Czwarta Niedziela Wielkiego Postu

Zanim Jezus uleczył niewidomego od urodzenia człowieka, apostołowie zadali mu następujące pytanie. «Rabbi, kto zgrzeszył, że się urodził niewidomy – on czy jego rodzice?»

Zazwyczaj człowiek jest przyzwyczajony do cierpień, które codziennie doświadcza w swoim życiu i cierpienia te nie stanowią dla niego większego problemu. Jednak, kiedy napotka cierpienia, których się nie spodziewał, które przerastają nawet jego wyobrażenie, wtedy, podobnie jak apostołowie, poszukuje ich sensu, usiłuje odnaleźć ich przyczynę.

Z całą pewnością takie usiłowania są sensowne w przypadku, kiedy doświadczane cierpienie jest konsekwencją naszego własnego błędu lub popełnionego przez nas grzechu, ponieważ wtedy możemy wyeliminować to cierpienie z naszego życia poprzez skorygowanie naszego postępowania.

Jednak bardzo często człowiek doświadcza cierpień, które nie są wynikiem jego postępowanie. Cierpienia te mogą być wynikiem złego postępowania innych ludzi. Mogą być wynikiem działania różnorodnych sił naturalnych jak np. trzęsienie ziemi lub tajfun. Mogą być skutkiem zwykłego nieszczęśliwego wypadku, czy też innego przypadku.

Oczywiście zawsze powinniśmy robić wszystko, co możliwe, aby bronić się przed takim cierpieniem. Jednak takie usiłowania są bardzo ograniczone, ponieważ przyczyna tego cierpienia nie jest zależna od nas.

Jednak nie oznacza to, że jesteśmy całkowicie bezsilni wobec takiego cierpienia. Konsekwencja takiego niepożądanego doświadczenia zależy od tego, jak zareagujemy na to doświadczenie.

W odpowiedzi na pytanie apostołów Jezus najpierw stwierdził, że cierpienie to nie jest skutkiem działania tego człowieka. Następnie dodał, że jego celem jest ukazanie się chwały Bożej w życiu tego człowieka.

Słowa Jezusa nie oznaczają tego, że Bóg dał temu człowiekowi cierpienie, jakim było jego ślepota w tym celu, aby ukazać swoją chwałę, czy też, aby uczynić coś dobrego. Katechizm Kościoła Katolickiego bardzo wyraźnie nas poucza, że Bóg jest Dobry i że nie ma nic wspólnego ze złem, ani w sposób bezpośredni, ani nawet w sposób pośredni. Innymi słowami Bóg nigdy nie używa złych środków, takich jak np. choroba człowieka, trzęsienia ziemi, czy też wszelkie inne nieszczęśliwe wypadki, w celu osiągnięcia dobrych celów.

Słowa Jezusa oznaczają to, że także w cierpieniu Bóg jest z nami i że daje nam siłę, dzięki której możemy przemienić doświadczane zło w dobro. Jeżeli także w cierpieniu będziemy otwarci na łaskę Boga i na Jego działanie, to wtedy jeszcze głębiej poznamy moc jego miłości, sami będziemy w stanie wzrastać w miłości i będziemy w stanie pogłębić naszą relację miłosną relację z Bogiem. Właśnie w ten sposób ukaże się w nas chwała Boża.

Właśnie taką postawę ukazywał Jezus przez całe swoje życie. Najwyraźniej widać to w czasie Jego Męki. Męka oraz śmierć Jezusa na krzyżu była największym złem, jakie wydarzyło się w historii człowieka, była największym grzechem, jaki człowiek kiedykolwiek popełnił. Ponieważ Jezus także podczas tak wielkiego cierpienia ufał Bogu i był Mu wierny, był w stanie przemienić doświadczane zło w dobro, jakim jest zbawienie rodzaju ludzkiego.

Z całą pewnością bardzo często wielkie cierpienie sprawia, że człowiek zamyka się w sobie, staje się bardziej egoistycznie, wpada w rozpacz, traci poczucie sensu życia, a nawet siły, które potrzebuje do życia.

