Dwudziesta Czwarta Niedziela zwykła

Dzisiejsza Ewangelia przypomina nam jedną z najważniejszych prawd naszej wiary. Bóg przebaczy każdy nasz grzechy, jeśli tylko poprosimy Boga o Jego przebaczenie. Bóg jest gotowy przebaczyć każdy nasz grzech, a nawet pragnie tego, bardziej niż my sami, tylko dlatego, że kocha nas bezwarunkowo i pragnie naszego dobra, pragnie naszego szczęścia.
Jednakże niezależnie od tego, jak wielka jest ta Boża Miłość, nie będzie miała w naszym życiu żadnego znaczenia, jeśli jej nie przyjmiemy. Podobnie jest z przebaczeniem grzechów. Boże przebaczenie nie będzie miało żadnego skutku, jeśli sami go nie przyjmiemy.
Przypowieść, którą usłyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, bardzo dobrze ilustruje tą prawdę.
Sługa, który nie był w stanie spłacić zaciągniętego u króla wielkiego dług, zgodnie z prawem powinien pójść do więzienia. Król w swoim miłosierdziu skreślił ten dług, dzięki czemu sługa mógł pozostać na wolności.
Jednak pomimo uzyskanego przebaczenia, sługa ostatecznie znalazł się w więzieniu. Los tego człowieka odmienił się po tym, jak wtrącił on do więzienia własnego dłużnika, który nie był w stanie oddać mu pieniędzy. W prawdzie czyn ten był zgodny z panującym prawem, to jednak król zdecydował się odwołać skreślenie długu i zgodnie z prawem wtrącić swojego dłużnika do więzienia.
Gdyby jakiś prawdziwy król, czy też inny władca, postępował tak, jak król z przypowieści Jezusa, czyli gdyby czasami ignorował prawo, a czasami je stosował, albo gdyby zmieniał swoje decyzje, to z pewnością nie byłby dobrym władcą. Oczywiście w tej przypowieść Jezus nie poucza ziemskich władców tego, jak mają rządzić, ale poucza nas o tym, jak swoją władzę sprawuje Bóg oraz o tym, czego Bóg pragnie dla człowieka i czego od człowieka wymaga.
Każdy grzech człowieka jest nie tylko złamaniem danego przez Boga Prawa, ale jest także sprzeciwieniem się Bogu. Grzech wyraża nasz brak ufności oraz brak miłości do Boga. Obraża Boga. Skutkiem grzechu jest osłabienie lub nawet zerwanie naszej relacji z Bogiem. Ponieważ człowiek staje się niewolnikiem grzechu, o własnych siłach nie jest w stanie naprawić tej relacji, nie jest w stanie powrócić do miłosnego obcowania z Bogiem. Właśnie taki stan człowieka, Jezus porównuje w swojej przypowieści do olbrzymiego długu, który człowiek nie jest w stanie spłacić.
Przebaczenie Boga, oznacza umożliwienie człowiekowi pojednania się z Bogiem. Jest ponownym ofiarowaniem człowiekowi Bożej Miłości, a przez to jest daniem mu szansy wyzwolenia z niewoli grzechu i powrotu do miłosnej relacji z Bogiem. To przebaczenie, Jezus porównuje do skreślenia niespłacalnego długu.
Jednak samo przebaczenie Boga nie zmienia rzeczywistej sytuacji grzesznika. Aby człowiek ponownie stał się wolny i na nowo zaczął żyć w serdecznej relacji z Bogiem, musi on przyjąć Boże przebaczenie, czyli musi powrócić do Boga i rzeczywiście pojednać się z Nim. To pojednanie nie jest sprawą uczucia, czy też samych chęci, ale jest nawiązaniem rzeczywistej miłosnej relacji z Bogiem.
Człowiek, który rzeczywiście kocha Boga i żyje w serdecznej relacji z Bogiem, żyje zgodnie z Jego wolą, czyli po prostu żyje w miłości, kocha innych ludzi miłością samego Boga. Dlatego też to, czy człowiek rzeczywiście przyjął Boże przebaczenie oraz pojednał się z Bogiem, można poznać po jego realnym życiu, a szczególnie po jego stosunku do innego człowieka.
Jeżeli po uzyskaniu Bożego przebaczenia, życie człowieka wcale się nie zmieniło, czyli jeżeli ciągle nie jest on w stanie kochać innych ludzi, miłością, którą Bóg mu ofiarował, oznacza to, że w rzeczywistości, nie przyjął on Bożego przebaczenia i nie pojednał się z Bogiem, że ciągle jest bardziej związany z grzechem niż z Bogiem i pozostaje w niewoli grzechu.
Właśnie tą prawdę Jezus ukazuje w przypowieści, gdzie jej bohater zostaje ostatecznie wtrącony do więzienia za niespłacony dług po tym, jak nie był on w stanie ukazać takiego miłosierdzia wobec swojego dłużnika, jakie król ukazał wobec niego.
Podsumowując, możemy powiedzieć, że przebaczanie bliźnim, jako wyraz naszej miłości do bliźniego, nie jest warunkiem, uzyskania Bożego przebaczenia, ale jest owocem przyjęcia tego przebaczenia, jest owocem pojednania się z Bogiem.
Módlmy się o to, abyśmy byli w stanie uznać przed Bogiem oraz przed samym sobą swoją rzeczywistą sytuację, swoją słabość, swoją grzeszność. Módlmy się także o to, abyśmy przyjęli Boże przebaczenie i pojednali się z Nim, a poprzez życie wierne miłości Boga, własnym życiem ukazywali tą Miłość ludziom, którzy jeszcze Jej nie znają.

