IV NIEDZIELA ADWENTU

W tym adwentowym okresie, w liturgii kościelnej bardzo często słychać sformułowanie: „radosne oczekiwanie na Chrystusa.” Z całą pewnością jest to radosny czas, ale muszę wyznać, że dla mnie osobiście przez dwadzieścia parę lat, które spędziłem w Japonii, radość ta łączyła się z pewnym smutkiem.

Mimo że Japonia nie jest krajem chrześcijańskim, a chrześcijanie stanowią zaledwie 1% całej ludności, atmosferę bożonarodzeniową można już odczuć od początku listopada, czyli prawie dwa miesiące przed Świętami. Atmosferę tą tworzą oczywiście wystawy sklepowe, reklamy, różnorodne programy telewizyjne i radiowe. Organizowane są bardzo liczne spotkania, czy też przyjęcia świąteczne. Jest w tym wszystkim jakaś radość i wyczekiwanie na coś wyjątkowego, na coś, co można doświadczyć tylko w tym czasie. Jednak w tym wszystkim nie ma miejsca na Jezusa. A same Święta są nazywane KURISUMASU, z angielskiego Christmas, co nikomu nie kojarzy się, ani z Jezusem Chrystusem, ani tym bardziej z narodzeniem, czy też wcieleniem Boga. Głównym bohaterem tego okresu jest dziadek Santa, który przypomina nieco św. Mikołaja jedynie faktem rozdawania prezentów, oraz swoim ubiorem.

Taki obraz świętowania Bożego Narodzenia jest zrozumiały w przypadku Japonii, ale niestety, odnoszę wrażenie, że także Polska zmierza w podobnym kierunku. Pomimo że 6 grudnia dawno już minął, św. Mikołaj jest ciągle obecny i bardzo często jest głównym motywem dekoracji bożonarodzeniowej. Kolędy mówiące o narodzeniu Jezusa, są wymieszane z piosenkami o św. Mikołaju. W radiu i różnych reklamach można słyszeć o jakiejś abstrakcyjnej „magii Świąt.” Dla wielu ludzi największą atrakcją Świąt są zakupy, dawanie lub otrzymywanie prezentów. Mam wrażenie, że w tym wszystkim jest coraz mniej miejsca dla Jezusa, i coraz więcej ludzi traci świadomość tego, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi.

Można być pewnym, że radość tych wszystkich, dla których źródłem tej radości jest jedynie atmosfera tych dni, jest bardzo krótkotrwała i zniknie, wraz ze zniknięciem choinek, światełek, św. Mikołaja, czy też kolęd.

Może warto zastanowić się nad tym, czym Boże Narodzenie jest dla mnie osobiście. Co jest źródłem radości, jaką doświadczam w tym bożonarodzeniowym okresie?

Dzisiejsze czytania mają pomóc nam w tej refleksji, a jednocześnie ukazać nam prawdziwy sens przeżywania tego okresu liturgicznego.

Pierwsze czytanie mówi nam o królu Dawidzie, który chciał uczynić dla Boga coś wielkiego. Chciał wybudować dla Niego wspaniały Przybytek. Możliwe, że w ten sposób chciał wyrazić swą wdzięczność za już otrzymane od Boga dary, ale możliwe, że chciał w ten sposób zatrzymać Boga przy sobie i zapewnić sobie otrzymywanie następnych darów. Jednak Bóg ukazuje Dawidowi, że tylko On sam może uczynić coś wielkiego dla Dawida, że tylko Bóg jest prawdziwym Dawcą. Co więcej, czyni to całkowicie bezinteresownie. To, co Bóg wymaga od Dawida, to przyjęcie tych darów i podzielenie się nimi z innymi ludźmi.

Ewangelia natomiast przedstawia nam Maryję, która ukazuje nam drogę do przyjęcia największego z Bożych Darów, jakim jest Jego własny Syn.

