Dwudziesta Ósma Niedziela zwykła

Słowa św. Pawła, które są czytane, jako dzisiejsze drugie czytanie, mówią nam o stanie, którego większość ludzi nie zna z własnego doświadczenia. Mówią o radości i pokoju, czyli o szczęściu, którego doświadczał św. Paweł.

Pokój i radość, które doświadczamy na co dzień, są bardzo uzależnione od warunków zewnętrznych. Kiedy wszystko dzieje się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, jesteśmy radośni, spokojni, pewni siebie. Jednak, kiedy zdarzy się coś niespodziewanego, kiedy nie możemy zdobyć tego, co pragniemy, odczuwamy smutek lub niepokój. W ten sposób nasz stan psychiczny sterowany jest przez rozmaite czynniki zewnętrzne i nie jest trwały.

Ze słów, które św. Paweł napisał do Filipian, wynika, że jego radość i pokój były niezależne od ciągle zmieniających się warunków zewnętrznych. Właściwie nic, ani brak potrzebnych rzeczy, ani sprzeciw różnych ludzi nie był w stanie tego zmienić. Nie mogła tego dokonać nawet śmierć.

Źródłem tego szczęścia był sam Jezus, z którym św. Paweł związany był miłosną więzią. Miłosna więź z Jezusem była stałym źródłem radości i pokoju, dlatego, że była ona dla św. Pawła największym skarbem. Jednocześnie był to skarb, którego nikt nie był w stanie Mu odebrać.

Uczta, o której Jezus mówi w czytanej dzisiaj przypowieści, jest symbolem miłosnej relacji z Jezusem i jednocześnie symbolem doskonałego szczęścia. Poprzez tę przypowieść Jezus poucza, że na ucztę zaproszeni są wszyscy ludzie. Co więcej, wstęp na tę ucztę jest darmowy. Nie musimy nic płacić za udział w tej uczcie, nie dlatego, że jest ona bezwartościowa, ale wprost przeciwnie dlatego, że jest bezcenna. Gdybyśmy musieli płacić za udział w tej uczcie, nikt z nas nie byłby w stanie pozwolić sobie na uczestnictwo.

Wprawdzie zaproszenie na ucztę jest skierowane bezwarunkowo do każdego człowieka, to jednak istnieje jeden warunek, który musi być spełniony, aby człowiek mógł w rzeczywistości uczestniczyć w tej uczcie weselnej. Symbolem tego warunku jest strój weselny, za którego brak jeden z gości został wyrzucony z sali weselnej. Strój ten oznacza prawidłową motywację przyjęcia zaproszenia na ucztę.

Można wyobrazić sobie różne motywacje brania udziału w weselu, ale ze względu na motywację można podzielić ludzi biorących udział w weselu na dwie grupy. Jedną grupę stanowią ludzie, którzy uczestniczą w weselu ze względu na jakieś korzyści, czyli dla siebie samych. Natomiast drugą grupę stanowią ludzie, którzy uczestniczą w weselu ze względu na państwo młodych, chcą dzielić ich radość, chcą wyrazić wolę wspierania ich w ich rozpoczynającym się nowym życiu.

W uczcie, na którą zaprasza nas Jezus, mogą wziąć udział tylko ci drudzy, czyli ci, którzy chcą wziąć w niej udział ze względu na miłość do Jezusa, Dla ludzi, którzy Jezusa nie kochają, bycie w Jego towarzystwie wcale nie jest źródłem szczęścia. Można powiedzieć, że, nawet jeśli komuś, kto nie kocha Jezusa, udałoby się w jakiś sposób dostać na salę weselną, czyli do nieba, to i tak nie będzie szczęśliwy, ponieważ szczęście w niebie wypływa jedynie z miłosnego obcowania z Bogiem Ojcem poprzez miłosną więź z Jezusem Chrystusem.