Dwudziesta Trzecia Niedziela zwykła (rok A)

W zrozumieniu dzisiejszej Ewangelii pomogą nam następujące słowa Jezusa:

„Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani! Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście.” (Mt 23:37)

Zgodnie ze tymi słowami, zebranie wszystkich ludzi w jeden Lud Boży, w jedną Bożą rodzinę, jest wielkim pragnieniem Boga, co więcej, jest celem Jego działania. Wprawdzie nie tylko współcześni Jezusowi Żydzi, ale także bardzo liczni ludzie wszystkich czasów i wszystkich miejsc na świecie nie odpowiadają na to pragnienie Boga, to jednak możemy być pewni, że nikt nie jest w stanie zniweczyć Jego działania i na pewno pragnienie to zostanie w pełni zrealizowane. Obietnica pełnej realizacji tego pragnienia, została zapisana w Apokalipsie.

„I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: «Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie „BOGIEM Z NIMI” Ap21:3

Królestwo Boże, o którym pouczał nas Jezus Chrystus, jest właśnie taką jednością ludzi z Bogiem oraz jednością ludzi między sobą. Patrząc się na działalność Jezusa, możemy łatwo stwierdzić, że już od samego początku realizował On to Królestwo Boże poprzez gromadzenie ludzi wokół siebie, poprzez tworzenie wspólnot.

Prawdziwa wspólnota chrześcijańska, to taka wspólnota, której centrum jest Jezusa Chrystus, której członkowie są połączeni ze sobą miłością do Jezusa. Właśnie miłość jest tą więzią, która łączy chrześcijan z Bogiem, oraz chrześcijan między sobą. Dlatego życie miłością jest ważne nie tylko dla indywidualnego wzrostu oraz uświęcenia każdego człowieka, ale także jest sposobem realizowania Królestwa Bożego.

Ci, którzy nie żyją miłością, czyli ci, którzy żyją tylko dla siebie, rozbijają jedność, którą pragnie Bóg. O tych ludziach Jezus powiedział:

„Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; i kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.” Mt12:30

Każdy egoistyczny czyn, każdy grzech rani więzi łączące ludzi, osłabia jedność wspólnoty. Człowiek, który grzeszy, nie tylko oddala się od Boga, ale także rozbija wspólnotę.

