Piąta Niedziela Wielkanocna

Kiedy żyłem w klasztorze w Tajimi, czasami pomagałem w tamtejszej winnicy. Dzięki tej pracy dowiedziałem się wielu, czasami zaskakujących rzeczy o uprawie winogron. Bardzo zaskoczył mnie fakt, że po zebraniu plonów, obcinało się wszystkie gałęzie, zarówno te, które nie wydały owoców jak i te, które owoce wydały. Odpowiedzialny za tą winnicę wytłumaczył mi, że gdyby te gałęzie nie zostały odcięte, to w przyszłym roku byłoby więcej liści, a mniej owoców.

Poznanie tego faktu pozwoliło mi na nowo zrozumieć przeczytaną dzisiaj Ewangelię. W Ewangelii tej Jezus porównuje swoich uczniów do gałęzi winnego krzewu i stwierdza, że te gałęzie, które nie wydadzą owoców, zostaną odcięte. Natomiast te, które owoc wydadzą, zostaną oczyszczone, aby wydały jeszcze obfitszy owoc.

Doświadczenie z Tajimi, pozwoliło mi zrozumieć, że odcinanie gałęzi, jak również ich oczyszczanie, jest jednym i tym samym działaniem Boga w stosunku do różnych ludzi. Takie działanie Boga Jezus wyraził następującymi słowami: Bóg Ojciec „sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt5,45). Innymi słowami, Bóg czyni dobro dla wszystkich ludzi, niezależnie od ich sposobu życia oraz ich stosunku do Boga, ponieważ miłość Boga jest bezwarunkowa.

Pomimo tego, że Bóg traktuje wszystkich ludzi jednakowo, to działanie Boga, czy też inaczej takie samo doświadczenie, jest odbierane inaczej przez innych ludzi, i skutki tego doświadczenia są także odmienne. W zależności od relacji człowieka do Boga takie samo doświadczenie może być dla jednych doświadczeniem ożywiającym, a dla innych doświadczeniem niszczącym.

Dla człowieka, który ma żywą relację z Jezusem Chrystusem, wszelkie doświadczenie działa oczyszczająco. Człowiek ten pogłębia swoją relację z Jezusem i wzrasta w miłości zarówno poprzez doświadczenia radosne, jak i bolesne.

Natomiast dla człowieka, który nie ma żadnej łączności z Jezusem lub też, którego relacja z Jezusem jest jedynie powierzchowna, nie tylko doświadczenia niepożądane, ale także doświadczenia pożądane, będą powodować, że człowiek ten coraz bardziej oddala się od Jezusa, a tym samem od Boga, który jest źródłem życia i miłość. To, że człowiek posuwa się w kierunku własnej zagłady, nie jest skutkiem działania Boga, ale skutkiem reakcji tego człowieka na pełne miłości działanie Boga.

Jeżeli chcemy poznać naszą rzeczywistą relację z Jezusem, czyli to czy jest ona żywa, czy też tylko formalna, a może nawet już martwa, musimy poznać owoce naszych różnorodnych doświadczeń, czyli to, jak te doświadczenia wpłynęły na nasze życie, jakimi ludźmi staliśmy się poprzez to, co doświadczyliśmy.

Jeżeli poprzez nasze doświadczenia wzrastamy w miłości, czyli coraz mniej zajmujemy się sobą, a coraz bardziej staramy się być dobrzy dla innych ludzi, jeżeli w naszym życiu jest coraz mniej lęku i obaw, a coraz więcej pokoju i radości, jeżeli jesteśmy coraz bardziej otwarci na innych ludzi i coraz bardziej cierpliwi wobec ludzi trudnych, to możemy być pewni, że nasza relacja z Jezusem, choć może nie jest jeszcze doskonała, to na pewno jest żywa.

Jeżeli jednak nasze doświadczenia sprawiają, że jest w nas coraz więcej lęku, obaw, żalu, niezadowolenia, niepokoju, zazdrości, zawiści, a sami stajemy się coraz bardziej skoncentrowani na sobie, coraz częściej staramy się wykorzystywać innych ludzi do zaspokojenia własnych pragnień, a coraz rzadziej staramy się być dobrzy dla innych, to powinniśmy zweryfikować naszą relację z Jezusem. Nawet jeżeli jesteśmy przekonani, że mocno wierzymy w Jezusa, albo nawet, że kochamy Go i że z Jezusem łączy nas bardzo głęboka więź, to najprawdopodobniej w rzeczywistości jest całkowicie inaczej.

