące z obecności tej osoby. Człowiek, który kocha taką miłością ceni swoje życie bardziej niż dobro drugiej osoby.

Kiedy podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus przepowiedział zaparcie się Piotra, ukazał, że już wtedy wiedział, że dla Piotra jego własne życie jest cenniejsze niż wierności Jezusowi, czyli, że kocha Jezusa miłością philia. Piotr sprzeciwił się tym słowom Jezusa, ponieważ jeszcze nie znał swojej miłości do Jezusa. Był przekonany, że kocha Jezusa miłością Agape i z tego powodu był pewny, że będzie trwał przy Jezusie nawet, jeśli zostanie aresztowany, a nawet, jeżeli będzie musiał przepłacić to swoim życiem.

Kiedy Piotr zaparł się trzykrotnie Jezusa, aby uniknąć cierpienia i obronić własne życie, przekonał się, że jego miłość do Jezusa to nie agape, ale jedynie philia. Wtedy Piotr zrezygnował z kroczenia drogą Jezusa, zrezygnował z misji, jaką otrzymał od Jezusa i wrócił do swojego starego życia. Jednak Jezus nie zrezygnował z Piotra i po zmartwychwstaniu poszedł do Piotra, aby ponownie powołać go na Apostoła.

Kiedy Jezus po raz pierwszy zapytał Piotra o to, czy go kocha, użył słowa „agape”. W ten sposób pyta Piotra o to, co teraz myśli on o swojej miłości do Jezusa, czy rzeczywiście, zgodnie ze wcześniejszą deklaracją, jest to miłość doskonała.

W odpowiedzi Piotr stwierdza, że Jezus dobrze wie, że Piotr Go kocha. Jednak, ponieważ w tej odpowiedzi Piotr używa słowa „philia”, jego odpowiedź oznacza, że kocha Jezusa, jednak nie tak doskonale, jak myślał wcześniej.

W drugim pytaniu Jezus ponownie użył słowa „agape”, a Piotr ponownie odpowiedział słowem „philia”.

Kiedy Jezus po raz trzeci zapytał Piotra o to, czy Go kocha, już nie użył słowa „agape”, ale słowa „philia”. To pytanie zasmuciło Piotra. Możliwe, że kiedy zauważył, że Jezus zmienił słowo „agape” na słowo „philia”, pomyślał, że Jezus uznał, że Piotr nie jest w stanie kochać Jezusa doskonałą miłością i już nie oczekuje od niego takiej miłości.

Jednak w rzeczywistości Jezus nie zrezygnował z miłości Piotra. Świadczą o tym następne słowa Jezusa: „Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz”

W ten sposób Jezus stwierdza, że teraz, kiedy Piotr jest młody, czyli jeszcze niedojrzały, kieruje się swoimi upodobaniami i lękami, czyli kocha miłością philia, Jednak, kiedy posunie się w latach, czyli kiedy dojrzeje, stanie się wolny od swoich upodobań oraz lęków, i będzie w stanie ofiarować swoje życie, czyli będzie kochał taką miłością, jaką kocha go Jezus. W ten sposób, Jezus obiecał Piotrowi, że jego philia przemieni się w agape, jeżeli tylko będzie on kroczył za Jezusem i realizował misję, którą otrzymał od Jezusa, na tyle na ile pozwolą mu jego ograniczone siły.

Piotr zaufał obietnicy Jezusa i postanowił ponownie pójść za Nim. Ponieważ teraz Piotr nie liczył na swoje ograniczone siły, ale na moc miłości Jezusa, miłość Piotra rzeczywiście dojrzała i stała się taką miłością, jaką pragnął on w głębi swojego serca.