Maryja, która stała się współodkupicielką, właściwie niczego wielkiego dla Boga nie zrobiła. Nie wybudowała żadnej świątyni, kościoła, sierocińca, ani też szpitala. Nie napisała żadnej mądrej książki. Nie założyła żadnej organizacji charytatywnej, czy też apostolskiej. Maryja uczyniła tylko jedno. Całkowicie zawierzyła Bogu i pozwoliła Mu swobodnie działać w sobie, oraz przez siebie. Bóg dokonał całej reszty. Obdarzył Ją swoim Synem. Maryja urodziła i wychowała swojego Syna, a następnie przekazała Go światu. W ten sposób stała się Dawczynią życia Bożego, stała się Matką wszystkich zbawionych, współodkupicielką i pośredniczką łask wszelkich.

Właśnie takiego „fiat”, czyli zgodny na swobodne działanie Boga we własnym życiu wymaga Bóg od każdego z nas, od każdego chrześcijanina, od każdego człowieka.

Wbrew przekonaniu wielu ludzi, wcale nie musimy dokonywać dla Boga wielkich rzeczy. Wszystko, co Bóg od nas wymaga to przyzwolenie na Jego obecność i działanie w naszym życiu. Takie przyzwolenie może wydawać się banalnie prostym, ale to tylko pozór. W rzeczywistości nie chodzi o słowa, ale o gotowość rezygnacji z własnych wyobrażeń, z własnych pragnień i ambicji. Chodzi także o gotowość wypełniania woli Boga w każdym momencie swojego życia, zarówno wtedy, kiedy jest to proste i przyjemne, wtedy, gdy wzbudza w nas radość, jak i wtedy, gdy kosztuje nas to wiele trudu, a nawet wtedy, gdy towarzyszą temu różne cierpienia. Chodzi o prawdziwe i bezwarunkowe zawierzenie Bogu.

Jeżeli wyrazimy zgodę na obecność Boga i Jego działanie w naszym życiu możemy być pewni, że Bóg obdarzy nas swoim Synem, swoim Duchem, że sam zamieszka w naszym wnętrzu. Wówczas podobnie jak Maryja będziemy pełnymi łaski, pełnymi Bożego życia. W konsekwencji tego, podobnie jak Maryja, będziemy mogli obdarzać życiem Boga ludzi, których spotkamy w naszym życiu.

Na podstawie dzisiejszych czytań możemy powiedzieć, że Święta Bożego Narodzenia, powinny przede wszystkim przypominać nam, o największym Darze Boga dla ludzkości, a jednocześnie ukazywać nam drogę, pobudzać nasze pragnienia i dodawać odwagi potrzebnej do przyjęcia tego Daru, jakim jest sam Jezus.

Poprzez Święta Bożego Narodzenia, Bóg wzywa nas do przyjęcia swego Syna, ponieważ pragnie On ubogacić nasze życie, ale także pragnie, abyśmy przekazali Go innym ludziom tak, aby przez nas Jezus dotarł do tych, którzy jeszcze Go nie przyjęli.

Módlmy się o to, aby na wzór Maryi jak najwięcej ludzi przyjęło to zaproszenie, aby Boża miłość, radość i pokój, które ofiaruje On światu, zamieszkały w ich sercach. Módlmy się także o to, aby życie, które przyniósł Jezus, ciągle nas ożywiało, nie tylko w tym okresie, ale przez cały rok, przez całe życie, przez całą wieczność.

Druga Niedziela Adwentu

Po wyzwoleniu ludu Izraela z niewoli Egipskiej Bóg zawarł z nimi przymierza i w ten sposób uczynił ich swoim ludem. Bóg dał Izraelitom przykazania, poprzez które ukazał im drogę do pełni życia. Dzięki błogosławieństwu Boga i życiu zgodnym z Jego nauką Izraelici stali się wielkim Królestwem, bogatym zarówno duchowo, jak i materialnie.

Jednak zamiast być wdzięczni Bogu za Jego błogosławieństwo, pomoc oraz dary, i w ten sposób jeszcze bardziej pogłębić swoją więź z Bogiem, Izraelici zaczęli uważać, że swoje bogactwo zawdzięczają jedynie swojej własnej pracy. Gdy uwierzyli we własne siły, stali się pyszni, zaczęli ignorować przykazania Boga i kierować się własnymi pragnieniami. Wtedy stopniowo utracili bogactwo, utracili swoje królestwo i ponownie stali się niewolnikami innego narodu.

