I NIEDZIELA  ADWENTU  (rok B)

Słowo Boże, które przed chwilą usłyszeliśmy, przypomina nam podstawową prawdę o tym, na czym polega nasze chrześcijańskie życie.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus porównuje swoich uczniów do sług, którzy od wybierającego się w podróż pana domu, otrzymali do wykonania pewne zadanie. Jezus, porównuje swoich uczniów także do odźwiernego, który został wezwany do nieustannego czuwania tak, aby mógł otworzyć drzwi panu domu w każdym, nawet najmniej oczekiwanym momencie.

Przed powrotem do Ojca Jezus nakazał swoim uczniom iść na cały świat i głosić ludziom to, co sam ich nauczył oraz czynić ich Jego uczniami, poprzez udzielanie im chrztu. Jednym słowem Apostołowie zostali posłani, aby rozszerzać Królestwo Boże.

Jest to zadanie każdego chrześcijanina. Aby wypełnić tą misję, nie koniecznie musimy opuszczać obecne miejsce zamieszkania, czy też głosić kazania. Wystarczy, że w miejscu, w którym żyjemy, sami będziemy realizować naukę Jezusa i swoim życiem ukazywać ludziom miłość Boga.

Przez spełnianie tej misji, mamy przygotować świat na ostateczne przyjście Jezusa, kiedy to w pełni zrealizuje On swoje Królestwo. Kiedy na końcu świata Jezu nadejdzie w swojej chwale i mocy, będzie to widoczne dla każdego bez wyjątku człowieka. Wtedy już nikt nie będzie w stanie ignorować Jezusa i nikt nie będzie w stanie uciec przed podjęciem decyzji o przyjęciu lub odrzuceniu Jezusa. Każdy będzie musiał dokonać tego wyboru, który będzie jego ostatecznym wyborem. Będzie to ostatnia szansa przyjęcia Jezusa, czyli ostatnia szansa przyjęcia daru życia wiecznego.

Jezus wzywa nas do nieustannego czuwania, ponieważ przed tym ostatecznym nadejściem w formie widzialnej, Jezus przychodzi do nas w sposób mniej zauważalny. Jezus przychodzi do nas przede wszystkim w swoim Słowie oraz w Sakramentach. Ale przychodzi także w naszych bliźnich, szczególnie w tych, którzy potrzebują naszej pomocy. Ludzie, którzy nie czuwają, mogą łatwo przeoczyć to przyjście i w konsekwencji mogą nie przyjąć Jezusa.

Przyjęcie Jezusa jest dla nas bardzo ważne, ponieważ życie z Jezusem jest najwspanialszym z możliwych sposobów życia na tej ziemi. Przyjęcie Jezusa jest także ważne, ponieważ tylko wtedy, kiedy przyjmiemy Jezusa i będziemy żyli w łączności z Jezusem, będziemy w stanie zrealizować misję, którą On nam zlecił.

Realizacja otrzymanej od Jezusa misji jest potrzebna dla zbawienia wielu osób, ponieważ ich zbawienie zależy od tego, jak wiernie spełnimy tą misję. Ale spełnienie tej misji jest także ważna dla naszego własnego zbawienia.

Nie oznacza to, że spełnienie tej misji jest warunkiem uzyskania zbawienia. Zbawienie jest darmowym darem Boga. Jest to tak cenny Dar, że nie jesteśmy w stanie kupić go za żadne pieniące, ani zdobyć go żadnym największym nawet wysiłkiem.

Żyjąc w łączności z Jezusem oraz realizując otrzymaną od Niego misję, przygotowujemy się na przyjęcie tego Daru, który Bóg Ojciec pragnie ofiarować wszystkim ludziom. Ten Dar Zbawienie to doskonała jedność z Jezusem, a w konsekwencji doskonała jedność z Trójjedynym Bogiem oraz jedność ze wszystkimi, zjednoczonymi z Bogiem ludźmi. To Zbawienie to życie w doskonałej miłości przez całą wieczność, to największe szczęście człowieka.

Módlmy się o to, abyśmy poprzez właściwe przeżywanie Adwentu, nauczyli się czuwać i przyjmować ciągle przychodzącego do nas Pana Jezusa tak, abyśmy poprzez życie w Jedności z Jezusem spełnili naszą misję, doprowadzili do Niego wielu ludzi i sami przygotowali się nas przyjęcie Daru Zbawienia.

