Dwudziesta Czwarta Niedziela zwykła

Dzisiejsza Ewangelia przypomina nam jedną z najważniejszych prawd naszej wiary. Bóg przebaczy każdy nasz grzechy, jeśli tylko poprosimy Boga o Jego przebaczenie. Bóg jest gotowy przebaczyć każdy nasz grzech, a nawet pragnie tego, bardziej niż my sami, tylko dlatego, że kocha nas bezwarunkowo i pragnie naszego dobra, pragnie naszego szczęścia.
Jednakże niezależnie od tego, jak wielka jest ta Boża Miłość, nie będzie miała w naszym życiu żadnego znaczenia, jeśli jej nie przyjmiemy. Podobnie jest z przebaczeniem grzechów. Boże przebaczenie nie będzie miało żadnego skutku, jeśli sami go nie przyjmiemy.
Przypowieść, którą usłyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, bardzo dobrze ilustruje tą prawdę.
Sługa, który nie był w stanie spłacić zaciągniętego u króla wielkiego dług, zgodnie z prawem powinien pójść do więzienia. Król w swoim miłosierdziu skreślił ten dług, dzięki czemu sługa mógł pozostać na wolności.
Jednak pomimo uzyskanego przebaczenia, sługa ostatecznie znalazł się w więzieniu. Los tego człowieka odmienił się po tym, jak wtrącił on do więzienia własnego dłużnika, który nie był w stanie oddać mu pieniędzy. W prawdzie czyn ten był zgodny z panującym prawem, to jednak król zdecydował się odwołać skreślenie długu i zgodnie z prawem wtrącić swojego dłużnika do więzienia.
Gdyby jakiś prawdziwy król, czy też inny władca, postępował tak, jak król z przypowieści Jezusa, czyli gdyby czasami ignorował prawo, a czasami je stosował, albo gdyby zmieniał swoje decyzje, to z pewnością nie byłby dobrym władcą. Oczywiście w tej przypowieść Jezus nie poucza ziemskich władców tego, jak mają rządzić, ale poucza nas o tym, jak swoją władzę sprawuje Bóg oraz o tym, czego Bóg pragnie dla człowieka i czego od człowieka wymaga.
Każdy grzech człowieka jest nie tylko złamaniem danego przez Boga Prawa, ale jest także sprzeciwieniem się Bogu. Grzech wyraża nasz brak ufności oraz brak miłości do Boga. Obraża Boga. Skutkiem grzechu jest osłabienie lub nawet zerwanie naszej relacji z Bogiem. Ponieważ człowiek staje się niewolnikiem grzechu, o własnych siłach nie jest w stanie naprawić tej relacji, nie jest w stanie powrócić do miłosnego obcowania z Bogiem. Właśnie taki stan człowieka, Jezus porównuje w swojej przypowieści do olbrzymiego długu, który człowiek nie jest w stanie spłacić.
Przebaczenie Boga, oznacza umożliwienie człowiekowi pojednania się z Bogiem. Jest ponownym ofiarowaniem człowiekowi Bożej Miłości, a przez to jest daniem mu szansy wyzwolenia z niewoli grzechu i powrotu do miłosnej relacji z Bogiem. To przebaczenie, Jezus porównuje do skreślenia niespłacalnego długu.
Jednak samo przebaczenie Boga nie zmienia rzeczywistej sytuacji grzesznika. Aby człowiek ponownie stał się wolny i na nowo zaczął żyć w serdecznej relacji z Bogiem, musi on przyjąć Boże przebaczenie, czyli musi powrócić do Boga i rzeczywiście pojednać się z Nim. To pojednanie nie jest sprawą uczucia, czy też samych chęci, ale jest nawiązaniem rzeczywistej miłosnej relacji z Bogiem.
Człowiek, który rzeczywiście kocha Boga i żyje w serdecznej relacji z Bogiem, żyje zgodnie z Jego wolą, czyli po prostu żyje w miłości, kocha innych ludzi miłością samego Boga. Dlatego też to, czy człowiek rzeczywiście przyjął Boże przebaczenie oraz pojednał się z Bogiem, można poznać po jego realnym życiu, a szczególnie po jego stosunku do innego człowieka.
Jeżeli po uzyskaniu Bożego przebaczenia, życie człowieka wcale się nie zmieniło, czyli jeżeli ciągle nie jest on w stanie kochać innych ludzi, miłością, którą Bóg mu ofiarował, oznacza to, że w rzeczywistości, nie przyjął on Bożego przebaczenia i nie pojednał się z Bogiem, że ciągle jest bardziej związany z grzechem niż z Bogiem i pozostaje w niewoli grzechu.
Właśnie tą prawdę Jezus ukazuje w przypowieści, gdzie jej bohater zostaje ostatecznie wtrącony do więzienia za niespłacony dług po tym, jak nie był on w stanie ukazać takiego miłosierdzia wobec swojego dłużnika, jakie król ukazał wobec niego.
Podsumowując, możemy powiedzieć, że przebaczanie bliźnim, jako wyraz naszej miłości do bliźniego, nie jest warunkiem, uzyskania Bożego przebaczenia, ale jest owocem przyjęcia tego przebaczenia, jest owocem pojednania się z Bogiem.
Módlmy się o to, abyśmy byli w stanie uznać przed Bogiem oraz przed samym sobą swoją rzeczywistą sytuację, swoją słabość, swoją grzeszność. Módlmy się także o to, abyśmy przyjęli Boże przebaczenie i pojednali się z Nim, a poprzez życie wierne miłości Boga, własnym życiem ukazywali tą Miłość ludziom, którzy jeszcze Jej nie znają.