Pomimo tego, że poprzez grzech człowiek działa przeciwko pragnieniu Boga oraz przeciwstawia się działaniu Jezusa, Jezus nie rezygnuje z tego człowieka, ale przebacza jego grzech i wzywa go do pojednania. Jezus zachęca także swoich uczniów, aby przebaczali swoim winowajcom tak, aby poprzez pojednanie została przywrócona, a nawet pogłębiona pierwotna jedność.

Jeżeli wbrew pragnieniu Jezusa, nie przebaczymy tym, którzy nas zranili, jeśli nie pojednamy się  z tymi, którzy się nawrócili, to także my sami przyczynimy się do pogłębienia rozbicia jedności wspólnoty.

W tym sensie grzech, ale także przebaczenie oraz pojednanie ma wpływ nie tylko na nasze prywatne życie, ale także na życie wspólnoty. Dlatego też, nasz własny grzech oraz brak naszego przebaczenia nie jest jedynie naszą prywatną sprawą, ale jest także sprawą całej wspólnoty.

Wspólnota chrześcijańska, w więc także i nasza wspólnota, ma za zadanie objawianie zamysłu Bożego wobec całego świata poprzez życie zgodne z nauką Jezusa, szczególnie poprzez utrzymywania i ciągłe pogłębianie wzajemnych więzi, poprzez ciągłe wzmacnianie jedności wspólnoty. Jest to także sposób świadczenia o miłości Bożej i pociągania ludzi do Boga, czyli jest sposobem gromadzenia ludzi w Lud Boży, jest sposobem rozszerzania i realizowania Królestwa Bożego.

Módlmy się o to, abyśmy wszyscy jako indywidualne osoby, ale także jako wspólnota, byli wierni miłości, jaką obdarzył nas Jezus, abyśmy swoim życiem, swoimi słowami i czynami nie rozbijali wspólnoty, ale pogłębiali jej jedność i w ten sposób ukazywali innym ludziom pragnienie Boga oraz współpracowali w jego realizacji.

XXII niedziela zwykła (rok A)

W dzisiejszej Ewangelii widzimy niezbyt często spotykany widok rozgniewanego Jezusa. Dlaczego Jezus rozgniewał się na Piotra do tego stopnia, że nazwał go szatanem, czyli kusicielem?

Odciągając Jezusa na bok i mówiąc Mu, że ani cierpienie, ani śmierć nie mogą się Mu przydarzyć, Piotr przede wszystkim wyraził swoją troskę o Mistrza, pragnienie, aby On nie cierpiał. Ponadto Piotr potwierdził wiarę w to, że Jezus jest Mesjaszem oraz Synem Boga. Ponieważ już niejednokrotnie widział moc Jezusa, był przekonany, że Jezus pokona swoich wrogów i zostanie królem Izraela. Był także pewny, że Syn Boży, który wiernie służy Bogu, jest przez Niego chroniony w szczególny sposób i dlatego nikt nie może wyrządzić Mu żadnej krzywdy.

Pomimo tego, że jeszcze przed chwilą wiara Piotra była pochwalona, tym razem zostaje On nazwany szatanem. Jezus gani Piotra dlatego, że myślenia Piotra, choć pełne dobrych intencji i troski o swego Mistrza, było myśleniem ludzkim, które nie było zgodne z myśleniem Bożym. Piotr nieświadomie kusił Jezusa do zejścia z drogi zgodnej z wolą Boga i do kroczenia drogą ludzkiego rozsądku, ludzkich wartości i przekonań. W ten sposób Piotr zamiast pomagać Mesjaszowi w realizacji Jego misji, nieświadomie przeszkadzał.

Słowa Piotra nie wyrażały jedynie jego osobistego przekonania, ale także przekonanie ówczesnych Izraelitów. Byli oni przekonani, że Mesjasz pokona wszystkich swoich przeciwników, że obejmie władzę i będzie rządził Izraelem oraz okolicznymi narodami. Jednym słowem, byli przekonani, że działalność Mesjasza zakończy się wielkim sukcesem.

