Dwudziesta Szósta niedziela zwykła

Patrząc się na otaczający nas świat, możemy zaobserwować to, jak bardzo się on zmienia. Zmiany są tak szybkie, że wielu ludzi nie może za nimi nadążyć.

Jednak pomimo tak wielu zmian, jest wiele rzeczy, które nie zmieniają się od wieków. Jedną z tych rzeczy jest wielka nierówność między ludźmi. Nierówność ta przejawia się między innymi w tym, że zarówno pożywienie, jak i inne potrzebne do życia środki nie są sprawiedliwie dzielone między ludzi.

Podobnie jak w przeszłości także obecnie jest wielu ludzi bardzo bogatych, którzy posiadają więcej niż potrzebują. Jednocześnie są ludzie, którzy są bardzo biedni, którzy nie mają nawet podstawowych środków potrzebnych do życia.

Podobnie jak w przeszłości, także dzisiaj są ludzie, którzy z nadmiaru jedzenia, albo picia chorują, a nawet umierają. Są niestety tacy, którzy chorują lub umierają z powodu braku jedzenia lub zwykłej wody.

Najprawdopodobniej ta niesprawiedliwa sytuacja, jak również egoistyczne relacje międzyludzkie, na których ta sytuacja jest oparta, nie zmieniają się, ponieważ u większości ludzi nie zmienia się naturalne wyobrażenie o szczęściu.

Podobnie jak w przeszłości także teraz większość ludzi jest przekonanych, że człowiek może być szczęśliwy tylko wtedy, kiedy jest bogaty i zdrowy. Dla tych, którzy uważają, że zdrowie i bogactwo są warunkiem szczęścia, stają się czymś najważniejszym. Dla utrzymania zdrowie, lub zdobycia pieniądze poświęcają wszystkie swoje siły i cały swój czas. Ludzie ci z powodu rożnych niepokojów, lęków i trosk, wykorzystują każdą okazję, aby zdobyć coraz to większe bogactwo. Jednocześnie stają się coraz bardziej egoistyczni i nie są w stanie dzielić się posiadanym bogactwem z innymi ludźmi, jeżeli to nie przynosi im żadnych korzyści.

Poprzez przypowieść, którą przed chwilą usłyszeliśmy, a w rzeczywistości poprzez całe swoje życie, Jezus starał się zmienić ludzkie myślenie na temat szczęścia, a przez to uzdrowić relacje międzyludzkie. W tym celu ukazywał bezsens powszechnego przekonania dotyczącego szczęścia, jak również niebezpieczeństwo związane z życiem opartym na takim przekonaniu.

W rzeczywistości to, co Jezus nas naucza każdy z nas może zaobserwować w swoim życiu. Myślę, że każdy z nas zna ludzi, którzy pomimo tego, że są zdrowi i bogaci wcale nie są szczęśliwy. Najprawdopodobniej znamy także ludzi, którzy pomimo choroby lub ubóstwa, żyją szczęśliwie. Na podstawie takich doświadczeń możemy dojść do wniosku, że zarówno bogactwo, jak i zdrowie nie zapewniają szczęścia. Natomiast bieda i choroba nie uniemożliwiają człowiekowi stać się szczęśliwym.

Wbrew przekonaniu wielu ludzi, szczęście człowieka wcale nie zależy od tego, co posiada, ani też od tego, co nie posiada. Szczęście człowieka zależy jedynie od tego, jakim jest on człowiekiem, a konkretnie od tego, jak wielką miłością jest przepełnione jego serce. Szczęście człowieka jest uzależnione od jego miłości, ponieważ człowiek został stworzony w tym celu, aby żyć w miłości i bez miłości nie może być szczęśliwy.

Dlatego też, jeżeli chcemy stać się szczęśliwi, nie powinniśmy za bardzo przejmować się tym, co posiadamy, lub tym, czego nie posiadamy. Powinniśmy raczej zwracać uwagę na to, jaki wpływ na naszą miłość, czy też na nasze międzyludzkie relacje mają rzeczy, które posiadamy, oraz pragnienie rzeczy, których nie posiadamy.

