Czwarta Niedziela Adwentu

W tych ostatnich dniach adwentu wielu ludzi na różne sposoby przygotowuje się do świętowania Bożego Narodzenia. Widok ludzi przygotowujących się do tego Święta, a nawet już świętujących je, niewątpliwie sprawia radość. Jednak radości tej towarzyszy pewien smutek. Przyczyną tego smutku jest fakt, że tak mało ludzi jest świadomych tego, co świętuje.

Dla bardzo wielu ludzi powodem doświadczanej w tych dniach radości nie będzie narodzenie Jezusa Chrystusa, Zbawiciela świata, ale cała atmosfera tych dni, dekoracje, różnorodne spotkania i imprezy, prezenty, a nawet święty Mikołaj.

Jako chrześcijanie musimy bardzo uważać, aby przez to wszystko, co dzieje się wokół nas, nie zapomnieć tego, że czas Adwentu jak również okres Bożonarodzeniowy, powinien być dla nas przede wszystkim czasem refleksji nad podstawowymi pytaniami związanymi z własnym życiem chrześcijańskim.

    • Jakie znaczenie dla mnie osobiście ma narodzenie Jezusa?
    • Czy rzeczywiście przyjmuję Jezusa do swojego życia?
    • Czy ma On realny wpływ na moje życie oraz na mój sposób postępowania?

Jeśli chcemy uczciwie odpowiedzieć na te pytania, powinniśmy popatrzeć się nie na to, jak radośnie przeżywamy Boże Narodzenie, ale na to, jak żyjemy na co dzień. Powinniśmy zwrócić naszą uwagę szczególnie na to, jak zachowujemy się w trudnych sytuacjach, czyli wtedy, gdy spotykają nas różne kłopoty, gdy doświadczamy różnych problemów.

Kiedy wszystko układa się po naszej myśli i nie mamy większych problemów, przyjęcie Jezusa oraz życie zgodne z Jego nauką jest stosunkowo proste. Ale czy żyjemy zgodnie z tą nauką także w czasie, gdy spotykają nas trudności? Czy usiłujemy rozwiązywać napotkane problemy, czy też pokonywać napotkane trudności zgodnie z nauką Jezusa? Czy szukamy właściwego sposobu rozwiązania problemu, czy jedynie szukamy najłatwiejszej drogi wyjścia z trudnej sytuacji? Czy liczymy na pomoc Jezusa, czy też polegamy tylko na własnych siłach?

Dzisiejsza Ewangelia pokazuje nam Józefa, człowieka sprawiedliwego, czyli takiego dla którego Bóg był rzeczywistym centrum jego życia, który w każdej bez wyjątku sytuacji starał się realizować to, co jest dobre, co jest zgodne z wolą Boga. Gdy Józef zorientował się, że jego żona Maryja jest brzemienna, naturalnie pomyślał, że został zdradzony, że Maryja kocha kogoś innego. Ewentualna zdrada żony raniła nie tylko jego serce, ale także jego honor. Zgodnie z ówczesnym prawem mógł zrehabilitować swój honor poprzez ukamienowanie Maryi.

Jednak Józef nie szukał własnej satysfakcji, nie myślał o ratowaniu siebie samego, ale o tym, co było najlepsze dla Maryi, którą kochał. Właśnie dlatego postanowił zerwać zaręczyny bez żadnego rozgłosu, bez ujawniania przyczyny, czyli bez publicznego oskarżania Maryi o zdradę. W ten sposób zwróciłby Jej wolność i dał szansę na związanie się z ukochanym człowiekiem.

Z pewnością nie była to dla Józefa łatwa decyzja. Jedną z jej możliwych konsekwencji była utrata dobrego imienia, bycie uważanym za człowieka nieodpowiedzialnego i niesłownego. W związku z tym znalezienie dobrej żony, byłoby praktycznie niemożliwe.

Jednak Józef był w stanie podjąć tę decyzję ponieważ bezgranicznie ufał Bogu. Najważniejszą sprawą dla niego było życie zgodne z Jego wolą, bycie wiernym miłości. Ponieważ był pewny, że Bóg nigdy go nie zawiedzie, nie musiał bronić samego siebie, nie musiał walczyć o swoje prawa, ani dbać o dobrą opinię wśród ludzi, ale wszystko mógł powierzyć Bogu. Rzeczywiście Bóg nigdy nie zawiódł Józefa, zawsze w odpowiednim czasie udzielał mu potrzebnej pomocy, potrzebnych wskazówek.

