Osiemnasta Niedziela zwykła (A)

W dzisiejszym pierwszym czytaniu usłyszeliśmy słowa proroka Izajasza. „Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci?” (Iz55,2) Pomimo tego, że prorok Izajasz wypowiedział te słowa ok. 2700 lat temu, są one ciągle aktualne. Także dzisiaj wielu ludzi pracuje ciężko, aby zaspokoić swoje pragnienia, jednak nie tylko ich nie zaspokajają, ale nawet niejednokrotnie wyrządzają sobie krzywdę.

Myślę, że jedną z przyczyn takiego stanu jest fakt, że większość ludzi nawet nie zastanawia się nad tym, czego w rzeczywistości pragną, ani tym bardziej skąd biorą się ich pragnienia i co one oznaczają.

Zastanówmy się pokrótce nad problemem naszych pragnień.

Najpierw musimy uświadomić sobie, że każdy człowiek ma różnorodne, rzeczywiste potrzeby. Istnieją potrzeby naszego ciała, czyli potrzeby fizyczne. Istnieją potrzeby naszej psychiki, czyli potrzeby psychiczne, Istnieją także potrzeby naszej duszy, czyli potrzeby duchowe. Kiedy wszystkie potrzeby są zaspokojone, człowiek odczuwa równowagę fizyczną, psychiczną oraz duchową. Równowaga ta jest odczuwana, jako stan szczęśliwości.

Kiedy jakaś potrzeba przestanie być zaspokojona, ta równowaga zostaje naruszona. Stan zaburzonej równowagi jest jakby stanem chorobowym naszego organizmu i może być groźny dla życia fizycznego, psychicznego albo życia duchowego człowieka.

Bardzo często nasz organizm przywraca zaburzoną równowagę bez udziału naszej świadomości. Jednak, kiedy nie jest w stanie tego uczynić, wysyła nam różne sygnały i informuje nas o naruszeniu tej równowagi. Czasami takie sygnały, jak na przykład odczuwane zmęczenie, senność, głód, czy też pragnienie (suchość gardła) są bardzo łatwe do odczytania. Jednak bardzo często może to być jedynie poczucie jakiegoś braku, nieokreślone pragnienie czegoś, albo jakiś ból fizyczny, smutek, lęk, poczucie samotności. Ponieważ sygnały te nie tylko informują człowieka o naruszeniu równowagi organizmu, ale także powodują pewne cierpienie, przymuszają człowieka do działania w celu zaspokojenia niezaspokojonej potrzeby.

Aby człowiek był w stanie odczytywać wysyłane przez nasz organizm sygnały prawidłowo, a tym samym mógł rozpoznać to, jaka potrzeba wymaga zaspokojenia, musi dobrze poznać samego siebie, musi poznać swoją naturę. Niestety większość ludzi nie podejmuje tego trudu i z tego powodu bardzo wielu ludzi nie ma pojęcia, czego naprawdę potrzebują.

Nasze pragnienia są przeważnie jedynie naszą interpretacją sygnałów wysyłanych przez nasze ciało, naszą psychikę oraz naszą duszę. Dlatego właśnie ludzie, którzy nie są w stanie prawidłowo odczytywać tych sygnałów, bardzo często pragną rzeczy, które nie są stanie zaspokoić ich rzeczywistych potrzeb, a co gorsze niejednokrotnie pragną rzeczy, które im szkodzą. W praktyce bardzo często ludzie pragną nie tego, co może zaspokoić ich potrzeby, ale tego, co sprawia, że przez pewien czas nie odczuwają cierpienia, które jest spowodowane niezaspokojeniem jakiejś potrzeby. Działanie takie przypomina ograniczanie się do zażywanie środków przeciwbólowych i zaniechanie zażywania lekarstw, które mogłyby uleczyć chorobę, która ten ból powoduje.

Najprawdopodobniej człowiek postępuje w ten sposób nie tylko dlatego, że szkoda mu czasu na poznanie swoich prawdziwych potrzeb, ale dlatego, że podświadomie przeczuwa, że nawet gdyby poznał swoje prawdziwe potrzeby, to i tak nie byłby w stanie ich zaspokoić.

