Dwudziesta Ósma Niedziela zwykła

Wielu ludzi, którzy spotkali Jezusa, doświadczyli uzdrowieni, pocieszenia, przebaczenia, akceptacji, jednym słowem doświadczyli miłości. Niewątpliwie to spotkanie stało się dla nich źródłem wielkiej radości.

Jednak nie dla wszystkich ludzi spotkanie z Jezusem było radosne. Byli ludzie, dla których spotkanie z Jezusem było źródłem smutku, a nawet złości lub zawiści. Jedno z takich spotkań jest opisane w dzisiejszej Ewangelii.

Ewangelista Marek, mówi nam, że człowiek, który przyszedł do Jezusa i poprosił Go o to, aby Jezus ukazał mu sposób zdobycia życia wiecznego, miał wielki majątek. Nie wiemy, jak człowiek ten rozumiał życie wieczne. Jednak jego prośba ukazuje, że pomimo posiadania wielkiego majątku, ciągle mu czegoś brakowało. Człowiek ten nie był w pełni szczęśliwy i ciągle poszukiwał tego, co mogłoby zaspokoić jego najgłębsze pragnienia. Może właśnie to, czego jeszcze nie znał, uważał za życie wieczne.

Jezus powiedział mu, że zdobędzie życie wieczne, jeżeli będzie żył zgodnie z przykazaniami, które Bóg dał Izraelitom. Innymi słowami, Jezus pouczył tego człowieka, że Bóg już ukazał drogę do życia wiecznego i wystarczy iść tą drogą.

Człowiek ten odpowiedział, że już od dzieciństwa przestrzega tych przykazań, czyli, że już od wielu lat kroczy tą drogą, którą wskazał mu Jezus, ale pomimo tego nie osiągnął jeszcze życia wiecznego.

Odpowiedź ta pomogła Jezusowi poznać największy problem tego człowieka, i jednocześnie przyczynę nieskuteczności realizacji przykazań.

Problemem tym było zbytnie poleganie na posiadanym majątku. Najprawdopodobniej człowiek ten mógł przestrzegać nakazów Prawa lepiej niż inni ludzie, nie dlatego, że bardziej ufał Bogu, ale dlatego, że posiadał większy majątek. Dzięki majątkowi nie musiał pracować w Szabat, nie musiał kraść, ani oszukiwać. Natomiast mógł składać większe ofiary, mógł dawać jałmużny i na inne sposoby pomagać biednym. Jednak z tego powodu, że prowadził takie życie polegając na majątku, a nie na Bogu, życie to nie zbliżało go do Boga, ale wprost przeciwnie oddalało go od Niego. A ponieważ jedynie Bóg jest w stanie zaspokoić najgłębsze pragnienia człowieka, odczuwał on coraz większą pustkę

Aby ukazać temu człowiekowi ten problem, a jednocześnie ukazać mu prawdziwą drogę do życia wiecznego, które jest życiem w miłosnej relacji z Bogiem, Jezus zaproponował mu wyzbycie się swojego majątku i zaprosił go do kroczenia za sobą. Jezus uczynił tak, ponieważ to właśnie On, który umożliwia nam życie w miłosnej relacji z Bogiem, jest Drogą do życia wiecznego.

Człowiek ten nie był w stanie posłuchać się Jezusa. Możliwe, że po raz pierwszy zauważył, jak bardzo jest zniewolony przez majątek, który dając mu wiele możliwości, jednocześnie uniemożliwiał mu kroczenie drogą prowadzącą do życia wiecznego. Właśnie to poznanie swojego problemu spowodowało, że człowiek ten odszedł od Jezusa zasmucony.

Z całą pewnością poznanie problemu, którego do tej pory nie byliśmy świadomi, podobnie jak poznanie własnej choroby, jest bardzo bolesne i powoduje wielki smutek. Jednak poznanie problemu nie tylko powoduje smutek, ale jednocześnie daje szansę na podjęcie próby rozwiązania tego problemu, podobnie jak poznanie faktu bycia chorym, daje nam szansę na podjęcie leczenia.