Ich sytuacja wydawała się beznadziejna. Bardzo boleśnie doświadczali swojej słabości, faktu, że o własnych siłach nie są w stanie odzyskać wolność, nie są w stanie powrócić do dawnych czasów świetności.

W tym czasie prorok Izajasz zaczął głosić, że sam Bóg przyjdzie im z pomocą. Prorok nauczał, że pomimo niewierności Izraela, Bóg jest wierny zawartemu przymierzu, jest wierny swojej miłości do Izraelitów. Ustami proroka Bóg obiecał, że ponownie wyzwoli ich z niewoli i będą mogli powrócić do swojego kraju. Ta obietnica była dla zniewolonych Izraelitów źródłem nadziei, która dawała im siłę do tego, aby nie załamywać się, jak również do tego, aby przygotowywać się na przyjęcie Boga, który miał przyjść, aby ich wyzwolić.

Bóg spełnił swoją obietnicę i Izraelici odzyskali swoja wolność oraz swoje Królestwo. W ten sposób Bóg ukazał, że rzeczywiście ma moc spełnić swoje obietnice, oraz to, że jest Bogiem wiernym, który zawsze spełnia swoje obietnice.

Bóg działał w ten sposób w historii Izraela przede wszystkim w tym celu, aby przygotować ich na szczególne wyzwolenie. Bóg pragnął wyzwolić swój lud nie tylko spod władzy innego ludu, ale przede wszystkim spod władzy grzechu. Bóg pragnął uczynić to, ponieważ ostateczną przyczyną nieszczęść człowieka nie jest drugi człowiek, ani stworzona przez niego sytuacja polityczna, czy też społeczna, ale jego własny grzech.

Zgodnie ze słowami Jezusa, każdy, kto popełnia grzech, staje się jego niewolnikiem (J8:34-36). Człowiek, który stał się niewolnikiem grzechu, nie jest w stanie czynić dobra, którego pragnie, ale wbrew swojej woli czyni zło, które nienawidzi. Człowiek ten grzeszy, pomimo tego, że grzech wyrządza szkodę jemu samemu oraz innym ludziom. Niewolnik grzechu nie jest w stanie kochać.

Aby wyzwolić Izraelitów, a przez nich wszystkich innych ludzi spod władzy grzechu, Bóg posłał swojego Syna, Jezusa Chrystusa.

Przeczytana przed chwilą Ewangelia ukazuje Jana Chrzciciela, który głosi rychłe nadejście Mesjasza. Jan Chrzciciel jednocześnie wzywa do przygotowania się na Jego przyjście, szczególnie poprzez nawrócenie, czyli uznanie zła, jakie grzech wyrządza człowiekowi, zaniechanie czynienia tego zła oraz czynienie dobra, czyli rozpoczęcie życia zgodnego z wolą Boga

W rzeczywistości Jezu Chrystus przyszedł nie tylko w tym celu, aby wyzwolić Izraelitów spod władzy grzechu, ale przede wszystkim po to, aby pojednać ich z Bogiem. Niestety Izraelici mieli tak bardzo zamknięte serca, czyli byli tak bardzo przyzwyczajeni do swojego grzesznego sposobu życia, że zamiast z wdzięcznością przyjąć posłanego przez Boga Mesjasza, przybili Go do krzyża i zabili.

Na szczęście Bóg jest mocniejszy niż popełniany przez człowieka grzech. Żadne zło nie jest w stanie zniszczyć Jego planu zbawienia. Pomimo sprzecznej z pragnieniem Boga postawie Izraelitów, Jezus wypełnił swą misję, wybawił wszystkich ludzi z niewoli grzechu i w imieniu nas wszystkich zawarł z Bogiem nowe wieczne Przymierze. Teraz każdy człowiek może uzyskać wolność, może powrócić do Boga, może się z Nim pojednać i żyć w zażyłej relacji z Bogiem.

