Dwudziesta piąta niedziela zwykła (rok B)

Apostołowie, podobnie jak inni Żydzi, wierzyli, że światem rządzi Bóg. Byli przekonani, że Bóg, w przeciwieństwie do władców tego świata, jest sprawiedliwy i dlatego zawsze wynagradza ludzi, za ich dobre czyny, oraz karze ludzi, za zło, które oni czynią.

Gdy Jezus powiedział Apostołom o tym, że zostanie skazany na śmierć, byli bardzo zdziwieni, ponieważ Jezus nie wyrządził żadnego zła i nie było, za co Go karać. Wprost przeciwnie, Jezus uczynił wiele dobra, za które powinien być wynagrodzony.

Także dzisiaj wielu ludzi jest przekonanych, że świat jest rządzony przez Sprawiedliwego Boga. Wierzą, że sprawiedliwi ludzie są w specjalny sposób chronieni i wynagradzani za swoje dobre czyny, natomiast ludzie czyniący zło są karani.

Czy jednak nasze codzienne doświadczenie potwierdza takie przekonanie?

Niewątpliwie niektóre z doświadczanych przez nas cierpień są rezultatem naszego własnego działania. Na przykład, gdy ktoś prowadzi samochód po pijanemu, sam jest w pełni odpowiedzialny za ewentualny wypadek, za odniesione obrażenia, czy też za ewentualną śmierć. Gdy ktoś pali kilkadziesiąt papierosów na dzień, nie może nikogo winić za ewentualną chorobę płuc.

Jednak w wypadkach samochodowych giną nie tylko pijani kierowcy, ale także niewinni ludzie. Chorują i umierają nie tylko ludzie, którzy prowadzą bardzo niezdrowy styl życia, ale także ludzie, którzy dbają o swoje zdrowie. Cierpią i umierają nawet małe dzieci, które nigdy nie popełniły żadnego grzechu.

Dlaczego także niewinni ludzie cierpią?

Wielu ludzi zadaje sobie to pytanie, możliwe, że po raz pierwszy, wtedy, kiedy spotka ich cierpienie, które uważają za niesprawiedliwe.

Ludzie, którzy szukają odpowiedzi w Piśmie Świętym, są w wielkim kłopocie, ponieważ w Piśmie Świętym można znaleźć wiele różnych, niejednokrotnie sprzecznych odpowiedzi. Natomiast w nauczaniu Jezusa Chrystusa nie zdołamy odnaleźć żadnej odpowiedzi na to pytanie. Nie znaczy to jednak, że Jezus ignoruje problem cierpienia ludzi sprawiedliwych. Jezus podchodzi do problemu cierpienia praktycznie i pokazuje nam, jaką postawę powinniśmy przyjąć wobec cierpienia, pokazuje nam, co powinniśmy robić, kiedy spotka nas cierpienie.

Wszystkie Ewangelie ukazują nam, że głównym zajęciem Jezusa było uzdrawianie ludzi, oraz wyzwalanie ich z wielu innych cierpień. Jezus sam wielokrotnie unikał prześladowań i pouczał Apostołów, aby w razie prześladowań uciekali do innego miasta.

W ten sposób Jezus poucza nas, że cierpienie nie pochodzi od Boga, że Bóg nie pragnie naszego cierpienia. Zachęca nas do tego, abyśmy walczyli z cierpieniem, abyśmy pomagali cierpiącym ludziom i sami unikali lub przynajmniej zmniejszali cierpienia.

Jednakże w innym miejscu Jezus wzywa uczniów do tego, aby brali swój krzyż, czyli przyjmowali doświadczane cierpienie. Jezus pouczał uczniów, że prześladowania, czyli niesprawiedliwe cierpienie może być okazją do składania świadectwa, czyli czynienia dobra.

