Boże Narodzenie 2018

W kościele, w którym kiedyś pracowałem był pewien uczeń szkoły podstawowej, który z wielkim przejęciem opowiadał mi o tym, że z telewizji dowiedział się o tym, że Joanna Dark słyszała głos Boga. Później dowiedział się, że także inni ludzie, jak św. Matka Teresa, czy też św. Franciszek z Asyżu słyszeli głos Boga. Chłopak ten powiedział mi, że on także chce usłyszeć głos Boga, tylko nie wie, co ma w tym celu zrobić. Powiedziałem mu, że przede wszystkim musi się wyciszyć oraz, że musi otworzyć nie tylko uszy, ale i serce, że powinien słuchać nie tylko uszami, ale i sercem.
Później dowiedziałem się od mamy tego chłopaka, że był na mnie bardzo zły. Był na mnie zły, ponieważ przez chwilę siedział cicho i próbował słuchać uszami i sercem, ale nic nie usłyszał. Powiedział mamie, że bardzo się rozczarował i poczuł się oszukany przez księdza.
Chłopak ten szczerze wyznał swoje odczucie, swoje rozczarowanie. Ale myślę, że jednocześnie wyraził uczucie wielu innych ludzi, którzy choć odczuwają podobnie, z różnych powodów nie wyrażają swojego uczucia.
Czy przypadkiem także i my nie jesteśmy czasami rozczarowani? Czy przypadkiem nie czujemy się zawiedzeni innymi ludźmi, a może nawet samym Bogiem? Czy w mijającym roku nie było chwil, kiedy czuliśmy się opuszczeni przez Boga, czy wręcz oszukani przez Niego? Czy nie zadawaliśmy sobie pytania o to, dlaczego Bóg milczy, dlaczego nie odpowiada na nasze wezwania, dlaczego w milczeniu przygląda się naszemu cierpieniu?
Ten zarzut wobec wielu ludzi, także wobec księży jest niejednokrotnie całkiem uzasadniony. Ale, czy jest on uzasadniony wobec Boga? Czy rzeczywiście Bóg przygląda się w milczeniu naszym cierpieniom? Czy rzeczywiście nie odpowiada na nasze wezwania? Czy rzeczywiście jest nieobecny? Czy fakt, że nie słyszymy głosu Boga wynika z tego, że On milczy, czy raczej z tego, że to my źle słuchamy?
Przed chwilą usłyszeliśmy biblijną historię narodzenia Jezusa Chrystusa. Jest to stara i dobrze znana historia. Powtarzana jest już od prawie dwóch tysięcy lat. Wielu z nas słyszy ją, co rok już od maleńkości. Jednak pomimo tego, że bardzo dobrze znamy tę historię ciągle chodzimy do kościoła, aby na nowo jej słuchać, a co więcej, aby świętować to wielkie wydarzenie, które ona opisuje.
Dlaczego ta historia jest tak ważna, dlaczego jest tak często powtarzana i nigdy się nie znudzi?
Historia ta jest ważna, ponieważ opisuje ona odpowiedź Boga na wezwania wszystkich ludzi. Tych ludzi, którzy urodzili się przed Jezusem, jak również tych, którzy urodzili się później, a także tych, którzy jeszcze się urodzą.
Bóg odpowiada na wezwania człowieka w zaskakujący sposób. Nie odpowiada głosem, który brzmi przez chwilę, aby następnie zniknąć i być zapomnianym. Bóg odpowiada Słowem, które trwa na wieki. Odpowiada Słowem, które zmienia rzeczywistość. Tym Słowem Boga, jest to małe, bezbronne i bezsilne niemowlę, którego narodzenie dzisiaj świętujemy.
Każde narodzenie dziecka jest nowym początkiem, nową wspaniałą szansą, która wzbudza radość i nadzieję nie tylko w sercach rodziców, ale także w sercach wielu innych ludzi. Niestety nie zawsze ta nowa szansa jest zrealizowana. Bardzo często jest ona całkowicie zmarnowana. Niejednokrotnie, nadzieja zamienia się z rozpacz, a dziecko, które było źródłem radości, staje się źródłem smutku i cierpienia.
Narodzenie Jezusa jest nową nadzieją dla całego świata. A co ważniejsze jest nadzieją, która została w pełni zrealizowana. Właśnie poprzez Jezusa Bóg daje każdemu człowiekowi możliwość zrealizowanie jego najgłębszych pragnień. Dzięki Jezusowi każde może usłyszeć odpowiedź Boga na swoje modlitwy, oraz na wszystkie zarzuty, jakie stawia on Bogu.
Przez Jezusa Bóg ogłasza wszystkim ludziom, że nie jest On jakimś zimnym niedosięgłym Absolutem, który z daleka, obojętnie przygląda się losom świata, ale miłosiernym Ojcem, który jest zaangażowany w losy świata, który jest blisko każdego z nas i razem z nami ponosi trudy życia.
Narodzenie Jezusa ukazuje prawdę, że nie musimy lękać się Boga jak absolutnego i surowego władcy, ale, że możemy zbliżyć się do niego bez lęku, właśnie tak, jak zbliżamy się do nowonarodzonego dziecka.
Narodzenie Jezusa jest zaproszeniem do przyjęcia Boga, który tak nas ukochał, że stał się jednym z nas. Podobnie jak dzieciątko Jezus, Bóg jest bardzo delikatny, łatwy do zranienia, podobnie jak dzieciątko Jezus pragnie czułości i naszej miłości.
Jednym słowem Narodzenie Jezusa jest wezwaniem Boga, jest Jego prośbą o naszą miłość.
Jaka jest nasza odpowiedź?
Jeżeli w bożonarodzeniowej historii usłyszymy Słowo Boga, i jeśli przyjmiemy Jego zaproszenie, to możemy być pewni, że nasze życie ulegnie całkowitej przemianie. Jezus stanie się światłem, które oświeci nasze ciemności i pewnie poprowadzi nas ku pełni życia.
Jeśli w historii bożonarodzeniowej nie usłyszymy Słowa Boga, lub co gorsza, jeżeli świadomie odrzucimy lub zlekceważymy zaproszenie Boga, to może świętowanie Bożego Narodzenia pozwoli nam zakosztować nieco pokoju, nadziei i radości, jednak to przeżycie szybko minie i nie dokona w naszym życie żadnych trwałych zmian.
Módlmy się o to, aby jak najwięcej ludzi usłyszało zaproszenie Boga i je przyjęło, aby ich ciemności zostały rozproszone, a oni sami stali się światłem dla innych ludzi.

