24 Niedziela Zwykła (rok C)

Gdy rozmawiam z ludźmi, którzy nigdy nie mieli bezpośredniego kontaktu z chrześcijanami lub, którzy przyszli do kościoła po raz pierwszy, bardzo często słyszę, że mają bardzo dobre wyobrażenie o chrześcijanach. Wielu z nich jest przekonanych, że chrześcijanie są bardzo dobrymi ludźmi, którzy w ogóle nie grzeszą i zawsze pomagają innym ludziom.

Jednak, jeśli ci ludzi przyjdą do kościoła kilkakrotnie, czują się zawiedzeni, ponieważ poznają, że chrześcijanie wcale nie są tacy doskonali, jak to sobie wyobrażali, że prawie wszyscy są zwykłymi, przeciętnymi ludźmi, a niektórzy są nawet gorsi niż oni sami.

Podobnie było w czasach Jezusa. Niektórzy ludzie mieli bardzo wysokie oczekiwania względem ludzi, z którymi przebywał Jezus. Byli bardzo zawiedzeni, gdy przypatrzyli się towarzystwu Jezusa z bliska i stwierdzili, że są tam celnicy i grzesznicy, oraz inni ludzi, którzy byli uważani przez współczesne elity za margines społeczeństwa, za ludzi godnych pogardy. Jezus nie tylko przebywał z tymi ludźmi i nie tylko głosił im nauki, ale wspólnie z nimi ucztował, wspólnie jadł i pił. Z tego powodu sam Jezus tracił dobrą opinię. Przez wielu ludzi uważany był za żarłoka pijaka i przyjaciela celników i grzeszników. Pomimo tego, że takie towarzystwo wydawało się być bardzo szkodliwe dla Jezusa, Jezus nie zmienił ani sposobu swojego życia, ani też towarzystwa, z którym przebywał.

Podobnie jak dwa tysiące lat temu także i dzisiaj Jezus gromadzi wokół siebie słabych ludzi, którzy potrzebują Jego pomocy. Gromadzi grzeszników, którzy potrzebują Bożego przebaczenia i miłosierdzia. Dlatego też nie ma w tym nic dziwnego, że my wszyscy tutaj zgromadzeni nie jesteśmy doskonali, że jesteśmy słabi i grzeszni.

Jednak czy w rzeczywistości istnieją ludzie mocni, którzy nie potrzebują Bożej pomocy? Czy istnieją ludzie, którzy nie potrzebują Bożego przebaczenia?

Zgodnie z nauką św. Pawła wszyscy ludzie zgrzeszyli, nie ma nawet jednego naprawdę sprawiedliwego człowieka. Możemy z całym przekonaniem powiedzieć, że nie ma ani jednego człowieka, który własnymi siłami zdołałby osiągnąć szczęście.

Z całą pewnością uznanie własnej słabości, czy też własnej grzeszności jest bardzo bolesne. Jednak jest to pierwszy warunek do tego, aby zostać wyzwolony z niewoli grzechu, aby żyć życiem godnym człowieka, czyli żyć w miłości i przyjąć szczęście, które jest darem Boga.

Wielu ludzi nie otwiera się na działanie Boga, nie przyjmuje ani Jego przebaczenia, ani Jego pomocy, ponieważ wbrew rzeczywistości są przekonani, że są sprawiedliwi i nie potrzebują żadnego przebaczenia, lub też, że są na tyle silni, że są w stanie osiągnąć szczęście własnym wysiłkiem.

Gdy święty Paweł prześladował Kościół, był całkowicie przekonany, że czyni dobro, że sam jest sprawiedliwy, że służy Bogu. Był dumny z takiego sposobu życia. Nie łatwo było mu uznać, że wbrew własnemu przekonaniu działał przeciwko samemu Bogu, że czynił zło i wyrządzał wielką szkodę wielu ludziom oraz samemu sobie.

Święty Paweł był w stanie uznać swoją grzeszność dopiero wtedy, gdy spotkał Jezusa i doświadczył, że Bóg kocha go pomimo jego grzechu, pomimo tego, że walczył z Bogiem. Całe jego życie zmieniło się, gdy pojął, że jest kochany bezwarunkowo.