Jednak, aby przyjąć ten dar zbawienia, musimy przygotować nasze serca. W tym celu powinniśmy poznać rzeczywistość grzechu w naszym życiu. Poznać jak bardzo grzech nas zniewala, jak wielkie zło wyrządza nam oraz innym ludziom. Jednocześnie musimy wzmocnić w sobie pragnienie wolności od grzechu, pragnienie życia zgodnego z wolą Boga i pragnienie życia w jedności z Bogiem, poprzez ciągłe pogłębiania naszej znajomości Jezusa Chrystusa.

Módlmy się o to, aby jak najwięcej chrześcijan poprzez pojednanie się z Bogiem w Sakramencie pojednania, przygotowało się na przyjęcie Jezusa. A poprzez wierne kroczenie za Jezusem, ukazywało innym ludziom drogę do zbawienia, które zdobył dla nas Jezus Chrystus.

I NIEDZIELA  ADWENTU  (rok B)

Słowo Boże, które przed chwilą usłyszeliśmy, przypomina nam podstawową prawdę o tym, na czym polega nasze chrześcijańskie życie.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus porównuje swoich uczniów do sług, którzy od wybierającego się w podróż pana domu, otrzymali do wykonania pewne zadanie. Jezus, porównuje swoich uczniów także do odźwiernego, który został wezwany do nieustannego czuwania tak, aby mógł otworzyć drzwi panu domu w każdym, nawet najmniej oczekiwanym momencie.

Przed powrotem do Ojca Jezus nakazał swoim uczniom iść na cały świat i głosić ludziom to, co sam ich nauczył oraz czynić ich Jego uczniami, poprzez udzielanie im chrztu. Jednym słowem Apostołowie zostali posłani, aby rozszerzać Królestwo Boże.

Jest to zadanie każdego chrześcijanina. Aby wypełnić tą misję, nie koniecznie musimy opuszczać obecne miejsce zamieszkania, czy też głosić kazania. Wystarczy, że w miejscu, w którym żyjemy, sami będziemy realizować naukę Jezusa i swoim życiem ukazywać ludziom miłość Boga.

Przez spełnianie tej misji, mamy przygotować świat na ostateczne przyjście Jezusa, kiedy to w pełni zrealizuje On swoje Królestwo. Kiedy na końcu świata Jezu nadejdzie w swojej chwale i mocy, będzie to widoczne dla każdego bez wyjątku człowieka. Wtedy już nikt nie będzie w stanie ignorować Jezusa i nikt nie będzie w stanie uciec przed podjęciem decyzji o przyjęciu lub odrzuceniu Jezusa. Każdy będzie musiał dokonać tego wyboru, który będzie jego ostatecznym wyborem. Będzie to ostatnia szansa przyjęcia Jezusa, czyli ostatnia szansa przyjęcia daru życia wiecznego.

Jezus wzywa nas do nieustannego czuwania, ponieważ przed tym ostatecznym nadejściem w formie widzialnej, Jezus przychodzi do nas w sposób mniej zauważalny. Jezus przychodzi do nas przede wszystkim w swoim Słowie oraz w Sakramentach. Ale przychodzi także w naszych bliźnich, szczególnie w tych, którzy potrzebują naszej pomocy. Ludzie, którzy nie czuwają, mogą łatwo przeoczyć to przyjście i w konsekwencji mogą nie przyjąć Jezusa.

Przyjęcie Jezusa jest dla nas bardzo ważne, ponieważ życie z Jezusem jest najwspanialszym z możliwych sposobów życia na tej ziemi. Przyjęcie Jezusa jest także ważne, ponieważ tylko wtedy, kiedy przyjmiemy Jezusa i będziemy żyli w łączności z Jezusem, będziemy w stanie zrealizować misję, którą On nam zlecił.

Realizacja otrzymanej od Jezusa misji jest potrzebna dla zbawienia wielu osób, ponieważ ich zbawienie zależy od tego, jak wiernie spełnimy tą misję. Ale spełnienie tej misji jest także ważna dla naszego własnego zbawienia.

Nie oznacza to, że spełnienie tej misji jest warunkiem uzyskania zbawienia. Zbawienie jest darmowym darem Boga. Jest to tak cenny Dar, że nie jesteśmy w stanie kupić go za żadne pieniące, ani zdobyć go żadnym największym nawet wysiłkiem.