Lekarz informuje chorego człowieka o jego chorobie nie w tym celu, aby go zasmucić, ale w tym celu, aby rozpocząć leczenie. Podobnie Jezus, nie ujawnia człowiekowi jego problemów w tym celu, aby go zasmucić, ale po to, aby pomóc mu rozwiązać te problemy.

Możemy być pewni, że Jezus nas kocha i pragnie dla nas największego dobra, jakim jest życie w miłośnej relacji z Bogiem. Właśnie z tego powodu, będzie nam pomagał w poznaniu i wyzwalaniu się z różnorodnych zniewoleń, które uniemożliwiają nam przyjęcia miłości innej osoby oraz kochanie innej osoby.

To poznanie własnego zniewolenia oraz ten proces wyzwalania, może być bardzo bolesny, dlatego potrzebujemy ufać Jezusowi tak samo, jak chory człowiek ufa lekarzowi. Właściwie możemy zaufać Jezusowi bardziej niż jakiemukolwiek lekarzowi, ponieważ w przeciwieństwie do lekarzy, Jezus nas kocha, zna nas doskonale, nigdy się nie myli i ma nieograniczoną moc.

Módlmy się o to, abyśmy dzięki doświadczeniu bezinteresownej miłości Jezusa mieli odwagę poznać własne problemy, mieli odwagę poznać najciemniejsze zakamarki własnego serca.

Módlmy się także o to, abyśmy dzięki zaufaniu do Jezusa mieli siłę na przyjęcie cierpień towarzyszącym procesowi wyzwalania z różnorodnych zniewoleń, tak, abyśmy mogli osiągnąć prawdziwą wolność, żyć pełnią miłości i w ten sposób kroczyć ku życiu wiecznemu.

Dwudziesta Siódma Niedziela zwykła

Księga Rodzaju została napisana ponad 2500 lat temu. Sposób napisania tej księgi odzwierciedla myślenie ludzi tamtej epoki. Jednak celem tego tekstu nie jest ukazanie nam myślenia ludzi tamtej epoki, ale uniwersalnej prawy o Bogu oraz uniwersalnej prawdy o człowieku. Ta prawda uniwersalna to nauka, która jest prawdziwa dla ludzi wszystkich epok, jak również dla ludzi wszystkich kultur. Jest to prawda, którą każdy człowiek potrzebuje znać do tego, aby móc żyć w pełni po ludzku. Aby odczytać tę uniwersalną prawdę, nie możemy zatrzymywać się na literalnym znaczeniu tekstu, ale poprzez ten literalny sens musimy starać się dostrzec sens duchowy, czyli to, co Bóg pragnie nam przekazać przez ten tekst.

Fragment Księgi Rodzaju, który był przeczytany dzisiaj, jako pierwsze czytanie, mówi o tym, że Bóg stworzył kobietę z żebra mężczyzny, aby ona była dla niego pomocą. To jest sens literalny. Natomiast duchowy sens tego opowiadania poucza nas o tym, że mężczyzna oraz kobieta zostali stworzeni przez Boga, jako osoby, które pomimo pewnych różnic, posiadają taką samą naturę oraz taką samą godność.

Księga Rodzaju poucza nas także, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz oraz swoje podobieństwo, czyli jako osobę, która podobnie jak Bóg jest zdolna do miłości. Ta zdolność do miłości, jest najważniejszą zdolnością człowieka i wyznacza cel jego życia. Tylko wtedy, kiedy człowiek żyje w miłości, żyje naprawdę po ludzku, a jego życie jest godne człowieka.

Prawda o tym, że człowiek został stworzony w tym celu, aby żyć w miłości, jest nie tylko zapisana w Piśmie Świętym, ale jest także zapisana w sercu każdego człowieka, jako pragnienie miłości. To pragnienie można dostrzec w codziennym życiu człowieka, a także w jego twórczości, czyli w literaturze, w piosenkach, czy też w filmach. Życie ludzi, oraz ich twórczość, nie tylko wyraża pragnie miłości, ale także ujawnia fakt, że większość ludzi wcale nie wie, czym jest miłość.

Na szczęście Bóg, który wpisał w serce człowieka pragnienie miłości, uczy nas także tego, jak możemy to pragnienie zrealizować. Można powiedzieć, że całe Pismo Święte jest jakby podręcznikiem, który uczy sposobu życia, który prowadzi do doskonałej miłości. Ponieważ Jezus Chrystus żył całkowicie zgodnie z tą nauką, stał się doskonałym przykładem takiego życia.