Dwudziesta Trzecia Niedziela zwykła (rok A)

W zrozumieniu dzisiejszej Ewangelii pomogą nam następujące słowa Jezusa:

„Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani! Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście.” (Mt 23:37)

Zgodnie ze tymi słowami, zebranie wszystkich ludzi w jeden Lud Boży, w jedną Bożą rodzinę, jest wielkim pragnieniem Boga, co więcej, jest celem Jego działania. Wprawdzie nie tylko współcześni Jezusowi Żydzi, ale także bardzo liczni ludzie wszystkich czasów i wszystkich miejsc na świecie nie odpowiadają na to pragnienie Boga, to jednak możemy być pewni, że nikt nie jest w stanie zniweczyć Jego działania i na pewno pragnienie to zostanie w pełni zrealizowane. Obietnica pełnej realizacji tego pragnienia, została zapisana w Apokalipsie.

„I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: «Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie „BOGIEM Z NIMI” Ap21:3

Królestwo Boże, o którym pouczał nas Jezus Chrystus, jest właśnie taką jednością ludzi z Bogiem oraz jednością ludzi między sobą. Patrząc się na działalność Jezusa, możemy łatwo stwierdzić, że już od samego początku realizował On to Królestwo Boże poprzez gromadzenie ludzi wokół siebie, poprzez tworzenie wspólnot.

Prawdziwa wspólnota chrześcijańska, to taka wspólnota, której centrum jest Jezusa Chrystus, której członkowie są połączeni ze sobą miłością do Jezusa. Właśnie miłość jest tą więzią, która łączy chrześcijan z Bogiem, oraz chrześcijan między sobą. Dlatego życie miłością jest ważne nie tylko dla indywidualnego wzrostu oraz uświęcenia każdego człowieka, ale także jest sposobem realizowania Królestwa Bożego.

Ci, którzy nie żyją miłością, czyli ci, którzy żyją tylko dla siebie, rozbijają jedność, którą pragnie Bóg. O tych ludziach Jezus powiedział:

„Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; i kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.” Mt12:30

Każdy egoistyczny czyn, każdy grzech rani więzi łączące ludzi, osłabia jedność wspólnoty. Człowiek, który grzeszy, nie tylko oddala się od Boga, ale także rozbija wspólnotę.

