Siedemnasta niedziela zwykła

Dzisiejsze pierwsze czytanie przedstawiało dialog Abrahama z Bogiem. Ponieważ można odnieść wrażenie, że Abraham w bardzo inteligentny sposób zmusza Boga do zaniżenia kryterium sądu, można wysunąć błędny wniosek, że jeśli wystarczająca inteligentnie będziemy przekonywać Boga, to On w końcu zmieni swoje myślenie i nam ulegnie, obdarzy nas tym, co nie chciał nam dać.

Z przypowieści o natarczywym przyjacielu, który potrzebował chleba, można wysunąć jeszcze bardziej błędny wniosek, a mianowicie taki, że nawet, jeśli nasze argumenty nie będą zbyt inteligentne, ani przekonywujące, ale będziemy wystarczająco natrętni, to Bóg, wbrew swojej woli, jedynie dla świętego spokoju da nam to, a co Go będziemy prosić.

Czy rzeczywiście Bóg ulega naszym argumentom?

Czy rzeczywiście zmienia swoją wolę, pod wpływem naszych inteligentnych argumentów lub naszego natręctwa?

Aby to zrozumieć musimy przypomnieć sobie to, co Jezus nauczał o modlitwie.

Zanim Jezus nauczył uczniów modlitwy, którą teraz nazywamy “Modlitwą Pańską” pouczył ich, że Bóg wie, co potrzebujemy zanim Go o to poprosimy. Dlatego też nie ma potrzeby, aby informować Go o tym, co potrzebujemy.

Ponadto pouczył, że Bóg jest naszym kochającym Ojcem, który daje nam to, co jest nam potrzebne, co jest dla nas dobre niezależnie od tego, czy Go prosimy czy też nie, a nawet niezależnie, od tego czy żyjemy zgodnie z Jego wolą, czy też nie.

Dobro, które daje nam Bóg, jest zawsze darem Jego miłości, jest darem bezwarunkowym, który ukazuje ogrom miłosierdzia i dobroci Boga, a nie moc naszej modlitwy.

Ponieważ Bóg nas kocha i jest zawsze z nami możemy być pewni, że wsłuchuje się we wszystkie nasze modlitwy. Jednocześnie musimy być świadomi, że nie zawsze odpowiada na nasze modlitwy w taki sposób, jak się tego spodziewamy. Bóg nie zawsze odpowiada na nasze modlitwy w taki sposób, jak się tego spodziewamy, ponieważ pragnie jedynie naszego dobra.

Jako ludzie jesteśmy bardzo ograniczeni. Nie zawsze wiemy, co jest dla nas dobre, a co więcej często mylimy się i uważamy za dobre to, co w rzeczywistości jest dla nas złe, co nam szkodzi. Niejednokrotnie nasze pragnienia są ze sobą sprzeczne. Spełnienie jednego pragnienia uniemożliwia spełnienie innego. Zdarza się także, że pod wpływem gniewu, czy też z innych przyczyn, świadomie pragniemy dla drugiego człowieka czegoś, o czym wiemy, że jest złem.

Gdyby Wszechmogący Bóg wysłuchał naszych modlitw i spełnił to wszystko, co ludzie pragną, to najprawdopodobniej, zapanowałby wielki chaos, a może w tym momencie świat zostałby zniszczony, tak jak została zniszczona Sodoma i Gomora.

Poprzez przypowieść o potrzebującym chleba przyjacielu, Jezus poucza nas o tym, abyśmy byli cierpliwi, abyśmy ufali miłości i mocy Dobrego i Wszechmogącego Boga. Potrzebujemy tej cierpliwości i zaufania, nie dlatego, że Bóg jest zajęty innymi sprawami, czy też nie jest skory do udzielenia nam niezbędnej pomocy. Potrzebujemy tej cierpliwości i zaufania przede wszystkim, dlatego, że sami nie jesteśmy gotowi na przyjęcie tego, co rzeczywiście potrzebujemy, a co Bóg nam daje zanim nawet Go poprosimy, i potrzebny jest czas, abyśmy otworzyli nasze serca na ten dar.