Odkrycie prawdy, że nasza relacja z Jezusem jest gorsza, niż myśleliśmy, niewątpliwie jest bardzo bolesne. Jednak tylko poznanie i uznanie tej bolesnej prawdy o naszej relacji z Jezusem daje nam szansę na odnowienie tej relacji, i tym samym daje nam szansę na zmianę naszego życia i jego ostatecznego rezultatu.

Niezależnie od tego, czy nasza relacja z Jezusem jest żywa i głęboka, czy też jest tylko formalna lub wręcz martwa, powinniśmy ciągle starać się pogłębiać tę relację. W tym celu musimy przede wszystkim uznać naszą słabość oraz całkowitą niezdolność do osiągnięcia własnym wysiłkiem szczęścia, którego pragniemy w naszym sercu. Następnie powinniśmy uznać, że tylko Jezus Chrystusa jest w stanie zaspokoić całkowicie to pragnienie i robić wszystko, co jest w naszej mocy, abyśmy coraz lepiej poznawali Jezusa oraz Jego naukę i w życiu codziennym kierowali się przykładem Jego życia, oraz Jego nauką.

Módlmy się o to, abyśmy poprzez życie z Jezusem, poprzez ciągłe wsłuchiwanie się w Słowo Boga i nieustający wysiłek życia według Tego Słowa, pogłębiała się nasza więź z Jezusem tak, aby nasze życie wydało obfite owoce, które nie tylko zaspokoją pragnienia naszego serca, ale także staną się ożywiającym pokarmem dla wielu ludzi.

Czwarta Niedziela Wielkanocna

W czasach Jezusa owce były częścią codziennego życia Izraelitów. Od dziecka słuchali słów  Pisma Świętego, które opisywały Boga jako Pasterza ich narodu. Co więcej, wszyscy Izraelici dobrze znali obietnicę Boga, że kiedyś pośle im Wielkiego Pasterza, i przez Niego sam będzie opiekował się nimi w szczególny sposób. Dlatego też, kiedy Jezus porównał siebie do pasterza i nazwał siebie „Dobrym Pasterzem”, wszyscy dobrze wiedzieli jaką funkcję  przypisywał sobie, a co więcej, zrozumieli, że podaje się On za obiecanego przez Boga Pasterza.

Ponieważ w obecnych czasach większość ludzi nie tylko nie zna Starego Testamentu, ale nawet nigdy nie widziała żywej owcy i nie ma pojęcia o życiu owiec, ani tym bardziej o życiu pasterzy, może się wydawać, że zrozumienie słów Jezusa, jest trudne, albo nawet niemożliwe. Jednak myślę, że pomimo braku znajomości życia owiec, czy też życia pasterzy, możemy zrozumieć słowa Jezusa, ponieważ jest On bardzo wyjątkowym Pasterzem, całkowicie innym niż zwykli pasterze. A właśnie ta odmienność jest najważniejsza w zrozumieniu słów Jezusa.

Myślę, że możemy powiedzieć, że jeżeli człowiek hoduje jakiekolwiek zwierzę, to czyni to przede wszystkim dla własnej korzyści. Czasami są to korzyści materialne, takie jak na przykład jajka, mleko, mięso, wełna itd. Mogą to być także korzyści psychiczne jak na przykład przyjemność, mniejsza samotność, poczucie posiadania

jakiejś władzy, czy też poczucie bycia potrzebnym lub kochanym.

Patrząc się na życie Jezusa, możemy z całą pewnością stwierdzić, że Jezus nie staje się naszym Pasterzem dla żadnej osobistej korzyści. Jezus nie tylko nie oczekuje żadnych osobistych korzyści, ale dla swoich owiec jest gotowy ponieść wszelkie koszty, przyjąć każde cierpienie. Dla swoich owiec, czyli dla dobra wszystkich ludzi, Jezus poświęca nie tylko swój czas, swoje siły, ale także swoje życie.

Możliwe, że moglibyśmy znaleźć człowieka, który dla innych ludzi, lub nawet dla zwierząt poświęca swoje życie, czy też nawet umiera dla nich. Jednak Jezus dla swoich owiec czyni coś, czego nikt nie jest w stanie uczynić.