Jezus nie tylko nauczał o konieczności przyjęcia cierpienia, ale sam osobiście przyjął niesprawiedliwy wyrok śmierci. Właśnie w tym ogromnym cierpieniu, kiedy był przybity do krzyża, w najdoskonalszy sposób ukazał miłość Boga. Poprzez to cierpienie dokonał dzieła zbawienia człowieka

Może się wydawać, że Jezus, który jednym razem wzywa nas do walki z cierpieniem, natomiast innym razem wzywa nas do przyjmowania cierpienia, zaprzecza sam sobie. Jednak jeżeli uświadomimy sobie to, co w nauce Jezusa jest najważniejsze, ta pozorna sprzeczność przestaje istnieć.

Jezusa poucza nas, że najważniejszą sprawą w życiu człowieka jest kochanie Boga oraz drugiego człowieka. Pomaganie ludziom cierpiącym, jak również inne formy walki z cierpieniem, jest wyrazem naszej miłości. Niewątpliwie życie, które oparte jest na miłości, daje człowiekowi dużo radości. Jednak czasami miłości towarzyszy cierpienie. Cierpimy kiedy widzimy cierpienie osoby kochanej. Cierpimy kiedy kochana osoba ignoruje naszą miłość. Cierpimy także wtedy, kiedy kochana osoba usiłuje wykorzystać naszą miłość lub w inny sposób nas krzywdzi.

Bardzo wielu ludzi, w celu uniknięcia takich cierpień rezygnuje z miłości. Jednak Jezus wzywa nas do tego, abyśmy nie rezygnowali z miłości, nawet wtedy, kiedy towarzyszą jej cierpienia. Jeżeli miłości towarzyszy cierpienie, nie powinniśmy porzucać miłości, aby uniknąć cierpienia, ale powinniśmy przyjąć cierpienie, aby pozostać wiernymi miłości.

Jezus ukazał, że jeśli przyjmiemy cierpienie z miłości do Boga lub człowieka, czyli jeśli będziemy wierni miłości, także wtedy kiedy, towarzyszą jej cierpienia, to z tego cierpienia wypłynie wielkie dobro. To dobro będzie ożywiało nie tylko nas samych, ale także kochaną osobę. Co więcej, staniemy się współpracownikami Jezusa w dziele realizacji Królestwa Bożego, czyli rzeczywistości, w którym już nie będzie niesprawiedliwości, nie będzie ani chorób, ani cierpień, ani śmierci.

Módlmy się o rychłe nadejście Królestwa Bożego. Módlmy się o niezbędną moc, abyśmy nie tylko nie ulegali napotykanym cierpieniom, ale mogli w każdej sytuacji współpracować z Jezusem w realizacji Jego Królestwa.

Uroczystość Najświętszej Trójcy

Czytania Pisma Św. Uroczystości Najświętszej Trójcy streszczają Historię Zbawienia. Czytanie te zostały dobrane w ten sposób, ponieważ właśnie ta Historia Zbawienia jest historią samo-objawienia się Boga, dzięki któremu poznaliśmy, że Bóg jest tylko jeden, ale istnieje w trzech Osobach.

Najpierw Bóg objawił nam, że jest Bogiem Jedynym, który stworzył wszystko, co istnieje i który, jak dobry Ojciec, ciągle troszczy się o swoje stworzenie.

Syn Boży, który został posłany przez Ojca i w Jezusie Chrystusie stał się człowiekiem, objawił nam, że Bóg jest kochającym nas bezwarunkowo i bezgranicznie Zbawicielem, który pragnie wyzwolić nas ze zgubnych konsekwencji naszych własnych grzechów. Poświęcając swoje życie, Jezus Chrystus zrealizował plan zbawienia swojego Ojca.

Posłany przez Jezusa Duch Święty, dopełnia dzieła zbawienia. Poprzez udzielanie ludziom  życia oraz miłości Boga, czyni z nich dzieci Boga i prowadzi do pełnej jedności z Bogiem, do pełnego udziału w Jego życiu oraz miłości.

W ten właśnie sposób Bóg, ukazał się nam w Historii Zbawienia, jako Bóg Jedyny, ale jednocześnie, jako trzy Osoby: Ojciec, Syn i Duch Święty.