Dzisiejsze drugie czytanie przypomina nam, że Jezus Chrystus w celu doprowadzenia nas do zbawienia, przyjął cierpienie, oraz że oddał za nas swoje życie. Oznaczy to, że dla dobra ludzi Jezus, poświęcił nie tylko swoje zdolności, swoją siłę, swój cały czas, ale także samo życie. W ten sposób pokazał, że człowiek, który naprawdę kocha, nie pragnie zysku dla siebie, ale pragnie dobra człowieka, którego kocha. Co więcej, człowiek ten jest gotowy poświęcić dla dobra kochanej osoby wszystkie swoje siły, a nawet swoje życie.

Tylko taka miłość może zaspokoić pragnienie serca człowieka. Tylko człowiek, który kocha tak, jak kochał Jezus, czyli który kocha bezwarunkowo i bezinteresownie, może osiągnąć cel, dla którego został stworzony, może złączyć się z Bogiem oraz innymi osobami więzią, którą żadna siła, nawet śmierć, nie jest w stanie zerwać.

Wielu ludzi uważa, że miłość, którą ukazał nam Jezus, jest zbyt trudna, lub wręcz niemożliwa dla zwykłego człowieka. Ponieważ ludzie ci, nie mają nadziei na osiągnięcie doskonałej miłości, każdą trudność, każde cierpienie, jakie napotkają na drodze miłości, uważają za potwierdzenie własnego przekonania i szybko rezygnują z tej miłości. Ten brak nadziei sprawia, że nie są w stanie być wierni miłości, a przez to nie są w stanie dojść do miłości doskonałej.

Aby być wiernym miłości, nawet wtedy, kiedy spotykamy różnorodne trudności, musimy pamiętać, że doskonała miłość nie jest owocem wysiłku człowieka, ale jest darem Boga. Co więcej, jest darem, który Bóg pragnie dać każdemu człowiekowi. Ważne jest, aby być otwartym na działanie Boga, aby nigdy nie utracić nadziei na to, że nasza własna miłość naprawdę może stać się doskonała.

W prawdzie przyjęcie od Boga daru miłości umożliwia nam życie w doskonałej miłości. to jednak dar ten wyda upragnione owoce, czyli będzie się rozwijać i stanie się doskonały, tylko wtedy, kiedy będziemy używać go zgodnie z intencją Dawcy, czyli jeżeli będziemy naśladowali życie Jezusa w tym wymiarze, jaki obecnie jest dla nas możliwy.

Módlmy się o to, abyśmy ciągle coraz głębiej poznawali Jezusa, abyśmy uczyli się od Niego, czym jest miłość i co to znaczy żyć w miłości, którą pragniemy w głębi naszego serca. Módlmy się także o to, abyśmy przez wierne kroczenie za Jezusem coraz głębiej jednoczyli się z Nim i ciągle byli wzmacniani Jego własną miłością.

Dwudziesta Szósta Niedziela zwykła

Słowa dzisiejszej aklamacji przed Ewangelią są parafrazą modlitwy Jezusa z Ostatniej Wieczerzy. „Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą.” (J17,17) Człowiek „uświęcony”, to człowiek, który poprzez miłość zjednoczył się z Bogiem, czyli osiągnął zbawienie. To zbawienie jest także nazywane życiem wiecznym oraz Królestwem Bożym. Słowa modlitwy Jezusa ukazują nam, że do osiągnięcia celu naszego życia, jakim jest miłosna jedność z Bogiem, potrzebna jest nam znajomość prawdy.