W Jezusie Chrystusie, sam Syn Boży, czyli jedna z Osób Trójcy Świętej, stał się człowiekiem. Syn Boży uczynił to w tym celu, abyśmy mogli stać się dziećmi Bożymi. Jest to tak, jakby Pasterz stał się owcą po to, aby owce stały się członkami jego rodziny.

W dzisiejszym drugim czytaniu św. Jan stwierdza, że poprzez przyjęcie chrztu staliśmy się staliśmy się, rzeczywistymi dziećmi Boga – Ojca Jezusa, staliśmy się członkami Jego Rodziny. Równocześnie poucza, ze nie jest to koniec naszej drogi, a raczej jej początek. Ostatecznym celem jest stanie się takim jak sam Jezus, czyli dzieckiem Boga, w którym On ma upodobanie, jak również doskonałe zjednoczenie z Bogiem.

Aby doprowadzić nas do tego ostatecznego celu, Jezus Dobry Pasterz, jest zawsze z nami, broni nas przed niebezpieczeństwami, wskazuje drogę, która wiedzie do Domu Ojca i daje nam siły, które potrzebujemy do kroczenia tą drogą. Ale także posila nas swoim własnym Ciałem, abyśmy stopniowo upodabniali się do Niego. Abyśmy stali się dziećmi Boga, w których On ma upodobanie i doskonale zjednoczyli się z Bogiem, musimy zaufać Jezusowi i iść za nim, tak jak owce idą za swoim pasterzem.

Myślę, że każdy wie ze swojego doświadczenia, że podążanie za Jezusem nie zawsze jest łatwe, a droga, którą wyznacza Jezus, nie zawsze jest przyjemna, czy też wygodna. Jednak wbrew przekonaniu wielu ludzi, aby iść tą drogą, niepotrzebne są żadne specjalne zdolności, ani wyjątkowo silna wola, czy też wybitna inteligencja. Jedyne, co potrzebujemy do wiernego kroczenia za Jezusem, to miłość do Niego. A to jest możliwe dla każdego człowieka.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus aż pięciokrotnie stwierdza, że oddaje swoje życie za swe owce, czyli,  że jest gotowy umrzeć za każdego z nas. Jezus nie tylko mówi o gotowości oddania za nas życia, ale w rzeczywistości już oddał za nas swoje życie. W ten sposób Jezus swoimi słowami oraz czynami wyznaje swą bezgraniczną miłość do każdego z nas. Czyni to w tym celu, aby wzbudzić w naszych sercach miłość ku Niemu.

Módlmy się o to, aby coraz więcej ludzi rozpoznało w Jezusie, jedynego Zbawiciela i jedynego Dobrego Pasterza, który został dany nam przez Boga, aby poprzez Jezusa poznali miłość Boga i odpowiedzieli miłością na tą miłość, a poprzez wierne kroczenie za Jezusem byli stopniowo przemieniani w dzieci Boga, w których On ma upodobanie.

Trzecia Niedziela Wielkanocna

Dzisiejsze czytania ukazują nam ogromną przemianę uczniów Jezusa.

Kiedy Jezus, zdradzony przez Apostoła Judasza, był aresztowany w ogrodzie Oliwnym, wszyscy Apostołowie uciekli i pozostawili Jezusa samego. Wprawdzie Piotr próbował bronić Jezusa, a następnie być przy nim aż do końca, to jednak wyparł się swojego związku z Jezusem, kiedy poczuł, że ten związek może stanowić dla niego zagrożenie i także uciekł.

Kiedy Jezus zmarł na krzyżu i został złożony w grobie, Apostołowie utracili wszystkie związane z Jezusem oczekiwania oraz wszystkie nadzieje, jakie w Nim pokładali. Przejęci lękiem o swoje własne bezpieczeństwo, zamknęli się w domu. Niektórzy uczniowie uciekli z Jerozolimy. Właściwie nie było nikogo, kto by myślał o życiu zgodnym z nauką Jezusa, o realizacji otrzymanej od Jezusa misji, czy przynajmniej o oczekiwaniu na spełnienie danych przez Jezusa obietnic. Apostołowie i uczniowie, którzy zgromadzili się wokół Jezusa byli w całkowitej rozsypce. Wydawało się, że dzieło Jezusa, wraz z Jego śmiercią, zostało całkowicie unicestwione.