Z całą pewnością nigdy do końca nie zrozumiemy tej Tajemnicy całkowicie, jednak poprzez rozmyślanie nad Tą Tajemnicą, przez obcowanie z Nią, stopniowo poznajemy wspaniałość Boga, oraz Jego pragnienie wobec nas ludzi, a tym samym poznajemy sens i cel naszego życia, jak również jesteśmy coraz mocniej pociągani ku Bogu.

Tajemnica Najświętszej Trójcy mówi nam przede wszystkim o tym, że Bóg, będąc Jedynym, nie jest samotny, że nie istnieje dla siebie samego, ale dla kogoś drugiego, dla innej osoby. Możemy powiedzieć, że Trójca Święta jest Wspólnotą doskonałej miłości.

Jezus Chrystus ukazał nam, że kochać drugą osobę oznacza ofiarować tej osobie siebie samego oraz przyjąć tą osobę do swojego życia. Ponieważ Ojciec, Syn i Duch Święty kochają siebie doskonałą miłością, każda osoba oddaje siebie pozostałym Osobom i całkowicie je przyjmuje. Właśnie dlatego trzy Osoby Boskie: Ojciec, Syn i Duch Święty są doskonale ze sobą zjednoczone, są Jednym Bogiem.

Takiej doskonałej Miłości nie znajdziemy na ziemi. Jednakże w sercu pragniemy właśnie takiej doskonałej miłości. Nic oprócz takiej miłości nie jest w stanie napełnić naszego serca, które zostało stworzone na obraz i podobieństwo Boga samego.

Na szczęście dla nas, Bóg Ojciec, Syn i Duch Święty nie tylko żyją we wspólnocie doskonałej miłości, ale także zapraszają nas do udziału w tej wspólnocie, czyli do udziału w miłości i szczęśliwości samego Boga. Każdy człowiek może odpowiedzieć na to zaproszenie poprzez przyjęcie Bożej Miłości, czyli poprzez przyjęcie Boga samego i ofiarowanie Mu siebie samego.

Jeżeli człowiek przyjmie to zaproszenie, to nie tylko będzie mógł po zakończeniu tego ziemskiego życia uczestniczyć przez całą wieczność w życiu Trójcy Świętej, ale już teraz, w czasie tego ziemskiego życia będzie mógł doświadczyć przedsmaku szczęścia wiecznego. Człowiek ten stanie się żywym znakiem miłości Boga, dlatego też  swoim życiem będzie objawiał Jego miłość, będzie przyciągał do Boga innych ludzi. Takie życie jest naszą misją, jest sensem bycia chrześcijaninem.

Każdy z nas może objawiać Bożą miłość poprzez swoje życie, ale ponieważ Bóg jest wspólnotą miłości, najpełniej możemy to uczynić poprzez życie wspólnotowe. Może to być wspólnota rodzinna, wspólnota zakonna lub wspólnota parafialna. Jako wspólnota spełnimy tę misję objawiania Bożej miłości tym pełniej, im pełniejsza będzie jedność w naszej wspólnocie. Budowanie jedności wspólnoty jest zadaniem każdego z nas.

Może dobrze by było z okazji dzisiejszej Uroczystości zastanowić się nad swoim udziale w życiu wspólnoty, do której każdy z nas zależy. Czy poprzez aktywny udział w życiu wspólnoty, poprzez dzielenie się swoimi talentami buduję tę wspólnotę i przyczyniam się do pogłębiania jej jedności? Czy też swoimi czynami, swoimi słowami, pasywną postawą, brakiem zaangażowania w życiu wspólnoty przyczyniam się do osłabienia jej jedności, a może nawet do jej rozbicia?

Módlmy się także o to, aby każdy z nas przyczyniał się do pogłębiania jedności własnej wspólnoty, tak, aby jak najpełniej objawiała ona miłość Boga.

Módlmy się o to, aby coraz więcej ludzi poznało miłość Trójjedynego Boga i przyjęło Jego zaproszenie, tak aby już teraz mogli kosztować szczęścia uczestniczenia we wspólnocie miłości Ojca, Syna i Ducha Świętego, a po zakończeniu tego ziemskiego życia mieli udział w miłości Boga przez całą wieczność.