Ten dialog Jezusa z Piotrem, a szczególnie ostatnie obietnica Jezusa, jest źródłem wielkiej nadzieją dla nas wszystkich, którzy chcemy kochać Jezusa tak jak On nas kocha. Pomimo tego, że jesteśmy świadomi swojej własnej słabości, wiemy, że nie musimy rezygnować z tego pragnienia. Możemy być pewni tego, że jeżeli tylko ofiarujemy Jezusowi, to, co teraz możemy ofiarować, jeżeli tylko będziemy realizować misję, jaką dał nam Jezus, na tyle, na ile pozwalają nam nasze siły, to nasza miłości będzie wzrastać i osiągnie doskonałość.

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

Dzisiejsze czytania Słowa Bożego mówią nam o trudności wiary w zmartwychwstanie Jezusa, a jednocześnie o wspaniałości tej wiary o jej sile przemiany naszego życia.

Maria Magdalena, która pierwsza odkryła, że grób Jezusa jest pusty, pomyślała tylko, że ktoś musiał wykraść ciało zmarłego Jezusa.

Także Piotr, który wszedł do pustego grobu i zobaczył płótna, w które owinięte było ciało Jezusa, także nie pomyślał o Jego zmartwychwstaniu.

Dopiero trzeci uczeń, który podobnie jak Piotr wszedł do pustego grobu, uwierzył, że Jezus zmartwychwstał. Jednak ciągle nie rozumiał, co oznacza zmartwychwstanie Jezusa.

Możliwe, że poprzez opis reakcji pierwszych świadków zmartwychwstania, czy raczej świadków pustego grobu, Ewangelista chce nas pouczyć, że wiara w zmartwychwstanie Jezusa nie jest zwykłym wynikiem studiowania nauki Jezusa, ani nawet jakiegoś życiowego doświadczenia, ale jest darem. Niewątpliwie studiowanie nauki Jezusa, szczególnie poznawania osoby Jezusa oraz pogłębianie rozumienia własnych doświadczeń mogą pomóc w przyjęciu tej łaski. Jednak łaskę wiary Jezus może dać swobodnie, komu zechce i kiedy zechce.

Co zmieni się w życiu człowieka, który przyjmie dar wiary?

Piotr poucza nas, że każdy, kto uwierzy, otrzyma odpuszczenie grzechów.

Odpuszczenie grzechów to pojednanie z Bogiem, to rozpoczęcie nowego życia, którego centrum jest Bóg, to życie w jedności z Bogiem.

Najdoskonalszym przykładem takiego życia jest Jezus Chrystus. Opisując pokrótce to życie, Piotr stwierdza, że Jezus przeszedł przez życie dobrze czyniąc, pomagał ludziom i uwalniał ich od złych mocy. Jego życie przepełnione było miłością.

Z całą pewnością, podobnie jak ludzie, którzy nie żyją w miłości, Jezus cierpiał, a co więcej zmarł. Jednak ani cierpienie, ani śmierć nie była w stanie zmienić sposobu życia Jezusa. Wprost przeciwnie Jezus był w stanie przemienić zło i cierpienie, które zadali mu ludzie, w dobro. Niesprawiedliwość i wrogość, których doświadczał, wykorzystywał do pełniejszego objawiania miłości i mocy Boga oraz do ofiarowania swojej miłości oraz siebie samego Bogu Ojcu.

Jestem przekonany, że w głębi serca wszyscy ludzi pragną miłości, pragną kochać tak jak kochał Jezus. Jednak jak wielu jest ludzi, którzy rzeczywiście żyją zgodnie z tym pragnieniem?

Wielu ludzi nie jest w stanie żyć tak jak żył Jezus, nie dlatego, że są złymi ludźmi, ale dlatego, że nie znają ani mocy, ani wierności Boga i lękają się śmierci. Lęk ten sprawia, że człowiek usiłuje ciągle sam siebie bronić, żyje skoncentrowany na sobie, stara się za wszelką cenę, nawet za cenę zrezygnowania z miłości unikać cierpienia i zdobywać jak najwięcej przyjemności. Dopóki człowiek nie odnajdzie nadziei mocniejszej niż śmierć i nie zostanie wyzwolony z niewoli lęku przed śmiercią, nie będzie w stanie kochać.