Jednak my chrześcijanie dzięki mocy, którą daje nam Jezus, możemy uniknąć tego niebezpieczeństwa. Co więcej, możemy doświadczane cierpienia przemienić w dobro. Jeżeli także podczas cierpienia będziemy otwarci na działanie Boga i będziemy wiernie kroczyć za Jezusem, to z całą pewnością doświadczymy mocy miłości Boga i naszą relację z Bogiem zostanie pogłębiona. Innymi słowami, żadne cierpienie nie będzie w stanie oderwać nas od tego, co w życiu jest najważniejsze, czyli od miłości Boga, ale stanie się okazją do pogłębienia tej miłosnej relacji.

Módlmy się o to, aby Jezus Chrystus, który jest Światłem świata, oświecał nasze drogi także w ciemnościach, jakim jest wielkie cierpienie, abyśmy mogli kroczyć drogami, które przygotował dla nas Bóg, tak abyśmy byli w stanie przemienić nasze cierpienie w dobro, abyśmy byli coraz obficiej przyjęli życie i miłość Boga, tak abyśmy mogli dzielić się tymi darami z innymi ludzi.

 

Siódma niedziela zwykła

Niezależnie od tego, w jakim kraju, czy też, w jakiej rodzinie urodzi się człowiek, od urodzenia pragnie miłości. Pragnienie kochania innej osoby oraz bycia kochanym przez inną osobę jest naszym najgłębszym pragnieniem. Nie jest to dziwne, ponieważ zostaliśmy stworzeni w tym celu, aby żyć w miłości. Miłość jest jedynym stanem, w którym jesteśmy naprawdę szczęśliwi. Nawet jeżeli człowiek nie zna tej prawdy i nie uświadamia sobie tego pragnienia w pełni, ma ono bardzo duży wpływ na jego życie, ponieważ jest bardzo głęboko wpisane w jego naturę. Problemem człowieka nie jest brak pragnienia miłości, ale brak znajomości tego, czym miłość jest naprawdę.

Zwykle staramy się zdobyć to, co poznaliśmy poprzez własne doświadczenia lub od innego człowieka i co uznaliśmy za dobre dla nas. Niestety bardzo często to, co ludzie poznają, jako miłość i co nazywają miłością, ma niewiele z nią wspólnego, a niejednokrotne jest jej przeciwieństwem.

W drugiej części dzisiejszej Ewangelii Jezus mówi, o miłości, którą zwykle doświadczamy w swoim życiu i którą ludzi najczęściej żyją. Jest to miłość warunkowa. Kochający tak człowiek spełnia pragnienia drugiej osoby, jedynie w zamian za coś, co sam pragnie.

Już od dziecka jesteśmy kochani za to, że jesteśmy uroczymi, czy też dobrymi dziećmi. Jesteśmy kochani za to, że dobrze się uczymy, czy też za to, że mamy specjalne zdolności. Jesteśmy kochani za to, że mamy dobre wykształcenie, dużo pieniędzy, że jesteśmy ładni, przystojni, mamy władzę itd. Na podstawie takiego doświadczenia także i my kochamy ludzi, których lubimy, czyli tych, którzy spełniają nasze pragnienia. Usiłujemy zdobyć miłość ludzi tych ludzi, poprzez spełnianie ich pragnień.

Ponieważ taka miłość spełnia niektóre pragnienia człowieka, może być źródłem radości, a nawet dawać poczucie bycia szczęśliwym. Jednak ponieważ nie jest miłością, dla jakiej zostaliśmy stworzeni, nie może zaspokoić pragnienia naszego serca, a przez to nie może dać nam pełni szczęścia.