Jezus, który znał pragnienie Boga Ojca, wiedział, że nie wymaga On od swojego Syna tego rodzaju sukcesu. To, co Bóg wymaga, to wierność, wierności miłości Bogu, wierność otrzymanej od Boga misji. Jezus wiedział, że gdy będzie żył zgodnie z wolą Boga Ojca, czyli kiedy będzie kochał każdego napotkanego człowieka, także tego, który czuł do Niego wrogość i pragnął Jego zguby, to na pewno spotka go wiele cierpień, a nawet zostanie zabity. Jednak wierzył, że Bóg zrealizuje swój plan zbawienia i w tym sensie pokona wszelkie zło, ponieważ posiada On moc wyprowadzenia z tego największego zła, jakim będzie Jego cierpienie oraz śmierć, największego dobra, jakim jest odkupienie człowieka.

Nasze myśli są bardzo często całkiem inne niż myśli Boga. Nie myślimy w kategoriach miłości i wierności, ale w kategoriach własnego zysku i straty, w kategoriach sukcesu i porażki. Z tym że najczęściej za sukces uważamy realizację swoich pragnień, marzeń, ambicji czy też oczekiwań. Brak realizacji naszych pragnień uważamy za porażkę. Do czego wiedzie takie życie?

Ponieważ bardzo często sukces jednego człowieka oznacza porażkę innego, takie życie nierzadko wiedzie do rywalizacji, czy wręcz walki człowieka z człowiekiem. To z kolei oznacza zadawanie sobie wzajemnie bólu i cierpienia. Poza tym taka walka jest całkowicie bezsensowna, ponieważ w momencie śmierci wszyscy bez wyjątku utracimy wszystko, co zdołamy zdobyć, czyli odniesiemy całkowitą porażkę.

Śmierć krzyżowa Jezusa ukazuje nam prawdę, że do życia wiecznego, czyli do prawdziwego szczęścia nie wiodą nasze sukcesy, ale wierność miłości Boga. Święta Matka Teresa z Kalkuty wyraziła tą prawdę słowami: „Nie jesteśmy wezwani do sukcesu, ale do wierności.”

Z pewnością wierność miłości do Jezusa nie jest w tym świecie łatwą sprawą. Wierność ta często wymaga rezygnacji z wielu własnych przekonań i różnorodnych przyzwyczajeń, które dają nam pewne poczucie stabilności, czy też poczucie bezpieczeństwa. Z całą pewnością wierność ta wymaga rezygnacji z przekonania, że najważniejszą sprawą w życiu jest realizacja własnych pragnień. Wierność ta oznacza całkowitą zmianę kryterium naszych wyborów, zmianę sposobu życia. Ten proces przemiany jest tak bardzo bolesny, że Jezus nazywa go „niesieniem krzyża”. Jeśli będziemy wiernie nieść ten krzyż, czyli stopniowo odrywać się od ludzkiego sposobu myślenia i postępowania, to z pewnością utracimy sposób życia, do którego tak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni. Utracimy życie, które znamy. W tym sensie „umrzemy”, ale jednocześnie narodzimy się na nowo, staniemy się nowym człowiekiem, czyli dzieckiem Boga, jakiego On pragnie. Staniemy się drugim Chrystusem.

Módlmy się o to, abyśmy w każdej sytuacji, szczególnie w rozwiązywaniu rozmaitych problemów i w podejmowaniu ważnych decyzji, mieli odwagę kierować się myśleniem Boga, które ukazuje nam nauka oraz sposób życia Jezusa. Módlmy się także o to, aby wierność Bogu i miłości, którą On nas obdarzył, była zawsze ważniejsza niż zdobycie jakiejś rzeczy, czy też odniesienie innego sukcesu.