Ponieważ Józef tak bardzo ufał Bogu i był Mu wierny także w sytuacjach bardzo trudnych, stał się zaufanym Boga. Bóg powierzył mu swojego Syna wraz z Jego Matką, aby Józef opiekował się Nimi i Ich bronił. Dzięki temu Józef stał się współpracownikiem w dziele zbawienia. Co więcej mógł żyć ze Zbawicielem i przez to uczestniczył także w samym zbawieniu. Właśnie życie dla Jezusa, życie w głębokiej więzi z Jezusem jest uczestniczeniem w radości zbawienia.

Każdy z nas jest zaproszony do tego, aby przyjąć Jezusa Chrystusa, aby podobnie jak Józef żyć w głębokiej więzi z Jezusem, aby mieć udział w radości zbawienia nie tylko w czasie Świąt Bożego Narodzenia, ale także przez cały rok, przez całe życie, przez całą wieczność.

Módlmy się o to, abyśmy byli zawsze wierni Bogu, abyśmy nie tylko z radością przyjmowali Jego dary, ale przede wszystkim, abyśmy zawsze kierowali się Jego Wolą, czyli abyśmy zawsze kierowali się miłością.

Trzecia Niedziela Adwentu  (Rok A)

Kiedy Jan Chrzciciel po udzieleniu chrztu Jezusowi zobaczył znak, o którym powiedział mu Bóg, z pełnym przekonaniem wskazał na Jezusa, jako na Mesjasza. Jednakże dzisiejsza Ewangelia przekazuje nam, że przed swoją śmiercią Jana Chrzciciel, stracił pewność co do tego, że Jezus rzeczywiście jest Mesjaszem. Skąd wzięły się u Jana te wątpliwości względem Jezusa?

Aby to zrozumieć powinniśmy przypomnieć sobie fragment Ewangelii z poprzedniego tygodnia (Mt3,7-12). Z fragmentu tego wynika, że Jan spodziewał się Mesjasza, który będzie sądzić i karać grzeszników. Ponadto, sam Jan prowadził bardzo rygorystyczne życie i takiego życia spodziewał się od swoich uczniów. Bardzo możliwe, że takiego życia spodziewał się także od Mesjasza.

Sposób życia Jezusa, Jego czyny oraz nauka były całkowicie inne niż wyobrażał to sobie Jan Chrzciciel. Nie dość, że Jezus sam nikogo nie sądził ani też nikogo nie karał, to jeszcze zabraniał swym uczniom sądzić kogokolwiek. Pouczał, że Bóg kocha wszystkich bez wyjątku ludzi, że błogosławi nie tylko dobrze czyniącym, ale także źle czyniącym ludziom. Nie dość, że nie wymagał od swoich uczniów praktykowania postów, to sam brał udział w różnych ucztach. Ponieważ nie gardził żadnym towarzystwem był nazywany żarłokiem i pijakiem, oraz przyjacielem celników i grzeszników.

Jan Chrzciciel zaczął się zastanawiać na tym, czy przypadkiem nie pomylił się stwierdzając, że Jezus jest Mesjaszem, właśnie z tego powodu, że Jezus nie działał tak, jak to sobie Jan wyobrażał

Kiedy Jezus dowiedział  się o wątpliwościach Jana, nie krytykuje go, ale nawet chwali za wierne realizowanie swojej misji. Jednocześnie wskazuje na fakt, że swoją działalnością realizuje proroctwa Starego Testamentu, że właśnie Jego czyny prowadzą do zbawienia świata, ponieważ są zgodne z ukazaną przez proroków Wolą Boga.

W ten sposób Jezus pouczył Jana, że nie powinien on oceniać Jezusa na podstawie swoich własnych wyobrażeń oraz oczekiwań wobec Mesjasza, ale na podstawie proroctw dotyczących Mesjasza, czyli na podstawie Słowa Bożego.

Postawa Jana oraz odpowiedź Jezusa ukazują nam olbrzymi problem, z powodu którego wielu ludzi nie czuje się kochanymi przez Boga i nie ufa Bogu. Tym problemem są nasze oczekiwania wobec Boga.