Uroczystość Jezusa Chrystusa, Króla Wszechświata (A)

Dzisiaj, wraz z Kościołem rozsianym po całej ziemi, obchodzimy Święto Chrystusa Króla. Przez uczestnictwo w tym Święcie wyznajemy publicznie, że Jezus Chrystus jest naszym Królem i naszym Panem.

Każdy król posiada wiele praw. Wśród nich, jednym z ważniejszych jest prawo do sądzenia. Jezus, który jest Królem wszystkich ludzi, posiada prawo sądzenia w stosunku do każdego człowieka. Jednakże w odróżnieniu od ziemskich władców, Jezus pozostawia to prawo na sam koniec. Jak długo jest to tylko możliwe, nie chce nikogo sądzić. Stwierdza to wyraźnie słowami, które przekazuje nam Ewangelia św. Jana. „Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępić, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony.” (J3,17)

Na podstawie tych słów możemy być pewni, że zanim na Sądzie Ostateczny Jezus zostanie Królem Sądzącym, pozostanie Królem Zbawiającym, Królem Przebaczającym, Królem Miłosierdzia. Zgodnie ze słowami proroka Ezekiela, podobnie jak dobry pasterz, który trosce o swoje owce poświęca wszystkie swoje siły, Jezus nieustannie działa, aby ochronić nas przed wszelkimi niebezpieczeństwami i doprowadzić nas do swojego Królestwa, do pełni szczęścia. Podobnie jak pasterz, który prowadzi swoje owce ku wspaniałym pastwiskom, Jezus wskazuje nam drogę, którą powinniśmy kroczyć, aby osiągnąć życie wieczne. Jezus obdarowuje nas także siłą potrzebną do kroczenia tą drogą.

Nawet wtedy, kiedy Go nie posłuchamy i pójdziemy inną drogą, Jezus nie rezygnuje z nas, ale poszukuje i stara się sprowadzić z powrotem na właściwą drogę. Możemy być pewni, że niezależnie od tego, jak daleko odejdziemy od Niego, jeśli tylko zdecydujemy się powrócić, On z radością nas przyjmie.

Jezus czyni to wszystko dlatego, że zna nasz największy potencjał i jest przekonany, że niezależnie od tego, jakie życie prowadzimy obecnie, możemy zrealizować ten potencjał, możemy osiągnąć cel, dla którego zostaliśmy stworzeni. Tym naszym największym potencjałem, a jednocześnie celem naszego życia jest zjednoczenie z Bogiem. Ponieważ Bóg jest Miłością, możemy się z Nim złączyć jedynie poprzez miłość. Natomiast pełnię zjednoczenia z Bogiem możemy osiągnąć tylko poprzez udoskonalenie tej miłosnej więzi.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus poucza nas, że na Sądzie Ostatecznym będziemy sądzeni z tego, ile w tym wszystkim, co robiliśmy, było miłości. Będziemy sądzeni z tego, jak bardzo kochaliśmy Boga oraz ludzi, których spotkaliśmy w swoim życiu. Ostatecznie to miłość, która jest w nas, albo jej brak zadecyduje o naszej wieczności.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus poucza nas, że na Sądzie Ostatecznym będziemy sądzeni z tego, ile w tym wszystkim, co robiliśmy, było miłości. Będziemy sądzeni z tego, jak bardzo kochaliśmy Boga oraz ludzi, których spotkaliśmy w swoim życiu. Ostatecznie to miłość, która jest w nas, albo jej brak zadecyduje o naszej wieczności.

W dzisiejszej Ewangelii słowo „miłość” nie występuje ani jeden raz. Zamiast używać słowa „miłość”, Jezus podaje nam listę uczynków miłości. Lista ta powtórzona jest powtórzona aż cztery razy. Najprawdopodobniej Jezus uczynił tak, ponieważ wbrew przekonaniu wielu ludzi, prawdziwa miłość wyraża się nie tyle poprzez jakieś szczególne słowa albo uczucia, ale poprzez czynienie dobra dla drugiego człowieka.

Miłość jest darem Boga, którym Bóg pragnie obdarzyć każdego człowieka. Jednak nie jesteśmy w stanie od razu przyjąć doskonałej miłości, choćbyśmy nawet tego bardzo pragnęli, ponieważ nie jesteśmy całkowicie wolni.