Msza św., w której właśnie uczestniczymy, najlepiej obrazuje ucztę, którą przygotował dla nas Bóg. Jest to bardzo uboga uczta. Jedynym posiłkiem jest odrobina chleba i nieco wina. Jeżeli popatrzymy na Mszę świętą, jako na imprezę rozrywkową, to z pewnością uznamy, że jest ona bardzo nudna, a na dodatek za każdym razem jest niemal taka sama. Z łatwością można sobie wyobrazić wiele sposobów bardziej przyjemnego spędzenia czasu. Możliwe, że właśnie z tego powodu wielu ludzi odmawia uczestniczenia w tej uczcie i chętnie przyjmuje inne zaproszenia.

Jednak Jezus nie zaprasza nas na tę ucztę po to, aby posilić nas smacznymi potrawami, czy też napojami. Nie zaprasza nas na tę ucztę po to, aby nas zabawiać. Jezus zaprasza nas na tę ucztę po to, aby dać nam Siebie Samego. Każdy, kto przychodzi na Mszę świętą, pragnąc czegoś innego niż Jezusa, będzie zawiedziony. Natomiast ten, który pragnie Jezusa, wraz z Jego przyjęciem, zostanie obdarzony radością i pokojem, którego świat dać nie może. Zostanie także obdarzony siłą, dzięki której będzie mógł żyć szczęśliwie w każdej sytuacji, a nawet po tym ziemskim życiu przez całą wieczność.

Módlmy się o to, abyśmy otworzyli swoje serca i przyjęli nie tylko dary, jakie Jezus nam ofiarowuje, ale abyśmy przede wszystkim przyjęli samego Jezusa, tak abyśmy podobnie jak św. Paweł żyli z Jezusem na co dzień i takim życiem ukazywali innym ludziom źródło trwałego i wiecznego szczęścia.

Dwudziesta Siódma Niedziela zwykła

Przypowieść o „Gospodarzu i nieuczciwych dzierżawcach” jest krótkim streszczeniem historii Izraela, a tym samym jest streszczeniem historii zabawienia.

Bóg zawarł z Izraelem przymierze, uczynił z Izraela swój lud i obiecał dać im ziemię, gdzie będą mogli żyć w obfitości. Bóg prowadził Izrael ku obiecanej ziemi i bronił ich przed wszelkimi niebezpieczeństwami. Po otrzymaniu od Boga obiecanej ziemi Izraelici zachowywali wierność przymierzu i stopniowo stali się silnym i bogatym Królestwem. Jednak zamiast być wdzięczni Bogu, swój stan dobrobytu, zaczęli przypisywać swojemu wysiłkowi, swojej pracowitości i mądrości. Kiedy uwierzyli w swoje siły i poczuli się pewnie, przestali być wierni przymierzu. Ignorowali Boga oraz Jego nakazy. Żyli tak, jakby sami byli właścicielami wszystkich dóbr, które otrzymali od Boga.

W takiej sytuacji Bóg posyłał do nich proroków, poprzez których wzywał Izraelitów do nawrócenia, do powrotu do wierności przymierzu, które zawarli z Bogiem. Niestety Izraelici traktowali proroków tak samo, jak w przypowieści rolnicy traktowali posłańców właściciela winnicy.

W końcu Bóg posłał do Izraelitów swojego Syna. Podobnie jak właściciel, który pragnął, aby rolnicy uszanowali jego syna, Bóg pragnął, aby ludzie uszanowali Jego Syna, czyli, aby Go przyjęli i ukochali, a poprzez to, przyjęli i ukochali samego Boga.

Właśnie przyjęcie Boga i życie z Nim w miłosnej relacji jest tym owocem, który Bóg pragnął otrzymać od Izraelitów. Poprzez żyjący zgodnie z Wolą Boga Izrael, Bóg pragnął ukazać swoją Miłość całemu światu i w ten sposób pociągnąć wszystkie ludy ku Sobie.