Myślę, że dla każdego człowieka jest oczywistym stwierdzenie, że aby dojść do jakiegoś konkretnego miejsca, czyli aby osiągnąć jakiś cel, potrzebujemy znać drogę, która do tego celu prowadzi. Jednak aby rzeczywiście dojść do celu, sama znajomość drogi, czyli znajomość prawdy nie wystarczy. Potrzebna jest jeszcze możliwość kroczenia tą drogą. Jeżeli tym celem jest jakiś punkt geograficzny, to taką możliwość mogą nam dać zdrowe nogi, rower, czy też samochód. Oprócz znajomości drogi oraz możliwości poruszania się po tej drodze potrzebne jest jeszcze duże pragnienie osiągnięcia tego celu, jak również nadzieja na jego osiągnięcia, ponieważ bez tego pragnienia oraz tej nadziei, człowiek nie pokona trudności, które ewentualnie napotka na swej drodze, a najprawdopodobniej nawet nie wyjdzie ze swojego domu i nie rozpocznie podróży.

W swojej modlitwie Jezus poucza nas, że prawdą, którą potrzebujemy do tego, aby dojść do Królestwa Bożego, czy też, aby osiągnąć cel naszego życia, jest Boże Słowo. Jestem przekonany, że Jezus nie myślał tutaj o Słowie Bożym, jakim jest Pismo Święte, ale o Słowie Bożym, którym jest On sam.

Królestwo Boże nie jest jakimś miejscem geograficznym, ale jest miłosną relacją z Bogiem. Jezus Chrystus, który jest jedną z Trzech osób Boskich, która stała się człowiekiem, umożliwia nam życie w miłosnej relacji z Trójjedynym Bogiem. Ponieważ Jezus jest Synem Boga, jak również jest doskonale zjednoczony z Bogiem Ojcem oraz z Duchem Świętym, związanie się z Jezusem więzami miłości, jest związaniem się miłosną więzią z Trójjedynym Bogiem. A zjednoczenie się z Jezusem poprzez udoskonalenie tej miłosnej więzi jest zjednoczeniem się z Trójjedynym Bogiem.

Właśnie z tego powodu Jezus jest nie tylko Prawdą, która wskazuje drogę do celu, ale także sam jest Drogą, które prowadzi do życia wiecznego. Kroczenie tą drogą oznacza, pogłębianie naszej jedności z Jezusem poprzez kroczenie za Nim. Człowiek, który kroczy za Jezusem, kieruje się w swoim życiu nauką Jezusa oraz przykładem Jego życia, jak również spełnia misję, którą Jezus mu zlecił.

W tym sensie Jezus nie tylko ukazuje nam prawdziwą drogę do Królestwa Bożego, ale także umożliwia nam kroczenia tą drogą. Jednak, aby rzeczywiście wyruszyć w tę podróż i dojść do jej celu, potrzebne jest olbrzymie pragnienie osiągnięcia tego celu, jak również olbrzymia nadzieja osiągnięcia tego celu.

Ponieważ życie w jedności z Jezusem nie tylko prowadzi do życia wiecznego, ale jest także przepełnione miłością, radością i pokojem, jest niewątpliwie życiem najpiękniejszym z możliwych i jedynym życiem godnym człowieka, którego Bóg zaprasza do miłosnej relacji. Jednak z takim życiem połączone są także różnorodne cierpienia, o których Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii. Cierpienia te wynikają z faktu, że w celu kroczenia Drogą, którą jest sam Jezus, czyli w celu ciągłego pogłębiania naszej miłosnej relacji z Jezusem, musimy uwalniać się od więzów łączących nas z rzeczami złymi, ale także z tymi rzeczami, na których do tej pory polegaliśmy, które do tej pory były dla nas źródłem przyjemności i  radości, źródłem poczucia bezpieczeństwa, czy też poczucia szczęścia. Cierpienia mogą wynikać także z działania przeróżnych sił, które będą usiłowały odciągnąć nas od Jezusa i pociągnąć w całkiem innym kierunku.

Ponieważ zrywanie dotychczasowych więzi, czy też przeciwstawianie się atakującym nas siłom może niejednokrotnie być odczuwane jako odcinanie własnych kończyn, czy też wydłubywanie własnych oczów potrzebujemy bardzo mocnego pragnienia oraz mocnej nadziei dojścia do Królestwa Bożego.

Z całą pewnością pragnienie osiągnięcia życia wiecznego oparte na lęku przed potępieniem lub pragnieniu własnego szczęścia jest lepsze niż brak pragnienia osiągnięcia życia wiecznego. Jednak siła, której źródłem jest takie pragnienie, może okazać się zbyt słaba, kiedy na naszej drodze napotkamy wielkie cierpienia. Jedynie pragnienie oparte na miłości to Jezusa może dać wystarczającą siłę. Natomiast nadzieja dojścia do celu, nie może być oparta na zaufaniu we własne siły, ale musi opierać się na mocy Jezusa oraz Jego wierność, czyli na zaufaniu do Jezusa.