Zesłanie Ducha Świętego

Jezus Chrystus wszystko, co robił, robił dla dobra drugiego człowieka. Dla dobra drugiego człowieka ofiarował cały swój czas i całą swoją energię. Podczas Ostatniej Wieczerzy ofiarował swym uczniom swoje Ciało i Krew, a w następnym dniu oddał swoje życie za wszystkich ludzi.

W dniu Pięćdziesiątnicy Jezus oddał swym uczniom swego Ducha. W dniu tym oddał wszystko, co posiada. Możemy powiedzieć, że Jezus już nie ma nic więcej do ofiarowania.

Dzisiejsze Święto jest pamiątką tego wielkiego wydarzenia sprzed 2000 lat. Ale Święto to przypomina nam także wielką prawdę o tym, że każdy z nas, poprzez przyjęcie sakramentu chrztu i bierzmowania, podobnie jak Apostołowie oraz Maryja, otrzymał Ducha Jezusa Chrystusa. Ponieważ, każdy, kto przyjmuje Ducha Jezusa, otrzymuje zdolność do życia tak, jak żył Jezus, otrzymuje zdolność do życia dla dobra drugiego człowieka, czyli zdolność do życia w miłości, my wszyscy, którzy otrzymaliśmy Ducha Jezusa, jesteśmy w stanie kochać każdego człowieka, tak samo jak kocha go Jezus. Czy jesteśmy świadomi tych możliwości? Czy je realizujemy? Czy żyjemy tak, jak żył Jezus Chrystus?

Jeżeli pomimo tego, że przyjęliśmy Ducha Jezusa, nie żyjemy tak, jak żył Jezus, jeśli nasze życie, zamiast objawiać miłość, która jest w nas, objawia egoizm, to w celu zmiany takiego stanu, musimy poznać jego przyczyny.

Czy problem ten nie jest podobny do problemu związanego z innymi zdolnościami? Aby nasze zdolności wydały owoc, nie wystarczy je posiadać. Konieczna jest praca nad ich rozwinięciem. Podobnie jak utalentowani muzycy, czy też malarze rozwijają swój talent poprzez trening, czyli poprzez używanie tego talentu, podobnie my rozwiniemy swoją zdolność do kochania, jeśli będziemy kochać.

Na początku nasza miłość może być bardzo niedoskonała. Możemy być zdolni jedynie do małych aktów miłości. Jednak, jeśli będziemy wytrwale kontynuować życie miłością, to niewątpliwie zdolność do kochania będzie się w nas stopniowo rozwijała.

Istnieje przynajmniej jeszcze jeden powód, dla którego nasze wysiłki w celu rozwijania zdolności do miłości są bardzo ważne. Duch Święty nie jest tylko siłą, mocą, czy też zdolnością. Jest Bogiem. Jest Osobą, która nas kocha, która pragnie żyć z nami w głębokiej relacji miłości. Właśnie z tego powodu Duch Święty pragnie wyzwolić nas ze wszystkich zniewoleń, które uniemożliwiają nam życie w miłości. Ale Duch Święty jest jednocześnie Osobą, która szanuje naszą wolność i nic w nas nie zmieni bez naszej zgody.

Duch Święty jest zawsze z nami i zawsze daje nam pragnienia życia w miłości. Dlatego też nasze akty bezinteresownej miłości, nasze wysiłki w celu rozwinięcia naszej zdolności do kochania, są realizacją, czy przynajmniej próbą realizacji natchnień Ducha Świętego. Nawet jeśli te wysiłki nie do końca są udane, są zawsze sposobem wyrażana zaufania do Ducha Świętego, są sposobem wyrażania naszego pragnienia życia zgodnego z pragnieniem Ducha Świętego i w konsekwencji pogłębiają naszą więź z Duchem Świętym.

