Trzydziesta niedziela zwykła (Rok A)

Kilka lat temu w Londynie pewna organizacja ateistyczna przeprowadziła kampanię reklamową. Podczas tej kampanii w różnych miejscach pojawiły się plakaty z napisem: „Najprawdopodobniej Bóg nie istnieje. Dlatego przestań się przejmować i ciesz się życiem”.

Myślę, że słowa te ukazują, w jaki sposób ateiści wyobrażają sobie Boga. Według nich Bóg jest Kimś, kto przeszkadza w cieszeniu się życiem. Uważają, że gdyby tylko Bóg nie istniał, życie byłoby radośniejsze. W tym sensie uważają Boga, za wroga człowieka, za przyczynę jego nieszczęścia.

Jeżeli ktoś jednak poprawnie zrozumie samo-objawienie Boga, które przekazuje nam Pismo św., łatwo stwierdzi, że Bóg jest Kimś całkowicie innym, niż to sobie wyobrażają ci ateiści. W tym sensie Bóg, o którym oni mówią, rzeczywiście nie istnieje.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus poucza nas, że jedyną rzeczą, którą Bóg wymaga od człowieka, jest życie w miłości. Bóg sam kocha wszystkich ludzi, broni nas od wrogów, którzy mogą nas zniszczyć. Ukazuje nam swoją miłość i w ten sposób umożliwia nam życie w miłości oraz wspiera nasz wzrost w miłości. Co więcej, nieustannie ukazuje nam drogę, która może nas doprowadzić do doskonałej miłości i pełnego szczęścia. Jednym słowem Bóg nie jest wrogiem człowieka, ale jego największym sprzymierzeńcem.

W rzeczywistości największym i najgroźniejszym wrogiem człowieka jest grzech. Grzech, niszczy relacje międzyludzkie, niszczy relację człowieka z Bogiem i uniemożliwia człowiekowi życie w miłości. Grzech jest najgłębszą przyczyną cierpienia człowieka. Ostatecznie doprowadza człowieka do wiecznej samotność, do wiecznego nieszczęścia.

Właśnie z tego powodu głównym celem działalności Jezusa było wyzwolenie człowieka z niewoli grzechu. Niestety nie wszyscy ludzie byli wdzięczni za taką działalność Jezusa. Wielu ludzi było przekonanych, że to, co Jezus uważał za grzech, było największą radością ich życia. Byli przekonani, że Jezus usiłuje zabrać im tę radość. Dlatego też uważali Go za swojego wroga. Ostatecznie zabili Go, aby obronić własny egoistyczny sposób życia.

Patrząc się na stosunek tych ludzi do Jezusa, możemy zauważy, że byli zniewoleni i zaślepieni przez grzech do tego stopnia, że nie byli w stanie prawidłowo zrozumieć swojego doświadczenia. Broniąc swój stary, grzeszny sposób życia, zabili Tego, który przyszedł ich zbawić. Zabili Tego, który jest Źródłem życia, który jest Źródłem miłości i wiecznego szczęścia.

Działanie grzechu jest podobne do działania narkotyku. Podobnie jak narkotyk, grzech pociąga człowieka ku sobie poprzez obietnicę doświadczenia radości, obietnicę łatwego zdobycia szczęścia. Jednak w rzeczywistości, podobnie jak narkotyk, grzech zniewala człowieka i niszczy go.

Człowiek, który stał się uzależniony od narkotyków, zaczyna działać przeciwko tym wszystkim, którzy Go rzeczywiście kochają i pragną jego dobra. Taki człowiek sieje wokół siebie zniszczenie. Staje się przyczyną wielu cierpień. Człowiek ten działa przede wszystkim przeciwko samemu sobie i jeśli nie zostanie wyzwolony z tego stanu, ostatecznie zniszczy samego siebie.

Jeżeli uzależniony od narkotyków człowiek, przestaje zażywać narkotyki, aby odzyskać swoją wolność i uniknąć ostatecznego zniszczenia, to na początku odczuwa olbrzymie cierpienie. Człowiek ten odniesie sukces tylko wtedy, kiedy będzie wierny swojej decyzji życia bez narkotyków, pomimo tego cierpienia, czyli, kiedy przyjmie cierpienie towarzyszące procesowi wyzwalania.

Podobnie jest z wyzwoleniem z niewoli grzechu. Jest to proces, któremu towarzyszy cierpienie. Człowiek nie jest w stanie wyzwoli się o własnych siłach. Potrzebuje pomocy kochających go ludzi.

Pomimo tego, że zniewolony człowiek potrzebuje pomocy, bardzo często, szczególnie wtedy, kiedy jeszcze nie uznał swojego rzeczywistego problemu, błędnie ocenia słowa oraz czyny tych ludzi, którzy starają się mu pomóc. Zamiast uznać ich za swoich przyjaciół, traktuje ich jak największych wrogów.