Czynione przez nas dobro ukazuje, w jakim stopniu przyjęliśmy Miłość Boga, ale także powoduje jej wzrost. Dlatego taż ważne jest, abyśmy byli wierni tej miłości, którą już zdołaliśmy przyjąć, czyli abyśmy realizowali miłość, która jest w nas, nawet jeśli jest ona bardzo mała.

Ważne jest także, abyśmy coraz lepiej poznawali miłość Boga, którą objawia nam Jezus. Im lepiej poznamy miłość Boga, tym bardziej będziemy jej pragnęli. Ale także coraz mocniej będziemy ufali Jezusowi.

To nasze pragnienie życia w miłości, jak również zaufanie do Jezusa będzie naszą siłą potrzebną do wiernego kroczenia za Jezusem. Ponadto, im bardziej będziemy pragnąć, żyć w miłości, im bardziej będziemy ufać Jezusowi, tym szerzej otworzymy nasze serca i obficiej przyjmiemy dar miłości.

Módlmy się o to, aby coraz więcej ludzi poprzez poznanie Jezusa oraz ludzi, którzy żyją miłością, poznało Miłość Boga. Módlmy się także o to, aby ci ludzie otworzyli swoje serca, przyjęli dar Bożej Miłości, a poprzez życie tą miłością, wzrastali w niej tak, aby mogli być przyjęci do Królestwa Bożego, które jest Królestwem prawdziwej i wiecznej Miłości.

Trzydziesta Trzecia Niedziela zwykła (rok A)

Pewien Kardynał, który brał udział w Drugim Soborze Watykańskim, codziennie dojeżdżał na obrady Soboru autobusem. Pewnego dnia, kiedy czekał na autobus, zobaczył człowieka, który zamiatał ulicę. Zapytał go o to, jaką posiada filozofię życia. Ten odpowiedział mu w następujący sposób. „Jeżeli z całego serca będę zamiatał tę ulicę, będąc przekonany, że czynię to zgodnie z wolą Boga i dla Jego chwały, to w Jego oczach moja praca będzie miała większą wartość niż udział biskupa w Soborze, jeżeli robi to jedynie z obowiązku.”

Myślę, że to stwierdzenie starego człowieka jest bardzo dobrym komentarzem do dzisiejszej Ewangelii.

Wydaje się, że tak w przeszłości, jak i obecnie, wielu ludzi posiada głębokie przekonanie, że szczęśliwszy jest ten człowiek, który posiada więcej, który jest zdrowszy, który zajmuje zaszczytniejsze miejsce. Bardzo wielu ludzi rywalizuje z innymi ludźmi, stara się posiąść więcej, niż mają inni, uzyskać większe uznanie, czy też poszanowanie, odnosić większe sukcesy niż inni ludzie.

Występujący w dzisiejszej przypowieści trzeci sługa, najprawdopodobniej był człowiekiem, którego motywacją działania była rywalizacja wynikająca z pragnienia bycia lepszym od innych ludzi. Otrzymał on od swojego pana do dyspozycji jeden talent. Z pewnością było to mniej, niż otrzymali inni słudzy, ale wcale nie była to mała suma pieniędzy. Odpowiadała ona dwudziestoletnie pensji. Jednak sługa ten wiedział, że nawet przy największym wysiłku nie ma szans na to, aby zyskać tyle pieniędzy, ile mógł zdobyć pierwszy sługa. Możliwe, że poprzez olbrzymi wysiłek, mógłby zdobyć więcej niż drugi sługa, ale i tak nie byłby najlepszym. Z tego powodu, nie widział sensu podjęcia jakiegokolwiek działania.

Najprawdopodobniej taki sposób myślenia trzeciego sługi wynikał z braku znajomości swojego pana i z przekonania, że nawet gdyby podwoił otrzymaną kwotę, to i tak nie miał szans zadowolić swojego pana tak bardzo, jak pozostali słudzy.

Na podstawie faktu, że sługa, który zdobył dwa talenty, został nagrodzony tak samo, jak ten, który zdobył pięć nowych talentów, możemy mieć pewność, że gdyby trzeci sługa zrobił to, na co było go stać, gdyby zdobył choćby tylko jeden nowy talent, uradowałby pana tak samo, jak dwaj pozostali słudzy. Jednak człowiek ten nie znał pana. Wyobrażał sobie, że myśli on tak samo, jak on sam. Dlatego właśnie lękał się go. Lęk ten tak go sparaliżował, że nie był w stanie nic uczynić, nie był w stanie zrealizować woli pana.