W modlitwie, którą Jezus nauczył uczniów, a którą teraz nazywamy “Modlitwą Pańską”, Jezus umieścił praktycznie same prośby. Jeżeli dobrze przyjrzymy się tym prośbom, łatwo stwierdzimy, że w większości, nie są to rzeczy, o które człowiek zwykle prosi Boga. W rzeczywistości prośby te wyrażają to, co człowiek najbardziej potrzebuje do tego, aby mógł żyć dobrze i szczęśliwie, czyli to, co dla człowieka jest najlepsze. A jednocześnie wyrażają to, co Bóg pragnie nam ofiarować. Celem odmawiania tej modlitwy nie jest zmiana serca, czy też pragnienia Boga, ale zmiana serca człowieka. Poprzez tą modlitwę poznajemy pragnienie Boga, ale także najgłębsze pragnienia naszego serca.

Kiedy nasze świadome pragnienia staną się zgodne z pragnieniami naszego serca, a tym samym zgodne z pragnieniami samego Boga, otworzymy się na te dary, którymi Bóg pragnie nas obdarzyć. A kiedy w otrzymanych darach dostrzeżemy miłość Dawcy oraz Jego wspaniałość, otworzymy się na samego Dawcę i przyjmiemy ten największy Dar, który jako jedyny jest w stanie zaspokoić pragnienia naszego serca, a którym jest sam Duch Święty, którym jest sam Bóg.

Ostatecznym celem modlitwy chrześcijańskiej nie jest otrzymanie jakichś upragnionych rzeczy, a przez to doświadczenie chwilowej satysfakcji, czy też chwilowej radości. Ostatecznym celem modlitwy chrześcijańskie jest zjednoczenie z Bogiem.

Aby osiągnąć ten cel musimy z wielką wytrwałością i zaufaniem trwać przed Bogiem, nawet wtedy, kiedy nie odczuwamy ani Jego miłości ani obecności, czy też, kiedy wydaje się nam, że marnujemy czas. Powinniśmy szczerze wyrażać nasze pragnienia, ale także nasze radości, smutki, nasze obawy, lęki i zwątpienia. Ale także powinniśmy wsłuchiwać się w odpowiedź Boga i być gotowi na jej przyjęcie, także wtedy, kiedy nie będzie zgodna z naszymi oczekiwaniami.

Jeśli będziemy tak się modlić, to nasza więź z Bogiem będzie się powoli pogłębiać. Będziemy pragnęli tego, co pragnie Bóg, czyli tego, co jest najlepsze dla nas, jak również dla innych ludzi. Będziemy żyli, tak jak pragnie tego nasz Stworzyciel Bóg. Przez taką modlitwę oraz takie życie zostaniemy przygotowani na doskonałe zjednoczenie się z Bogiem, na wieczne udział w miłosnej wspólnocie Ojca, Syna i Ducha Świętego.

Szesnasta Niedziela zwykła

Czytając dzisiejszą Ewangelię można odnieść wrażenie, że Jezus skrytykował Martę, która z wielkim oddaniem służyła Jezusowi. Niektórzy nawet wyciągają stąd wniosek, że Jezus uznał modlitwę za coś lepszego niż służbę drugiemu człowiekowi. Aby zrozumieć naukę dzisiejszej Ewangelii musimy najpierw spojrzeć na przykład życia Jezusa

Patrząc się na działalność Jezusa możemy zauważyć, że służba drugiemu człowiekowi wypełniała cały Jego dzień. Jezus Chrystus praktycznie codziennie od rana do późnego wieczora na różne sposoby służył człowiekowi. Dlatego możemy być pewni, że służba drugiemu człowiekowi jest zawsze czymś bardzo dobrym. Jest czymś, co Jezus z całą pewnością bardzo pochwala.

Problemem mogą być motywacje służenia drugiemu człowiekowi. Oczywiście lepiej jest pomagać człowiekowi, choćby nawet nasze motywacje były błędne, niż nie pomagać nikomu i żyć tylko dla siebie samego. Jednak, aby nasza pomoc była rzeczywista i jak najbardziej wartościowa, powinniśmy zawsze weryfikować nasze motywacje, i jeżeli stwierdzimy taką potrzebę, pogłębiać je lub nawet korygować.

W tym celu dobrze jest poznać motywacje, jakimi kierował się Jezus.

Myślę, że Jezus wiedział dobrze, że ludzie nie zawsze doceniają dobro czynione przez drugiego człowieka, a co więcej niejednokrotnie starają się wykorzystać dobroć drugiego człowieka, czy nawet odpłacają złem za dobroć. Wiedział także, że różnorodne cierpienia człowieka, jak również inne zło będą elementem życia ludzkiego aż do końca świata. Dlatego też możemy powiedzieć, że Jezus nie pomagał człowiekowi ani w celu uzyskania jego wdzięczności, ani w celu wyrobienia sobie dobrej opinii, ani też w celu ulepszenia świata.