Jednak już pięćdziesiąt dni później sytuacja była całkowicie odmienna. Apostołowie oraz inni uczniowie Jezusa, podobnie jak ukazany w dzisiejszym pierwszym czytaniu Święty Piotr, z odwagą zaczęli głosić, że Jezus zmartwychwstał, że w Jezusie wypełniły się wszystkie związane z Mesjaszem proroctwa proroków Starego Testamentu oraz zostały spełnione wszystkie dane przez Boga obietnice.

Co więcej, uczniowie Jezusa, z narażeniem własnego życia, obarczali żydów odpowiedzialnością za śmierć Jezusa i oskarżali ich o popełnienie straszliwego grzechu odrzucenia i zabicia posłanego przez Boga Zbawiciela. Nie poprzestawali na oskarżeniach, ale głosili możliwość uzyskania przebaczenia i wzywali do nawrócenia.

Pomimo tego, że taka działalność Apostołów oraz wielu innych chrześcijan doprowadziła ich do śmierci męczeńskiej, owocem tej działalności był szybki wzrost Ludu Bożego i rozprzestrzenienie się Ewangelii na cały świat.

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje przyczyny tej przemiany uczniów.

Kiedy Zmartwychwstały Jezus, ukazał się Apostołom, przede wszystkim przekonał ich o tym, że jest naprawdę żywy i realny. Następnie wykazał, że Bóg, Stwórca Wszechświata jest rzeczywistym Panem tego świata, że nikt nie jest w stanie powstrzymać Boga, przed realizacją swojego planu wobec Całego Stworzenia. Na koniec, Jezus przebył uczniom ich niewierność i dał im autorytet przebaczania innym ludziom w Jego imieniu.

To działanie ukazuje  trzy elementy, które  stały się postawą przemiany uczniów.

Pierwszy, to przekonanie o realnej zmartwychwstaniu Jezusa o tym, że on rzeczywiście żyje i jest zawsze z nami. Drugi, to przekonanie o tym, że Bóg jest rzeczywiście wszechmocny i wierny, że zawsze realizuje swoje plany i spełnia dane obietnice. A trzeci, to przyjęcie przebaczenia oraz pojednanie z Bogiem.

Te trzy elementy stały się podstawą przemiany uczniów Jezusa, ponieważ umożliwiły im przyjęcie posłanego przez Jezusa Ducha Świętego. Jedynie Ducha Święty mógł przemienić uczniów i ożywić zgromadzoną przez Jezusa wspólnotę. Dlatego Jego przyjęcie było czynnikiem decydującym w przemianie uczniów.

Także dzisiaj wielu chrześcijan przypomina stan uczniów po śmierci Jezusa. Są opanowani poprzez różnorodne lęki. Popadają w beznadzieję. Bieżąca sytuacja, a nawet różnorodne informacje, które nie zawsze są zgodne z rzeczywistością, mają olbrzymi wpływ nie tylko na ich samopoczucie, ale także na ich wybory i decyzje, na ich postawę wobec innych ludzi. Życie tych chrześcijan właściwie nie różni się wcale od życia innych ludzi.

Przyczyny takiego stanu mogą być rozmaite, ale zasadniczo stan ten wynika z braku wiary w rzeczywistą obecność Zmartwychwstałego Jezusa, z braku wiary w rzeczywistą wierność oraz Wszechmoc Boga Ojca, oraz z życia w oddaleniu od Boga, czyli życia w grzechu. Taki stan zamyka chrześcijan na Ducha Świętego. Dlatego też mogą oni działać jedynie w oparciu o swoje własne, bardzo ograniczone, ludzkie siły, które są całkowicie bezużyteczne w walce z największym wrogiem rodzaju ludzkiego.

Okres Wielkanocny jest czasem przygotowania do świętowaniu pamiątki Zesłania Ducha Świętego, czyli pamiątki narodzenie Kościoła, który jest żywym Ciałem Jezusa Chrystusa.