Jeżeli podobnie jak Jezus Chrystus nie będziemy kierowali się w swoim życiu własnymi żądzami, ale miłością, czyli dobrem innych ludzi, to podobnie jak święty Paweł będziemy w stanie wypowiedzieć następujące słowa:

„Umiem cierpieć biedę, umiem i obfitować. Do wszystkich w ogóle warunków jestem zaprawiony: i być sytym, i głód cierpieć, obfitować i doznawać niedostatku.” (Flp 4,12)

Na podstawie doświadczenia Jezusa, jak również wielu Jego uczniów możemy być pewni, że jeżeli w swoim życiu będziemy kierowali się miłością, to będziemy żyli szczęśliwie we wszelkich warunkach, w jakich się znajdziemy. A co więcej poprzez takie życie będziemy w stanie pomóc wielu ludziom w poznaniu tego, co jest w życiu najważniejsze, wskażemy im drogę do prawdziwej miłości i do prawdziwego szczęścia. W ten sposób będziemy mogli przyczynić się do uzdrowienia międzyludzkich relacji wielu osób.

Módlmy się, abyśmy poprzez poznanie nauki Jezusa oraz Jego życia, a przede wszystkim poprzez pogłębiane naszej miłosnej relacji z Jezusem, byli w stanie kroczyć drogą miłości i przyczynili się do uzdrowienia relacji międzyludzkich i rozwoju Królestwa Bożego na ziemi.

Dwudziesta Piąta Niedziela zwykła

Słowami dzisiejszej Ewangelii, Jezus wzywa każdego z nas do zastanowienie się nad naszym majątkiem, nad tym, co uważam za swój najcenniejszy skarb.

Majątkiem, czy też skarbem człowieka niekoniecznie muszą być pieniądze, czy też posiadane dobra materialne. Majątkiem tym może być własne ciało, własne zdrowie, wiedza, zdolności, umiejętności, czy też zdobyte wykształcenie. Skarbem mogą być także własne doświadczenia, przekonania, czy też wiara. Skarbem człowieka może być praca, jaką wykonuje, pozycja, jaką zajmuje w społeczeństwie, ludzie, z którymi jest blisko związany, jak rodzina lub przyjaciele.

Co jest moim skarbem? Jaką rolę ogrywa on w moim życiu? Jak go używam? Jaki wpływ ma ten skarb na moje życie?

Niezależnie od tego, co ludzie uważają za swój majątek wydaje się, że większość ludzi jest przekonanych, że zdobyli go własnymi siłami, lub też dzięki jakiemuś szczęśliwemu losowi. Dlatego też są przekonani, że nikomu nie muszą być wdzięczni za ten skarb. Ponieważ myślą, że sami są właścicielami swojego majątku, są przekonani, że mają prawo używać go zgodnie ze swoją wolą. Co więcej są przekonani, że mają prawo do tego, żeby używać go tylko dla siebie

Z całą pewnością, kiedy człowiek posiada duży majątek i używa go tylko dla siebie, może kupić wszystko, co jest na sprzedaż, więcej niż potrzebuje do wygodnego życia. Najczęściej człowiek ten nieświadomie ogranicza swoje pragnienia do tego, co może kupić za pieniądze. Dlatego też może mieć wrażenie, że spełnia wszystkie swoje pragnienia, że jest szczęśliwy.

Jednak, jeżeli jego sposób życia i związane z tym samopoczucie jest uzależnione od jego majątku, musi bronić tego skarbu jak własnego życia, a nawet ciągle usiłować powiększyć ten skarb, aby mieć poczucie, że nie zagraża mu jego utrata, czyli aby czuć się bezpiecznie.

Czasami, w sposób całkowicie niezauważalny, skarb tego człowieka staje się centralnym punktem jego życia, człowiek zaczyna służyć mu, a nawet całkowicie uzależnia się od tego skarbu i staje się jego niewolnikiem. Podobniej jak każde uzależnienie, także to uzależnienie od własnego skarbu szkodzi człowiekowi i ostatecznie go niszczy.