Módlmy się o to, aby coraz więcej ludzi poznało Jezus Chrystus i uznało Go za Prawdziwą Drogą do życia wiecznego. Módlmy się także o to, aby ci ludzie wzmocnieni miłością do Jezusa oraz pragnieniem i nadzieją osiągnięcia życia wiecznego kroczyli wiernie za Jezusem i doszli do pełnej jedności z Bogiem.

Dwudziesta piąta niedziela zwykła (rok B)

Apostołowie, podobnie jak inni Żydzi, wierzyli, że światem rządzi Bóg. Byli przekonani, że Bóg, w przeciwieństwie do władców tego świata, jest sprawiedliwy i dlatego zawsze wynagradza ludzi, za ich dobre czyny, oraz karze ludzi, za zło, które oni czynią.

Gdy Jezus powiedział Apostołom o tym, że zostanie skazany na śmierć, byli bardzo zdziwieni, ponieważ Jezus nie wyrządził żadnego zła i nie było, za co Go karać. Wprost przeciwnie, Jezus uczynił wiele dobra, za które powinien być wynagrodzony.

Także dzisiaj wielu ludzi jest przekonanych, że świat jest rządzony przez Sprawiedliwego Boga. Wierzą, że sprawiedliwi ludzie są w specjalny sposób chronieni i wynagradzani za swoje dobre czyny, natomiast ludzie czyniący zło są karani.

Czy jednak nasze codzienne doświadczenie potwierdza takie przekonanie?

Niewątpliwie niektóre z doświadczanych przez nas cierpień są rezultatem naszego własnego działania. Na przykład, gdy ktoś prowadzi samochód po pijanemu, sam jest w pełni odpowiedzialny za ewentualny wypadek, za odniesione obrażenia, czy też za ewentualną śmierć. Gdy ktoś pali kilkadziesiąt papierosów na dzień, nie może nikogo winić za ewentualną chorobę płuc.

Jednak w wypadkach samochodowych giną nie tylko pijani kierowcy, ale także niewinni ludzie. Chorują i umierają nie tylko ludzie, którzy prowadzą bardzo niezdrowy styl życia, ale także ludzie, którzy dbają o swoje zdrowie. Cierpią i umierają nawet małe dzieci, które nigdy nie popełniły żadnego grzechu.

Dlaczego także niewinni ludzie cierpią?

Wielu ludzi zadaje sobie to pytanie, możliwe, że po raz pierwszy, wtedy, kiedy spotka ich cierpienie, które uważają za niesprawiedliwe.

Ludzie, którzy szukają odpowiedzi w Piśmie Świętym, są w wielkim kłopocie, ponieważ w Piśmie Świętym można znaleźć wiele różnych, niejednokrotnie sprzecznych odpowiedzi. Natomiast w nauczaniu Jezusa Chrystusa nie zdołamy odnaleźć żadnej odpowiedzi na to pytanie. Nie znaczy to jednak, że Jezus ignoruje problem cierpienia ludzi sprawiedliwych. Jezus podchodzi do problemu cierpienia praktycznie i pokazuje nam, jaką postawę powinniśmy przyjąć wobec cierpienia, pokazuje nam, co powinniśmy robić, kiedy spotka nas cierpienie.

Wszystkie Ewangelie ukazują nam, że głównym zajęciem Jezusa było uzdrawianie ludzi, oraz wyzwalanie ich z wielu innych cierpień. Jezus sam wielokrotnie unikał prześladowań i pouczał Apostołów, aby w razie prześladowań uciekali do innego miasta.

W ten sposób Jezus poucza nas, że cierpienie nie pochodzi od Boga, że Bóg nie pragnie naszego cierpienia. Zachęca nas do tego, abyśmy walczyli z cierpieniem, abyśmy pomagali cierpiącym ludziom i sami unikali lub przynajmniej zmniejszali cierpienia.