Być chrześcijaninem wcale nie znaczy być doskonałym człowiekiem. Być chrześcijaninem to znaczy wierzyć w to, że Bóg akceptuje mnie takim, jakim jestem, że kocha mnie pomimo mojego grzechu, czyli że kocha mnie bezwarunkowo.

Jednak fakt, że jesteśmy kochani przez Boga bezwarunkowo, wcale nie oznacza tego, że Bóg nie przejmuje się naszym grzechem, że możemy swobodnie grzeszyć i zrezygnować z wysiłków stawania się lepszymi ludźmi.

W rzeczywistości, właśnie z tego powodu, że Bóg nas kocha, pragnie, abyśmy byli tak doskonali jak doskonałym jest On sam. Bóg pragnie, aby nasza miłość stała się dokonała, gdyż tylko wtedy będziemy mogli zjednoczyć się z Bogiem.

Bóg Ojciec posłał na ziemię swojego Syna, w tym celu, aby On doprowadził nas do tej doskonałej jedności. Abyśmy zgodnie z pragnieniem Boga osiągnęli prawdziwą doskonałość, musimy przyjąć Jezusa Chrystusa, a wraz z Nim miłosierdzie i miłość Boga. Musimy także pogłębiać naszą jedności z Jezusem poprzez życie z Nim. Wraz z pogłębianiem się naszej jedności z Jezusem, pogłębiać się będzie nasza doskonałość. Stopniowo, podobnie jak św. Paweł, staniemy się tacy, jak sam Jezus i będziemy w stanie kochać tak, jak sami jesteśmy kochani.

Módlmy się o to, abyśmy podobnie, jak św. Paweł uznali naszą grzeszność i przyjęli dar przebaczenia oraz uznali naszą słabość i przyjęli pomoc Boga.

Módlmy się także o to, abyśmy wzrastali w miłości i pogłębiali naszą jedność z Jezusem, poprzez dzielenie się otrzymanymi darami z innymi ludźmi i realizację otrzymanej od Jezusa misji.

22 Niedziela Zwykłą (rok C) (Łk14,7-14)

Czytając dzisiejszą Ewangelię można odnieść wrażenie, że Jezus daje bardzo niepraktyczne, czy wręcz sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem rady dotyczące przyjęcia.

Aby zrozumieć tą Ewangelię musimy być świadomi tego, że są to przypowieści, w których Jezus porównuje życie człowieka do uczty.

Goście, którzy wybierają ważniejsze miejsca przy stole, symbolizują ludzi, którzy są przekonani, że w celu osiągniecia szczęścia muszą posiadać pewną rzecz, która jest ograniczona. Z tego powodu, w celu zdobycia tej rzeczy ludzie ci konkurują, czy też walczą z ludźmi, którzy pragną tej samej rzeczy.

Możemy być pewni, że nawet, jeżeli człowiek jest bardzo silny, to wcześniej, czy później pojawi się ktoś mocniejszy od niego i nikt nie jest w stanie zawsze zwyciężać

Jednak w takim sposobie życia istnieje inny, znacznie poważniejszy problem.

Ponieważ człowiek został stworzony w tym celu, aby żyć w miłości i poprzez udoskonalenie tej miłości zjednoczyć się z Bogiem, człowiek będzie w pełni szczęśliwy tylko wtedy, kiedy osiągnie ten cel.

Życie, które polega na konkurowaniu, czy też na walce z innymi ludźmi w celu zdobycia czegoś, co człowiek uważa za konieczne do osiągnięcia szczęścia, jest skoncentrowany na sobie i nie ma nic wspólnego z miłością. Z tego powodu nawet, jeżeli człowiek pokona wszystkich swoich rywali i zdobędzie wszystko, co pragnął, ale w jego życiu nie będzie prawdziwej miłości, to z całą pewnością człowiek ten nie osiągnie szczęścia. Jeżeli rywalizacji z innymi ludźmi, była przyczyną tego, że w jego życiu nie ma miłości, to wygranie rywalizacji, może oznaczać przegranie życia.

Aby żyć w miłości i przez takie życie zmierzać do pełni szczęścia, człowiek nie musi z nikim konkurować, ponieważ miłość, w przeciwieństwie do skarbów tego świata, nie jest pewnym ograniczony dobrem, o które trzeba walczyć z innymi ludźmi, ale jest nieograniczonym darem Boga, który Bóg pragnie dać każdemu człowiekowi. Jedyne, co człowiek musi zrobić, aby żyć w miłości, to otworzyć się na Boga i przyjąć ten dar.