Słowami dzisiejszej Ewangelii Jezus naucza nas całkowicie innego podejścia do własnego skarbu. Jezus poucza nas, że nasz majątek, niezależnie od tego, czym on jest i jak go zdobyliśmy, nie jest naszą własnością. Prawdziwym właścicielem jest Bóg Stwórca, który stworzył wszystko, co istnieje z niczego.

Poczynając od naszego życia, wszystko, co posiadamy, nawet, jeżeli zdobyliśmy to własną pracą, jest darem Boga. Ponieważ Bóg zawsze daje swoje dary w jakimś konkretnym celu, możemy powiedzieć, że z każdym darem związane jest jakieś zadanie, czyli jakaś misja, do której spełnienia Bóg nas wzywa.

Wynika stąd, że w rzeczywistości jesteśmy jedynie zarządcami swojego majątku. Dlatego też jedynym właściwym sposobem jego używania, jest używanie go zgodne z intencją Tego, który zwierzył nam zarząd nad tym majątkiem.

Jezus nie tylko tak nauczał, ale sam tak żył. Sam wyraźnie stwierdził, że wszystko, co ma nie jest Jego, ale Boga Ojca. W życiu kierował się tylko wolą Ojca, nawet, kiedy nie była ona zgodna z Jego własnymi pragnieniami. Zgodnie z wolą Ojca Jezus używał cały swój czasu, całą swoją wiedzę i wszystkie swoje siły dla dobra ludzi. Ostatecznie, w tym samym celu poświęcił swoje życie.

W tym sensie Jezus był dobrym zarządcą majątku, który powierzył Mu Bóg Ojciec. Takim życiem ukazał nam, jak my sami powinniśmy zarządzać majątkiem, który powierzył nam Bóg Ojciec.

Św. Paweł poucza nas, że przez takie życie Jezus stał się doskonałym człowiekiem, a co więcej stał się źródłem zbawienia dla każdego człowieka. Wynika stąd, że taki sposób życia Jezusa był najlepszy dla Niego samego, jak również dla wszystkich ludzi.

Módlmy się o to, abyśmy uznali swój własny majątek za dar Boga oraz abyśmy za przykładem Jezusa, używali tego majątku zgodnie z intencją jego Dawcy, czyli dla dobra innych ludzi.

Módlmy się także o to, abyśmy poprzez takie zarządzanie naszym majątkiem przygotowali się na przyjęcie skarbu, który może całkowicie zaspokoić pragnienia naszego serca, czyli na przyjęcie samego Boga.

24 Niedziela Zwykła (rok C)

Gdy rozmawiam z ludźmi, którzy nigdy nie mieli bezpośredniego kontaktu z chrześcijanami lub, którzy przyszli do kościoła po raz pierwszy, bardzo często słyszę, że mają bardzo dobre wyobrażenie o chrześcijanach. Wielu z nich jest przekonanych, że chrześcijanie są bardzo dobrymi ludźmi, którzy w ogóle nie grzeszą i zawsze pomagają innym ludziom.

Jednak, jeśli ci ludzi przyjdą do kościoła kilkakrotnie, czują się zawiedzeni, ponieważ poznają, że chrześcijanie wcale nie są tacy doskonali, jak to sobie wyobrażali, że prawie wszyscy są zwykłymi, przeciętnymi ludźmi, a niektórzy są nawet gorsi niż oni sami.