Dziewiętnasta Niedziela zwykła

Dzisiejsza Ewangelia przedstawia Apostołów, którzy na polecenie Jezusa przeprawiają się na drugi brzeg. Podczas tej przeprawy zmagają się z przeciwnym wiatrem. Jezusa nie było w łodzi, ponieważ został na brzegu. Apostołowie niemalże przez całą noc o własnych siłach musieli zmagać się z przeciwnym wiatrem. Jezus przyszedł do nich dopiero nad ranem. Jednak Jego pojawienie się nie od razu rozwiązało problem. A nawet początkowo pogłębiło ich lęk. Ponieważ Apostołowie nie rozpoznali zbliżającego się do nich Jezusa, myśleli, że była to zjawa, czyli coś jeszcze bardziej groźnego, niż wiatr i miotające nimi fale. Przejęci lękiem zaczęli krzyczeć. Dopiero wtedy Jezus przemówił do nich i zaczął ich uspokajać. Jednak ciągle nie uciszył wiatru.

Nie wiemy, jaka była reakcja innych Apostołów na słowa Jezusa, ale Piotr zaufał Jezusowi na tyle, aby odważyć się wyjść z łodzi, która była jego schronieniem przed wiatrem i falami, i zacząć iść w kierunku Jezusa. Jednak już wkrótce okazało się, że jego wiara była ciągle bardzo słaba. Przy pierwszym większym podmuchu, Piotr przeląkł się, oderwał wzrok od Jezusa i zaczął tonąć. Na szczęście Jezus był w pobliżu i Piotr wezwał Jego pomocy. Na wezwanie Piotra Jezus wyciągnął Piotra z głębin i zaprowadzi go do łodzi. Wiatr ustał, dopiero gdy Jezus wraz z Piotrem weszli do łodzi.

Doświadczenie to doprowadziło Apostołów do poznania tego, Kim naprawdę był Jezus. Gdy Jezus wszedł do łodzi, upadli przed Nim na kolana i wyzwali swą wiarę słowami: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym.”

Przeprawa Apostołów przez Jezioro w wyznaczonym przez Jezusa celu jest niewątpliwie symbolem naszego chrześcijańskiego życia. Natomiast przeciwny wiatr, który utrudniał tą przeprawę, jest symbolem wszelkich trudności, jakie napotykamy w naszym życiu.

Myślę, że podobnie jak Apostołowie, także my wtedy, kiedy napotykamy na jaki problem, który utrudnia nam realizację misji, jaką otrzymaliśmy od Jezusa. Instynktownie pragniemy od niego uciec lub rozwiązać go własnymi siłami. A kiedy sami nie możemy tego uczynić, prosimy Boga o pomoc.

Z pewnością Bóg nie zsyła na nas żadnych trudności, zmartwień, kłopotów, problemów, czy też wszelkich innych cierpień. Wprost przeciwnie pragnie nas od nich wybawić. Jednak dopuszcza do tego, abyśmy cierpieli i nie zawsze wyzwala nas z cierpień, tak szybko i w taki sposób jakbyśmy tego pragnęli. Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam jeden z powodów takiego działania Boga.

Bóg dopuszcza, abyśmy napotykali różnorodne trudności i z ich powodu cierpieli między innymi dlatego, że cierpienia mogą stać się dla nas miejscem, gdzie naprawdę spotkamy Boga, gdzie może wzrosnąć nasza miłość i ufność do Niego. Poprzez to doświadczenie nasza więź z Bogiem może zostać pogłębiona bardziej niż poprzez wszelkie poznanie czysto intelektualne. Czyli skutek przyjęcia cierpienia i wytrwania w nim z wiarą w miłość, moc i wierność Boga, może być znacznie większym dobrem, niż samo zlikwidowanie cierpienia.

Ostatecznie wszystkie problemy, trudności, zmartwienia oraz wszelkie inne cierpienia, które doświadczamy, są bezpośrednio lub pośrednio powiązane z niewłaściwą relacją ludzi do Boga i z życiem człowieka niezgodnym z wolą Boga. Całkowite wyzwolenie ze wszystkich kłopotów, zmartwień i innych cierpień nastąpi dopiero wtedy, kiedy ta relacja zostanie udoskonalona, czyli wtedy, kiedy w pełni zostanie zrealizowane Królestwo Boże. Do tego czasu rzeczywistość, w której żyjemy, będzie wypełniona złem i cierpieniem.