Jezus wiedział także, że Bóg kocha bezwarunkowo wszystkich ludzi i zarówno tym, którzy czynią dobro, jak i tym, którzy czynią zło udziela potrzebnego błogosławieństwa. Dlatego też możemy powiedzieć, że Jezus nie pomagał drugiemu człowiekowi w tym celu, aby uzyskać jakąś nagrodę od Boga.

Myślę, że motywację Jezusa dobrze wyrażają słowa, które wypowiedział On w kazaniu na górze. „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie.” (Mt5,16)

Myślę, że Jezus pomagał drugiemu człowiekowi, przede wszystkim w tym celu, aby ukazać miłość Boga, aby ukazać miłosny plan Boga wobec każdego człowieka. Jezus chciał w ten sposób pociągnąć ludzi do Boga, doprowadzić ich do pojednania z Bogiem. Jezus pragnął pojednać człowieka z Bogiem, ponieważ wiedział, że dopiero to pojednanie rozwiąże ostatecznie wszystkie problemy człowieka i w pełni i na trwałe zaspokoi wszelkie jego potrzeby. Jezus wiedział, że tylko człowiek, który pojedna się z Bogiem może być naprawdę szczęśliwy, może być szczęśliwy przez całą wieczność.

Aby być w stanie pomóc ludziom w ten sposób, Jezus nie tylko poświęcał swój czas na służbę drugiemu człowiekowi, ale poświęcał także bardzo dużo czasu na modlitwę, na przebywanie z Bogiem swoim Ojcem.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus stwierdził, że nie potrzeba troszczyć się o wiele spraw i że Maria wybrał lepszą cząstkę, nie w tym celu, aby stwierdzić bezużyteczność pomagania drugiemu człowiekowi i uznać, że powinniśmy jedynie modlić się, ale w tym celu, aby pouczyć Martę oraz nas wszystkich o tym, co w pomocy drugiemu człowiekowi jest najbardziej istotne, w właściwie o tym, co jest ważne w życiu chrześcijanina.

Przede wszystkim musimy zawsze zdawać sobie sprawę z tego, że nawet przy największym wysiłku nie jesteśmy w stanie rozwiązać wszystkich problemów tego świata, nie jesteśmy w stanie zaspokoić wszystkich potrzeb ludzi, których spotykamy w naszym życiu. To może uczynić jedynie Bóg. Jednocześnie musimy pamiętać, że Bóg nie tylko działa nieustannie w celu zaspokojenia wszystkich rzeczywistych potrzeb człowieka, ale także pragnie, abyśmy pomagali Mu w tym dziele. Naszym zadaniem jest przede wszystkim ukazywanie miłości Boga i pociąganie ludzi ku Bogu. Oczywiście powinniśmy czynić to nie tylko poprzez mówienie o miłości Boga, ale przede wszystkim poprzez czynienie dobra dla innych ludzi, poprzez pomoc innym ludziom. Jednak abyśmy byli w stanie wypełnić tą misję, najpierw sami musimy poznać i przyjąć miłość Boga. W tym celu, podobnie jak Maria, musimy trwać w ciszy przed Jezusem i wsłuchiwać się w słowo Tego, który nie tylko najpełniej objawia nam miłość Boga, ale który sam jest Wcieloną Miłością Boga.

Jeżeli sami zostaniemy napełnieni życiem i miłością Boga, to nasza codzienna pomoc drugiemu człowiekowi nabierze całkowicie innego sensu. Odmienne także będą owoce. Wraz z ofiarowaniem mu pomocy materialnej i psychicznej, będziemy w stanie ofiarować mu tą jedyną rzecz, którą człowiek potrzebuje do pełni szczęścia, a mianowicie miłość samego Boga.

Módlmy się o to, abyśmy poprzez jak najczęstsze przebywanie z Jezusem, byli coraz bardziej napełnienie życiem i miłością samego Boga, a poprzez pomoc potrzebującemu człowiekowi, dzielili się z nim tymi darami.

Czternasta niedziela zwykła (rok C)     (Ew. Łukasza 10, 1-9)

Bóg, Stwórca wszechświata, poprzez wielu proroków, a zwłaszcza przez Jezusa Chrystusa, ukazał nam swój plan wobec świata.