Prorok Izajasz zwraca się właśnie do tak postępujących ludzi. Jednak nie poprzestaje na ukazaniu bezsensu takiego postępowania. Prorok przekazuje wezwanie Boga do zaufania Mu i postępowania zgodnie z Jego słowami. Przekazuje także Bożą obietnicę zaspokojenia wszystkich potrzeb człowieka. Bóg posłał do nas swojego Jednorodzonego Syna właśnie w tym celu, aby wypełnić tą obietnicę.

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje Jezusa, kiedy w cudowny sposób zaspokoił głód ponad pięciotysięcznego tłumu. W rzeczywistości Jezus dał tym ludziom znacznie więcej pokarmu, niż tego potrzebowali. W ten sposób Jezus ukazał, że Bóg Ojciec nie tylko zna wszystkie nasze potrzeby, ale także pragnie je zaspokoić. Co więcej, Jezus ukazał, że sam jest obiecanym Chlebem życia, poprzez który Bóg Ojciec zaspakaja głód i pragnienie, czyli wszystkie potrzeby człowieka w sposób przekraczający wszelkie jego wyobrażenia oraz oczekiwania.

W celu spełnienia tej misji Syn Boży stał się człowiekiem i wydał siebie samego w ręce grzeszników.  Nie było to jednorazowe wydarzenie. Obecnie podczas każdej Mszy Świętej, Syn Boży Jezusa Chrystus, pod postacią Chleba i Wina,  wydaje siebie samego w nasze ręce.

Każdy człowiek, który poprzez przyjęcie Komunii Świętej, przyjmuje żywego Jezusa Chrystusa, a następnie żyje zgodnie z Jego słowem, pogłębia swoją jedność z Jezusem. Ponieważ Jezus jest doskonale zjednoczony z Bogiem Ojcem, człowiek ten jednocześnie pogłębia swoją jedność z Bogiem Ojcem oraz Duchem Świętym.

W ten sposób, że dzięki Jezusowi Chrystusowi, każdy człowiek może odpowiedzieć na przekazane przez proroka Izajasza wezwanie Boga. Może przyjąć dar, który zaspokaja wszystkie potrzeby człowieka, czyli może przyjąć samego Boga.

XVII Niedziela Zwykła (A)

Św. Augustyn modlił się tymi słowami: „Dla siebie nas Boże stworzyłeś i niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Tobie o Boże”. Słowami tej modlitwy św. Augustyn wyznaje, że sam Bóg jest ostatecznym celem stworzenia człowieka, że jest jego największym dobrem i jednocześnie pełnią szczęścia. Właśnie tej prawdy Jezus poucza nas poprzez dwie przypowieści, które przed chwilą usłyszeliśmy.

Jednak Jezus nie poprzestaje na tym. Poucza nas także o tym, co powinniśmy uczynić w tym celu, abyśmy mogli wejść do Królestwa Bożego, czyli abyśmy rzeczywiście żyli w miłosnej relacji z Bogiem

Bohaterowie dzisiejszej przypowieści stali się właścicielami upragnionego skarbu dopiero po sprzedaniu całego swojego majątku. W ten sposób Jezus poucza nas, że człowiek, może żyć w miłosnej relacji z Bogiem, dopiero wtedy, gdy pozbędzie się swoich wszystkich ziemskich skarbów. Nie chodzi o to, aby sprzedać wszystkie swoje posiadłości i tak zdobytymi pieniędzmi zapłacić za wejście do Królestwa Bożego. Nikt nie jest w stanie zapłacić za miłosną relację z Bogiem, gdyż jest ona bezcenna. W rzeczywistości miłosna relacja z Bogiem  jest darmowym darem, którym Bóg pragnie obdarzyć wszystkich ludzi.

Niestety bardzo wielu ludzi nie jest w stanie przyjąć tego daru, nawet jeśli tego pragną. Ludzie ci nie są w stanie przyjąć daru miłości Boga, ponieważ są zniewoleni poprzez to wszystko, co uważają za swój skarb, czyli za coś koniecznego szczęśliwego życia. Dla niektórych ludzi mogą to być dobra materialne lub zdrowie. Dla innych praca lub rozrywka. Inni za niezbędny warunek szczęścia uważają wykształcenie, rozwój swoich możliwości, wysoką pozycję społeczną lub inną formę władzy, a jeszcze inni uzyskanie uznania innych ludzi lub posiadanie wielu przyjaciół.