Człowiek, który w przypowieści Jezusa siada na ostatnim miejscu, symbolicznie ukazuje człowieka, który nie konkuruje z innymi ludźmi, ale zawierza swój los, sprawę swojego szczęścia Bogu i w ten sposób otwiera się na Jego miłość.

Wielu ludzi, czyni jakieś dobro dla innych ludzi, w tym celu, aby zdobyć ich wdzięczność i w ten sposób uzyskać jakieś inne dobro. Czyli czynią to, nie tyle dla dobra tych ludzi, co dla własnej korzyści.

Poprzez przypowieść o organizowaniu uczty Jezus poucza nas, że wszystko, co robimy dla innych ludzi powinno być całkowicie bezinteresowne, powinno być wyrazem miłości, którą otrzymaliśmy od Boga.

W rzeczywistości, kiedy dzielimy się bezinteresownie darami, jakie otrzymaliśmy od Boga, dary te nie zmniejszają się, ale wprost przeciwnie wzrastają. Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku daru miłości. Jeżeli dzielimy się otrzymaną miłością z innymi ludźmi ta miłość wzrasta. Natomiast, jeżeli staramy się zatrzymać ją jedynie dla siebie, lub co gorsza staramy się wykorzystać ją do zdobycia czegoś innego, miłość zanika.

Jezus nauczał takiego sposobu życia, nie tylko słowami, ale przede wszystkim poprzez swój sposób życia.

Jezus czynił dobro nie tylko dla swoich przyjaciół, ale także dla tych, którzy byli obojętni wobec Niego, jak również dla tych, którzy byli do Niego wrogo nastawieni. Dla dobra tych ludzi poświęcał nie tylko to, co mu zbywało, ale wszystko, co posiadał, całą swoją siłę, cały swój czas. Ostatecznie poświęcił swoje życie.

Jezus mógł kochać wszystkich ludzi do tego stopnia, ponieważ dla Jezusa najważniejszym skarbem była miłość Boga Ojca. Jezus był pewny, że oprócz tej miłości nie potrzebuje niczego innego, dlatego też nie musiał walczyć z innymi ludźmi o zdobycie czegokolwiek. Był także przekonanym, że nikt nie jest w stanie odebrać mu tego skarbu, dlatego też nie musi nikogo się lękać, ani walczyć w jego obronie. Jego jedynym pragnieniem było dzielnie się tym nieskończonym darem, aby jak najwięcej ludzi miało udział w miłości Boga.

Módlmy się o to, abyśmy na wzór Jezusa, zawierzyli Bogu, przyjęli Jego miłość i uznali tę miłość za swój największy skarb, a poprzez życie tą miłością, dzielili się nią z innymi ludźmi, aby jak najwięcej osób mogło żyć w miłości Boga.

21 niedziela zwykła (rok C)

W dzisiejszej Ewangelii Jezus poucza nas, o tym, kto nie będzie przyjęty do Królestwa Bożego.

Na podstawie słów Jezusa można powiedzieć, że do Królestwa Bożego nie będą przyjęci ludzie, których Jezus nie zna.

Czy rzeczywiście jest możliwe, aby istnieli ludzie, których Jezus, jako Bóg nie zna?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy poznać, co to znaczy znać lub też nie znać kogoś.

Normalnie „znać jakąś osobę” oznacza posiadać jakieś informacje o tej osobie. Możemy powiedzieć, że im więcej informacji posiadamy o danej osobie, tym lepiej znamy tą osobę. W tym sensie Jezus zna każdego bez wyjątku człowieka. Zna lepiej niż człowiek zna samego siebie.

Jeżeli Jezus miał na myśli ten rodzaj znajomości osoby, to powoływanie się na to, że ktoś jadł i pił z Jezusem, że słuchał Jego nauczania, byłoby całkowicie zasadne, ponieważ z całą pewnością Jezus nawet, jako człowiek znał ludzi, którzy byli jego uczniami, z którymi ucztował, rozmawiał, których uleczył.