Podobnie było w czasach Jezusa. Niektórzy ludzie mieli bardzo wysokie oczekiwania względem ludzi, z którymi przebywał Jezus. Byli bardzo zawiedzeni, gdy przypatrzyli się towarzystwu Jezusa z bliska i stwierdzili, że są tam celnicy i grzesznicy, oraz inni ludzi, którzy byli uważani przez współczesne elity za margines społeczeństwa, za ludzi godnych pogardy. Jezus nie tylko przebywał z tymi ludźmi i nie tylko głosił im nauki, ale wspólnie z nimi ucztował, wspólnie jadł i pił. Z tego powodu sam Jezus tracił dobrą opinię. Przez wielu ludzi uważany był za żarłoka pijaka i przyjaciela celników i grzeszników. Pomimo tego, że takie towarzystwo wydawało się być bardzo szkodliwe dla Jezusa, Jezus nie zmienił ani sposobu swojego życia, ani też towarzystwa, z którym przebywał.

Podobnie jak dwa tysiące lat temu także i dzisiaj Jezus gromadzi wokół siebie słabych ludzi, którzy potrzebują Jego pomocy. Gromadzi grzeszników, którzy potrzebują Bożego przebaczenia i miłosierdzia. Dlatego też nie ma w tym nic dziwnego, że my wszyscy tutaj zgromadzeni nie jesteśmy doskonali, że jesteśmy słabi i grzeszni.

Jednak czy w rzeczywistości istnieją ludzie mocni, którzy nie potrzebują Bożej pomocy? Czy istnieją ludzie, którzy nie potrzebują Bożego przebaczenia?

Zgodnie z nauką św. Pawła wszyscy ludzie zgrzeszyli, nie ma nawet jednego naprawdę sprawiedliwego człowieka. Możemy z całym przekonaniem powiedzieć, że nie ma ani jednego człowieka, który własnymi siłami zdołałby osiągnąć szczęście.

Z całą pewnością uznanie własnej słabości, czy też własnej grzeszności jest bardzo bolesne. Jednak jest to pierwszy warunek do tego, aby zostać wyzwolony z niewoli grzechu, aby żyć życiem godnym człowieka, czyli żyć w miłości i przyjąć szczęście, które jest darem Boga.

Wielu ludzi nie otwiera się na działanie Boga, nie przyjmuje ani Jego przebaczenia, ani Jego pomocy, ponieważ wbrew rzeczywistości są przekonani, że są sprawiedliwi i nie potrzebują żadnego przebaczenia, lub też, że są na tyle silni, że są w stanie osiągnąć szczęście własnym wysiłkiem.

Gdy święty Paweł prześladował Kościół, był całkowicie przekonany, że czyni dobro, że sam jest sprawiedliwy, że służy Bogu. Był dumny z takiego sposobu życia. Nie łatwo było mu uznać, że wbrew własnemu przekonaniu działał przeciwko samemu Bogu, że czynił zło i wyrządzał wielką szkodę wielu ludziom oraz samemu sobie.

Święty Paweł był w stanie uznać swoją grzeszność dopiero wtedy, gdy spotkał Jezusa i doświadczył, że Bóg kocha go pomimo jego grzechu, pomimo tego, że walczył z Bogiem. Całe jego życie zmieniło się, gdy pojął, że jest kochany bezwarunkowo.

Być chrześcijaninem wcale nie znaczy być doskonałym człowiekiem. Być chrześcijaninem to znaczy wierzyć w to, że Bóg akceptuje mnie takim, jakim jestem, że kocha mnie pomimo mojego grzechu, czyli że kocha mnie bezwarunkowo.

Jednak fakt, że jesteśmy kochani przez Boga bezwarunkowo, wcale nie oznacza tego, że Bóg nie przejmuje się naszym grzechem, że możemy swobodnie grzeszyć i zrezygnować z wysiłków stawania się lepszymi ludźmi.

W rzeczywistości, właśnie z tego powodu, że Bóg nas kocha, pragnie, abyśmy byli tak doskonali jak doskonałym jest On sam. Bóg pragnie, aby nasza miłość stała się dokonała, gdyż tylko wtedy będziemy mogli zjednoczyć się z Bogiem.