Poznanie Jezusa Zmartwychwstałego umożliwia człowiekowi poznanie Boga, poznanie Jego mocy, wierności i miłości. Natomiast poprzez złączenie się z Jezusem więzami wiary, nadziei i miłości człowiek łączy się z Bogiem, który jest źródłem miłość, który jest także potężniejszy niż wszelkie zło, potężniejszy niż sama śmierć. Dlatego wiara, która łączy człowieka z Jezusem zmartwychwstałym, wyzwala człowieka z lęku przed śmiercią i umożliwia mu życie na wzór Jezusa.

Człowiek ten, podobnie jak sam Jezus zostaje przepełniony miłością, pokojem i radością, której żadne siłą nie będzie w stanie mu odebrać. Co więcej człowiek ten otrzyma siłę, dzięki której będzie w stanie przemieniać każde napotkane zło w dobro i będzie mógł wzrastać w miłości także poprzez te bolesne doświadczenia.

Módlmy się o to, aby coraz więcej ludzi otworzyło swoje serca i przyjęło wiarę, którą ofiarowuje im Jezus Zmartwychwstały, aby pojednali się z Bogiem, zostali wyzwoleni ze wszelkich zniewoleń i zgodnie z pragnieniem własnego serca mogli żyć w miłości.

Wigilia Paschalna

Kiedy pracowałem na swojej pierwszej parafii, pewna chrześcijanka zadała mi następujące pytanie:  “Proszę księdza, mam wystarczająco dużo pieniędzy, jestem zdrowa, poza tym nie mam większych problemów. Do czego właściwie potrzebny jest mi Bóg?”

Niewątpliwie wielu ludzi jest przekonanych, że Boga potrzebują tylko ludzie, którzy nie mogą sobie poradzić w życiu, którzy sami nie mogą rozwiązać swoich problemów. Jednak bardzo zdziwiłem się tym, że także chrześcijanka myśli podobnie, że nie widzi ona potrzeby obecności i działania Boga w życiu człowieka, który jest przekonany, że ma wszystko, co potrzebuje do życia.

Jeżeli ktoś, choć trochę zna życie i naukę Jezusa Chrystusa, to dobrze wie, że Jezus nikomu nie obiecał bogactwa, zdrowia, dobrze płatnej pracy, czy też bezproblemowego życia.  Jezus dobrze znał naszą rzeczywistość i wiedział, że rozmaite cierpienia będą towarzyszyły człowiekowi, aż do pełnego zrealizowania Królestwa Bożego. W odróżnieniu od wielu innych ludzi Jezus nie obiecuje rzeczy nierealnych. Dlatego właśnie nie obiecuje swoim uczniom wyzwolenia z cierpień, które doświadczamy w codziennym życiu. Wprost przeciwnie wyraźnie stwierdza, że Jego uczniowie będą cierpieć tak samo jak On sam cierpiał.

Pomimo tego, że Jezus nie obiecuje ludziom łatwego i bezproblemowego życia, obiecuje coś znacznie cenniejszego. Jezus obiecuje dać swoim uczniom życie wieczne.

Życie wieczne, które Jezus nam obiecuje, to nie tylko życie bez końca. W rzeczywistości także w piekle można żyć na wieki.  Życie wieczne, które obiecuje nam Jezus to nigdy niekończące się życie w miłosnej wspólnocie z Trójjedynym Bogiem oraz ludźmi, którzy także będą uczestniczyć w tej wspólnocie miłości.

Życie wieczne, które obiecał nam Jezus nie zaczyna się po fizycznej śmierci człowieka, ale w chwili, gdy umrzemy on dla siebie samego. To znaczy życie wieczne zaczyna się w chwili, gdy nasze życie powierzymy Jezusowi, gdy przestaniemy żyć tylko dla siebie i podobnie jak Jezus zaczniemy żyć dla Boga oraz innego człowieka. Innymi słowami, życie wieczne zaczyna się wtedy, gdy odpowiemy na zaproszenie Jezusa i zaczniemy żyć z Jezusem.