Poza tym takiej warunkowej miłości zawsze towarzyszy niepokój i strach. Obawiamy się tego, że gdy tylko przestaniemy spełniać warunki, które stawia kochająca nas osoba, ta osoba przestanie nas kochać. W takiej sytuacji nie możemy w pełni cieszyć się tą miłością, nie możemy być naprawdę wolnymi, nie możemy być sobą. Zawsze musimy uważać, aby nie zawieść oczekiwań osoby, która nas kocha miłością warunkową. Sami także nie pozwalamy drugiemu człowiekowi być sobą, być wolnym, ponieważ ciągle domagamy się, aby ta osoba spełniała nasze oczekiwania.

Ponieważ istotą takiej miłości jest wzajemne spełnianie pragnień, pogłębia ona egoizm człowieka, czyli coraz bardziej zamyka jego serce, ale także bardzo często prowadzi do wzajemnego uzależnienie dwóch osób. A to uzależnienie, pomimo tego, że nazywane jest za miłością, jak każde inne uzależnienie, jest destruktywne dla tych osób.

Wydaje się, że większość ludzi jest przekonanych, że istnieje jedynie taka miłość i że człowiek może kochać tylko taką warunkową miłością. Jednak Jezus poucza nas, że jesteśmy w stanie kochać doskonale, jesteśmy w stanie kochać tak, jak kocha sam Bóg, „który sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi” i który „zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych”. Czyli możemy kochać całkowicie bezwarunkowo. W rzeczywistości jesteśmy stworzeni właśnie dla takiej miłości. Tylko taka miłość może spełnić w pełni pragnienia naszego serca, ponieważ tylko taka bezwarunkowa miłość może doprowadzić do jedności dwóch osób, może doprowadzić do jedności człowieka z Bogiem.

Jezus nie tylko pouczył nas, że człowiek może kochać tak, jak kocha Bóg, ale sam żył w pełni taką miłością. Poprzez swoje życie Jezus nie tylko ukazał nam piękno i wspaniałość miłości, dla której jesteśmy stworzeni, ale także umożliwił ludziom doświadczenie tej miłości.

Ponieważ swoją miłością Jezus pokonał śmierć, Jezus żyje także teraz i także teraz kocha bezwarunkowo wszystkich ludzi. Dlatego też możemy być pewni, że każdy człowiek, który zbliży się do Jezusa z otwartym sercem, z pewnością doświadczy miłości, której pragnie w głębi swojego serca. Jeżeli natomiast człowiek ten będzie kroczył drogą, którą wskazuje Jezus, stopniowo przyjmie tą miłość i jego życie zostanie przemienione. Zostanie on wyzwolony z egoizmu, jak również ze wszystkich lęków, obaw oraz innych zniewoleń i stanie się zdolny do bezinteresownej miłości.

Módlmy się o to, aby coraz więcej ludzi doświadczyło i przyjęło bezwarunkową miłość Boga, którą daje nam Jezus.

Módlmy się o to, aby mieli odwagę kochać bezwarunkowo, czyli tak, jak kocha sam Bóg, a poprzez tę miłość zjednoczyć się z Bogiem i żyć w Jego miłości na wieki.

Szósta niedziela w okresie zwykłym

W dzisiejszej Ewangelii Jezus stwierdza, że nie przyszedł w tym celu, aby znieść Prawo, ale w tym celu, aby to Prawo wypełnić. Aby zrozumieć te słowa Jezusa, musimy przypomnieć sobie podstawową prawdę dotyczącą człowieka.

Człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Jednak nie oznacza to, że jesteśmy tacy sami jak Bóg, a jedynie to, że pomimo nieograniczonej różnicy, jaka istnieje pomiędzy Stwórcą oraz stworzeniem, człowiek rzeczywiście ma elementy wspólne z Bogiem.

Człowiek ma nieśmiertelną duszę, dzięki której, pomimo tego, że w przeciwieństwie do Boga, istnienie człowieka ma początek, jego istnienie, podobnie jak Bóg, nie ma końca.