Wysiłki te są jednocześnie sposobem wyrażania zgodny na to, aby Ducha Święty w nas działał. Jeśli w ten sposób będziemy pozwalać Duchowi Świętemu na przebywanie oraz działanie w nas, będzie On w stanie działać w nas oraz przez nas coraz to swobodniej, z coraz to większą mocą. Będzie nas oczyszczał i wyzwalał z niewoli egoizmu, dzięki czemu podobnie jak Jezus, staniemy się wolni do doskonałej miłości. A co więcej zostaniemy upodobnieni do obrazu Jezusa Chrystusa.

Dziękując Bogu za dar Ducha Świętego, módlmy się o to, abyśmy coraz bardziej zjednoczeni z Duchem Świętym mogli wzrastać w miłości i coraz pełniej objawiać swym życiem Miłość Boga, tak, abyśmy podobnie jak sam Jezus Chrystus mogli doprowadzić wielu ludzi do spotkania z Bogiem.

Uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego

Każdy z nas doświadcza w swoim życiu różnorodnych strat. Może to być zgubienie jakiejś drobnej rzeczy, albo utracenie czegoś bardzo cennego lub nawet bardzo bliskiej osoby. Każdej stracie towarzyszy smutek. Im strata większa, tym smutek jest głębszy. Jeżeli utracona rzecz lub osoba odgrywała w naszym życiu bardzo ważną rolę, na przykład była gwarantem poczucia bezpieczeństwa, czy też źródłem poczucia szczęśliwości, smutek może być tak wielki, że stanie się ogromnym cierpieniem. Możemy nawet utracić poczucie sensu życia, czyli popaść w rozpacz i utracić siły potrzebne do życia.

Dla Apostołów taką wielką stratą, która spowodowała nie tylko wielki smutek, ale także napełniła ich serca rozpaczą, była śmierć Jezusa. Po śmierci Jezusa Apostołowie byli przekonani, że już nigdy Go nie spotkają. Konsekwentnie, wszystkie nadzieje, które w Nim pokładali, zostały utracone.

Jednak ten beznadziejny stan Apostołów nie trwał długo. Kiedy po trzech dniach Jezus zmartwychwstał, ich wielki smutek został przemieniony w ogromną radość. Jego Zmartwychwstanie ukazało Apostołom, że nawet śmierć nie jest w stanie zniszczyć ani Jezusa, ani Jego miłości. Przekonali się, że Jezus ma moc spełnić każdą obietnicę. Może spełnić nawet taką obietnicę, która nam wydaje się niemożliwa do spełnienia.

Wniebowstąpienie, którego pamiątkę dzisiaj świętujemy, dla Apostołów także było doświadczeniem straty. Dlaczego? Ponieważ od tego momentu Apostołowie nie mogli już widzieć postaci Jezusa, nie mogli już słyszeć Jego głosu, nie mogli obcować z Nim tak, jak to czynili przez trzy lata, kiedy Jezus przebywał wśród nich w swoim ludzkim ciele.

Z tego powodu odejście Jezusa do Ojca niewątpliwie powodowało smutek Apostołów. Jednak dzięki doświadczeniu Zmartwychwstania ich rozłąka z Jezusem, jaką było Wniebowstąpienie, wyglądała już całkiem inaczej niż rozłąka spowodowana Jego śmiercią. Teraz Apostołowie lepiej rozumieli obietnicę Jezusa i mieli pewność, że Jezus tą obietnicę spełni. To powodowało, że smutek Apostołów nie przemienił się w rozpacz. Wprost przeciwnie ich serca były napełnione wielką nadzieją i radością.

O jednej z obietnic Jezusa możemy przeczytać w Ewangelii św. Jana.

„W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce.  A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem.” (J14:2-3)

Jezus obiecał Apostołom przygotować dla mich miejsce w Królestwie Niebieskim i powrócić po nich tak, aby mogli przebywać z Nim na wieki. Z tego powodu życie dla Apostołów zaczęło oznaczać oczekiwanie na spełnienie tej obietnicy, czyli oczekiwanie na powtórne przyjście Jezusa

Jezus dał Apostołom jeszcze jedną wielką obietnicę. Obiecał zesłać swojego Ducha. Jezus spełnił tę obietnicę już po dziesięciu dniach i Apostołowie zostali napełnienia Jego Duchem.