Módlmy się o to, abyśmy wykorzystali ten czas na odnowienie naszej wiary w realną obecność Zmartwychwstałego Jezusa, oraz naszej wiary w wierność i rzeczywistą wszechmoc Boga naszego Ojca. Módlmy się także o to, abyśmy poprzez pojednanie się z Bogiem, otworzyli nasze serca na działanie Ducha Świętego, którego otrzymaliśmy poprzez chrzest oraz bierzmowanie, tak abyśmy niezależnie od sytuacji, w jakiej się znajdziemy, podobnie jak Apostołowie, mogli cieszyć się prawdziwym pokojem i radością, i co najważniejsze, mogli z odwagę realizować otrzymaną od Jezusa misję.

Niedziela Zmartwychwstania Pańskiego

Dzisiejsze czytania Słowa Bożego mówią nam o trudności wiary w zmartwychwstanie Jezusa, a jednocześnie o jej sile przemiany naszego życia.

Maria Magdalena, która pierwsza odkryła, że grób Jezusa jest pusty, pomyślała tylko, że ktoś musiał wykraść ciało zmarłego Jezusa.

Piotr, który wszedł do pustego grobu i zobaczył płótna, w które owinięte było ciało Jezusa, także nie pomyślał o Jego zmartwychwstaniu.

Dopiero trzeci uczeń, który podobnie jak Piotr wszedł do pustego grobu, uwierzył, że Jezus zmartwychwstał. Jednak ciągle nie rozumiał, co oznacza zmartwychwstanie Jezusa.

Możliwe, że poprzez opis reakcji pierwszych świadków zmartwychwstania, czy raczej świadków pustego grobu, Ewangelista chce nas pouczyć, że wiara w zmartwychwstanie Jezusa nie jest zwykłym wynikiem studiowania nauki Jezusa, ani nawet jakiegoś życiowego doświadczenia, ale jest darem. Niewątpliwie studiowanie nauki Jezusa, szczególnie poznawania osoby Jezusa oraz pogłębianie rozumienia własnych doświadczeń mogą pomóc w przyjęciu tej łaski. Jednak łaskę wiary Jezus daje swobodnie, komu zechce i kiedy zechce.

Co zmieni się w życiu człowieka, który przyjmie dar wiary?

Piotr poucza nas, że każdy, kto uwierzy, otrzyma odpuszczenie grzechów.

Odpuszczenie grzechów to pojednanie z Bogiem, to rozpoczęcie nowego życia, którego centrum jest Bóg, to życie w jedności z Bogiem.

Najdoskonalszym przykładem takiego życia jest życie Jezusa Chrystusa. Opisując pokrótce to życie, Piotr stwierdza, że Jezus przeszedł przez życie, dobrze czyniąc, pomagał ludziom i uwalniał ich od złych mocy. Jego życie przepełnione było miłością.

Z całą pewnością, podobnie jak ludzie, którzy nie żyją w jedności z Bogiem, Jezus cierpiał, a co więcej zmarł. Jednak ani cierpienie, ani śmierć nie była w stanie zmienić sposobu życia Jezusa. Wprost przeciwnie Jezus był w stanie przemienić zło i cierpienie, które zadali mu ludzie, w dobro. Niesprawiedliwość i wrogość, których doświadczał, wykorzystywał do pełniejszego objawiania miłości i mocy Boga oraz do ofiarowania swojej miłości, oraz siebie samego Bogu Ojcu.

Jestem przekonany, że w głębi serca wszyscy ludzi pragną miłości, pragną kochać tak, jak kochał Jezus. Jednak jak wielu jest ludzi, którzy rzeczywiście żyją zgodnie z tym pragnieniem?

Wielu ludzi nie jest w stanie żyć w miłości, nie dlatego, że są złymi ludźmi, ale dlatego, że nie znają ani mocy, ani wierności Boga i lękają się śmierci. Lęk ten sprawia, że człowiek usiłuje ciągle sam siebie bronić, żyje skoncentrowany na sobie, stara się za wszelką cenę, nawet za cenę zrezygnowania z miłości unikać cierpienia, które przypomina nam o naszej kruchości i śmiertelności, i zdobywać jak najwięcej przyjemności, która daje nam poczucie bezpieczeństwa oraz poczucie szczęścia. Dopóki człowiek nie odnajdzie nadziei mocniejszej niż śmierć i nie zostanie wyzwolony z niewoli tego lęku, nie będzie w stanie kochać.