Niestety, religijni przywódcy Izraela, którzy obawiali się, że kiedy cały lud zaakceptuje Jezusa i pójdzie za Nim, utracą swoją władzę, majątek, oraz swoje przywileje, zdecydowali się na zabicie Jezusa Chrystusa. Przywódcy powzięli taką straszną decyzję, ponieważ byli przekonani, że w ten sposób zdołają obronić to wszystko, co tak bardzo cenili.

Odrzucenie Jezusa oraz Jego zabicie było sprzeciwieniem się woli Boga, było olbrzymim grzechem, było największym złem, jakiego dopuścił się człowiek. Jednak ten grzech nie zdołał zniszczyć zbawczego planu Boga. Ludzie nie zdołali zniszczyć zbawczego planu Boga, ponieważ Bóg posiada moc przemieniania popełnionego przez człowieka zła w dobro. Jezus przypominał ten fakt przywódcą Izraela, poprzez zacytowanie fragmentu Psalmu 118. „Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. (Mt21,42)

Pomimo tego, że ludzie sprzeciwili się pragnieniu Boga, odrzucili Jezusa i zabili Go, czyli potraktowali Jezusa tak, jak budowniczy traktują kamień, który jest nieprzydatny do budowy, Bóg wykorzystał śmierć Jezusa do objawienia swojej wiernej Miłości. Można nawet powiedzieć, że poprzez śmierć krzyżową Jezusa oraz Jego Zmartwychwstanie, Bóg ukazał swoją Miłość jeszcze pełniej, niż uczyniłby to poprzez naród Izraela. W ten sposób śmierć Jezusa stała się najważniejszym elementem zbawczego planu Boga, podobnie jak w Psalmie odrzucony kamień stał się najważniejszym elementem nowego domu.

Niestety, zachowanie rolników w przypowieści Jezusa obrazuje nie tylko postawę Izraelitów sprzed 2000 lat, ale także postawę wielu ludzi żyjących w dzisiejszych czasach.

Pomimo tego, że cały świat, samo nasze życie, wszystkie nasze talenty, zdolności oraz posiadane przez nas rzeczy to dar Boga, wielu ludzi całkowicie ignoruje wolę Dawcy, jedynego prawowitego Właściciela tych dóbr i wykorzystuje Jego dary jedynie w celu zaspokojenie swoich ambicji oraz innych egoistycznych pragnień i żądz. Zgodnie z nauką Jezusa, życie takie prowadzi do zagłady jednostek, społeczeństw oraz całego świata.

Pomimo tego, że grzech człowieka dokonuje tak wielkich zniszczeń na całym świecie, nie jest on w stanie zniszczyć zbawczego planu Boga. Co więcej, Bóg używa ten grzech człowieka do jeszcze wspanialszej realizacji Swojego Królestwa.

Ta prawda jest dla nas źródłem wielkiej nadziei. Jednak radując się tą nadzieją, musimy pamiętać o tym, że aby zostać przyjętym do Królestwa Bożego musimy się nawrócić i podobnie jak Jezus być wiernymi Bogu w każdej sytuacji, w jakiej znajdziemy się i przez takie życie wydawać owoce, które Bóg pragnie, czyli stale pogłębiać naszą więź z Bogiem i objawiać Jego miłość innym ludziom.

Módlmy się o to, abyśmy wzmocnieni nadzieją, którą obdarza nas Jezus, podobnie jak On sam, używali wszystkich darów Bożych zgodnie z Jego intencją, tak abyśmy mogli wydać wspaniałe owoce, radować nimi Boga, ale także „posilali” nimi wielu ludzi.

Dwudziesta Szósta Niedziela zwykła

W dzisiejszej Ewangelii Jezus Chrystus poucza nas, że pełnienie woli Boga, naszego Ojca nie jest sprawą uczuć, pragnień, czy też słów, ale konkretnych czynów. Oznacza to, że wolę Boga pełni nie ten, kto tego pragnie lub też, kto swoimi słowami i zachowaniem stwarza wrażenie człowieka bardzo głęboko wierzącego i kochającego Boga, ale ten, kto na co dzień, tak w sprawach małych, jak i wielkich, żyje zgodnie z pragnieniem Boga, kto w swoich wyborach i decyzjach kieruje się nauką i przykładem życia Jezusa Chrystusa.