Bardzo często nasze oczekiwania wobec Boga są całkowicie bezpodstawne. A niejednokrotnie są wręcz nierealistyczne. Na przykład wielu ludzi oczekuje, że jeżeli tylko będą wierzyć w Boga, dużo się modlić i starać się spełniać dane przez Boga przykazania, to nigdy nie zachorują, nigdy nie spotka ich żadne inne nieszczęście. Kiedy jednak spotka ich jakieś cierpienie, czują się zawiedzeni, czy też nawet oszukani przez Boga. Z tego doświadczenia wyciągają wniosek, że nie mogą ufać Bogu, lub też, że Bóg ich nie kocha.

Jezus poucza nas, że swoje oczekiwania wobec Boga, jak również nasze oczekiwania wobec samego Jezusa powinniśmy opierać jedynie na Słowie Bożym, a konkretnie na proroctwach oraz obietnicach, jakie daje nam Bóg przez proroków oraz samego Syna Bożego.

Jan Chrzciciel był bardzo uczciwy wobec siebie samego i kiedy uświadomił sobie jakieś wątpliwości, szukał odpowiedzi. Dlatego też był w stanie poznać przyczyny swoich wątpliwości. Niewątpliwie był także w stanie skorygować swoje wyobrażenie o Mesjaszu i wzmocnić swoje przekonanie, że Jezus jest rzeczywiście Mesjaszem.

Problemem wielu ludzi jest to, że nawet nie są świadomi swoich oczekiwań wobec Boga. A kiedy odczuwają jakąś wątpliwość lub zawód, nie poszukują odpowiedzi. W konsekwencji tego nie wiedzą, dlaczego wątpią w miłość Boga, dlaczego nie kroczą drogą, którą Bóg im wskazuje i nie są w stanie nic zrobić w celu rozwiązania tego problemu.

Jeżeli ktoś z nas nie czuje się kochany przez Boga, jeżeli nie jest w stanie zaufać Mu i żyć zgodnie z Jego wskazaniami, to przede wszystkim powinien uświadomić sobie swoje własne oczekiwania wobec Boga, czy też swoje wyobrażenie tego, jak Bóg powinien działać w jego życiu. Następnie człowiek ten powinien sprawdzić, czy te oczekiwania lub wyobrażenia opierają się na Słowie Bożym. Jeżeli znajdzie w sobie takie oczekiwania, które nie mają żadnego oparcia w Słowie Bożym, to po prostu powinien z nich zrezygnować i zachować jedynie te, które opierają się na Słowie Bożym.

Dopiero wtedy, kiedy pozbędziemy się bezpodstawnych i nierealistycznych oczekiwań wobec Boga, będziemy w stanie doświadczyć Jego wierności i mocy. Dopiero wtedy nabierzemy pełnego przekonania, że jesteśmy przez Niego kochani. Dopiero wtedy będziemy w stanie iść wiernie drogą, która On nam wskazuje.

Pierwsza Niedziela Adwentu (rok A)

W codziennym życiu czynimy wiele przygotowań na coś, co ma wydarzyć się w przyszłości. Te przygotowania w jakiś sposób łączą teraźniejszość z przyszłością. Poprzez te przygotowania przyszłe wydarzenie, mimo tego, że jeszcze nie istnieje ma wpływ na nasze życie.

Jeśli wydarzenie, które ma nadejść jest radosne, czas przygotowań staje się radosnym czasem. W ten sposób przygotowanie przedłuża czas radości. Jeśli nadchodzące wydarzenie jest smutne lub niepokojące, to przygotowanie przedłuża ten smutek i niepokój.

Jednym z problemów związanych z przygotowaniami jest fakt, że nie znamy przyszłości i możemy jedynie próbować ją przewidzieć. Do przewidzenia przyszłych wydarzeń możemy użyć własne doświadczenie lub też różnorodne znaki, które zapowiadają przyszłość. Także obietnice lub zapowiedzi innych ludzi mogą ukazać to, co stanie się w przyszłości.

Przewidywana przez nas przyszłość nie zawsze nadchodzi, często nasze przygotowania okazują się daremne, a radość, czy też niepokój bezpodstawny. Przyczyną tego może być błędny wniosek, jaki wyciągnęliśmy z naszego doświadczenia lub błędne odczytanie zapowiadających przyszłość znaków. Przyczyną może być także to, że ktoś nie był w stanie spełnić złożonej obietnicy lub też świadomie nas okłamał.