Jezus Chrystus ukazał nam Boży pragnienie wobec całego świata, poprzez swoje nauczanie oraz swoje życie, ale myślę, że następujące słowa Jezusa wyrażają to szczególnie pięknie. „Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście. ” (Mt 23:36)

Słowa te ukazują nam, że Bóg pragnie zgromadzić wszystkich ludzi wokół siebie tak, abyśmy wspólnie mogli mieć udział w Bożej miłości oraz Jego życiu, jak również abyśmy mogli żyć wiecznie w Bożym pokoju, radości i szczęściu. W rzeczywistości głoszone przez Jezusa Chrystusa Królestwo Boże jest jednością ludzkości w Bogu, to znaczy jest wypełnieniem planu Bożego.

Te słowa Jezusa ujawniają także inny, smutny fakt. A mianowicie to, że pomimo tego, że Bóg nieustannie działa, aby zrealizować swój plan wobec ludzkości, ludzie nie chcą zjednoczyć się z Bogiem. Jednym z głównych powodów, dla których ludzie nie odpowiadają na Boże zaproszenie, jest to, że nie znają Boga na tyle dobrze, aby Go pokochać i zapragnąć zjednoczyć się z Nim. Aby rozwiązać ten problem, Bóg stał się człowiekiem w Jezusie Chrystusie.

Teraz, człowiek może poznać Boga, poprzez poznanie człowieka Jezusa Chrystusa. Człowiek może ukochać Boga, związać się z Nim więzami miłości i kroczyć w kierunku doskonałej jedności z Bogiem, poprzez ukochanie najwspanialszego człowieka, jakim jest Jezus Chrystus i życie z Jezusem. Ale także tutaj istnieje duży problem. A mianowicie taki, że większość ludzi, nie zna nawet Jezusa Chrystusa.

Jezus przewidział taki problem, dlatego też, kiedy żył i działał w sposób widzialny w Palestynie, gromadził lud Boży wokół siebie, czyli organizował swój Kościół. Jezus Chrystus zgromadził uczniów nie tylko po to, aby połączyli się z Jezusem przez wiarę i miłość, ale także po to, aby poprzez nich ukazać swoją miłość i pociągać ludzi ku Bogu.

W rzeczywistości ukazywanie miłości Jezusa i doprowadzanie ludzi do Niego, jest misją Kościoła oraz sensem Jego istnienia Kościoła. Jest także misją każdego chrześcijanina oraz sensem bycia chrześcijaninem.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus powiedział; „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało;” (Łk10,2)

„Wielkie żniwo” oznacza fakt, że ciągle wielu ludzi, nie żyje w jedności z Bogiem, a nawet nie zna Boga, pomimo tego, że Jezus Chrystus daje taką możliwość wszystkim ludziom.

„Robotników mało” oznacza fakt, że ​​jest bardzo niewielu ludzi, którzy przekazują innym radosną wieść o tym, że w Jezusie Chrystusie przybliżyło się do nas Królestwo Boże i teraz każdy człowiek może żyć w miłosne jedności z Bogiem.

Z całą pewnością jest wielu ludzi, którzy przyjęli chrzest. Sami tylko katolicy stanowią prawie 20% ludności Ziemi. Ale jak wielu chrześcijan tak naprawdę jest świadomych swojej misji? Jak wielu z tych, którzy znają swoją misję, w rzeczywistości realizuje ją?

Z całą pewnością są chrześcijanie, którzy znają sens swojego istnienia i realizują misję, w którą otrzymali od Jezusa. Niestety, mam wrażenie, że nie jest ich zbyt wielu. Możliwe, że większość chrześcijan dba tylko o swoje własne zbawienie, o swój własny spokój. Starają się uzyskać łaskę od Boga tylko dla siebie i swoich najbliższych, nie myślą w ogóle o zbawieniu innych ludzi.

Ponieważ głoszenie Ewangelii jest misją i sensem istnienia Kościoła oraz każdego pojedynczego chrześcijanina, jedynie wspólnoty oraz indywidualni chrześcijanie, którzy spełniają swoją misję, żyją zgodnie z pragnieniem Jezusa, są pełni miłości i pełni życia. Tylko oni niezależnie od sytuacji w jakiej się znajdą cieszą się radością oraz pokoju, którego świat dać nie może.

Módlmy się o to, aby coraz więcej chrześcijan poprzez pogłębianie swojej jedności z Chrystusem coraz bardziej myśleli tak, jak myślał Jezusa, mówili tak, jak mówił, Jezus, żyli tak, jak żył Jezus, a przez to coraz wyraźniej ukazywali Jego wspaniałość i przyciągali do Niego jak największą liczbę ludzi.