Dwaj pierwsi słudzy byli całkiem inni. Nie oglądali się na innych i z nikim się nie porównywali. Nie popadali ani w pychę, z tego powodu, że posiadali więcej talentów niż inni, ani w jakieś kompleksy z tego powodu, że posiadali mniej niż inni. Po prostu z całych sił realizowali misję, którą otrzymali od pana. Pragnienie uradowania pana poprzez wierne wypełnienie powierzonego sobie zadania, było dla nich najważniejsze, było ich motywacją i siłą w działaniu. W ten sposób ukazali, że dobrze znali swojego pana, że dobrze wiedzieli, że dla niego, ważne jest nie to, jak wielkie zyski osiągnie sługa, ale to, czy wiernie zrealizuje powierzoną sobie misję.

Poprzez tą przypowieść Jezus ujawnia nam pragnienie Boga wobec wszystkich ludzi. Bóg nie pragnie naszego sukcesu, ale naszej miłości i naszego posłuszeństwa, pragnie naszej wierności.

Niejednokrotnie wierność jest znacznie trudniejsza niż sukces. Odniesiony sukces powoduje radość, bardzo często staje się źródłem satysfakcji oraz poczucia własnej wartości. Natomiast wierność może łączyć się z cierpieniem, gdyż wymaga trwaniu u boku naszego Pana, także wtedy, kiedy bycie z Panem nie daje nam ani satysfakcji, ani radości, ani pokoju.

Aby odnieść sukces, człowiek musi być silniejszy od innych ludzi. Jednak do tego, aby być wiernym Jezusowi, potrzebna jest jedynie bezinteresowna miłość. Ta miłość nie jest wynikiem naszego wysiłku. Nasza miłość, podobnie jak talenty, które otrzymali słudzy, jest darmowym darem Boga. Jest największym darem, którym Bóg pragnie obdarować każdego człowieka. Jeżeli daje inne dary, to tylko po to, aby przygotować serce człowieka na przyjęcie tego daru miłości.

Módlmy się o to, abyśmy otworzyli nasze serca i przyjęli dary, którymi pragnie obdarować nas nasz Pan. Módlmy się także o to, abyśmy przez wierne zarządzanie otrzymanymi darami, pogłębiali miłosną więź, która łączy nas z Panem tak, abyśmy weszli do Jego radości i przybywali z Nim na wieki.

Trzydziesta Druga Niedziela zwykła

Kiedy pracowałem w Nagasaki, spotkałem tam o. Zbigniewa, z zakonu franciszkanów. Ojciec Zbigniew był Polakiem. Pracował w Japonii, jako misjonarz przez blisko pięćdziesiąt lat. Kiedy we wrześniu 1939 roku Niemcy najechali na Polskę, od samego początku okupacji usiłowali całkowicie zniszczyć polską inteligencję. Z tego powodu, wraz z wieloma innymi kapłanami o. Zbigniew został aresztowany i osadzony w obozie koncentracyjnym. Praktycznie całą Drugą Wojnę Światową spędził w obozie koncentracyjnym w Dachau. Kilkakrotnie opowiadał mi o tym, jak udało mu się przeżyć te lata.

Mówił, że od niechybnej śmierci, która spotkała wielu jego kolegów, uratował go sen. Pewnej nocy, w pierwszych miesiącach pobytu w obozie ujrzał we śnie Niepokalaną Maryję. Maryja nic nie mówiła, ale pod Jej stopami zobaczył napis: „Będziesz uwolniony w miesiącu maryjnym w 194..” Ojciec Zbigniew bardzo chciał odczytać ostatnią literę, aby wiedzieć dokładnie, jak długo będzie musiał być w obozie. Niestety ostatnia litera nie była widoczna i o. Zbigniew nie dowiedział się, w którym dokładnie roku będzie uwolniony. Dlatego też czekał od maja do października, od października do maja.

W końcu został uwolniony w maju 1945 roku. O. Zbigniew powiedział, że gdyby we śnie zobaczył dokładną datę, i gdyby wtedy dowiedział się, że będzie musiał czekać na wyzwolenie aż 5 lat, to na pewno nie przeżyłby. Zginąłby tak, jak większość jego kolegów, którzy fizycznie byli znacznie silniejsi od niego. To, co trzymało go przy życiu to nadzieja, że już w następnym miesiącu maryjnym, czyli za pół roku będzie uwolniony.