Jednak w Piśmie Świętym „znać jakąś osobę” oznacza coś innego niż posiadanie informacji o tej osobie, a mianowicie oznacza posiadanie osobowej więzi z tą osobą, czyli bycie głęboko zjednoczonym z tą osobą.

Jezus bardzo dobrze znał Boga Ojca, nie w tym sensie, że posiadał o Bogu wiele informacji, ale w tym sensie, że był związany z Bogiem Ojcem więzami miłość, tak głęboko, że mógł powiedzieć, że wszystko, co jest Jego, należy do Boga, i wszystko, co należy do Boga, także należy do Jezusa. Co więcej, Jezus mógł powiedzieć, że stanowi jedno z Bogiem.

Ponieważ Jezus był związany z Bogiem Ojcem, tak głęboko, że stanowił z Nim jedność, każde słowo Jezusa, było słowem Boga Ojca, każdy czyn Jezusa był czynem Boga Ojca. Innymi słowami, każde słowo oraz każdy czyn Jezusa objawiał nam Boga, objawiał nam Jego pragnienie oraz Jego miłość.

Możemy powiedzieć, że człowiek zna Jezusa, jak również, że jest znany przez Jezusa, tylko wtedy, kiedy jest związany z Jezusem więzami wiary, nadziei i miłości.

Oczywiście poznanie nauki Jezusa, na przykład poprzez czytanie Ewangelii, jak również spotkanie z Jezusem, na przykład poprzez udział w Eucharystii, albo prywatną modlitwę, jest bardzo ważne. Poznawanie nauki Jezusa oraz bezpośrednie obcowanie z Jezusem jest bardzo ważne, ponieważ bez poznanie Jezusa w sensie potocznym, w sensie posiadanie o nim pewnych informacji, nie jesteśmy w stanie uwierzyć w Niego, nie jesteśmy w stanie pokochać Go i ani też pokładać w nim naszych nadziei, czyli nie jesteśmy w stanie poznać Jezusa, w sensie biblijnym, w sensie bycia złączonym z Nim więzami wiary, nadziei i miłości.

Z dzisiejszej Ewangelii dowiadujemy się także o tym, jak możemy poznać to, czy już znamy Jezusa i czy jesteśmy znani przez Jezusa w sensie biblijnym, czyli to czy jesteśmy rzeczywiście złączeni z Jezusem i czy możemy mieć nadzieję na bycie przyjętymi do Królestwa Bożego.

To czy jesteśmy złączeni z Jezusem więzami wiary, nadziei i miłości, możemy poznać po sposobie naszego życia. Jeżeli człowiek jest rzeczywiście złączony z Jezusem, to sposób jego myślenia, mówienia, oraz działania, jest podobny do sposobu myślenia, mówienia oraz działania Jezusa. Im więź jest głębsza, tym to podobieństwo do Jezusa jest większe.

Innymi słowami, bycie związany z Jezusem, nie jest sprawą przekonań, czy też uczuć, ale jest sprawą bycia przemienianym w postać Jezusa. Nawet, jeżeli człowiek, jest mocno przekonany, że głęboko wierzy w Jezusa i odczuwa gorącą miłość do Niego, ale sposób jego życia, w żaden sposób nie jest podobny do sposobu życia Jezusa, możemy powiedzieć, że jego uczucia, czy też przekonania, nie odpowiadają rzeczywistości, że po prostu człowiek ten oszukuje samego siebie.

Życie zgodne z nauką Jezusa oraz przykładem Jego życia, nie tylko jest sposobem poznania, czy jesteśmy rzeczywiście z Nim złączeni, czy też nie, ale jest także sposobem, na pogłębianie jedności z Jezusem.

Poprzez wysiłek życia zgodnego z nauką oraz przykładem życia Jezusa, dostosowujemy naszą wolę i nasze pragnienia do woli oraz pragnień Jezusa. W ten sposób uśmiercamy naszego starego człowieka i wspieramy wzrost człowieka nowego, ale także otwieramy się na działanie Duchowa Świętego i przyzwalamy na przemienianie nas w postać Jezusa.

Módlmy się o to, aby coraz więcej ludzi poprzez poznanie Jezusa Chrystusa poznało zaproszenia Boga do miłosnego zjednoczenia.

Módlmy się także o to, aby coraz więcej ludzi przyjęło zaproszenie Boga i poprzez wierne kroczenie za Jezusem przygotowało się do życia w Królestwie Bożym.