Żadna z tych rzeczy nie jest zła, wprost przeciwnie same w sobie są one dobre i potrzebne do życia. Jednak jak długo za konieczny warunek szczęśliwego życie będziemy uważali coś innego niż miłosną relację z Bogiem, czyli jak długo coś innego niż Bóg będzie naszym skarbem, tak długo nie będziemy w stanie żyć w miłosnej relacji z Bogiem.

Pozbycie się swoich skarbów nie jest łatwe. Jeżeli jakaś rzecz spełnia w naszym życiu  ważną rolę, to jesteśmy bardzo mocno z nią związani i jej utrata powoduje nie tylko smutek, ale także duży niepokój oraz lęk. Strata ta może stać się nawet przyczyną depresji lub innego cierpienia. Najczęściej pozbycie się takiego skarbu nie jest skutkiem jednorazowej decyzji, ale procesu stopniowego wyzwalania się od tej rzeczy.

Święty Paweł osobiście przeszedł przez ten proces. Po spotkaniu Jezusa zapragnął on żyć z Jezusem, zgodnie z Jego pragnieniem. Jednak szybko przekonał się, że nie był w stanie tego uczynić. Ówczesny swój stan wyraził następującymi słowami: „Nie czynię bowiem dobra, którego chcę, ale czynię to zło, którego nie chcę. … Nieszczęsny ja człowiek! ” (Rz 7:19.24)

Jest to stan człowieka, który odnalazł wielki skarb i zapragnął go zdobyć, jednak nie ma odwagi, żeby pozbyć się swoich dotychczasowych skarbów i w ten sposób zrobić miejsce na nowy skarb. Dlatego też jedynie z własnej winy nie jest w stanie spełnić swojego pragnienia. Jest to bolesny stan, który niestety w przypadku wielu chrześcijan trwa aż do śmierci.

Św. Paweł miał odwagę uznać swoje zniewolenie, jak również swoją bezsilność, czyli fakt, że sam o własnych siłach nie jest w stanie wyzwolić się z tych więzów, które uniemożliwiały mu przyjęcie upragnionego skarbu. To uznanie swojej słabości pomogło Pawłowi otworzyć się na Boga i poznać moc Jego miłości.

Napisał o tym w liście do Rzymian. „Wiemy też, że Bóg z tymi, którzy Go miłują, współdziała we wszystkim dla ich dobra.” (Rz8,28)  Ponieważ dla dobra tego, który kocha Boga, Bóg działa nie tylko poprzez wszelkie zło, jakie ten człowiek napotyka w swoim życiu, ale także poprzez jego słabości oraz grzechy, Paweł zrozumiał, że prawdziwa wolność i przyjęcie daru Bożej miłości nie jest owocem wysiłków człowieka, ale jest wynikiem działania Boga. Wszystko, co człowiek musi zrobić to wytrwale pragnąć miłości Boga i otworzyć się na jego działanie. Gdy Paweł zaczął polegać jedynie na mocy Boga, był gotowy na rezygnację ze wszystkich pozornych skarbów i  przyjęcie skarbu prawdziwego.

Dziękując Bogu za dar Jego miłości, módlmy się o to, abyśmy na wzór Pawła uznali swoją niemoc i poprzez przyjęcie działania Boga, zostali wyzwoleni ze wszystkich ziemskich uzależnień i żyli w Jego miłości przez całą wieczność.

Piętnasta Niedziela zwykła

Poprzez proste opowiadania, jak „Przypowieść o siewcy”, Jezus Chrystus pouczał ludzi o  Królestwie Bożym, czyli o Bogu, o człowieku, oraz o relacji Boga i człowieka.