Pomimo tego, że poprzez grzech człowiek działa przeciwko pragnieniu Boga oraz przeciwstawia się działaniu Jezusa, Jezus nie rezygnuje z tego człowieka, ale przebacza jego grzech i wzywa go do pojednania. Jezus zachęca także swoich uczniów, aby przebaczali swoim winowajcom tak, aby poprzez pojednanie została przywrócona, a nawet pogłębiona pierwotna jedność.

Jeżeli wbrew pragnieniu Jezusa, nie przebaczymy tym, którzy nas zranili, jeśli nie pojednamy się  z tymi, którzy się nawrócili, to także my sami przyczynimy się do pogłębienia rozbicia jedności wspólnoty.

W tym sensie grzech, ale także przebaczenie oraz pojednanie ma wpływ nie tylko na nasze prywatne życie, ale także na życie wspólnoty. Dlatego też, nasz własny grzech oraz brak naszego przebaczenia nie jest jedynie naszą prywatną sprawą, ale jest także sprawą całej wspólnoty.

Wspólnota chrześcijańska, w więc także i nasza wspólnota, ma za zadanie objawianie zamysłu Bożego wobec całego świata poprzez życie zgodne z nauką Jezusa, szczególnie poprzez utrzymywania i ciągłe pogłębianie wzajemnych więzi, poprzez ciągłe wzmacnianie jedności wspólnoty. Jest to także sposób świadczenia o miłości Bożej i pociągania ludzi do Boga, czyli jest sposobem gromadzenia ludzi w Lud Boży, jest sposobem rozszerzania i realizowania Królestwa Bożego.

Módlmy się o to, abyśmy wszyscy jako indywidualne osoby, ale także jako wspólnota, byli wierni miłości, jaką obdarzył nas Jezus, abyśmy swoim życiem, swoimi słowami i czynami nie rozbijali wspólnoty, ale pogłębiali jej jedność i w ten sposób ukazywali innym ludziom pragnienie Boga oraz współpracowali w jego realizacji.

Osiemnasta Niedziela zwykła (A)

W dzisiejszym pierwszym czytaniu usłyszeliśmy słowa proroka Izajasza. „Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci?” (Iz55,2) Pomimo tego, że prorok Izajasz wypowiedział te słowa ok. 2700 lat temu, są one ciągle aktualne. Także dzisiaj wielu ludzi pracuje ciężko, aby zaspokoić swoje pragnienia, jednak nie tylko ich nie zaspokajają, ale nawet niejednokrotnie wyrządzają sobie krzywdę.

Myślę, że jedną z przyczyn takiego stanu jest fakt, że większość ludzi nawet nie zastanawia się nad tym, czego w rzeczywistości pragną, ani tym bardziej skąd biorą się ich pragnienia i co one oznaczają.

Zastanówmy się pokrótce nad problemem naszych pragnień.

Najpierw musimy uświadomić sobie, że każdy człowiek ma różnorodne, rzeczywiste potrzeby. Istnieją potrzeby naszego ciała, czyli potrzeby fizyczne. Istnieją potrzeby naszej psychiki, czyli potrzeby psychiczne, Istnieją także potrzeby naszej duszy, czyli potrzeby duchowe. Kiedy wszystkie potrzeby są zaspokojone, człowiek odczuwa równowagę fizyczną, psychiczną oraz duchową. Równowaga ta jest odczuwana, jako stan szczęśliwości.

Kiedy jakaś potrzeba przestanie być zaspokojona, ta równowaga zostaje naruszona. Stan zaburzonej równowagi jest jakby stanem chorobowym naszego organizmu i może być groźny dla życia fizycznego, psychicznego albo życia duchowego człowieka.