Osiemnasta niedziela zwykła

Najprawdopodobniej bardzo wielu ludzi, podobnie jak bogacz z przypowieści Jezusa, pokłada swoje nadzieje w bogactwie. Pokładanie nadziei w bogactwie oznacza, że człowiek jest przekonany, że jeżeli tylko będzie miał dużo pieniędzy, to będzie mógł spełnić swoje pragnienia, będzie mógł żyć spokojnie, bezpiecznie i wygodnie. Czyli jednym słowem będzie mógł żyć szczęśliwie.

Człowiek, który uważa posiadanie pieniędzy za warunek osiągnięcia szczęścia, poświęca wszystkie swoje siły i cały swój czas na zdobycie pieniędzy. Niejednokrotnie w tym celu poświęca wiele ważnych rzeczy takich jak życie duchowe, rodzina, przyjaźń, zdrowie. Niektórzy ludzie dla zdobycia pieniędzy konkurują lub nawet walczą z innymi ludźmi, a niejednokrotnie oszukują i zdradzają nie tylko obcych sobie ludzi, ale także swoich przyjaciół. Niejednokrotnie łamią prawo, a nawet przykazania Boże.

Czy rzeczywiście w ten sposób człowiek może zdobyć szczęście?

Poświęcanie dla zdobycia pieniędzy tego, co jest ważne w życiu człowieka, wcale nie gwarantuje sukcesu. A nawet, jeżeli to poświęcenie oraz wysiłek zaowocuje zdobyciem upragnionych pieniędzy, to odzyskanie utraconych rzeczy może być całkowicie niemożliwe.

Nawet gdyby człowiek zdołał zdobyć wielki majątek bez utraty zdrowia, rodziny, przyjaciół lub innych wartościowych rzeczy, to z całą pewnością kiedyś utraci swoje życie. A kiedy umrze zostanie mu odebrany cały majątek, w którym pokładał swoje nadzieje i w tym sensie cały jego życiowy wysiłek zostanie zmarnowany.

Kiedy ktoś, zauważy, że pokłada swoje nadzieje w pieniądzach, lub jest kuszony do tego, aby to uczynić, powinien przypomnieć sobie, że człowiek został stworzony do tego, aby żyć w miłości i dlatego nawet, gdyby osiągnął całe bogactwo świata i żył bardzo długo, ale w życiu tym nie byłoby miłości, to z całą pewnością człowiek ten nie będzie szczęśliwy.

Oczywiście za pomocą pieniędzy człowiek może spełnić różnorodne swoje pragnienia, może doświadczyć różnorodnych przyjemności lub radości. Jednak za pieniądze człowiek nie jest w stanie kupić miłości. Dlatego też pieniądze, nie są w stanie dać człowiekowi szczęścia.

Co więcej, duży majątek, może uniemożliwić człowiekowi osiągnięcie szczęścia, ponieważ zgodnie z tym, co ukazuje Jezus w przypowieści o głupim bogaczu, człowiek, który posiada dużo pieniędzy jest mocno kuszony do tego, aby zdobywać za pomocą tych pieniędzy jak najwięcej przyjemności. Człowiek, który ulegnie tej pokusie staje się egoistą, a niejednokrotnie także niewolnikiem swoich żądz, i z tego powodu nie jest w stanie ani dawać miłości a nie jej przyjmować.

Fakt, że pieniądze nie są w stanie dać człowiekowi szczęścia, jak również fakt, że mogą stać się przeszkodą do osiągnięcia szczęścia, wcale nie oznacza tego, że posiadanie majątku jest czymś złym. Z całą pewnością pieniądze są potrzebne do życia. A nawet mogą pomóc człowiekowi w osiągnięciu szczęścia

W dzisiejszej Ewangelii Jezus naucza, że najważniejszą sprawą w życiu człowieka jest stanie się bogatym przed Bogiem. Bycie bogatym przed Bogiem oznacza związanie się z Bogiem więzią miłości. Ta więź miłości jest mocniejsza niż śmierć, przeżywa śmierć i trwa na wieki. Tylko człowiek, który złączył się z Bogiem więzami miłości jest w stanie żyć w miłości przez całą wieczność. Dlatego właśnie, ta więź miłości jest absolutnym warunkiem szczęścia człowieka.