Jak długo żyjemy w tej rzeczywistości, musimy pamiętać o tym, że żadne zło, które doświadczamy, nie jest złem absolutnym. Wiele problemów możemy rozwiązać dzięki sile, którą już otrzymaliśmy od Boga. Niektóre trudności będą przekraczały nasze siły. Jednak niezależnie od wielkości napotykanych trudności, czy też innego zła, dzięki działaniu samego Boga, żadne zło nie jest w stanie nas zniszczyć. Co więcej, możemy je wykorzystać do uzdrowienia oraz pogłębienia naszej relacji z Bogiem. W tym celu podobnie jak Piotr, który ufając Jezusowi opuścił łódź i zaczął iść w kierunku Jezusa, musimy ufać słowu Jezusa i postępować zgodnie z Jego nakazami w każdej sytuacji. Nawet jeżeli upadniemy, ta nasza decyzja zaufania Jezusowi oraz podjęta próba realizacji Jego słowa, z całą pewnością wzmocni nasze zaufanie do Niego oraz pogłębi naszą jedność.

Módlmy się o cierpliwość, wiarę i zaufanie do Boga, abyśmy zgodnie z Jego wolą potrafili wytrwać w różnych cierpieniach, abyśmy spotkali w nich Pana i potrafili zbliżyć się do Niego.

Osiemnasta Niedziela zwykła (A)

W dzisiejszym pierwszym czytaniu usłyszeliśmy słowa proroka Izajasza. „Czemu wydajecie pieniądze na to, co nie jest chlebem? I waszą pracę – na to, co nie nasyci?” (Iz55,2) Pomimo tego, że prorok Izajasz wypowiedział te słowa ok. 2700 lat temu, są one ciągle aktualne. Także dzisiaj wielu ludzi pracuje ciężko, aby zaspokoić swoje pragnienia, jednak nie tylko ich nie zaspokajają, ale nawet niejednokrotnie wyrządzają sobie krzywdę.

Myślę, że jedną z przyczyn takiego stanu jest fakt, że większość ludzi nawet nie zastanawia się nad tym, czego w rzeczywistości pragną, ani tym bardziej skąd biorą się ich pragnienia i co one oznaczają.

Zastanówmy się pokrótce nad problemem naszych pragnień.

Najpierw musimy uświadomić sobie, że każdy człowiek ma różnorodne, rzeczywiste potrzeby. Istnieją potrzeby naszego ciała, czyli potrzeby fizyczne. Istnieją potrzeby naszej psychiki, czyli potrzeby psychiczne, Istnieją także potrzeby naszej duszy, czyli potrzeby duchowe. Kiedy wszystkie potrzeby są zaspokojone, człowiek odczuwa równowagę fizyczną, psychiczną oraz duchową. Równowaga ta jest odczuwana, jako stan szczęśliwości.

Kiedy jakaś potrzeba przestanie być zaspokojona, ta równowaga zostaje naruszona. Stan zaburzonej równowagi jest jakby stanem chorobowym naszego organizmu i może być groźny dla życia fizycznego, psychicznego albo życia duchowego człowieka.

Bardzo często nasz organizm przywraca zaburzoną równowagę bez udziału naszej świadomości. Jednak, kiedy nie jest w stanie tego uczynić, wysyła nam różne sygnały i informuje nas o naruszeniu tej równowagi. Czasami takie sygnały, jak na przykład odczuwane zmęczenie, senność, głód, czy też pragnienie (suchość gardła) są bardzo łatwe do odczytania. Jednak bardzo często może to być jedynie poczucie jakiegoś braku, nieokreślone pragnienie czegoś, albo jakiś ból fizyczny, smutek, lęk, poczucie samotności. Ponieważ sygnały te nie tylko informują człowieka o naruszeniu równowagi organizmu, ale także powodują pewne cierpienie, przymuszają człowieka do działania w celu zaspokojenia niezaspokojonej potrzeby.