Bardzo często nasz organizm przywraca zaburzoną równowagę bez udziału naszej świadomości. Jednak, kiedy nie jest w stanie tego uczynić, wysyła nam różne sygnały i informuje nas o naruszeniu tej równowagi. Czasami takie sygnały, jak na przykład odczuwane zmęczenie, senność, głód, czy też pragnienie (suchość gardła) są bardzo łatwe do odczytania. Jednak bardzo często może to być jedynie poczucie jakiegoś braku, nieokreślone pragnienie czegoś, albo jakiś ból fizyczny, smutek, lęk, poczucie samotności. Ponieważ sygnały te nie tylko informują człowieka o naruszeniu równowagi organizmu, ale także powodują pewne cierpienie, przymuszają człowieka do działania w celu zaspokojenia niezaspokojonej potrzeby.

Aby człowiek był w stanie odczytywać wysyłane przez nasz organizm sygnały prawidłowo, a tym samym mógł rozpoznać to, jaka potrzeba wymaga zaspokojenia, musi dobrze poznać samego siebie, musi poznać swoją naturę. Niestety większość ludzi nie podejmuje tego trudu i z tego powodu bardzo wielu ludzi nie ma pojęcia, czego naprawdę potrzebują.

Nasze pragnienia są przeważnie jedynie naszą interpretacją sygnałów wysyłanych przez nasze ciało, naszą psychikę oraz naszą duszę. Dlatego właśnie ludzie, którzy nie są w stanie prawidłowo odczytywać tych sygnałów, bardzo często pragną rzeczy, które nie są stanie zaspokoić ich rzeczywistych potrzeb, a co gorsze niejednokrotnie pragną rzeczy, które im szkodzą. W praktyce bardzo często ludzie pragną nie tego, co może zaspokoić ich potrzeby, ale tego, co sprawia, że przez pewien czas nie odczuwają cierpienia, które jest spowodowane niezaspokojeniem jakiejś potrzeby. Działanie takie przypomina ograniczanie się do zażywanie środków przeciwbólowych i zaniechanie zażywania lekarstw, które mogłyby uleczyć chorobę, która ten ból powoduje.

Najprawdopodobniej człowiek postępuje w ten sposób nie tylko dlatego, że szkoda mu czasu na poznanie swoich prawdziwych potrzeb, ale dlatego, że podświadomie przeczuwa, że nawet gdyby poznał swoje prawdziwe potrzeby, to i tak nie byłby w stanie ich zaspokoić.

Prorok Izajasz zwraca się właśnie do tak postępujących ludzi. Jednak nie poprzestaje na ukazaniu bezsensu takiego postępowania. Prorok przekazuje wezwanie Boga do zaufania Mu i postępowania zgodnie z Jego słowami. Przekazuje także Bożą obietnicę zaspokojenia wszystkich potrzeb człowieka. Bóg posłał do nas swojego Jednorodzonego Syna właśnie w tym celu, aby wypełnić tą obietnicę.

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje Jezusa, kiedy w cudowny sposób zaspokoił głód ponad pięciotysięcznego tłumu. W rzeczywistości Jezus dał tym ludziom znacznie więcej pokarmu, niż tego potrzebowali. W ten sposób Jezus ukazał, że Bóg Ojciec nie tylko zna wszystkie nasze potrzeby, ale także pragnie je zaspokoić. Co więcej, Jezus ukazał, że sam jest obiecanym Chlebem życia, poprzez który Bóg Ojciec zaspakaja głód i pragnienie, czyli wszystkie potrzeby człowieka w sposób przekraczający wszelkie jego wyobrażenia oraz oczekiwania.

W celu spełnienia tej misji Syn Boży stał się człowiekiem i wydał siebie samego w ręce grzeszników.  Nie było to jednorazowe wydarzenie. Obecnie podczas każdej Mszy Świętej, Syn Boży Jezusa Chrystus, pod postacią Chleba i Wina,  wydaje siebie samego w nasze ręce.

Każdy człowiek, który poprzez przyjęcie Komunii Świętej, przyjmuje żywego Jezusa Chrystusa, a następnie żyje zgodnie z Jego słowem, pogłębia swoją jedność z Jezusem. Ponieważ Jezus jest doskonale zjednoczony z Bogiem Ojcem, człowiek ten jednocześnie pogłębia swoją jedność z Bogiem Ojcem oraz Duchem Świętym.