Poza tym człowiek, który złączy się z Bogiem więzami miłości zostaje wyzwolony z przeróżnych lęków oraz niepokojów i w każdych warunkach może wieść życie przepełnione miłością, radością i pokojem, czyli może doświadczać szczęścia, które jest możliwe tutaj na ziemi.

Ponieważ człowiek łączy się więzami miłości z Bogiem poprzez życie w miłości, czyli poprzez czynienie dobra dla drugiego człowieka, używanie wszelkich dostępnych środków w celu rozwijania w sobie miłości, jest najmądrzejszym sposobem używania tych środków. Środkami tymi, może być siła fizyczna, różnorodne zdolności, wiedza, czas, pozycja społeczna, i oczywiście także posiadane dobra materialne.

Dlatego też, jeżeli człowiek używa swojego majątku, nie w celu zaspokojenia swoich egoistycznych pragnień, ale dla dobra innym ludzi, człowiek ten wzrasta w miłości i nawet, jeżeli nie jest tego świadomy buduje więź miłości, która łączy go z Bogiem. Tylko poprzez taki sposób używania majątku, człowiek bogaty będzie w stanie uniknąć wszelkich niebezpieczeństw oraz pokus, jakie związane są z posiadaniem majątku i będzie kroczył w kierunku wiecznego szczęścia.

Módlmy się o to, abyśmy byli w stanie używać wszelkich sił, jakie otrzymaliśmy od Boga w celu czynienia dobra, tak abyśmy pomagając innym ludziom stawali się bogaci przed Bogiem i mieli coraz większy udział w miłości i życiu Boga.

Siedemnasta niedziela zwykła

Dzisiejsze pierwsze czytanie przedstawiało dialog Abrahama z Bogiem. Ponieważ można odnieść wrażenie, że Abraham w bardzo inteligentny sposób zmusza Boga do zaniżenia kryterium sądu, można wysunąć błędny wniosek, że jeśli wystarczająca inteligentnie będziemy przekonywać Boga, to On w końcu zmieni swoje myślenie i nam ulegnie, obdarzy nas tym, co nie chciał nam dać.

Z przypowieści o natarczywym przyjacielu, który potrzebował chleba, można wysunąć jeszcze bardziej błędny wniosek, a mianowicie taki, że nawet, jeśli nasze argumenty nie będą zbyt inteligentne, ani przekonywujące, ale będziemy wystarczająco natrętni, to Bóg, wbrew swojej woli, jedynie dla świętego spokoju da nam to, a co Go będziemy prosić.

Czy rzeczywiście Bóg ulega naszym argumentom?

Czy rzeczywiście zmienia swoją wolę, pod wpływem naszych inteligentnych argumentów lub naszego natręctwa?

Aby to zrozumieć musimy przypomnieć sobie to, co Jezus nauczał o modlitwie.

Zanim Jezus nauczył uczniów modlitwy, którą teraz nazywamy “Modlitwą Pańską” pouczył ich, że Bóg wie, co potrzebujemy zanim Go o to poprosimy. Dlatego też nie ma potrzeby, aby informować Go o tym, co potrzebujemy.

Ponadto pouczył, że Bóg jest naszym kochającym Ojcem, który daje nam to, co jest nam potrzebne, co jest dla nas dobre niezależnie od tego, czy Go prosimy czy też nie, a nawet niezależnie, od tego czy żyjemy zgodnie z Jego wolą, czy też nie.

Dobro, które daje nam Bóg, jest zawsze darem Jego miłości, jest darem bezwarunkowym, który ukazuje ogrom miłosierdzia i dobroci Boga, a nie moc naszej modlitwy.

Ponieważ Bóg nas kocha i jest zawsze z nami możemy być pewni, że wsłuchuje się we wszystkie nasze modlitwy. Jednocześnie musimy być świadomi, że nie zawsze odpowiada na nasze modlitwy w taki sposób, jak się tego spodziewamy. Bóg nie zawsze odpowiada na nasze modlitwy w taki sposób, jak się tego spodziewamy, ponieważ pragnie jedynie naszego dobra.