Aby człowiek był w stanie odczytywać wysyłane przez nasz organizm sygnały prawidłowo, a tym samym mógł rozpoznać to, jaka potrzeba wymaga zaspokojenia, musi dobrze poznać samego siebie, musi poznać swoją naturę. Niestety większość ludzi nie podejmuje tego trudu i z tego powodu bardzo wielu ludzi nie ma pojęcia, czego naprawdę potrzebują.

Nasze pragnienia są przeważnie jedynie naszą interpretacją sygnałów wysyłanych przez nasze ciało, naszą psychikę oraz naszą duszę. Dlatego właśnie ludzie, którzy nie są w stanie prawidłowo odczytywać tych sygnałów, bardzo często pragną rzeczy, które nie są stanie zaspokoić ich rzeczywistych potrzeb, a co gorsze niejednokrotnie pragną rzeczy, które im szkodzą. W praktyce bardzo często ludzie pragną nie tego, co może zaspokoić ich potrzeby, ale tego, co sprawia, że przez pewien czas nie odczuwają cierpienia, które jest spowodowane niezaspokojeniem jakiejś potrzeby. Działanie takie przypomina ograniczanie się do zażywanie środków przeciwbólowych i zaniechanie zażywania lekarstw, które mogłyby uleczyć chorobę, która ten ból powoduje.

Najprawdopodobniej człowiek postępuje w ten sposób nie tylko dlatego, że szkoda mu czasu na poznanie swoich prawdziwych potrzeb, ale dlatego, że podświadomie przeczuwa, że nawet gdyby poznał swoje prawdziwe potrzeby, to i tak nie byłby w stanie ich zaspokoić.

Prorok Izajasz zwraca się właśnie do tak postępujących ludzi. Jednak nie poprzestaje na ukazaniu bezsensu takiego postępowania. Prorok przekazuje wezwanie Boga do zaufania Mu i postępowania zgodnie z Jego słowami. Przekazuje także Bożą obietnicę zaspokojenia wszystkich potrzeb człowieka. Bóg posłał do nas swojego Jednorodzonego Syna właśnie w tym celu, aby wypełnić tą obietnicę.

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje Jezusa, kiedy w cudowny sposób zaspokoił głód ponad pięciotysięcznego tłumu. W rzeczywistości Jezus dał tym ludziom znacznie więcej pokarmu, niż tego potrzebowali. W ten sposób Jezus ukazał, że Bóg Ojciec nie tylko zna wszystkie nasze potrzeby, ale także pragnie je zaspokoić. Co więcej, Jezus ukazał, że sam jest obiecanym Chlebem życia, poprzez który Bóg Ojciec zaspakaja głód i pragnienie, czyli wszystkie potrzeby człowieka w sposób przekraczający wszelkie jego wyobrażenia oraz oczekiwania.

W celu spełnienia tej misji Syn Boży stał się człowiekiem i wydał siebie samego w ręce grzeszników.  Nie było to jednorazowe wydarzenie. Obecnie podczas każdej Mszy Świętej, Syn Boży Jezusa Chrystus, pod postacią Chleba i Wina,  wydaje siebie samego w nasze ręce.

Każdy człowiek, który poprzez przyjęcie Komunii Świętej, przyjmuje żywego Jezusa Chrystusa, a następnie żyje zgodnie z Jego słowem, pogłębia swoją jedność z Jezusem. Ponieważ Jezus jest doskonale zjednoczony z Bogiem Ojcem, człowiek ten jednocześnie pogłębia swoją jedność z Bogiem Ojcem oraz Duchem Świętym.

W ten sposób, że dzięki Jezusowi Chrystusowi, każdy człowiek może odpowiedzieć na przekazane przez proroka Izajasza wezwanie Boga. Może przyjąć dar, który zaspokaja wszystkie potrzeby człowieka, czyli może przyjąć samego Boga.