Człowiek ma wolną wolę, dzięki której podobnie jak Bóg może kochać. Zdolność do miłości, jest największą zdolnością człowieka. Dzięki tej zdolności możemy łączyć się z innymi ludźmi, a nawet z samym Bogiem. Co więcej, poprzez udoskonalenie tych więzów miłości możemy zjednoczyć się z drugim człowiekiem, a nawet z samym Bogiem. Właśnie to miłosne zjednoczenie z Bogiem jest celem stworzenia człowieka na Jego obraz i Jego podobieństwo.

Pomimo tego, że Bóg przygotował dla człowieka tak wspaniały cel, człowiek zapragnął nie tylko zjednoczyć się z Bogiem, ale stać się równy Bogu. W celu zrealizowania tego pragnienia zignorował pragnienie Boga i zaczął kroczyć własną drogą. Poprzez sprzeciwienie się Bogu, człowiek nie osiągnął upragnionego celu, ale wprost przeciwnie oddalił się od niego. Zamiast stać się podobnym do swojego Stworzyciela, stał się podobnym do swojego kusiciela, diabła.

Na szczęście, Bóg nie zrezygnował ze swojego zamiaru wobec człowieka. Stan upadku człowieka uczynił punktem wyjścia i zaczął dawać mu wskazówki, aby człowiek mógł wzrastać i stopniowo przybliżać się do celu, który wyznaczył Bóg. Ten proces prowadzenia i wychowywania człowieka przez Boga, jest zapisany na kartach Pisma Świętego.

Ludzi, którzy wyrządzali innym szkodę większą, niż sami doznali, Bóg pouczał ograniczyć się jedynie do wyrównania krzywdy.

Tych, którzy ranili lub zabijali drugiego człowieka, Bóg wzywa do zaprzestania czynienia tego zła.

Ludzi, którzy zaprzestali wyrządzać innym szkód fizycznych, Bóg wzywał do zaprzestania, zadawania szkód psychiczny, czyli zaprzestania pomówień, oczerniania, plotkowania.

Ludzi, którzy już nie wyrządzali krzywdy bliźnim, Bóg wzywał do czynienia dobra dla drugiego człowieka. Następnie Bóg wzywa do czynienia dobra nie tylko dla tych, którzy nic dobrego dla nas nie uczynili, ale także dla tych, którzy wyrządzili nam jakąś krzywdę. Innymi słowami Bóg wzywa człowieka do miłowania swoich nieprzyjaciół, do bycia miłosiernym, jak miłosierny jest sam Bóg.

Ostatnim etapem tej drogi wzrostu, było oddanie swojego życia dla dobra drugiego człowieka.

Jezus Chrystus doskonale wypełnił Prawo w tym sensie, że osiągnął cel. Ku któremu Bóg prowadził człowieka za pomocą Prawa. Obecnie, poprzez poznanie Jezusa, możemy poznać wspaniałość tego celu.

Pomimo tego, że Jezus doskonale zrealizował Prawo, wcale go nie zniósł. Innymi słowami, wszystkie nakazy i wszystkie wskazówki, które Bóg dał człowiekowi w Prawie, są ważne także teraz.

Pomimo tego, że wszyscy ludzi posiadają tę samą naturę, rodzą i wychowują się w odmiennych warunkach, posiadają odmienne doświadczenia, posiadają inne zrozumienie rzeczywistości, odmienny system wartości. W konsekwencji tego ludzie żyją na wiele różnych sposobów. Są ludzie, którzy czynią dobro dla innych, ale są także ludzi, którzy krzywdzą lub nawet zabijają innych dla własnego zysku. Pomimo tych różnic, wszyscy ludzie są powołani do takiego życia, jakie objawił nam Jezus, czyli do życia w doskonałej miłości.

Każdy człowiek, który jeszcze tego celu nie osiągnął, czyli człowiek, który jeszcze nie żyje tak, jak żył Jezus, powinien przede wszystkim poznać swój obecny stan, szczególnie swoje obecne miejsce na drodze ku doskonałej miłości. Następnie powinien poświęcić wszystkie swoje siły, aby żyć zgodnie z przykazaniem, które wskazuje następny etap, na tej drodze do doskonałości, czyli starać się żyć zgodnie z przykazaniem, które wskazuje następny krok, jaki musi uczynić, aby przybliżyć się do ukazanego przez Jezusa sposobu życia. W ten sposób człowiek ten będzie mógł stopniowo wzrastać w miłości.