Uczestniczeniu we wspólnocie miłości Boga jest celem naszego istnienia, jest stanem największego szczęścia człowieka. Nawet, jeżeli człowiek będzie miał doskonałe zdrowie, większe bogactwo niż może sobie wyobrazić, jeżeli nawet uda mu się w wielkim stopniu zniwelować ziemskie cierpienia, jednak nie osiągnie życia wiecznego, będzie nieszczęśliwy, a jego wszystkie skarby będą całkowicie bezwartościowe.

Życie wieczne stało się możliwe dzięki Zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa. Zmartwychwstały Jezus nie tylko jest Dawcą zmartwychwstania, ale sam jest Zmartwychwstaniem. Nie tylko jest Dawcą życia, ale sam jest Życiem, jest Życiem Wiecznym.

Jezus Chrystus z całą pewnością nie pragnie naszego cierpienia. Możliwe jest jednak, że nie uleczy naszych chorób, że nie wyzwoli nas z różnych zmartwień i kłopotów. Jednak możemy być pewni, że Jezus nigdy nas nie opuści, że w tych cierpieniach i kłopotach będzie zawsze z nami.

Jego obecność jest największym darem. Dzięki temu darowi możemy być szczęśliwi, pełni radości i pokoju w każdej sytuacji. Wtedy, gdy jesteśmy zdrowi, ale także, gdy jesteśmy chorzy. Wtedy, kiedy posiadamy więcej niż potrzebujemy do życia, ale także wtedy, kiedy brakuje nam rzeczy niezbędnych. Wtedy, gdy wszystko układa się dobrze, ale także wtedy, gdy wszystko się źle układa. Św. Paweł opisuje swoje życie z Jezusem następującymi słowami:

„ …ja bowiem nauczyłem się wystarczać sobie w warunkach, w jakich jestem. Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku. Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia.” (Fil 4,11-12)

 

Módlmy się o to, abyśmy wiernie kroczyli za Jezusem i w każdej sytuacji byli przepełnieni Jego radością i pokojem.

Módlmy się także o to, abyśmy dzielili się otrzymanymi darami z innymi, aby i oni otworzyli swe serce Jezusowi i mieli udział w życiu wiecznym.

 

WIELKI PIĄTEK

Wielkopiątkowa liturgia jest pamiątką męki oraz śmierci krzyżowej Jezusa Chrystusa. Podczas tej liturgii medytujemy mękę Jezusa, ale także adorujemy Jego krzyż.

Rozmyślanie nad śmiercią człowieka z przed 2000 lat dla wielu ludzi może wydawać się czymś bardzo dziwnym. Natomiast adorowanie krzyża, a dokładniej przybitego do krzyża ciała zmarłego człowieka, dla wielu ludzi może być nie tylko czymś głupim, ale wręcz gorszącym.

Dlaczego my chrześcijanie rozpamiętujemy mękę i śmierć Jezusa?

Dlaczego adorujemy krzyż Jezusa?

Czynimy to przede wszystkim dlatego, że wierzymy, że właśnie poprzez mękę oraz krzyżową śmierć Jezusa dokonało się nasze zbawienie. Ale czynimy to także dlatego, że wierzymy w to, że każdy człowiek, który dostrzeże prawdziwy sens cierpienia oraz śmierci krzyżowej Jezusa zostanie pociągnięty do Boga i będzie miał udział w dokonanym przez Jezusa zbawieniu.

Z całą pewnością widok umęczonego i przybitego do krzyża ciała Jezusa jest odrażający. Naturalną reakcją każdego, kto po raz pierwszy zobaczy przybite do krzyża poranione i zalane krwią ciało człowieka, jest odwrócenie wzrok. Może nawet czuć się zaszokowany faktem, że coś takiego znajduje się w miejscu, które jest uważane za miejsce święte, za miejsce modlitwy. Taki widok może wręcz utrudniać, albo nawet uniemożliwiać modlitwę.