Poznanie Jezusa Zmartwychwstałego umożliwia człowiekowi poznanie Boga, poznanie Jego mocy, wierności i miłości. Natomiast poprzez złączenie się z Jezusem więzami wiary, nadziei i miłości człowiek łączy się z Bogiem, który jest źródłem miłość, potężniejszej niż wszelkie zło, potężniejszej niż sama śmierć. Dlatego wiara, która łączy człowieka z Jezusem zmartwychwstałym, wyzwala człowieka z lęku przed śmiercią i umożliwia mu życie na wzór Jezusa.

Człowiek ten, podobnie jak sam Jezus zostaje przepełniony miłością, pokojem i radością, której żadne siłą nie będzie w stanie mu odebrać. Co więcej, człowiek ten otrzyma siłę, dzięki której będzie w stanie przemieniać każde napotkane zło w dobro i będzie mógł wzrastać w miłości także poprzez te bolesne doświadczenia.

Módlmy się o to, aby coraz więcej ludzi otworzyło swoje serca i przyjęło wiarę, którą ofiarowuje im Jezus Zmartwychwstały, aby pojednali się z Bogiem, zostali wyzwoleni ze wszelkich zniewoleń i zgodnie z pragnieniem własnego serca mogli żyć w miłości.

Niedziela Palmowa (rok B)

Przed tłumem, który zebrał się w pałacu Piłata na sądzie Jezusa, został postawiony Jezus oraz Barabasz. Piłat dał tłumowi możliwość wyboru więźnia, którego on wypuści na wolność.

Jezus był Synem Ojca, który jest Dawcą życia. Spełniając pragnienie Ojca, czynił dobro dla każdego człowieka. Nawet dla tych, którzy wyrządzali Mu krzywdę. Dla pełnego zrealizowania otrzymanej od Ojca misji był gotowy poświęcić nawet własne życie.

Imię Barabasza wskazuje na to, że był on synem przywódcy jakiejś bandy. Był osadzony w więzieniu za zabicie człowieka. Najprawdopodobniej był przekonany, że dla osiągnięcia własnych celów można zrobić wszystko, można krzywdzić innych ludzi, a nawet można ich zabić.

Myślę, że możemy powiedzieć, że Jezus reprezentował miłość i życie. Natomiast Barabasz, egoizm oraz śmierć. Wybór między Jezusem i Barabaszem był nie tylko wyborem między dwoma osobami, ale w sposób symboliczny był wyborem między życiem i śmiercią, między miłością i egoizmem. Wybór ten był tym samym wyborem, jaki w czasach Mojżesza Izraelici dostali od Boga. W Księdze Powtórzonego Prawa Mojżesz zapisał następujące Słowo Boże.

„Biorę dziś przeciwko wam na świadków niebo i ziemię, kładąc przed wami życie i śmierć, błogosławieństwo i przekleństwo. Wybierajcie więc życie, abyście żyli wy i wasze potomstwo” (Pwt 30,19) .

Słowa te stwierdzają jasno, że Bóg pragnął, aby Izraelici wybrali życie oraz błogosławieństwo.   Niestety bardzo często wybierali śmierć i przekleństwo. Żydzi czasów Jezusa, wybierając Barabasza, także wybrali śmierć oraz przekleństwo, a domagając się śmierci Jezusa, odrzucili życie oraz błogosławieństwo.

Jakiego wyboru dokonalibyśmy, gdybyśmy byli na miejscu tych ludzi?

Zwykle stwierdzenie tego, co byśmy zrobili na miejscu innych ludzi, jest niemożliwe, a przynajmniej jest czysto hipotetyczne. Jednak w tym przypadku jest to możliwe, ponieważ w rzeczywistości codziennie dokonujemy takiego samego wyboru. Jego forma może być inna, ale jest to ten sam wybór między życiem i śmiercią, błogosławieństwem i przekleństwem, miłością a egoizmem, między wiernością Jezusowi i swoją przyjemnością.

Zastanówmy się przez chwilę nad tym, co wybieramy. Zwróćmy uwagę nie na nasze słowa, nasze deklaracje, czy też pragnienia oraz uczucia, ale na własne czyny, na naszą postawę wobec innych ludzi, szczególnie wobec tych, którzy nie spełniają naszych oczekiwań, czy też w jakiś sposób wyrządzają nam krzywdę.