Ta prawda jest oczywista. Jednak wydaje mi się, że powód, dla którego człowiek powinien żyć zgodnie z wolą Boga, jest znacznie mniej oczywisty.

Są chrześcijanie, którzy są przekonani, że powinniśmy żyć zgodnie z wolą Boga w tym celu, aby zdobyć nagrodę i uniknąć kary. Jeżeli w takim przekonaniu słowa „nagroda” i „kara” są rozumiane w znaczeniu dosłownym to, jest ono całkowicie mylne.

W powszechnym zrozumieniu nagroda jest czymś, co człowiek otrzymuje za swoje osiągnięcia. Celem dawania nagrody jest docenienie wysiłku człowieka i mobilizowanie go do jeszcze większego wysiłku. Jest w pewnym sensie pozytywnym środkiem wychowawczym.

Jednak wszystko, co otrzymujemy od Boga, jest Jego darmowym darem, na który nie możemy sobie zasłużyć żadnymi czynami, nawet takimi, które byłyby zgodne z pragnieniem Boga, a który Bóg daje nie tylko czyniącym Jego wolę, jak również tym, którzy żyją całkowicie niezgodnie z Jego wolą. Z całą pewnością nawet w Piśmie Świętym, jest mowa o otrzymywaniu nagrody od Boga, ale tak naprawdę używane słowo „nagroda” oznacza dar Boga, czyli Jego łaskę.

Podobnie jest z karą. Powszechnie rozumiana kara to zadawanie człowiekowi jakiegoś cierpienia, w celu zmiany jego niepożądanego zachowania. Czyli jest negatywnym środkiem edukacyjnym. Niestety w praktyce bardzo często karanie nie ma nic wspólnego z wychowywaniem. Bardzo często karanie jest jedynie wyładowywaniem emocji na słabszym, jest pokazywaniem własnej siły, czy też po prostu jest zemstą za jakieś nieposłuszeństwo.

Nawet wśród chrześcijan są ludzie, którzy są przekonani, że Bóg działa właśnie w ten sposób. A jako karę za nieposłuszeństwo człowieka zsyła na niego różne choroby, nieszczęśliwe wypadki, czy też inne cierpienia, a nawet śmierć.

Zgodnie z nauką Katechizmu Kościoła Katolickiego, Bóg nigdy nie czyni żadnego zła. Nie czyni zła nawet wtedy, kiedy wie, że wynikłoby z niego pożądane dobro. Bóg, który jest Dobrem Absolutnym, nie ma żadnego związku z żadnym złem. Taki Bóg nigdy nie karze człowieka, w taki sposób jak ludzie karzą innych ludzi. Bóg nigdy nie czyni zła w tym celu, aby skorygować nasze błędne postępowanie.

Przekonanie o tym, że zgodne z wolą Boga uczynki człowieka są wynagradzane, a uczynki sprzeczne z wolą Boga są karane, może być prawdziwe jedynie wtedy, kiedy nagrodę i karę będziemy rozumieli, jako konsekwencje naszych czynów. Ponieważ Bóg szanuje nasze wolne wybory i chce, abyśmy uczyli się także z naszych doświadczeń, dopuszcza konsekwencje naszych czynów, a nawet pozwala na to, abyśmy uczestniczyli w konsekwencjach czynów innych ludzi.

Uczenie się na własnych błędach, jest jednym ze sposobów poznawania tego, co jest dobre, a co złe. Ale proces ten może być bardzo powolny, a przede wszystkie może być bardzo bolesny dla nas samych oraz dla ludzi, którzy mają w nim udział. Istnieje inny, pewny sposób poznawania tego, co dobre, a co złe.