środa, 19 września 2018

Wielu ludzi jest przekonanych, że Bóg ich nie kocha, ponieważ nie działa On zgodnie z ich oczekiwaniami.

Módlmy się o to, abyśmy uwierzyli, że Bóg nas kocha i czyni zawsze to, co jest dla nas najlepsze. Módlmy się o to, abyśmy odrzucili bezpodstawne, czy też nawet nierealistyczne oczekiwania wobec Boga i otworzyli nasze serca oraz nasze oczy, a poprzez przyjmowanie Jego działania oraz tego wszystkiego, co Bóg nam daje, ciągle doświadczali Jego miłości.

poniedziałek, 27 sierpnia 2018

„Biada wam, uczeni w Piśmie i faryzeusze, obłudnicy, bo zamykacie królestwo niebieskie przed ludźmi. Wy sami nie wchodzicie i nie pozwalacie wejść tym, którzy do niego idą.” Mt 23,13.

Uczeni w Piśmie i faryzeusze nie mogli wejść do Królestwa Bożego, ponieważ nie uznawali własnych błędów oraz grzechów i usiłowali je ukryć przed sobą oraz innymi ludźmi, poprzez wywyższanie się, krytykowanie, czy też dyskryminowanie innych ludzi.

Módlmy się o to, abyśmy ufając miłosierdziu Bożemu mieli odwagę poznać i uznać nasze własne błędy i grzechy. Módlmy się także o to, abyśmy poprzez przyjęcie miłosiernej miłości Boga, zostali wyzwoleni z naszych zniewoleń, pogłębiali naszą więź z Jezusem i ciągle wzrastali w miłości.

19 niedziela zwykła (J6,41-51)

„Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. „ (J6,51)

Jeżeli byłoby tak jak myśleli mieszkańcy Nazarety, czyli jeżeli Jezus byłby rzeczywiście jedynie synem Józefa, można byłby uważać słowa Jezusa za człowieka, który jest całkowicie oderwany od rzeczywistość, ewentualnie za słowa człowieka, który usiłuje oszukać ludzi. Zignorowanie tych słów byłoby jedyną rozsądną reakcją.

Jednak, jeżeli jest tak jak mówił Jezus, Czytaj dalej 19 niedziela zwykła (J6,41-51)

poniedziałek, 30 lipca 2018

„Inną przypowieść im przedłożył: «Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn11 i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach». Mt 13,31-32

Królestwo Boga, czyli dosłownie królowanie Boga, jest królowaniem miłości, dlatego też może wydawać się znacznie słabsze od każdej innej władzy, która zwykle opiera się na sile militarnej, ekonomicznej itp.

Jednak w rzeczywistości, pomimo tego, że moc Boga, może wydawać się czasami wręcz całkowicie bezsilna, jest najpotężniejszą mocą jaka istnieje.

Módlmy się o to, aby obietnica Jezusa, pełnej realizacji Królestwa Bożego stała się nadzieją dla coraz większej ilości ludzi, aby wzmocnieni tą nadzieją ludzie, szli wiernie za Jezusem, zostali przyjęci do Królestwa Bożego i mieli udział w miłości Boga przez całą wieczność.