Przypowieść o siewcy, podobnie jak wiele innych przypowieści, opiera się na codziennym doświadczeniu Jezusa oraz Jego słuchaczy. Jednak przedstawiony w tej przypowieści sposób siania ziarna niewątpliwie zaskoczył tych słuchaczy. Ponieważ ziarno było bardzo cenne, każdy siewca siał je bardzo ostrożnie tak, aby ziarna spadały jedynie na wcześniej przygotowane odpowiednio pole.  Siewca z przypowieści Jezusa wydaje się być bardzo nieuważnym, albo wręcz nieudolnym siewcą.

W rzeczywistości siewca w przypowieści Jezusa sieje ziarno nie tylko na pole, ale także w miejsca, które nie dają żadnej nadziei na wydanie jakiegokolwiek plonu, nie dlatego, że jest nieudolny, ale dlatego, że takim sposobem siania ziarna ukazuje on prawdę o tym, w jaki sposób Bóg obdziela człowieka swoimi darami.

Jezus pouczył nas, że Bóg „sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.” (Mt5,45) Innymi słowami, Bóg daje życie, oraz wszystko, co jest potrzebne do życia, nie tylko ludziom dobrym oraz sprawiedliwym, czyli takim, którzy używają darów Boga zgodnie z Jego pragnieniem, ale także ludziom złym i niesprawiedliwym, czyli takim, którzy marnują dary Boga, używając ich niezgodnie z Jego pragnieniem. Bóg działa w ten sposób, ponieważ kocha każdego człowieka.

Właśnie z powodu tej miłości, Bóg widzi w człowieku wspaniałe możliwości, których nikt inny nie dostrzega i których nawet ten człowiek nie jest świadomy. Ponieważ Bóg dostrzega te możliwości, wspiera tego człowieka z nadzieją, że człowiek ten rozwinie swoje możliwości i udzielone przez Boga dary wydadzą obfity plon.

Ta wspaniała możliwość, którą Bóg dostrzega w każdym człowieku, to możliwość stania się dzieckiem Boga, a co więcej, stania się dzieckiem Boga, które odpowiada Jego sercu, czyli stanie się takim człowiekiem, jakim jest Jezus Chrystus. Stanie się takim, jak Jezus Chrystus jest właśnie „plonem”, który Bóg pragnie, aby wydał każdy człowiek. Stopień upodobnienia człowieka do Jezusa, jest stopniem obfitości plonu, jakie wydało zasiane w serce tego człowieka ziarno. Dlatego też, aby stwierdzić jaki plon wydaje zasiane w moim sercu ziarno Słowa Bożego, muszę porównać siebie samego do Jezusa i rozpoznać wszystkie podobieństwa oraz różnice.

Jeżeli chcę w swoim życiu wydać plon, jaki pragnie Bóg,  ale niestety tego plonu jeszcze nie wydałem, albo wydałem go w znikomym stopniu, to powinienem poszukać tego, co hamuje wzrost posianego w moim sercu ziarna. W dzisiejszej przypowieści Jezus podaje kilka możliwości. Ale zasadniczo mówi o dwóch problemach.

Pierwszym problem są bezpodstawne oczekiwania wobec Jezusa, czy też wobec życia ucznia Jezusa. Bezpodstawne oczekiwania, to takie, które nie opierają się na obietnicy lub nauce Jezusa, ale wyrażają jedynie osobistych pragnieniach człowieka. Przykładem może być oczekiwanie tego, że jeśli pójdę za Jezusem, to nie spotka mnie żadne cierpienie, albo też, że każde moje pragnienie zostanie zaspokojone.

Drugim problemem jest brak miłości oraz wystarczającego zaufania do Jezusa. Brak zaufania do Jezusa może objawiać się posiadaniem złudnych nadziei na to, że istnieje jakaś inna, łatwiejsza droga do zbawienia, czy też do szczęścia, niż tak, którą wskazuje Jezus. Człowiek, który nie kocha Jezusa i nie ufa Mu, ciągle wynajduje różnorodne wymówki i usprawiedliwienia i w rzeczywistości nie podejmuje żadnego wysiłku w celu życia zgodnego z Jego nauką. Może nawet podziwia on wskazaną przez Jezusa drogę, ale nie kroczy nią i poprzestaje na przyglądaniu się tej drodze.