W ten sposób, że dzięki Jezusowi Chrystusowi, każdy człowiek może odpowiedzieć na przekazane przez proroka Izajasza wezwanie Boga. Może przyjąć dar, który zaspokaja wszystkie potrzeby człowieka, czyli może przyjąć samego Boga.

XVII Niedziela Zwykła (A)

Św. Augustyn modlił się tymi słowami: „Dla siebie nas Boże stworzyłeś i niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Tobie o Boże”. Słowami tej modlitwy św. Augustyn wyznaje, że sam Bóg jest ostatecznym celem stworzenia człowieka, że jest jego największym dobrem i jednocześnie pełnią szczęścia. Właśnie tej prawdy Jezus poucza nas poprzez dwie przypowieści, które przed chwilą usłyszeliśmy.

Jednak Jezus nie poprzestaje na tym. Poucza nas także o tym, co powinniśmy uczynić w tym celu, abyśmy mogli wejść do Królestwa Bożego, czyli abyśmy rzeczywiście żyli w miłosnej relacji z Bogiem

Bohaterowie dzisiejszej przypowieści stali się właścicielami upragnionego skarbu dopiero po sprzedaniu całego swojego majątku. W ten sposób Jezus poucza nas, że człowiek, może żyć w miłosnej relacji z Bogiem, dopiero wtedy, gdy pozbędzie się swoich wszystkich ziemskich skarbów. Nie chodzi o to, aby sprzedać wszystkie swoje posiadłości i tak zdobytymi pieniędzmi zapłacić za wejście do Królestwa Bożego. Nikt nie jest w stanie zapłacić za miłosną relację z Bogiem, gdyż jest ona bezcenna. W rzeczywistości miłosna relacja z Bogiem  jest darmowym darem, którym Bóg pragnie obdarzyć wszystkich ludzi.

Niestety bardzo wielu ludzi nie jest w stanie przyjąć tego daru, nawet jeśli tego pragną. Ludzie ci nie są w stanie przyjąć daru miłości Boga, ponieważ są zniewoleni poprzez to wszystko, co uważają za swój skarb, czyli za coś koniecznego szczęśliwego życia. Dla niektórych ludzi mogą to być dobra materialne lub zdrowie. Dla innych praca lub rozrywka. Inni za niezbędny warunek szczęścia uważają wykształcenie, rozwój swoich możliwości, wysoką pozycję społeczną lub inną formę władzy, a jeszcze inni uzyskanie uznania innych ludzi lub posiadanie wielu przyjaciół.

Żadna z tych rzeczy nie jest zła, wprost przeciwnie same w sobie są one dobre i potrzebne do życia. Jednak jak długo za konieczny warunek szczęśliwego życie będziemy uważali coś innego niż miłosną relację z Bogiem, czyli jak długo coś innego niż Bóg będzie naszym skarbem, tak długo nie będziemy w stanie żyć w miłosnej relacji z Bogiem.

Pozbycie się swoich skarbów nie jest łatwe. Jeżeli jakaś rzecz spełnia w naszym życiu  ważną rolę, to jesteśmy bardzo mocno z nią związani i jej utrata powoduje nie tylko smutek, ale także duży niepokój oraz lęk. Strata ta może stać się nawet przyczyną depresji lub innego cierpienia. Najczęściej pozbycie się takiego skarbu nie jest skutkiem jednorazowej decyzji, ale procesu stopniowego wyzwalania się od tej rzeczy.