Módlmy się także o to, aby coraz więcej ludzi złączyło się z Jezusem więzami miłości i wiary, aby w ten sposób rozwijało się Królestwo Boże i spełniał się plan Boga wobec całego świata.

Trzynasta Niedziela zwykła  (Łk.9,51-62)

Najprawdopodobniej, każdy z nas doświadczył w swoim dzieciństwie, a może nawet w życiu dorosłym, kary, która była całkowicie nieadekwatna do własnego czynu. Taka kara nie jest środkiem wychowawczym, tylko rodzajem zemsty. Jej celem nie jest pouczenie dziecka tego, co jest dobre, a co jest złe, tylko ukazanie swojej przewagi, a może nawet wywołanie lęku, aby zmusić do posłuszeństwa.

Taka kara zawsze wywołuje poczucie niesprawiedliwości. Jeżeli tak działają rodzice lub nauczyciele, to tracą zaufanie dzieci. Kara taka może także stać się przyczyną problemów z zaufaniem do wszelkich autorytetowi, a co gorsze może także wykształtować u dzieci błędne wyobrażenie Boga.

Dzieje się tak, ponieważ bardzo wielu ludzi, jest przekonanych, że Bóg, który jest Panem całego świata, zasadniczo działa tak, jak działają władcy tego świata.

Jeżeli ludzie, którzy mieli nad nami jakąś władzę, poprzez niesprawiedliwe kary zmuszali nas do posłuszeństwa, to możemy nabrać przekonania, że także Bóg mści się na tych, którzy są nieposłusznie wobec Niego. Niestety, bardzo wielu ludzi posiada takie mylne wyobrażenie o Bogu.

Jednym z celów przyjścia na ten świat Syna Bożego, było ukazanie nam prawdziwego obrazu Boga. Jezus Chrystus objawił nam prawdziwe oblicze Boga własnymi słowami oraz czynami.

Najprawdopodobniej Jan i Jakub byli przekonani, że Samarytanie, którzy nie przyjęli Jezusa, obrazili Go i zasłużyli na karę. Próbowali uczynić to, poprzez zesłanie ognia z nieba i zniszczenie tych ludzi oraz ich rodzin. Oczywiście taka kara byłaby całkowicie nieadekwatna do czynu Samarytan, byłaby zwykłą zemstą. Bardzo możliwe, że byli oni przekonani, że tak właśnie działa Bóg, że takie działanie jest sprawiedliwe, czyli zgodne z wolą Boga.

Poprzez zgromienie uczniów Jezus pouczył ich oraz nas, że Bóg nigdy nie karze tych, którzy sprzeciwiają się Jemy, że nigdy nie mści się.

Ponieważ poprzez zemstę człowiek usiłuje ukazać swoją władzę, swoją przewagę nad drugim człowiekiem oraz wywołać lęk u tej osoby, aby zmusić ją do uległości, możemy powiedzieć, że mszczą się jedynie ludzie, którzy nie są pewni własnej siły lub własnego autorytetu.

W przeciwieństwie do ludzkiej ograniczonej mocy, moc Boga jest absolutna i nieograniczona. Ponieważ nikt nie może ani odebrać tej mocy od Boga, ani w żaden sposób jej zagrozić, Bóg nie musi udowadniać swojego autorytetu, ani nie musi go bronić takimi niesprawiedliwymi metodami jak zemsta. Jezus objawia działanie Boga i prawdziwą moc Bożą nie poprzez zemstę, ale poprzez umocnienie swej determinacji, by udać się do Jerozolimy.

W Jerozolimie było wielu ludzi wrogich Jezusowi, którzy usiłowali Go zabić. Powodem, dla którego Jezus zdecydował się na pójście do Jerozolimy, nie było pragnienie zniszczenia tych ludzi, ale pragnienie ukazania im miłości Boga, pragnienie wezwania ich do nawrócenia i doprowadzenia do pojednania z Bogiem.

Z pewnością Jezus wiedział, że w Jeruzalem czeka na Niego cierpienie oraz śmierć, których naturalnie lękał się. Niemniej jednak postanowił udać się do Jerozolimy, ponieważ pragnienie ukazania miłość Boga było znacznie silniejsze niż pragnienie uniknięcia cierpienia oraz pragnienie ocalenia własnego życia.

Była jeszcze jedna przyczyna tego, że Jezus zdecydował się na pójście do Jerozolimy, pomimo istnienia olbrzymiego zagrożenia.