Bóg Ojciec posłał na ziemię swojego Syna, w tym celu, aby On doprowadził nas do tej doskonałej jedności. Abyśmy zgodnie z pragnieniem Boga osiągnęli prawdziwą doskonałość, musimy przyjąć Jezusa Chrystusa, a wraz z Nim miłosierdzie i miłość Boga. Musimy także pogłębiać naszą jedności z Jezusem poprzez życie z Nim. Wraz z pogłębianiem się naszej jedności z Jezusem, pogłębiać się będzie nasza doskonałość. Stopniowo, podobnie jak św. Paweł, staniemy się tacy, jak sam Jezus i będziemy w stanie kochać tak, jak sami jesteśmy kochani.

Módlmy się o to, abyśmy podobnie, jak św. Paweł uznali naszą grzeszność i przyjęli dar przebaczenia oraz uznali naszą słabość i przyjęli pomoc Boga.

Módlmy się także o to, abyśmy wzrastali w miłości i pogłębiali naszą jedność z Jezusem, poprzez dzielenie się otrzymanymi darami z innymi ludźmi i realizację otrzymanej od Jezusa misji.

22 Niedziela Zwykłą (rok C) (Łk14,7-14)

Czytając dzisiejszą Ewangelię można odnieść wrażenie, że Jezus daje bardzo niepraktyczne, czy wręcz sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem rady dotyczące przyjęcia.

Aby zrozumieć tą Ewangelię musimy być świadomi tego, że są to przypowieści, w których Jezus porównuje życie człowieka do uczty.

Goście, którzy wybierają ważniejsze miejsca przy stole, symbolizują ludzi, którzy są przekonani, że w celu osiągniecia szczęścia muszą posiadać pewną rzecz, która jest ograniczona. Z tego powodu, w celu zdobycia tej rzeczy ludzie ci konkurują, czy też walczą z ludźmi, którzy pragną tej samej rzeczy.

Możemy być pewni, że nawet, jeżeli człowiek jest bardzo silny, to wcześniej, czy później pojawi się ktoś mocniejszy od niego i nikt nie jest w stanie zawsze zwyciężać

Jednak w takim sposobie życia istnieje inny, znacznie poważniejszy problem.

Ponieważ człowiek został stworzony w tym celu, aby żyć w miłości i poprzez udoskonalenie tej miłości zjednoczyć się z Bogiem, człowiek będzie w pełni szczęśliwy tylko wtedy, kiedy osiągnie ten cel.

Życie, które polega na konkurowaniu, czy też na walce z innymi ludźmi w celu zdobycia czegoś, co człowiek uważa za konieczne do osiągnięcia szczęścia, jest skoncentrowany na sobie i nie ma nic wspólnego z miłością. Z tego powodu nawet, jeżeli człowiek pokona wszystkich swoich rywali i zdobędzie wszystko, co pragnął, ale w jego życiu nie będzie prawdziwej miłości, to z całą pewnością człowiek ten nie osiągnie szczęścia. Jeżeli rywalizacji z innymi ludźmi, była przyczyną tego, że w jego życiu nie ma miłości, to wygranie rywalizacji, może oznaczać przegranie życia.

Aby żyć w miłości i przez takie życie zmierzać do pełni szczęścia, człowiek nie musi z nikim konkurować, ponieważ miłość, w przeciwieństwie do skarbów tego świata, nie jest pewnym ograniczony dobrem, o które trzeba walczyć z innymi ludźmi, ale jest nieograniczonym darem Boga, który Bóg pragnie dać każdemu człowiekowi. Jedyne, co człowiek musi zrobić, aby żyć w miłości, to otworzyć się na Boga i przyjąć ten dar.

Człowiek, który w przypowieści Jezusa siada na ostatnim miejscu, symbolicznie ukazuje człowieka, który nie konkuruje z innymi ludźmi, ale zawierza swój los, sprawę swojego szczęścia Bogu i w ten sposób otwiera się na Jego miłość.

Wielu ludzi, czyni jakieś dobro dla innych ludzi, w tym celu, aby zdobyć ich wdzięczność i w ten sposób uzyskać jakieś inne dobro. Czyli czynią to, nie tyle dla dobra tych ludzi, co dla własnej korzyści.