Ponieważ Bóg zawsze pragnie naszego dobra, a jako nasz Stwórca nieomylnie wie, co jest dla nas dobre, Jego Wola wobec nas bezbłędnie ukazuje to, co jest dla nas dobre. Właśnie dlatego, życie zgodne z Wolą Boga jest dobre, a życie sprzeczne z Wolą Boga, jest złe dla człowieka. Z tego powodu możemy powiedzieć, że żyjący zgodnie z wolą Boga człowiek, jest mądry, natomiast ten, który żyje sprzecznie z wolą Boga jest nieroztropny, czy też po prostu głupi.

Jednak w chrześcijaństwie nie chodzi jedynie o to, aby mądrze żyć. Celem chrześcijaństwa jest miłosne zjednoczenie z Bogiem. Natomiast miłosne zjednoczenie dwóch osób, to nic innego jak jedność serc, jedność myśli, jedność pragnień, czyli zjednoczenie woli tych osób.

Zjednoczenie człowieka z Bogiem, to jedność woli Boga oraz woli człowieka. Nasz wysiłek, aby dostosować nasze życie do pragnienia Boga, nie jest jedynie wyborem tego, co jest dla nas dobre. Jest przede wszystkim jednoczeniem własnej woli z wolą Boga, jest aktem ofiarowania cząstki siebie Bogu, jest pogłębianiem naszej jedności z Bogiem.

Módlmy się o to, abyśmy poprzez naśladowanie Jezusa i realizowanie otrzymanej misji, coraz głębiej jednoczyli się z Bogiem, abyśmy nie tylko poznawali Jego myśli, ale sami myśleli tak, jak myśli Bóg, aby nie tylko nasze czyny, ale także nasze pragnienia były zgodne z pragnieniami Boga Ojca.