Może właśnie takie naturalne odczucia człowieka sąt przyczyną tego, że wielu artystów unika ukazywania realnego wizerunku umęczonego Jezusa, upiększa ciało Jezusa, albo nawet zastępuje postać umęczonego Jezusa, postacią Jezusa zmartwychwstałego.

Jednak taki realistyczny wizerunek umęczonego, oszpeconego Jezusa ma bardzo głęboki sens. Jezus przyjął cierpienie i pozwolił na to, aby człowiek tak okrutnie Go oszpecił, między innymi w tym celu, aby ukazać nam ohydę grzechu, jego niszczycielską moc, jak również, aby ukazać nam stan człowieka, który poprzez swój grzech niszczy w sobie obraz Boga.

Każdy człowiek, który dostrzeże ohydę swojego grzechu naturalnie stara się odwrócić od niego wzrok. Usiłuje zapomnieć ten widok. Jeśli jednak to uczynimy stracimy szansę na nawrócenie, stracimy szansę na uleczenie, stracimy szansę na pojednanie się z Bogiem, stracimy szansę na udział w zbawieniu.

Jeżeli człowiek nie ulegnie swojemu naturalnemu odczuciu i nie ucieknie od szpetnego obrazu przybitego do krzyża Jezusa, ale będzie przy nim trwał, dostrzeże w tym obrazie bezinteresowną miłość Boga. Dostrzeże miłość Boga, którą nie może zniszczyć żadne wyrządzone przez człowieka zło, którą nie może zniszczyć żaden, największy nawet grzech, który człowiek popełnił.

Jeżeli dostrzeżemy tą miłość, zostaniemy napełniani wielką nadzieją na to, że ta miłość Boga jest rzeczywiście w stanie oczyścić mnie z mojego grzechu i wyzwolić mnie z jego więzów. Co więcej będziemy w stanie usłyszeć wezwanie Boga do pojednania. Będziemy w stanie dostrzec Jego zaproszenie do udziału w tej doskonałej miłości.

Jeżeli człowiek otworzy swoje serce na tą ogromną miłość Boga zostanie rzeczywiście wyzwolony z niewoli grzechu, zostanie napełniony, nie tylko nadzieją, ale także wdzięcznością, pokojem i radością. Zacznie miłować Boga i żyć w Jego miłości.

Każdy człowiek, który doświadczył tej mocy krzyża Jezusa, naturalnie adoruje Jego krzyż, oraz rozmyśla nad Jego Męką i śmiercią, aby jeszcze głębiej doświadczyć miłości Boga oraz jeszcze pełniej zostać napełniony tą miłością.

Módlmy się o to, aby poprzez poznanie Tajemnicy Męki i Śmierci krzyżowej Jezusa, coraz więcej ludzi poznało ohydę grzechu oraz jego niszczycielską moc, ale także aby poznali potęgę i wspaniałość miłości Boga, aby otworzyli swoje serca na tą miłość i zostali przez nią wyzwoleni z niewoli grzechu.

Wielki Czwartek

Dzisiaj w sposób szczególny świętujemy pamiątkę ustanowienia przez Jezusa Chrystusa Najświętszego Sakramentu, podczas Ostatniej Wieczerzy. Jako dzisiejszą Ewangelię usłyszeliśmy fragment Ewangelii św. Jana, który opisuje tą Ostatnią Wieczerzę.

Pomimo tego, że św. Jan opisuje Ostatnią Wieczerzę znacznie bardziej szczegółowo niż inni Ewangeliści, nie wspomina jej centralnego momentu, jakim niewątpliwie było ustanowienie przez Jezusa Eucharystii. Zamiast opisać Jezusa dającego siebie uczniom pod postacią chleba i wina, Jan opisuje Jezusa myjącego uczniom nogi.