Święty Paweł osobiście przeszedł przez ten proces. Po spotkaniu Jezusa zapragnął on żyć z Jezusem, zgodnie z Jego pragnieniem. Jednak szybko przekonał się, że nie był w stanie tego uczynić. Ówczesny swój stan wyraził następującymi słowami: „Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. … Nieszczęsny ja człowiek! ” (Rz 7:19.24)

Jest to stan człowieka, który odnalazł wielki skarb i zapragnął go zdobyć, jednak nie ma odwagi, żeby pozbyć się swoich dotychczasowych skarbów i w ten sposób zrobić miejsce na nowy skarb. Dlatego też jedynie z własnej winy nie jest w stanie spełnić swojego pragnienia. Jest to bolesny stan, który niestety w przypadku wielu chrześcijan trwa aż do śmierci.

Św. Paweł miał odwagę uznać swoje zniewolenie, jak również swoją bezsilność, czyli fakt, że sam o własnych siłach nie jest w stanie wyzwolić się z tych więzów, które uniemożliwiały mu przyjęcie upragnionego skarbu. To uznanie swojej słabości pomogło Pawłowi otworzyć się na Boga i poznać moc Jego miłości.

Napisał o tym w liście do Rzymian. „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra.” (Rz8,28)  Ponieważ dla dobra tego, który kocha Boga, Bóg działa nie tylko poprzez wszelkie zło, jakie ten człowiek napotyka w swoim życiu, ale także poprzez jego słabości oraz grzechy, Paweł zrozumiał, że prawdziwa wolność i przyjęcie daru Bożej miłości nie jest owocem wysiłków człowieka, ale jest wynikiem działania Boga. Wszystko, co człowiek musi zrobić to wytrwale pragnąć miłości Boga i otworzyć się na jego działanie. Gdy Paweł zaczął polegać jedynie na mocy Boga, był gotowy na rezygnację ze wszystkich pozornych skarbów i  przyjęcie skarbu prawdziwego.

Dziękując Bogu za dar Jego miłości, módlmy się o to, abyśmy na wzór Pawła uznali swoją niemoc i poprzez przyjęcie działania Boga, zostali wyzwoleni ze wszystkich ziemskich uzależnień i żyli w Jego miłości przez całą wieczność.

Szesnasta Niedziela zwykła

Ewangelia (Mt 13, 24-43)
Przypowieść o chwaście wśród zboża

My chrześcijanie wierzymy, że Dobry i Wszechmocny Bóg, stworzony dobry świat. Jednak wokół nas możemy dojrzeć wiele zła. Co więcej, niemal codziennie osobiście doświadczamy zło i cierpimy z tego powodu.

Jeśli naprawdę wierzymy w dobroć i miłość Wszechmocnego Boga, to powinniśmy dziwić się istnieniu zła, podobnie, jak słudzy w przypowieści o pszenicy i chwaście dziwili się na widok chwastu na polu, ponieważ wiedzieli, że właściciel posiał jedynie ziarna pszenicy. Podobnie jak ci słudzy, powinniśmy także z ufnością zapytać Pana o to, dlaczego na tym świecie istnieje zło. Powinniśmy także zapytać się o to, jaką postawę powinniśmy przyjąć wobec napotykanego zła.

W rzeczywistości Jezus Chrystus przyszedł na ten świat między innymi w tym celu, aby swoimi słowami, a szczególnie swoim życiem odpowiedzieć nam na te pytania. Dzisiejsza przypowieść nie przedstawia pełnej odpowiedzi Jezusa, ale rzuca wiele światła na problem istnienia zła w stworzonym przez dobrego Boga świecie.

Poprzez tą przypowieść Jezus przede wszystkim potwierdza nasze przekonanie, że Bóg nie stworzył zła, ale że jest ono dziełem wrogów Boga. Ale pouczył nas także o tym, dlaczego Bóg pozwala na istnienie zła.

Na propozycję sług, aby wyrwać chwast, Pan nie wyraził zgodny. Uzasadnił to stwierdzeniem, że usuwanie chwastu, stworzyłoby niebezpieczeństwo uszkodzenia pszenica. Pan pozwolił na wzrost chwastu, jedynie ze wzgląd na dobro pszenicy.