Taki wysiłek osobisty jest bardzo ważny, ale w osiągnięciu doskonałości, decydujące jest działanie Boga. Dlatego też człowiek nigdy nie powinien zapominać o modlitwie, o ciągłym otwieraniu się na łaskę Boga i przyjmowaniu Jego działania.

Módlmy się o to, abyśmy byli ciągle otwarci na miłość Boga, i abyśmy poprzez kroczenie za Jezusem nauczyli się żyć, tak jak wymaga tego od nas Bóg nasz Ojciec.

Módlmy się także o to, abyśmy poprzez takie życie mogli ukazać innym ludziom pragnienie Boga oraz Jego wspaniały plan, jaki przygotował dla wszystkich ludzi.

Piąta niedziela zwykła

Jezus Chrystus wielokrotnie wzywał ludzi do zaprzestania krzywdzenia innych ludzi, jak również do pomagania innym osobom, czyli do zaprzestania czynienia zła i czynienia dobra.

W jakim celu mamy unikać czynienia zła i czynić to dobro?

Wydaje mi się, że bardzo wielu chrześcijan jest przekonanych, że powinni unikać zła i czynić dobro w tym celu, aby w tym życiu uzyskać błogosławieństwo Boga, a po śmierci uzyskać nagrodę, którą jest zbawienie.

Jednak, Jezus nauczał nas, że Bóg kocha wszystkich ludzi bezwarunkowo i błogosławi zarówno tym, którzy czynią dobro, jak i tym, którzy czynią zło. Jezus nauczał także, że zbawienie nie jest nagrodą za dobre uczynki, ale jest darmowym darem Boga. Wszystko, co musimy zrobić, aby uczestniczyć w zbawieniu, to otworzyć swoje serce i przyjąć ten dar.

W takim razie, w jakim celu mamy unikać zła i czynić dobro?.

Są ludzie, którzy są przekonani, że jeżeli tylko będą dobrzy dla innych ludzi, to ci ludzie będą dobrzy dla nich. Myślę, że nawet nie musimy przypominać sobie to, jaką zapłatę otrzymał Jezusa oraz wielu innych świętych od ludzi, dla których czynili dobro, ale wystarczy przypomnieć sobie swoje własne doświadczenie, aby stwierdzić, że takie oczekiwanie jest nierealistyczne. W rzeczywistości jest bardzo wielu ludzi, którzy nie tylko nie wyrażają wdzięczności za otrzymane dobro, ale starają się maksymalnie wykorzystać osobę, która czyni dla nich dobro, a kiedy osoba ta nie spełnia ich oczekiwań, to zwracają się przeciwko tej osobie.

Na pytanie o to, w jakim celu Jezus wzywał ludzi do czynienia dobra odpowiada sam Jezus. W dzisiejszej Ewangelii Jezus wyraża swoje pragnienie, tymi słowami. „Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie”. Sens tych słów Jezus ukazał nam swoim życiem.

Ponieważ Jezu kochał ludzi pragnął wyzwolić ich z cierpienia i obdarzyć szczęściem.  Ewangelie pokazują, że Jezus bez oszczędzania czasu, czy też ani energii, poświęcał całe swoje życie, aby pomagać jak największej ilości ludzi. Jednak nie był On w stanie uleczyć wszystkich. Nie był w stanie wszystkich nakarmić. Przynajmniej niektórzy z tych, których uleczył, znowu zachorowali. Ci, których nakarmił, znowu zgłodnieli. Wszyscy ostatecznie umarli.