Wielu byłych więźniów obozów koncentracyjnych podkreśla, że nieludzkie warunki obozu koncentracyjnego przetrwali nie ci, którzy byli najzdrowsi, czy też fizycznie najsilniejsi, ale ci, którzy mieli mocną nadzieję na wyzwolenie, i dzięki temu widzieli sens w walce o życie. Ci, którzy tracili nadzieję, tracili motywację do walki, tracili siły i szybko umierali.

Dzisiejsza Ewangelia poucza nas, że chrześcijanin jest człowiekiem, który na podstawie obietnicy Jezusa Chrystusa oczekuje na Jego powtórne przyjście, kiedy Jego postać oraz Jego chwała będzie widoczna dla wszystkich ludzi. Wierzymy, że w tym momencie Jezus zrealizuje w pełni swoje Królestwo i ostatecznie wyzwoli nas od wszelkich cierpień.

Pomimo tego, że Jezus wyraźnie powiedział nam, że nikt nie zna dnia Jego przyjścia, wielu ludzi usiłuje poznać to, kiedy ten dzień nastąpi. Jednak czy takie wysiłki mają sens? Czy ta znajomość dokładnej daty przyjścia Jezusa jest nam potrzebna? Jak zareagowaliby uczniowie Jezusa, gdyby Jezus powiedział im, że powróci za dwa tysiące lub za pięć tysięcy lat? Czy chrześcijaństwo istniałoby jeszcze?

Na szczęście Jezus nie powiedział konkretnie, kiedy przyjdzie w swojej chwale, a jedynie to, żeby się spodziewać Go w każdej chwili, żeby być przygotowanym na to spotkanie z Nim przez cały czas. Ta obietnica, oraz to wezwanie Jezusa jest dla chrześcijan źródłem wielkiej nadziei, jak również źródłem motywacją oraz siły do tego, aby żyć zgodne z nauką Jezusa i przez to ciągle przygotować się na spotkanie z Jezusem.

Obietnica nadejścia Jezusa w chwale jest bardzo ważnym źródłem siły koniecznej do wiernego kroczenia za Jezusem, ale obietnica ta nie jest dla nas jedynym źródłem siły. Jezus nie tylko obiecał, że powtórnie przyjdzie w chwale, ale obiecał także, że będzie z nami zawsze, aż do skończenia świata. Ponieważ Jezus jest z nami zawsze, możemy Go spotkać w każdym momencie.

Jednak pomimo tego, że Jezus jest zawsze z nami i zawsze możemy Go spotkać, Jego obecność jest ukryta. Nie możemy ani zobaczyć Jego postaci, ani usłyszeć Jego głosu. Możemy Go poznać, a w konsekwencji ukochać i przyjąć do swojego życie jedynie poprzez wiarę.

Jezus wzmacnia naszą wiarę swoim własnym Słowem, które jest zapisane w Piśmie Świętym. Jezus wspiera nas również swoim działaniem w naszym życiu. Wspiera naszą wiarę także świadectwem ludzi, którzy poznali Jezusa oraz znakami, jakimi są Sakramenty.

Jednak dopiero, kiedy zaufamy Jezusowi, kiedy zdecydujemy się na pójście za Nim, czyli kiedy zaczniemy żyć zgodne z Jego nauką, nasza więź z Jezusem zacznie pogłębiać się, a nasza wiara, jak również nasza miłość i nadzieja zaczną wzrastać.

Dopiero wtedy, kiedy będziemy napełnieni taką żywą wiarą, miłością i nadzieją ukryta obecność Jezusa będzie łatwa do rozpoznania, będziemy w stanie wiernie, aż do samego końca oczekiwać na powtórne przyjście Jezusa, czyli na moment, w którym nie tylko zobaczymy Go własnymi oczami, ale kiedy zrealizuje On wszystkie swoje obietnice, w którym nasza miłość do Jezusa, oraz nasza jedność z Jezusem będzie udoskonalona.

Gdy będziemy napełnienie taką żywą wiarą, nadzieją i miłością, nasze oczekiwanie na ostateczne przyjście Jezusa nie będzie bezczynne, ale będziemy starali się pomóc innym ludziom w poznaniu Jezusa, aby także oni zostali napełnieni wiarą, nadzieją i miłością.

Módlmy się o to, abyśmy poprzez życie w miłosnej więzi z Jezusem przygotowali się na Jego powtórne przyjście, ale także, abyśmy zawsze dzielili się darem wiary, nadziei i miłości z innymi ludźmi.