Jeżeli chcemy wzrastać jako dzieci Boga i ostatecznie upodobnić się do Jezusa, musimy poznać i, jeżeli jest to potrzebne, oczyścić swoje oczekiwania i dostosować je do obietnic oraz nauki Jezusa. Musimy także rzeczywiście kroczyć drogą, którą Jezus wyznaczył swoją nauką oraz swoim życiem. Nawet gdyby nie zawsze udawało nam się utrzymać na tej drodze, to za każdym razem, kiedy zauważymy, że zeszliśmy z tej drogi, musimy powracać do Jezusa i ponownie rozpoczynać wędrówkę.

Dziękując Bogu za obdarowanie nas możliwością stania się Jego umiłowanymi dziećmi, oraz za wszystkie łaski, które umożliwiają nam realizację tej możliwości, módlmy się o to, abyśmy wszystkie dary, które otrzymaliśmy od Boga, używali zgodnie z Jego wolą tak, aby dary te wydawały coraz to obfitszy plon i ubogacały nie tylko nas samych, ale także ludzi, których spotykamy w naszym życiu.

Trzynasta Niedziela zwykła

W dzisiejszej Ewangelii Jezus wzywa swoich uczniów do tego, aby kochali Go bardziej niż swoją rodzinę, a nawet bardziej niż swoje własne życie. Ponieważ dla wielu ludzi, wezwanie to może być sprzeczne z ich poczuciem zdrowego rozsądku, czy nawet może być gorszące, warto zastanowić się na jego znaczeniem oraz na jego celem.

Żeby zrozumieć sens wezwania Jezusa, a co ważniejsze, aby odpowiedzieć na to wezwanie, musimy przypomnieć sobie prawdę o tym, że wszystko, co istnieje, zostało stworzone przez Boga. Bóg stworzy to wszystko z niczego. Dlatego też jest sprawą oczywistą, że Bóg jest prawdziwym właścicielem tego wszystkiego, co istnieje. Natomiast wszystko, co my posiadamy, nasze życia, nasz czas, nasze zdolności oraz wszystkie rzeczy materialne są darem Boga.

Bóg obdarzył nas tym wszystkim, nie w tym celu, abyśmy urządzili się na tym świecie, żyli wygodnie, bezpiecznie i zdrowo, ale w tym celu, abyśmy poprzez używanie tych darów zgodnie z intencją Dawcy, kroczyli w kierunku celu, jaki On nam wyznaczył. Tym celem jest miłosne zjednoczenie człowieka z Bogiem.

Niestety, znaczna większość ludzi nie zna tej prawdy. Wielu jest przekonanych, że są właścicielami swojego życia, swojego czasu, swoich umiejętności oraz tych wszystkich rzeczy materialnych, które posiadają. Co więcej, ludzie ci są przekonani, że mają prawo używać to wszystko zgodnie ze swoim uznaniem. Ponieważ ludzie ci nie widzą ani nadprzyrodzonego sensu swojego życia, ani też nadprzyrodzonego sensu tego wszystkiego, co posiadają, starają się używać posiadanych rzeczy w celu realizacji własnych pragnień oraz w celu doświadczenia, jak największej ilości przyjemności.

Ludzie, dla których realizacja własnych pragnień oraz zdobywanie przyjemności jest sprawą najważniejszą, nie są w stanie kochać kogokolwiek. Ludzie ci nie tylko nie dzielą się bezinteresownie posiadanymi dobrami z innymi ludźmi, ale jeżeli jest to tylko możliwe, wykorzystują innych ludzi dla własnych zysków. Czasami może wydawać się, że ludzie ci kochają swoją rodzinę, czy też inne grupy, do których należą, ponieważ robią bardzo wiele dla tych grup. Jednak bardzo często nie czynią oni prawdziwego dobra, a jedynie to, co jest od nich wymagane lub oczekiwane, ponieważ dzięki temu mogą wykorzystać te grupy do zdobycia tego, co sami pragną.