Żyjąc w łączności z Jezusem oraz realizując otrzymaną od Niego misję, przygotowujemy się na przyjęcie tego Daru, który Bóg Ojciec pragnie ofiarować wszystkim ludziom. Ten Dar Zbawienie to doskonała jedność z Jezusem, a w konsekwencji doskonała jedność z Trójjedynym Bogiem oraz jedność ze wszystkimi, zjednoczonymi z Bogiem ludźmi. To Zbawienie to życie w doskonałej miłości przez całą wieczność, to największe szczęście człowieka.

Módlmy się o to, abyśmy poprzez właściwe przeżywanie Adwentu, nauczyli się czuwać i przyjmować ciągle przychodzącego do nas Pana Jezusa tak, abyśmy poprzez życie w Jedności z Jezusem spełnili naszą misję, doprowadzili do Niego wielu ludzi i sami przygotowali się nas przyjęcie Daru Zbawienia.

IV NIEDZIELA ADWENTU (Rok B)

2 Sm 7,1-5.8b-12.14a.16; Rz 16,25-27; Łk 1,26-38

W tym adwentowym okresie, w liturgii kościelnej bardzo często słychać sformułowanie: „radosne oczekiwanie na Chrystusa.” Z całą pewnością jest to radosny czas, ale muszę wyznać, że dla mnie osobiście przez dwadzieścia parę lat, które spędziłem w Japonii, radość ta łączyła się z pewnym smutkiem.

Mimo, że Japonia nie jest krajem chrześcijańskim, a chrześcijanie stanowią zaledwie 1% całej ludności, atmosferę bożonarodzeniową można już odczuć od początku listopada, czyli prawie dwa miesiące przed Świętami. Atmosferę tą tworzą oczywiście wystawy sklepowe, reklamy, różnorodne programy telewizyjne i radiowe. Organizowane są bardzo liczne spotkania, czy też przyjęcia świąteczne. Jest w tym wszystkim jakaś radość i wyczekiwanie na coś wyjątkowego, na coś, co można doświadczyć tylko w tym czasie. Jednak w tym wszystkim nie ma miejsca na Jezusa. A same Święta są nazywane KURISUMASU, z angielskiego Christmas, co nikomu nie kojarzy się, ani z Jezusem Chrystusem, ani tym bardziej z narodzeniem, czy też wcieleniem Boga. Głównym bohaterem tego okresu jest dziadek Santa, który przypomina nieco św. Mikołaja jedynie faktem rozdawania prezentów, oraz swoim ubiorem.

Taki obraz świętowania Bożego Narodzenia jest zrozumiały w przypadku Japonii, ale niestety, odnoszę wrażenie, że także Polska zmierza w podobnym kierunku. Pomimo, że 6 grudnia dawno już minął, św. Mikołaj jest ciągle obecny i bardzo często jest głównym motywem dekoracji bożonarodzeniowej. Kolędy mówiące o narodzeniu Jezusa, są wymieszane z piosenkami o św. Mikołaju. W radiu i różnych reklamach można słyszeć o jakiejś abstrakcyjnej „magii Świąt.” Dla wielu ludzi największą atrakcją Świąt są zakupy, dawanie lub otrzymywanie prezentów. Mam wrażenie, że w tym wszystkim jest coraz mniej miejsca dla Jezusa, i coraz więcej ludzi traci świadomość tego, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi.

Można być pewnym, że radość tych wszystkich, dla których źródłem tej radości jest jedynie atmosfera tych dni, jest bardzo krótkotrwała i zniknie, wraz ze zniknięciem choinek, światełek, św. Mikołaja, czy też kolęd.

Może warto zastanowić się nad tym, czym Boże Narodzenie jest dla mnie osobiście. Co jest źródłem radości, jaką doświadczam w tym bożonarodzeniowym okresie?

Dzisiejsze czytania mają pomóc nam w tej refleksji, a jednocześnie ukazać nam prawdziwy sens przeżywania tego okresu liturgicznego.