Poprzez przypowieść o organizowaniu uczty Jezus poucza nas, że wszystko, co robimy dla innych ludzi powinno być całkowicie bezinteresowne, powinno być wyrazem miłości, którą otrzymaliśmy od Boga.

W rzeczywistości, kiedy dzielimy się bezinteresownie darami, jakie otrzymaliśmy od Boga, dary te nie zmniejszają się, ale wprost przeciwnie wzrastają. Szczególnie wyraźnie widać to w przypadku daru miłości. Jeżeli dzielimy się otrzymaną miłością z innymi ludźmi ta miłość wzrasta. Natomiast, jeżeli staramy się zatrzymać ją jedynie dla siebie, lub co gorsza staramy się wykorzystać ją do zdobycia czegoś innego, miłość zanika.

Jezus nauczał takiego sposobu życia, nie tylko słowami, ale przede wszystkim poprzez swój sposób życia.

Jezus czynił dobro nie tylko dla swoich przyjaciół, ale także dla tych, którzy byli obojętni wobec Niego, jak również dla tych, którzy byli do Niego wrogo nastawieni. Dla dobra tych ludzi poświęcał nie tylko to, co mu zbywało, ale wszystko, co posiadał, całą swoją siłę, cały swój czas. Ostatecznie poświęcił swoje życie.

Jezus mógł kochać wszystkich ludzi do tego stopnia, ponieważ dla Jezusa najważniejszym skarbem była miłość Boga Ojca. Jezus był pewny, że oprócz tej miłości nie potrzebuje niczego innego, dlatego też nie musiał walczyć z innymi ludźmi o zdobycie czegokolwiek. Był także przekonanym, że nikt nie jest w stanie odebrać mu tego skarbu, dlatego też nie musi nikogo się lękać, ani walczyć w jego obronie. Jego jedynym pragnieniem było dzielnie się tym nieskończonym darem, aby jak najwięcej ludzi miało udział w miłości Boga.

Módlmy się o to, abyśmy na wzór Jezusa, zawierzyli Bogu, przyjęli Jego miłość i uznali tę miłość za swój największy skarb, a poprzez życie tą miłością, dzielili się nią z innymi ludźmi, aby jak najwięcej osób mogło żyć w miłości Boga.

21 niedziela zwykła (rok C)

W dzisiejszej Ewangelii Jezus poucza nas, o tym, kto nie będzie przyjęty do Królestwa Bożego.

Na podstawie słów Jezusa można powiedzieć, że do Królestwa Bożego nie będą przyjęci ludzie, których Jezus nie zna.

Czy rzeczywiście jest możliwe, aby istnieli ludzie, których Jezus, jako Bóg nie zna?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, musimy poznać, co to znaczy znać lub też nie znać kogoś.

Normalnie „znać jakąś osobę” oznacza posiadać jakieś informacje o tej osobie. Możemy powiedzieć, że im więcej informacji posiadamy o danej osobie, tym lepiej znamy tą osobę. W tym sensie Jezus zna każdego bez wyjątku człowieka. Zna lepiej niż człowiek zna samego siebie.

Jeżeli Jezus miał na myśli ten rodzaj znajomości osoby, to powoływanie się na to, że ktoś jadł i pił z Jezusem, że słuchał Jego nauczania, byłoby całkowicie zasadne, ponieważ z całą pewnością Jezus nawet, jako człowiek znał ludzi, którzy byli jego uczniami, z którymi ucztował, rozmawiał, których uleczył.

Jednak w Piśmie Świętym „znać jakąś osobę” oznacza coś innego niż posiadanie informacji o tej osobie, a mianowicie oznacza posiadanie osobowej więzi z tą osobą, czyli bycie głęboko zjednoczonym z tą osobą.