Dwudziesta Czwarta Niedziela zwykła

Dzisiejsza Ewangelia przypomina nam jedną z najważniejszych prawd naszej wiary. Bóg przebaczy każdy nasz grzechy, jeśli tylko poprosimy Boga o Jego przebaczenie. Bóg jest gotowy przebaczyć każdy nasz grzech, a nawet pragnie tego, bardziej niż my sami, tylko dlatego, że kocha nas bezwarunkowo i pragnie naszego dobra, pragnie naszego szczęścia.
Jednakże niezależnie od tego, jak wielka jest ta Boża Miłość, nie będzie miała w naszym życiu żadnego znaczenia, jeśli jej nie przyjmiemy. Podobnie jest z przebaczeniem grzechów. Boże przebaczenie nie będzie miało żadnego skutku, jeśli sami go nie przyjmiemy.
Przypowieść, którą usłyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, bardzo dobrze ilustruje tą prawdę.
Sługa, który nie był w stanie spłacić zaciągniętego u króla wielkiego dług, zgodnie z prawem powinien pójść do więzienia. Król w swoim miłosierdziu skreślił ten dług, dzięki czemu sługa mógł pozostać na wolności.
Jednak pomimo uzyskanego przebaczenia, sługa ostatecznie znalazł się w więzieniu. Los tego człowieka odmienił się po tym, jak wtrącił on do więzienia własnego dłużnika, który nie był w stanie oddać mu pieniędzy. W prawdzie czyn ten był zgodny z panującym prawem, to jednak król zdecydował się odwołać skreślenie długu i zgodnie z prawem wtrącić swojego dłużnika do więzienia.
Gdyby jakiś prawdziwy król, czy też inny władca, postępował tak, jak król z przypowieści Jezusa, czyli gdyby czasami ignorował prawo, a czasami je stosował, albo gdyby zmieniał swoje decyzje, to z pewnością nie byłby dobrym władcą. Oczywiście w tej przypowieść Jezus nie poucza ziemskich władców tego, jak mają rządzić, ale poucza nas o tym, jak swoją władzę sprawuje Bóg oraz o tym, czego Bóg pragnie dla człowieka i czego od człowieka wymaga.
Każdy grzech człowieka jest nie tylko złamaniem danego przez Boga Prawa, ale jest także sprzeciwieniem się Bogu. Grzech wyraża nasz brak ufności oraz brak miłości do Boga. Obraża Boga. Skutkiem grzechu jest osłabienie lub nawet zerwanie naszej relacji z Bogiem. Ponieważ człowiek staje się niewolnikiem grzechu, o własnych siłach nie jest w stanie naprawić tej relacji, nie jest w stanie powrócić do miłosnego obcowania z Bogiem. Właśnie taki stan człowieka, Jezus porównuje w swojej przypowieści do olbrzymiego długu, który człowiek nie jest w stanie spłacić.
Przebaczenie Boga, oznacza umożliwienie człowiekowi pojednania się z Bogiem. Jest ponownym ofiarowaniem człowiekowi Bożej Miłości, a przez to jest daniem mu szansy wyzwolenia z niewoli grzechu i powrotu do miłosnej relacji z Bogiem. To przebaczenie, Jezus porównuje do skreślenia niespłacalnego długu.
Jednak samo przebaczenie Boga nie zmienia rzeczywistej sytuacji grzesznika. Aby człowiek ponownie stał się wolny i na nowo zaczął żyć w serdecznej relacji z Bogiem, musi on przyjąć Boże przebaczenie, czyli musi powrócić do Boga i rzeczywiście pojednać się z Nim. To pojednanie nie jest sprawą uczucia, czy też samych chęci, ale jest nawiązaniem rzeczywistej miłosnej relacji z Bogiem.
Człowiek, który rzeczywiście kocha Boga i żyje w serdecznej relacji z Bogiem, żyje zgodnie z Jego wolą, czyli po prostu żyje w miłości, kocha innych ludzi miłością samego Boga. Dlatego też to, czy człowiek rzeczywiście przyjął Boże przebaczenie oraz pojednał się z Bogiem, można poznać po jego realnym życiu, a szczególnie po jego stosunku do innego człowieka.
Jeżeli po uzyskaniu Bożego przebaczenia, życie człowieka wcale się nie zmieniło, czyli jeżeli ciągle nie jest on w stanie kochać innych ludzi, miłością, którą Bóg mu ofiarował, oznacza to, że w rzeczywistości, nie przyjął on Bożego przebaczenia i nie pojednał się z Bogiem, że ciągle jest bardziej związany z grzechem niż z Bogiem i pozostaje w niewoli grzechu.
Właśnie tą prawdę Jezus ukazuje w przypowieści, gdzie jej bohater zostaje ostatecznie wtrącony do więzienia za niespłacony dług po tym, jak nie był on w stanie ukazać takiego miłosierdzia wobec swojego dłużnika, jakie król ukazał wobec niego.
Podsumowując, możemy powiedzieć, że przebaczanie bliźnim, jako wyraz naszej miłości do bliźniego, nie jest warunkiem, uzyskania Bożego przebaczenia, ale jest owocem przyjęcia tego przebaczenia, jest owocem pojednania się z Bogiem.
Módlmy się o to, abyśmy byli w stanie uznać przed Bogiem oraz przed samym sobą swoją rzeczywistą sytuację, swoją słabość, swoją grzeszność. Módlmy się także o to, abyśmy przyjęli Boże przebaczenie i pojednali się z Nim, a poprzez życie wierne miłości Boga, własnym życiem ukazywali tą Miłość ludziom, którzy jeszcze Jej nie znają.