Aby zrozumieć, dlaczego Jan w ten właśnie sposób opisał Ostatnią Wieczerzę musimy uświadomić sobie fakt, że czasie, kiedy św. Jan pisał swoją Ewangelię sprawowanie pamiątki Jezusa poprzez ceremonię zwaną „łamaniem chleba” już przez prawie 70 lat było powszechnie praktykowane przez chrześcijan. Z pism św. Pawła możemy dowiedzieć się, że chrześcijanie dobrze wiedzieli, że ten sposób sprawowania pamiątki Jezusa, został nakazany przez Niego samego podczas Ostatniej Wieczerzy. Pomimo tego, chrześcijanie ciągle jeszcze nie rozumieli dobrze znaczenia tej liturgii.

Jan Ewangelista pominął dobrze znany moment „łamanie chleba”, i opisał mniej znany moment mycia nóg właśnie w celu pogłębienia zrozumienia znaczenia Eucharystii, oraz sensu Jej przyjmowania.

Jezus powiedział o sobie, że przyszedł na ten świat nie po to, aby mu służono, ale po to, aby służyć. Poprzez służbę człowiekowi Syn Boży dzielił się swoim życiem, oddawał siebie człowiekowi. Nie zaprzestał czynienia tego nawet wtedy, kiedy konsekwencją wydanie siebie człowiekowi była własna męka oraz krzyżowa śmierć. W ten sposób Jezus ukazał miłość Boga do człowieka, ukazał prawdę, że Bóg, który kocha człowieka, ofiarowuje człowiekowi samego siebie.

Umycie nóg uczniów podczas Ostatniej Wieczerzy było symbolicznym ukazaniem sensu życia oraz śmierci Jezusa. Poprzez opisanie tego momentu Ostatniej Wieczerzy Jan Ewangelista poucza chrześcijan, że w Eucharystii Jezus oddaje nam siebie samego tak samo, jak wydał się w ręce Żydów poprzez swoją służbę i w ten sposób ukazuje nam miłość Boga do każdego z nas.

Po zakończeniu tej symbolicznej czynności umywania nóg uczniom, Jezus zwraca się do nich słowami,

„Jeżeli więc Ja, Pan i Nauczyciel, umyłem wam nogi, to i wyście powinni sobie nawzajem umywać nogi.”

Z tych słów możemy wywnioskować, że służba Jezusa jest nie tylko sposobem wyrażenia miłości Boga, ale także jest wezwaniem do tego, aby człowiek służył drugiemu człowiekowi i poprzez tą służbę ofiarował siebie Bogu, czyli aby odpowiedział swoją miłością na miłość Boga.

W ten sposób Jan Ewangelista poucza nas, że w Eucharystii Jezus nie tylko ofiarowuje nam Siebie Samego, ale także wzywa nas do tego, abyśmy my ofiarowali się Bogu, poprzez służbę innym ludziom w naszym życiu codziennym.

W rzeczywistości, przyjmowanie Ciała Jezusa pod postacią chleba będzie sensowne i owocne, czyli będzie pogłębiało naszą komunię z Jezusem, tylko wtedy, kiedy odpowiemy na to wezwanie Jezusa, czyli kiedy za przykładem naszego Pana będziemy starali się służyć innym ludziom.

Dziękując Jezusowi za to, że w Eucharystii ofiaruje nam siebie samego, módlmy się o to, aby nasze przyjmowanie Ciała Jezusa było naszym szczerym wyrazem miłości do Jezusa, aby było wyrazem naszego pragnienia zjednoczenia się z Jezusem.

Módlmy się także o to, abyśmy wzmocnieni tym Sakramentalnym Pokarmem, mogli w swoim życiu naśladować Jezusa, ukazywać Jego miłość innym ludziom i kroczyć ku pełnej jedności z Jezusem.