Jezus bardzo dobrze znał Boga Ojca, nie w tym sensie, że posiadał o Bogu wiele informacji, ale w tym sensie, że był związany z Bogiem Ojcem więzami miłość, tak głęboko, że mógł powiedzieć, że wszystko, co jest Jego, należy do Boga, i wszystko, co należy do Boga, także należy do Jezusa. Co więcej, Jezus mógł powiedzieć, że stanowi jedno z Bogiem.

Ponieważ Jezus był związany z Bogiem Ojcem, tak głęboko, że stanowił z Nim jedność, każde słowo Jezusa, było słowem Boga Ojca, każdy czyn Jezusa był czynem Boga Ojca. Innymi słowami, każde słowo oraz każdy czyn Jezusa objawiał nam Boga, objawiał nam Jego pragnienie oraz Jego miłość.

Możemy powiedzieć, że człowiek zna Jezusa, jak również, że jest znany przez Jezusa, tylko wtedy, kiedy jest związany z Jezusem więzami wiary, nadziei i miłości.

Oczywiście poznanie nauki Jezusa, na przykład poprzez czytanie Ewangelii, jak również spotkanie z Jezusem, na przykład poprzez udział w Eucharystii, albo prywatną modlitwę, jest bardzo ważne. Poznawanie nauki Jezusa oraz bezpośrednie obcowanie z Jezusem jest bardzo ważne, ponieważ bez poznanie Jezusa w sensie potocznym, w sensie posiadanie o nim pewnych informacji, nie jesteśmy w stanie uwierzyć w Niego, nie jesteśmy w stanie pokochać Go i ani też pokładać w nim naszych nadziei, czyli nie jesteśmy w stanie poznać Jezusa, w sensie biblijnym, w sensie bycia złączonym z Nim więzami wiary, nadziei i miłości.

Z dzisiejszej Ewangelii dowiadujemy się także o tym, jak możemy poznać to, czy już znamy Jezusa i czy jesteśmy znani przez Jezusa w sensie biblijnym, czyli to czy jesteśmy rzeczywiście złączeni z Jezusem i czy możemy mieć nadzieję na bycie przyjętymi do Królestwa Bożego.

To czy jesteśmy złączeni z Jezusem więzami wiary, nadziei i miłości, możemy poznać po sposobie naszego życia. Jeżeli człowiek jest rzeczywiście złączony z Jezusem, to sposób jego myślenia, mówienia, oraz działania, jest podobny do sposobu myślenia, mówienia oraz działania Jezusa. Im więź jest głębsza, tym to podobieństwo do Jezusa jest większe.

Innymi słowami, bycie związany z Jezusem, nie jest sprawą przekonań, czy też uczuć, ale jest sprawą bycia przemienianym w postać Jezusa. Nawet, jeżeli człowiek, jest mocno przekonany, że głęboko wierzy w Jezusa i odczuwa gorącą miłość do Niego, ale sposób jego życia, w żaden sposób nie jest podobny do sposobu życia Jezusa, możemy powiedzieć, że jego uczucia, czy też przekonania, nie odpowiadają rzeczywistości, że po prostu człowiek ten oszukuje samego siebie.

Życie zgodne z nauką Jezusa oraz przykładem Jego życia, nie tylko jest sposobem poznania, czy jesteśmy rzeczywiście z Nim złączeni, czy też nie, ale jest także sposobem, na pogłębianie jedności z Jezusem.

Poprzez wysiłek życia zgodnego z nauką oraz przykładem życia Jezusa, dostosowujemy naszą wolę i nasze pragnienia do woli oraz pragnień Jezusa. W ten sposób uśmiercamy naszego starego człowieka i wspieramy wzrost człowieka nowego, ale także otwieramy się na działanie Duchowa Świętego i przyzwalamy na przemienianie nas w postać Jezusa.

Módlmy się o to, aby coraz więcej ludzi poprzez poznanie Jezusa Chrystusa poznało zaproszenia Boga do miłosnego zjednoczenia.

Módlmy się także o to, aby coraz więcej ludzi przyjęło zaproszenie Boga i poprzez wierne kroczenie za Jezusem przygotowało się do życia w Królestwie Bożym.