W ten sposób Jezus poucza nas o tym, że istnieje jakieś powiązanie dobra ze złem i likwidacja istniejącego zła, stałaby się zagrożeniem dla istnienia dobra. Innymi słowami, Bóg dopuszcza istnienie niechcianego zła, jedynie ze względu na dobro, którego pragnie.

Aby dostrzec związek zła i dobra w życiu człowieka, musimy przypomnieć sobie, w jakim celu zostaliśmy stworzeni, oraz to, w jaki sposób możemy ten cel osiągnąć.

Człowiek został stworzony przez Boga, w tym celu, aby on przyjął miłość Boga i odpowiedział na tę miłość swoją miłością. Ta wzajemna miłość staje się więzią, która łączy człowieka z Bogiem. Udoskonalenie tej wzajemnej miłości, prowadzi od jedności Boga i człowieka. Człowiek został stworzony właśnie dla tej jedności. Jedność z Bogiem, jest nie tylko celem ludzkiego życia, a także stanem najwyższego szczęścia człowieka.

Ponieważ kochać może jedynie istota wolna, Bóg obdarzył człowieka wolną wolą. Podobnie jak przygotowanie pola pod zasiew zboża stwarza możliwość wzrostu chwastu, tak samo ofiarowanie człowiekowi wolnej woli, nie tylko uzdolnienia go do miłości, ale także stwarza możliwość sprzeciwienia się Bogu, stwarza możliwość czynienia zła.

Najprostszym sposobem powstrzymania człowieka przed czynieniem zła, jest odebranie mu wolnej woli. Pozbawiony wolnej woli człowiek z całą pewnością nie czyniłby zła, Jednak jednocześnie człowiek ten utraciłby zdolność do kochania. W ten sposób konsekwencją zlikwidowania możliwości istnienia zła byłaby niemożliwość dojścia do jedności z Bogiem, czyli niemożliwość osiągnięcia celu, dla którego człowiek został stworzony. Taki stan, byłby największym złem, największym nieszczęściem, jakie może spotkać człowieka. Bóg toleruje istnienie zła, właśnie w tym celu, aby uchronić go przed tym nieszczęściem.

Bóg, który dopuszcza istnienie zła z powodu miłości do człowieka, nie jest bezradny wobec istniejącego zła, ani też nie przygląda się bezczynnie człowiekowi, który czyni zło i który cierpi z powodu istnienia zła. Respektując wolną wolę człowieka, Bóg stara się powstrzymać go od czynienia zła, oraz bronić go przed ulegnięciem złu. W tym celu Bóg nie tylko ukazuje nam konsekwencje czynionego przez nas zła, ale przede wszystkim objawia nam swoją potężną, wspaniałą i zawsze wierną miłość. Tą miłością Bóg pociąga nas ku sobie i wzbudza w nas miłość ku sobie.

W przypowieści o pszenicy i chwaście Pan obiecuje sługom, że podczas żniw oddzieli pszenicę od chwastu. Tymi słowami, Jezus obiecuje nam, że przyjdzie czas, kiedy Bóg zniszczy wszelkie zło, że nadejdzie czas, kiedy zgodnie z wolą Boga będzie istnieć jedynie dobro. Obietnica ta jest dla nas źródłem nadziei, którą potrzebujemy do tego, aby nie popaść w rozpacz wobec zła, które tak często wydaje się być mocniejsze od dobra. Dzięki tej nadziei możemy ufać Bogu w każdej sytuacji i spełniać Jego wolę, czyli czynić dobro i ciągle wzmacniać naszą miłosną więź z Bogiem.

Módlmy się o to, abyśmy wzmocnieni postawą Jezusa wobec cierpienia i zła, jak również Jego obietnicą ostatecznego zwycięstwa Boga nad złem, nigdy nie ulegli złu, ale podobnie jak sam Jezus zwalczali zło dobrem, ukazywali moc i wspaniałość miłości Boga, a przez to pociągali ku Niemu wielu ludzi.