Jednakże w innym miejscu Jezus wzywa uczniów do tego, aby brali swój krzyż, czyli przyjmowali doświadczane cierpienie. Jezus pouczał uczniów, że prześladowania, czyli niesprawiedliwe cierpienie może być okazją do składania świadectwa, czyli czynienia dobra.

Jezus nie tylko nauczał o konieczności przyjęcia cierpienia, ale sam osobiście przyjął niesprawiedliwy wyrok śmierci. Właśnie w tym ogromnym cierpieniu, kiedy był przybity do krzyża, w najdoskonalszy sposób ukazał miłość Boga. Poprzez to cierpienie dokonał dzieła zbawienia człowieka

Może się wydawać, że Jezus, który jednym razem wzywa nas do walki z cierpieniem, natomiast innym razem wzywa nas do przyjmowania cierpienia, zaprzecza sam sobie. Jednak jeżeli uświadomimy sobie to, co w nauce Jezusa jest najważniejsze, ta pozorna sprzeczność przestaje istnieć.

Jezusa poucza nas, że najważniejszą sprawą w życiu człowieka jest kochanie Boga oraz drugiego człowieka. Pomaganie ludziom cierpiącym, jak również inne formy walki z cierpieniem, jest wyrazem naszej miłości. Niewątpliwie życie, które oparte jest na miłości, daje człowiekowi dużo radości. Jednak czasami miłości towarzyszy cierpienie. Cierpimy kiedy widzimy cierpienie osoby kochanej. Cierpimy kiedy kochana osoba ignoruje naszą miłość. Cierpimy także wtedy, kiedy kochana osoba usiłuje wykorzystać naszą miłość lub w inny sposób nas krzywdzi.

Bardzo wielu ludzi, w celu uniknięcia takich cierpień rezygnuje z miłości. Jednak Jezus wzywa nas do tego, abyśmy nie rezygnowali z miłości, nawet wtedy, kiedy towarzyszą jej cierpienia. Jeżeli miłości towarzyszy cierpienie, nie powinniśmy porzucać miłości, aby uniknąć cierpienia, ale powinniśmy przyjąć cierpienie, aby pozostać wiernymi miłości.

Jezus ukazał, że jeśli przyjmiemy cierpienie z miłości do Boga lub człowieka, czyli jeśli będziemy wierni miłości, także wtedy kiedy, towarzyszą jej cierpienia, to z tego cierpienia wypłynie wielkie dobro. To dobro będzie ożywiało nie tylko nas samych, ale także kochaną osobę. Co więcej, staniemy się współpracownikami Jezusa w dziele realizacji Królestwa Bożego, czyli rzeczywistości, w którym już nie będzie niesprawiedliwości, nie będzie ani chorób, ani cierpień, ani śmierci.

Módlmy się o rychłe nadejście Królestwa Bożego. Módlmy się o niezbędną moc, abyśmy nie tylko nie ulegali napotykanym cierpieniom, ale mogli w każdej sytuacji współpracować z Jezusem w realizacji Jego Królestwa.

Akt osobistego poświęcenia się
Niepokalanemu Sercu Maryi

O Serce Niepokalane! W zjednoczeniu z Sercem Jezusa, Twojego Najmilszego Syna, poświęcam i oddaję się Tobie całkowicie i bez zastrzeżeń, wołając: O Serce Maryi, cały należę do Ciebie i wszystko, co posiadam, jest Twoje. Twojemu Niepokalanemu Sercu poświęcam życie moje i całą działalność moją, zmysły i władze, dobra duchowe i doczesne, przyrodzone i nadprzyrodzone, zewnętrzne i wewnętrzne, przemijające i trwałe, moją przeszłość, teraźniejszość i przyszłość – bez zastrzeżeń – mój czas, życie, wieczność, niebo, serce moje, ciało, duszę, osobę i całą moją istotę – wszystko!

O Serce gorejące Bożą miłością, zdaję się zupełnie na Ciebie i powierzam się Tobie. Bądź moim światłem i siłą, moim oparciem i pomocą, odpoczynkiem i schronieniem, radością i życiem, moim orędownikiem i moim wszystkim po Najświętszym Sercu Jezusa, mojego Króla i Oblubieńca. Amen.