Gdyby leczenie i karmienie ludzi, jak również rozwiązywanie wielu innych problemów ich codziennego życia było sposobem Jezusa na wyzwolenie ludzi z cierpienia i obdarzenie ich szczęściem, można by powiedzieć, że Jego działalność zakończyła się niepowodzeniem, a właściwie już od początku nie było żadnej nadziei na odniesienie sukcesu

Aby uleczyć chorego człowieka nie wystarczy zlikwidować symptomy jego choroby, ale należy zlikwidować jej przyczynę. Choroby, głód oraz wszelkie inne cierpienia, których doświadcza człowiek, to jedynie symptomami problemu człowieka. Ostateczne źródłem wszystkich cierpień człowieka oraz jego nieszczęścia jest jego nieznajomość Boga oraz brak dobrej relacji z Bogiem.

Jezus wiedział, że może naprawdę pomóc cierpiącym ludziom tylko poprzez zlikwidowanie tego korzenia nieszczęść człowieka, czyli poprzez doprowadzenie człowieka do miłosnej relacji z Bogiem. Właśnie dlatego swoimi słowami, swoimi czynami, a nawet swoją śmiercią Jezus przede wszystkim objawiał to, kim jest Bóg. Objawiał miłość Boga oraz pomagał ludziom doświadczyć to, że Bóg kocha ich osobiście i pragnie żyć w miłosnej relacji z nimi. Ponieważ Jezus objawił nam Boga w sposób doskonały, stał się prawdziwym światłem tego świata i solą tej ziemi. Na przestrzeni 2000 lat wyprowadził z ciemności nieznajomości Boga, z ciemności grzechu i rozpaczy niezliczone rzesze ludzi oraz nadał smak, czyli sens ich życiu.

Jako ludzie, którzy poznali miłość Boga, jesteśmy wezwani do tego, aby podobnie jak Jezus stać się światłem świata oraz solą ziemi, czyli do tego, aby poprzez swoje życie ukazywać ludziom miłość Boga oraz prawdziwy sens życia ludzkiego. Aby zrealizować tą misję, musimy być zawsze otwarcie na miłość Boga, musimy stale pogłębiać naszą relację z Jezusem i być wierni miłości Boga w każdych warunkach i w każdym czasie.

Módlmy się o to, abyśmy naszymi słowami i czynami pomagali ludziom poznać wspaniałość Boga, Jego Miłość i Dobroć, aby zauroczeni Bogiem, mogli oni otworzyć swoje serca, przyjąć Jego miłość i żyć w tej miłości, aby w ten sposób swoim życiem wychwalali Boga i mieli udział w Jego szczęśliwości przez całą wieczność.

Trzecia niedziela zwykła  

Jezus Chrystus rozpoczął realizację misji, którą otrzymał od Ojca słowami: „Nawracajcie się! Przybliżyło się Królestwo Niebieskie”. Także Jan Chrzciciel rozpoczął swoją działalność wymawiając takie same słowa. Jednak pomimo tego, że słowa inaugurujące działalność Jana i Jezusa były takie same, ich znaczenie jest całkowicie inne.

Dla Jana Chrzciciela nadejście Królestwa Bożego oznaczało nadejście Mesjasza, który będzie sądził ludzi. Nauczał on, że ludzie, którzy nie nawrócą się do tego czasu, zostaną bardzo surowo ukarani. Słowa Jana były ostrzeżeniem. Wzbudzały w ludziach lęk.

Nauka Jezusa była całkiem odmienna. Jezus głosił, że Bóg jest miłosiernym Ojcem, który bezwarunkowo kocha wszystkich ludzi, niezależnie od tego, czy są dobrzy, czy też źli. Niezależnie od tego, czy żyją zgodnie z Jego pragnieniem, czy też nie. Nawrócenie człowieka nie jest warunkiem uzyskania Bożej miłości, ale konsekwencją przyjęcia tej miłości.