Pomimo tego, że Apostołowie nie widzieli postaci Jezusa, dzięki Duchowi Świętemu mogli żyć w jeszcze głębszej relacji z Jezusem, niż żyli do tej pory. Dzięki Duchowi Świętemu Apostołowie mogli także iść za Jezusem, postępować zgodnie z Jego wskazówkami, pomimo, że nie słyszeli Jego głosu. Dzięki Duchowi Świętemu, Apostołowie mogli wypełnić misję, jaką powierzył im Jezus, mogli ciągle pogłębiać relację z Jezusem, a przez to przygotować się na decydujące spotkanie, kiedy Jezus powróci w swojej chwale. To spotkanie miało udoskonalić tą relację i doprowadzić do jedności z Jezusem, a przez Jezusa do jedności z samym Bogiem Ojcem i Duchem Świętym.

Te obietnice, które Jezus dał Apostołom, Jezus daje także każdemu z nas. Jezus obiecuje każdemu z nas, że przygotuje dla nas miejsca w Królestwie Niebieskim i przyjdzie po nas, aby nas wprowadzić do tego miejsca, tak abyśmy mogli być z Nim za zawsze. Obiecuje także, posłać nam swojego Ducha, abyśmy zostali Nim napełnieni i byli w stanie kochać Jezusa, żyć w serdecznej relacji z Jezusem i iść za Jego przewodnictwem, wypełnić misję, którą nam powierzył, a przez takie życie przygotować się na ostateczne i decydujące spotkanie z Jezusem.

Módlmy się o to, abyśmy podobnie jak Apostołowie, z głębi serca uwierzyli, że Jezus jest w stanie i na pewno spełni wszystkie swoje obietnice. Módlmy się o to, aby przyjęcie tych obietnic napełniło nasze serca wielką nadzieją i radością. Módlmy się także o to, abyśmy byli zawsze otwarci na obecność i przewodzenie Ducha św. tak, abyśmy żyli w serdecznej relacji z Jezusem, zgodnie z Jego pragnieniem i w ten sposób jak najlepiej przygotowali się na spotkanie, kiedy Jezus powróci w swojej chwale

Piąta Niedziela Wielkanocna

Kiedy żyłem w klasztorze w Tajimi, czasami pomagałem w tamtejszej winnicy. Dzięki tej pracy dowiedziałem się wielu, czasami zaskakujących rzeczy o uprawie winogron. Bardzo zaskoczył mnie fakt, że po zebraniu plonów, obcinało się wszystkie gałęzie, zarówno te, które nie wydały owoców jak i te, które owoce wydały. Odpowiedzialny za tą winnicę wytłumaczył mi, że gdyby te gałęzie nie zostały odcięte, to w przyszłym roku byłoby więcej liści, a mniej owoców.

Poznanie tego faktu pozwoliło mi na nowo zrozumieć przeczytaną dzisiaj Ewangelię. W Ewangelii tej Jezus porównuje swoich uczniów do gałęzi winnego krzewu i stwierdza, że te gałęzie, które nie wydadzą owoców, zostaną odcięte. Natomiast te, które owoc wydadzą, zostaną oczyszczone, aby wydały jeszcze obfitszy owoc.

Doświadczenie z Tajimi, pozwoliło mi zrozumieć, że odcinanie gałęzi, jak również ich oczyszczanie, jest jednym i tym samym działaniem Boga w stosunku do różnych ludzi. Takie działanie Boga Jezus wyraził następującymi słowami: Bóg Ojciec „sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt5,45). Innymi słowami, Bóg czyni dobro dla wszystkich ludzi, niezależnie od ich sposobu życia oraz ich stosunku do Boga, ponieważ miłość Boga jest bezwarunkowa.

Pomimo tego, że Bóg traktuje wszystkich ludzi jednakowo, to działanie Boga, czy też inaczej takie samo doświadczenie, jest odbierane inaczej przez innych ludzi, i skutki tego doświadczenia są także odmienne. W zależności od relacji człowieka do Boga takie samo doświadczenie może być dla jednych doświadczeniem ożywiającym, a dla innych doświadczeniem niszczącym.