Takie egoistyczne używanie darów Boga jest sprzeczne z pragnieniem Dawcy. Wprawdzie takie życie może zapewnić bogactwo, dzięki któremu ludzie ci mogą żyć względnie bezpiecznie i wygodnie, to jednak tak żyjący ludzie stają się coraz bardziej egoistyczni i zamknięci na innych ludzi, To oznacza, że zamiast przybliżać się do wyznaczonego przez Boga celu życia, oddalają się od niego. Pomimo tego, że może wydawać się, że ludzie ci osiągnęli wielki życiowy sukces, w rzeczywistości całkowicie marnują swoje życie i ryzykują stanie się nieszczęśliwymi na całą wieczność.

Miłość, o której mówi Jezusa, nie jest sprawą uczuć, ale sprawą świadomego i dobrowolnego wyboru. Kochać Jezusa oznacza żyć zgodnie z Jego nauką oraz przykładem Jego życia. Kochać Jezusa bardziej niż swoją rodzinę, oznacza przedkładanie woli Jezusa nad wymagania i oczekiwania swojej rodziny lub innej grupy, która może umożliwić nas zaspokojenie własnych pragnień. Kochać Jezusa bardziej niż swoje własne życie oznacza przedkładanie woli Jezusa nad swoje własne uczucia, upodobania, pożądania i ambicje.

Zgodnie ze słowami św. Piotra, Jezus przeszedł przez życie czyniąc dobro dla wszystkich napotkanych ludzi. Dla dobra innych ludzi poświęcił nie tylko swoje życie zawodowe, ale także życie rodzinne. Dla dobra ludzi poświęcił nie tylko cały swój czas, całą swoją energię i wszystkie zdolności, ale także swoje własne życie.

Jezus wzywał swoich uczniów do takiego właśnie życia, ponieważ pragnie, aby żyli oni w miłości. Jezus wzywa swoich uczniów do umiłowania Go ponad wszystko, ponieważ tylko miłość do Jezusa umożliwia życie w prawdziwej miłości, umożliwia kochanie swojej rodziny oraz swoich przyjaciół, ale także nieznajomych, a nawet wrogów.

Życie dla dobra innych ludzi, nawet kosztem własnej wygody, własnej przyjemności, kosztem własnego majątku, czy nawet kosztem własnego życia, Jezus nazwał niesieniem krzyża. Bez takiego niesienia krzyża, nikt nie może być prawdziwym chrześcijaninem.

Może się wydawać, że człowiek, który żyje na wzór Jezusa, bezsensownie traci posiadane dobra, a nawet, że marnuje swoje życie, ale w rzeczywistości jest to jedyny sposób życia, który prowadzi do życia wiecznego, czyli do miłosnej jedności z Bogiem, która jest celem życia każdego człowieka.

Módlmy się, aby coraz więcej ludzi ukochało Jezusa ponad wszystko, a krocząc wiernie za Jezusem, zbliżali się do celu życia ludzkiego i pociągali do niego wielu innych ludzi.

XII Niedziela Zwykła (rok A)

Myślę, że każdy z nas doświadcza w swym życiu różne problemy związane z lękiem. Lęk może objawiać w postaci braku odwagi, niepokoju, tremy, wstydu. Ile razy z powodu różnych, czasami bliżej nieokreślonych lęków czuliśmy się sparaliżowani i nie byliśmy w stanie uczynić tego, co pragnęliśmy zrobić, lub przynajmniej nie zrobiliśmy tego w tym stopniu, na jaki naprawdę było nas stać?

Ponieważ lęk często ogranicza nasze działanie, wielu ludzi pragnie pozbyć się wszelkich lęków. Jednak myśląc realistycznie, całkowite pozbycie się lęku nie jest pożądane, ponieważ odczuwanie lęku jest konieczne w naszym życiu. Lęk jest rodzajem systemu samoobronnego, który ostrzega nas przed niebezpieczeństwem i przymusza do działania. Gdyby człowiek nie odczuwał żadnego lęku jego zdrowie, a nawet życie byłoby w ciągłym niebezpieczeństwie.

W rzeczywistości nasz problem nie polega na odczuwaniu lęku, ale na tym, że nasz system samoobronny nie funkcjonuje prawidłowo. Często lękamy się czegoś, czego lękać się nie powinniśmy, natomiast nie lękamy się tego, czego powinniśmy się lękać. Z tego powody bywa tak, że nasz lęk nie ostrzega przed rzeczywistym niebezpieczeństwem, albo nawet odpycha nas od czegoś, co jest dla nas dobre lub wręcz konieczne.