Ogłaszając nadejście Królestwa Bożego oraz wzywając do nawrócenia, Jezus pouczał o tym, że teraz, wraz z rozpoczęciem Jego działalności, przyjęcie Bożej miłości stało się możliwe i konsekwentnie, także życie zgodne z wolą Bożą stało się możliwe. Słowa Jezusa, pomimo tego, że były takie same jak słowa Jana, nie wzbudzały lęku, ale nadzieję i radość. Właśnie dlatego były Radosną Nowiną.

Oczywiście Jezus wiedział, że ludzie nie uwierzą w prawdę o bezwarunkowej miłości Boga jedynie na podstawie samych słów. Wiedział, że aby ludzie przyjęli Bożą miłość, muszą najpierw jej doświadczyć. Właśnie dlatego tak często przebywał w towarzystwie grzeszników, czyli w towarzystwie ludzi, którzy byli uważani za niekochanych i opuszczonych przez Boga. Jezus nie tylko z nimi przebywał, ale także ucztował z nimi. Dla Żydów wspólny posiłek był wyrazem przyjaźni, zaufania i szacunku. Jezus także leczył chorych. Żydzi uznawali chorobę za karę Boga. Jezus lecząc ludzi, ukazywał, że choroba wcale nie jest zesłaną przez Boga karą. Wprost przeciwnie Bóg pragnie wyzwolić ludzi z wszystkich chorób oraz wszelkich innych cierpień.

Właśnie w ten sposób Jezus objawiał Bożą miłość i umożliwił ludziom doświadczenie tej miłości. Ta miłość Boga, która była widoczna w słowach i czynach Jezusa, oświecała ciemności świata, ciemności życia oderwanego od Boga. Dzięki Jezusowi ludzie mogli nie tylko doświadczyć tej miłości, ale także przyjąć ją i żyć w tej miłości.

Jezus nie poprzestał na osobistym objawianiu miłości Boga. Pragnął, aby to światło, które On przyniósł, rozeszło się na cały świat i oświeciło wszystkich ludzi. Właśnie w tym celu, od samego początku powoływał ludzi, aby stali się Jego uczniami i szli za Nim, czyli aby podobnie jak Jezus, żyli w miłości Boga i swoim życiem objawiali miłość Boga tym, którzy jeszcze jej nie znają. W ten sposób mieli się oni stać światłem świata, które oświeca mroki, w których żyją ludzi i pociągać ich ku Bogu.

Jako chrześcijanie, jako uczniowie Jezusa także my powołani jesteśmy do objawiania miłości Boga, do stania się światłem dla świata. Aby zrealizować tą misję, nie wystarczy poznać głoszoną przez Jezusa prawdę o miłości Boga, ani nawet nie wystarczy uwierzyć w tę prawdę. Przede wszystkim potrzebne jest życie tą prawdą w codziennym życiu. Jednak, żeby żyć tą prawdą, potrzebujemy najpierw doświadczyć miłości Boga i przyjąć ją.

Gdzie możemy doświadczyć tej Miłości Boga? Boża Miłość nie jest niczym ograniczona i można jej doświadczyć wszędzie, w każdym czasie, w każdej możliwej sytuacji. Jednak dla nas chrześcijan najbardziej naturalnym miejscem doświadczania miłości Boga powinna być nasza chrześcijańska wspólnota.

Myślę, że Jezus już od samego początku swojej działalności gromadził wokół siebie uczniów i tworzył wspólnotę, nie tylko w tym celu, aby posłać uczniów na cały świat, ale także po to, aby uczniowie wspierali siebie nawzajem i doświadczali w swojej wspólnocie miłość Boga. W tym sensie stworzenie środowiska, które umożliwia, czy też pomaga w doświadczeniu Bożej miłości, jest głównym zadaniem wspólnot chrześcijańskich, a co więcej jest sensem ich istnienia.

Módlmy się o to, aby wspólnoty chrześcijańskie były naprawdę miejscem, gdzie możemy doświadczyć miłości Boga, a wzmocnieni tym doświadczeniem chrześcijanie, ukazywali Bożą miłość w swoim codziennym życiu i w ten sposób stawali się światłem oświecającym mroki świata.