Dla człowieka, który ma żywą relację z Jezusem Chrystusem, wszelkie doświadczenie działa oczyszczająco. Człowiek ten pogłębia swoją relację z Jezusem i wzrasta w miłości zarówno poprzez doświadczenia radosne, jak i bolesne.

Natomiast dla człowieka, który nie ma żadnej łączności z Jezusem lub też, którego relacja z Jezusem jest jedynie powierzchowna, nie tylko doświadczenia niepożądane, ale także doświadczenia pożądane, będą powodować, że człowiek ten coraz bardziej oddala się od Jezusa, a tym samem od Boga, który jest źródłem życia i miłość. To, że człowiek posuwa się w kierunku własnej zagłady, nie jest skutkiem działania Boga, ale skutkiem reakcji tego człowieka na pełne miłości działanie Boga.

Jeżeli chcemy poznać naszą rzeczywistą relację z Jezusem, czyli to czy jest ona żywa, czy też tylko formalna, a może nawet już martwa, musimy poznać owoce naszych różnorodnych doświadczeń, czyli to, jak te doświadczenia wpłynęły na nasze życie, jakimi ludźmi staliśmy się poprzez to, co doświadczyliśmy.

Jeżeli poprzez nasze doświadczenia wzrastamy w miłości, czyli coraz mniej zajmujemy się sobą, a coraz bardziej staramy się być dobrzy dla innych ludzi, jeżeli w naszym życiu jest coraz mniej lęku i obaw, a coraz więcej pokoju i radości, jeżeli jesteśmy coraz bardziej otwarci na innych ludzi i coraz bardziej cierpliwi wobec ludzi trudnych, to możemy być pewni, że nasza relacja z Jezusem, choć może nie jest jeszcze doskonała, to na pewno jest żywa.

Jeżeli jednak nasze doświadczenia sprawiają, że jest w nas coraz więcej lęku, obaw, żalu, niezadowolenia, niepokoju, zazdrości, zawiści, a sami stajemy się coraz bardziej skoncentrowani na sobie, coraz częściej staramy się wykorzystywać innych ludzi do zaspokojenia własnych pragnień, a coraz rzadziej staramy się być dobrzy dla innych, to powinniśmy zweryfikować naszą relację z Jezusem. Nawet jeżeli jesteśmy przekonani, że mocno wierzymy w Jezusa, albo nawet, że kochamy Go i że z Jezusem łączy nas bardzo głęboka więź, to najprawdopodobniej w rzeczywistości jest całkowicie inaczej.

Odkrycie prawdy, że nasza relacja z Jezusem jest gorsza, niż myśleliśmy, niewątpliwie jest bardzo bolesne. Jednak tylko poznanie i uznanie tej bolesnej prawdy o naszej relacji z Jezusem daje nam szansę na odnowienie tej relacji, i tym samym daje nam szansę na zmianę naszego życia i jego ostatecznego rezultatu.

Niezależnie od tego, czy nasza relacja z Jezusem jest żywa i głęboka, czy też jest tylko formalna lub wręcz martwa, powinniśmy ciągle starać się pogłębiać tę relację. W tym celu musimy przede wszystkim uznać naszą słabość oraz całkowitą niezdolność do osiągnięcia własnym wysiłkiem szczęścia, którego pragniemy w naszym sercu. Następnie powinniśmy uznać, że tylko Jezus Chrystusa jest w stanie zaspokoić całkowicie to pragnienie i robić wszystko, co jest w naszej mocy, abyśmy coraz lepiej poznawali Jezusa oraz Jego naukę i w życiu codziennym kierowali się przykładem Jego życia, oraz Jego nauką.

Módlmy się o to, abyśmy poprzez życie z Jezusem, poprzez ciągłe wsłuchiwanie się w Słowo Boga i nieustający wysiłek życia według Tego Słowa, pogłębiała się nasza więź z Jezusem tak, aby nasze życie wydało obfite owoce, które nie tylko zaspokoją pragnienia naszego serca, ale także staną się ożywiającym pokarmem dla wielu ludzi.