Na przykład człowiek może lękać się lekarza, lub nawet odkrycia własnej choroby, z powodu tego lęku może unikać badań kontrolnych. Ten sam człowiek może nie odczuwać żadnego lęku przed zażywaniem narkotyków, które zniszczą jego życie i bez żadnego oporu może ich używać. Wielu ludzi lęka się Boga, jedynego źródła naszego życia, szczęścia i wszelkiego dobra. Natomiast nie lęka się grzechu, który niszczy wolność człowieka, psuje relację z innymi ludźmi, a co najważniejsze odciąga od Boga.

Z całą pewnością musimy ciągle usiłować poprawiać działanie swojego systemu samoobronnego, poprzez poznawanie tego, co jest dla nas dobre, a co jest złe, co wspiera nasz rozwój, a co jest rzeczywistym niebezpieczeństwem.

Jednak przede wszystkim zawsze musimy zdawać sobie sprawę z tego, że nasze lęki mogą być błędne i powinniśmy ciągle starać się je rozpoznawać. Najlepiej jeżeli poznamy nasze lęki przed podjęciem działania, do którego lęki te nas przymuszają. A jeżeli jest to niemożliwe, to powinniśmy  postarać się poznawać lęki, które nas zmusiły do jakiegoś niepożądanego działania, choćby już nie były przez nas odczuwane.

Kiedy człowiek uświadomi sobie własne lęki, jest w stanie poznać to, czy są one zasadne, czy też nie, Człowiek ten będzie również w stanie zadecydować o tym, czy kierować się tymi lękami, czy też nie. Natomiast, kiedy człowiek nie zna swoich własnych lęków, staje się ich niewolnikiem i czasami działa wbrew własnej woli, podobnie jak to uczynił św. Piotr, kiedy zaparł się Jezusa. Człowiek taki nie jest w stanie być wierny miłości.

Odczuwany przez Jezusa lęk przed straszliwą męką oraz okrutną śmiercią, był jak najbardziej uzasadniony, a pragnienie uniknięcie tego cierpienia jak najbardziej naturalne i zdrowe. Jezus bardzo dobrze zdawał sobie sprawę z tego lęku. Co więcej bardzo otwarcie i szczerze rozmawiał o tym lęku z Bogiem swoim Ojcem.

Ostatecznie Jezus nie uległ temu lękowi i zdecydował się przyjąć cierpienie oraz śmierć z rąk grzeszników, ponieważ dla Jezusa wierność miłości do Ojca oraz miłości do ludzi była ważniejsza niż własne bezpieczeństwo, ważniejsza niż unikanie cierpienia, a nawet ważniejsza niż obrona własnego życia. Jezus mógł przyjąć cierpienie oraz śmierć wbrew odczuwanemu lękowi, ponieważ wiedział, że ani to cierpienie, ani ta śmierć nie jest w stanie oderwać Go od miłości Boga, oraz to, że dzięki swojej ofierze, dzięki swojej wierności aż do końca, Bóg może zrealizować swój plan zbawienia ukochanej ludzkości.

Jeżeli podobnie jak Jezus, pragniemy być wolni i wierni miłości, musimy nie tylko poznać nasze własne lęki i jeśli jest to potrzebne oraz możliwe, ciągle je korygować, ale także musimy poznać wspaniałość oraz moc miłości Boga. Właśnie z tego powodu Jezus Chrystus nie poprzestaje na objawianiu nam prawdy o tym, co jest rzeczywiście niebezpieczne dla nas, czego powinniśmy, a czego nie powinniśmy się lękać. Jezus pragnie obdarzyć nas doświadczeniem rzeczywistości wypełnionej miłością Boga, tak abyśmy tę miłość przyjęli, uznali ją za nasz największy skarb i zawsze kierowali się nią w naszym życiu.

Módlmy się o to, abyśmy coraz głębiej poznawali naukę Jezusa oraz Jego Miłość, tak abyśmy zostali wyzwoleni z wszelkich lęków i byli zawsze wierni miłości, którą On nas obdarowuje.