Dwudziesta Trzecia Niedziela zwykła (rok A)

W zrozumieniu dzisiejszej Ewangelii pomogą nam następujące słowa Jezusa:

„Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani! Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście.” (Mt 23:37)

Zgodnie ze tymi słowami, zebranie wszystkich ludzi w jeden Lud Boży, w jedną Bożą rodzinę, jest wielkim pragnieniem Boga, co więcej, jest celem Jego działania. Wprawdzie nie tylko współcześni Jezusowi Żydzi, ale także bardzo liczni ludzie wszystkich czasów i wszystkich miejsc na świecie nie odpowiadają na to pragnienie Boga, to jednak możemy być pewni, że nikt nie jest w stanie zniweczyć Jego działania i na pewno pragnienie to zostanie w pełni zrealizowane. Obietnica pełnej realizacji tego pragnienia, została zapisana w Apokalipsie.

„I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: «Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie „BOGIEM Z NIMI” Ap21:3

Królestwo Boże, o którym pouczał nas Jezus Chrystus, jest właśnie taką jednością ludzi z Bogiem oraz jednością ludzi między sobą. Patrząc się na działalność Jezusa, możemy łatwo stwierdzić, że już od samego początku realizował On to Królestwo Boże poprzez gromadzenie ludzi wokół siebie, poprzez tworzenie wspólnot.

Prawdziwa wspólnota chrześcijańska, to taka wspólnota, której centrum jest Jezusa Chrystus, której członkowie są połączeni ze sobą miłością do Jezusa. Właśnie miłość jest tą więzią, która łączy chrześcijan z Bogiem, oraz chrześcijan między sobą. Dlatego życie miłością jest ważne nie tylko dla indywidualnego wzrostu oraz uświęcenia każdego człowieka, ale także jest sposobem realizowania Królestwa Bożego.

Ci, którzy nie żyją miłością, czyli ci, którzy żyją tylko dla siebie, rozbijają jedność, którą pragnie Bóg. O tych ludziach Jezus powiedział:

„Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; i kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.” Mt12:30

Każdy egoistyczny czyn, każdy grzech rani więzi łączące ludzi, osłabia jedność wspólnoty. Człowiek, który grzeszy, nie tylko oddala się od Boga, ale także rozbija wspólnotę.

Pomimo tego, że poprzez grzech człowiek działa przeciwko pragnieniu Boga oraz przeciwstawia się działaniu Jezusa, Jezus nie rezygnuje z tego człowieka, ale przebacza jego grzech i wzywa go do pojednania. Jezus zachęca także swoich uczniów, aby przebaczali swoim winowajcom tak, aby poprzez pojednanie została przywrócona, a nawet pogłębiona pierwotna jedność.

Jeżeli wbrew pragnieniu Jezusa, nie przebaczymy tym, którzy nas zranili, jeśli nie pojednamy się  z tymi, którzy się nawrócili, to także my sami przyczynimy się do pogłębienia rozbicia jedności wspólnoty.

W tym sensie grzech, ale także przebaczenie oraz pojednanie ma wpływ nie tylko na nasze prywatne życie, ale także na życie wspólnoty. Dlatego też, nasz własny grzech oraz brak naszego przebaczenia nie jest jedynie naszą prywatną sprawą, ale jest także sprawą całej wspólnoty.

Wspólnota chrześcijańska, w więc także i nasza wspólnota, ma za zadanie objawianie zamysłu Bożego wobec całego świata poprzez życie zgodne z nauką Jezusa, szczególnie poprzez utrzymywania i ciągłe pogłębianie wzajemnych więzi, poprzez ciągłe wzmacnianie jedności wspólnoty. Jest to także sposób świadczenia o miłości Bożej i pociągania ludzi do Boga, czyli jest sposobem gromadzenia ludzi w Lud Boży, jest sposobem rozszerzania i realizowania Królestwa Bożego.

Módlmy się o to, abyśmy wszyscy jako indywidualne osoby, ale także jako wspólnota, byli wierni miłości, jaką obdarzył nas Jezus, abyśmy swoim życiem, swoimi słowami i czynami nie rozbijali wspólnoty, ale pogłębiali jej jedność i w ten sposób ukazywali innym ludziom pragnienie Boga oraz współpracowali w jego realizacji.