Biblijny Noe był przekonany, że wkrótce nadejdzie wielka powódź, gdyż uwierzył słowom, które skierował do niego Bóg. W przeciwieństwie do ludzi Bóg nigdy się nie myli, nigdy nas nie oszukuje i zawsze spełnia swoje obietnice i realizuje swoje plany. Z całym przekonaniem możemy powiedzieć, że Bóg jest najpewniejszym źródłem informacji na temat przyszłości. Świadczy o tym nie tylko doświadczenie Noego, ale także wielu innych ludzi.

My Chrześcijanie przygotowujemy się na Paruzję, czyli na ostateczne przyjście Jezusa Chrystusa. Oznacza to, że nie przygotowujemy się na jakiś kataklizm, czy też inne przykre doświadczenie, ale na realizację naszych największych pragnień i nadziei. Nasze przekonanie opieramy na obietnicy samego Jezusa, czyli na Słowie Boga.

Niestety podobnie, jak w czasach Noego, także teraz bardzo wielu ludzi nie wierzy temu Słowu. Ludzie, którzy odrzucają Słowo Boże, wybierają nieznajomość przyszłości. I dlatego nie są w stanie przygotować się do przyszłości, nie są w stanie kierować swojego życia ku celowi, który wyznaczył Bóg.

Bardzo często dla ludzi, którzy nie znają celu życia człowieka, który wyznaczył dla nas Bóg, podobnie jak dla ludzi, którzy żyli w czasach Noego, najważniejszą sprawą w życiu jest doświadczanie jak największej ilości przyjemności. Nie chcą rezygnować z żadnej możliwej przyjemności, gdyż nie mają pewności, czy taka okazja jeszcze kiedyś powtórzy się.

Ludzie, którzy nie znają przyszłości, jaką Bóg przygotował dla człowieka, nie posiadają prawdziwej nadziei. Tak naprawdę boją się przyszłości, ponieważ jedyną rzeczą, której mogą być pewni to to, że kiedyś umrą, a przed śmiercią napotkają różnorodne cierpienia. W rzeczywistości dla tych ludzi zdobywanie przyjemności jest tylko próbą uciszenia lęku przed tą przyszłością.

My chrześcijanie wiemy, czego możemy spodziewać się od przyszłości. Wiemy, że kiedyś Jezus Chrystus powróci w swojej chwale, w widzialnej dla wszystkich postaci i zrealizuje swoje Królestwo. To Królestwo jest rzeczywistością, w której będzie panować Boży pokój i Boża miłości, w której wszystkie pragnienia serca człowieka zostaną spełnione. Nie tylko nie lękamy się przyszłości, ale pokładamy w niej nadzieję. Właśnie dlatego, możemy oczekiwać na tą przyszłość i przygotowywać się do niej w pokoju i z radością.

Przygotowanie na przyszłość wcale nie oznacza dla nas lekceważenie teraźniejszości, ani rezygnacji z obecnego życia. Przygotowanie to polega przede wszystkim na życiu z Panem, który wprawdzie ma przyjść w swojej chwale, ale który jednocześnie już teraz jest z nami i którego możemy poznać i przyjąć poprzez wiarę.

Przygotowanie to polega także na życiu w miłości Boga Ojca, czyli na ciągłym odpowiadaniu na tę miłość i pogłębianiu naszej jedności z Bogiem. Dlatego też chrześcijanin nie jest człowiekiem, który rezygnuje z życia, ale jest człowiekiem, który żyje pełnią życia, który wybiera z tego życia to, co jest najlepsze i najbardziej wartościowe.

Chrześcijanin może żyć w miłości, ponieważ wie, że żadne zło, żadne cierpienie, ani nawet sama śmierć nie jest w stanie odłączyć go od miłości Chrystusa. Co więcej wie, że poprzez te przykre doświadczenia może wzmocnić swoją więź z Jezusem i dlatego też nie musi się ich lękać, ani usiłować uciekać od nich za wszelką cenę.

Módlmy się o to, aby przez nasze radosne oczekiwanie na powrót Jezusa Chrystusa oraz nasze przygotowanie na Jego nadejście, wielu ludzi poznało obiecaną przez Jezusa przyszłość, aby zostali napełnieni nadzieją i odważyli się przyjąć Jezusa do swojego życia.