W przeciwieństwie do skończonej mocy, którą posiada wielu ludzi, moc Boża jest nieskończona, jest silniejsza niż jakiekolwiek zło, czy też grzech ludzki, a nawet jest mocniejsza do śmierci. Bóg ma moc wydobywania dobra z grzechu oraz innego zła. Posiada moc wykorzystywania ludzkiego nieposłuszeństwa do realizacji swego planu miłości. Jezus, który znał tę miłość, zdecydował się na pójście do Jerozolimy i przyjęcie straszliwych cierpień oraz okrutnej śmierci, ponieważ był przekonany, że Jego cierpienie i śmierć na krzyżu nie zostaną zmarnowane, ale zostaną przemienione przez Boga na zbawienie całej ludzkości.

Módlmy się o to, aby coraz więcej ludzi poprzez poznanie Jezusa Chrystusa, poznało miłość Boga. Módlmy się także o to, aby zaufali oni Bogu, który zawsze wzywa do pojednania i relacji miłości, przyjęli Jego zaproszenie i żyli w miłości przez całą wieczność.

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

Aby choć trochę zrozumieć Tajemnicę Eucharystii, a przynajmniej, aby zrozumieć to, dlaczego Jezus daje nam swoje Ciało oraz swoją Krew, musimy najpierw uświadomić sobie to, czym jest miłość.

Jezus Chrystus ukazał swoim życiem, że kochać drugą osobę, znaczy ofiarować tej osobie swoje życie, ofiarować tej osobie całego siebie. Ukazał także, że kochać drugą osobę znaczy także przyjąć tą osobę do swojego życie.

Z tego powodu wzajemna miłość dwóch osób tworzy więź, która łączy te osoby. W miarę wzrastania miłości, pogłębia się także więź dwóch osób. Kiedy miłość osiągnie doskonałość, więź ta staje się jednością osób, które połączyła. Używając biblijnego wyrażenia możemy powiedzieć, że dwie osoby stają jednym ciałem.

Uroczystość Trójcy Świętej, którą obchodziliśmy w ubiegłą niedzielę, także ukazuje tą prawdę. Ponieważ Trzy osoby Boskie, Ojciec, Syn i Duch Święty kochają się wzajemnie doskonałą miłością, czyli całkowicie ofiarowuję siebie innym Osobom i całkowicie przyjmują inne Osoby, stanowią doskonałą jedność, są jednym Bogiem.

Bóg stworzył człowieka na swój obraz i swoje podobieństwo, w tym celu abyśmy wzięli udział w tym miłosnym obcowaniu trzech Boskich Osób, abyśmy poprzez miłość doskonale zjednoczyli się z Bogiem, oraz innymi ludźmi.

W Jezusie Chrystusie Bóg stał się człowiekiem właśnie w tym celu, aby ofiarować siebie samego ludziom. Bóg pragnął, aby ludzie poprzez przyjęcie Jezusa przyjęli Jego samego. Bóg pragnął, aby ludzie poprzez ukochanie Jezusa ukochali Jego samego, a poprzez ofiarowanie siebie Jezusowi ofiarowali Bogu siebie samych.

Bóg nie wycofał tej ofiary nawet wtedy, kiedy ludzie wbrew pragnieniu Boga odrzucili Jezusa i zabili Go.

Sakrament Ciała i Krwi Chrystusa jest pamiątką tej ofiary Boga, ale jest także sposobem, w jaki Bóg dzisiaj ofiaruje nam Siebie Samego.

Przyjmując Ciało i Krew Jezusa, pod postacią chleba i wina, przyjmujemy żywego Jezusa, i jednocześnie przyjmujemy samego Boga.

Jednak przyjęcie Jezusa pogłębi naszą relację z Bogiem tylko wtedy, kiedy także my ofiarujemy Bogu siebie samych. To ofiarowanie siebie Bogu nie jest sprawą uczuć lub słów, ale jest sprawą sposobu życia, jest sprawą naszych czynów. Ofiarowujemy Bogu siebie wtedy, kiedy w swoim życiu spełniamy wolę Boga, czyli wtedy, kiedy żyjemy zgodnie z nauką Jezusa i przykładem Jego życia.

Dziękując Bogu za to, że w Najświętszym Sakramencie także dziś ofiarowuje nam Siebie Samego, módlmy się o to, abyśmy poprzez życie zgodne z Jego wolą, oddawali Mu siebie samych i w ten sposób ciągle pogłębiali więź, która łączy nas z Bogiem i zmierzali do doskonałej Jedności.