Jako ludzie jesteśmy bardzo ograniczeni. Nie zawsze wiemy, co jest dla nas dobre, a co więcej często mylimy się i uważamy za dobre to, co w rzeczywistości jest dla nas złe, co nam szkodzi. Niejednokrotnie nasze pragnienia są ze sobą sprzeczne. Spełnienie jednego pragnienia uniemożliwia spełnienie innego. Zdarza się także, że pod wpływem gniewu, czy też z innych przyczyn, świadomie pragniemy dla drugiego człowieka czegoś, o czym wiemy, że jest złem.

Gdyby Wszechmogący Bóg wysłuchał naszych modlitw i spełnił to wszystko, co ludzie pragną, to najprawdopodobniej, zapanowałby wielki chaos, a może w tym momencie świat zostałby zniszczony, tak jak została zniszczona Sodoma i Gomora.

Poprzez przypowieść o potrzebującym chleba przyjacielu, Jezus poucza nas o tym, abyśmy byli cierpliwi, abyśmy ufali miłości i mocy Dobrego i Wszechmogącego Boga. Potrzebujemy tej cierpliwości i zaufania, nie dlatego, że Bóg jest zajęty innymi sprawami, czy też nie jest skory do udzielenia nam niezbędnej pomocy. Potrzebujemy tej cierpliwości i zaufania przede wszystkim, dlatego, że sami nie jesteśmy gotowi na przyjęcie tego, co rzeczywiście potrzebujemy, a co Bóg nam daje zanim nawet Go poprosimy, i potrzebny jest czas, abyśmy otworzyli nasze serca na ten dar.

W modlitwie, którą Jezus nauczył uczniów, a którą teraz nazywamy “Modlitwą Pańską”, Jezus umieścił praktycznie same prośby. Jeżeli dobrze przyjrzymy się tym prośbom, łatwo stwierdzimy, że w większości, nie są to rzeczy, o które człowiek zwykle prosi Boga. W rzeczywistości prośby te wyrażają to, co człowiek najbardziej potrzebuje do tego, aby mógł żyć dobrze i szczęśliwie, czyli to, co dla człowieka jest najlepsze. A jednocześnie wyrażają to, co Bóg pragnie nam ofiarować. Celem odmawiania tej modlitwy nie jest zmiana serca, czy też pragnienia Boga, ale zmiana serca człowieka. Poprzez tą modlitwę poznajemy pragnienie Boga, ale także najgłębsze pragnienia naszego serca.

Kiedy nasze świadome pragnienia staną się zgodne z pragnieniami naszego serca, a tym samym zgodne z pragnieniami samego Boga, otworzymy się na te dary, którymi Bóg pragnie nas obdarzyć. A kiedy w otrzymanych darach dostrzeżemy miłość Dawcy oraz Jego wspaniałość, otworzymy się na samego Dawcę i przyjmiemy ten największy Dar, który jako jedyny jest w stanie zaspokoić pragnienia naszego serca, a którym jest sam Duch Święty, którym jest sam Bóg.

Ostatecznym celem modlitwy chrześcijańskiej nie jest otrzymanie jakichś upragnionych rzeczy, a przez to doświadczenie chwilowej satysfakcji, czy też chwilowej radości. Ostatecznym celem modlitwy chrześcijańskie jest zjednoczenie z Bogiem.

Aby osiągnąć ten cel musimy z wielką wytrwałością i zaufaniem trwać przed Bogiem, nawet wtedy, kiedy nie odczuwamy ani Jego miłości ani obecności, czy też, kiedy wydaje się nam, że marnujemy czas. Powinniśmy szczerze wyrażać nasze pragnienia, ale także nasze radości, smutki, nasze obawy, lęki i zwątpienia. Ale także powinniśmy wsłuchiwać się w odpowiedź Boga i być gotowi na jej przyjęcie, także wtedy, kiedy nie będzie zgodna z naszymi oczekiwaniami.

Jeśli będziemy tak się modlić, to nasza więź z Bogiem będzie się powoli pogłębiać. Będziemy pragnęli tego, co pragnie Bóg, czyli tego, co jest najlepsze dla nas, jak również dla innych ludzi. Będziemy żyli, tak jak pragnie tego nasz Stworzyciel Bóg. Przez taką modlitwę oraz takie życie zostaniemy przygotowani na doskonałe zjednoczenie się z Bogiem, na wieczne udział w miłosnej wspólnocie Ojca, Syna i Ducha Świętego.