Pierwsze czytanie mówi nam o królu Dawidzie, który chciał uczynić dla Boga coś wielkiego. Chciał wybudować dla Niego wspaniały Przybytek. Możliwe, że w ten sposób chciał wyrazić swą wdzięczność za już otrzymane od Boga dary, ale możliwe, że chciał w ten sposób zatrzymać Boga przy sobie i zapewnić sobie otrzymywanie następnych darów. Jednak Bóg ukazuje Dawidowi, że tylko On sam może uczynić coś wielkiego dla Dawida, że tylko Bóg jest prawdziwym Dawcą. Co więcej, czyni to całkowicie bezinteresownie. To, co Bóg wymaga od Dawida, to przyjęcie tych darów i podzielenie się nimi z innymi ludźmi.

Ewangelia natomiast przedstawia nam Maryję, która ukazuje nam drogę do przyjęcia największego z Bożych Darów, jakim jest Jego własny Syn.

Maryja, która stała się współodkupicielką, właściwie niczego wielkiego dla Boga nie zrobiła. Nie wybudowała żadnej świątyni, kościoła, sierocińca, ani też szpitala. Nie napisała żadnej mądrej księgi. Nie założyła żadnej organizacji charytatywnej, czy też apostolskiej. Maryja uczyniła tylko jedno. Całkowicie zawierzyła Bogu i pozwoliła Mu swobodnie działać w sobie, oraz przez siebie. Bóg dokonał całej reszty. Obdarzył Ją swoim Synem. Maryja urodziła i wychowała swojego Syna, a następnie przekazała Go światu. W ten sposób stała się Dawczynią życia Bożego, stała się Matką wszystkich zbawionych, współodkupicielką i pośredniczką łask wszelkich.

Właśnie takiego „fiat”, czyli zgodny na swobodne działanie Boga we własnym życiu wymaga Bóg od każdego z nas, od każdego chrześcijanina, od każdego człowieka.

Wbrew przekonaniu wielu ludzi, wcale nie musimy dokonywać dla Boga wielkich rzeczy. Wszystko, co Bóg od nas wymaga to przyzwolenie na Jego obecność i działanie w naszym życiu. Takie przyzwolenie może wydawać się banalnie prostym, ale to tylko pozór. W rzeczywistości nie chodzi o słowa, ale o gotowość rezygnacji z własnych wyobrażeń, z własnych pragnień i ambicji. Chodzi także o gotowość wypełniania woli Boga w każdym momencie swojego życia, zarówno wtedy, kiedy jest to proste i przyjemne, wtedy, gdy wzbudza w nas radość, jak i wtedy, gdy kosztuje nas to wiele trudu, a nawet wtedy, gdy towarzyszą temu różne cierpienia. Chodzi o prawdziwe i bezwarunkowe zawierzenie Bogu.

Jeżeli wyrazimy zgodę na obecność Boga i Jego działanie w naszym życiu możemy być pewni, że Bóg obdarzy nas swoim Synem, swoim Duchem, że sam zamieszka w naszym wnętrzu. Wówczas podobnie jak Maryja będziemy pełnymi łaski, pełnymi Bożego życia. W konsekwencji tego podobnie jak Maryja, będziemy mogli obdarzać życiem Boga ludzi, których spotkamy w naszym życiu.

Na podstawie dzisiejszych czytań możemy powiedzieć, że Święta Bożego Narodzenia, powinny przede wszystkim przypominać nam, o największym Darze Boga dla ludzkości, a jednocześnie ukazywać nam drogę, pobudzać nasze pragnienia i dodawać odwagi potrzebnej do przyjęcia tego Daru, jakim jest sam Jezus.

Poprzez Święta Bożego Narodzenia, Bóg wzywa nas do przyjęcia swego Syna, ponieważ pragnie On ubogacić nasze życie, ale także pragnie abyśmy przekazali Go innym ludziom tak, aby przez nas Jezus dotarł do tych, którzy jeszcze Go nie przyjęli.

Módlmy się o to, aby na wzór Maryi jak najwięcej ludzi przyjęło to zaproszenie, aby Boża miłość, radość i pokój, które ofiaruje On światu, zamieszkały w ich sercach. Módlmy się także o to, aby życie, które przyniósł Jezus, ciągle nas ożywiało, nie tylko w tym okresie, ale przez cały rok, przez całe życie, przez całą wieczność.