Niestety wielu ludzi, którzy w jakiś sposób zostali zranieni przez uzależnionych ludzi, traci nadzieję na wyzwolenia tych ludzi i ostatecznie rezygnuje z prób pomocy tym ludziom.

Na szczęście Bóg nigdy tak nie czyni. Nie przestaje działać w celu wyzwolenia człowieka, nawet jeśli człowieka ten ignoruje pomoc Boga, nawet jeśli uważa Boga za wroga, nawet jeśli usiłuje zabić lub rzeczywiście zabije tego, którego Bóg posłał, aby mu pomóc.

Właśnie ta wierność Boga, ta Jego niezniszczalna miłość jest tą siłą, która może wyzwolić człowieka z niewoli wszelkiego grzechu. Jezus Chrystus objawił tą miłość na krzyżu, gdy modlił się o przebaczenie dla tych, którzy przybili Go do tego krzyża. Pomimo tego, że Jezus stał się ofiarą grzechu, Bóg wskrzesił Jezusa i ukazał, że Jego miłość jest mocniejsza nie tylko od grzechu człowieka, ale także od śmierci, którą ten grzech powoduje.

Także dzisiaj Bóg działa dla dobra człowieka, także dzisiaj Bóg oferuje swą pomoc oraz miłość. Dlatego też prawdziwie radosną nowiną jest to, że istnieje Bóg, który nas kocha, który jest największym sprzymierzeńcem człowieka. Tylko ta nowina daje nadzieję na szczęśliwe życie, tylko ta nowina jest warta głoszenia.

Módlmy się o to, aby ludzie, którzy poznali i przyjęli miłość Jezusa, ukazywali tę miłość swoim życiem tak, aby ci wszyscy, którzy są ciągle zniewoleni przez grzech, poznali miłość Jezusa i zostali przez tę miłość wyzwoleni.

Dwudziesta Dziewiąta Niedziela zwykła

Pomimo tego, że dzisiaj jest niedziela misyjna, Ewangelia nie mówi o głoszeniu Ewangelii, ale o płaceniu podatków. Można odnieść wrażenie, że Ewangelia ta całkowicie nie pasuje do niedzieli Misyjnej. Jednak krótkie pouczenie Jezusa, które ta Ewangelia przekazuje, może pomóc nam w zrozumieniu tego, co jest istotą misyjnej działalności Kościoła, czyli to, na czym polega nasze misyjne powołanie.

Myślę, że można bardzo prosto powiedzieć, że słowami „oddajcie cezarowi to, co należy do cezara” Jezus stwierdził bardzo oczywistą prawdę, że każdy obywatel danego państwa ma wobec tego państwa pewne zobowiązania. Natomiast słowami „oddajcie Bogu to, co należy do Boga”, Jezus uświadamia nam, już znacznie mniej oczywistą prawdę, że każdy człowiek ma także pewne zobowiązania wobec Boga.

Ponieważ wyrażenia są podobne, można odnieść wrażenie, że nasze zobowiązania wobec Boga, są jakoś podobne do naszych zobowiązań wobec państwa. Jednak w rzeczywistości, zobowiązania te są całkowicie odmienne.

Myślę, że obowiązki obywateli wobec państwa, takie jak na przykład obowiązek płacenia podatków, są wszystkim bardzo dobrze znane. Obowiązki te są ustalane przez prawo. Myślę, że można powiedzieć, że państwo może funkcjonować, czy nawet istnieć, tylko wtedy, kiedy obywatele wywiązują się ze swoich obowiązków. Właśnie dlatego, aby państwo mogło istnieć i funkcjonować, rząd tego państwa potrzebuje różnorodnych środków przymusu, różnego systemu kar, ale także potrzebuje policję oraz inne służby. Do obrony granic państwa rząd potrzebuje także armii. Niestety niektóre rządy wykorzystują wojsko do ataku na inne państwa, w celu rozszerzenia swojego terytorium.

Królestwo Boże funkcjonuje całkowicie inaczej niż królestwa, czy też państwa tego świata. Bóg, działa całkowicie inaczej niż działają rządy tego świata. Nawet gdyby wszyscy ludzie zaprzestali wypełniać swoje zobowiązania wobec Boga, Jego Królestwo nie przestałoby istnieć. W przeciwieństwie do rządów tego świata Bóg nie potrzebuje ani policji, ani armii do tego, aby bronić swojego Królestwa, czy też do tego do tego, aby je rozszerzać.

Na podstawie nauki Jezusa, a przede wszystkim na podstawie Jego własnego życia możemy stwierdzić, że jedyną „bronią”, jaką posługuje się Bóg, jest miłość, miłość całkowicie bezinteresowna i bezwarunkowa. W prawdzie Jezus bardzo jasno ukazywał straszne konsekwencje odrzucenia przez człowieka miłości Boga, to przede wszystkim ukazywał ogrom i wspaniałość Jego miłosiernej miłości, aby ludzi mogli jej doświadczyć i poznać. Jezus ukazywał miłość Boga, w tym celu, aby wzbudzić w sercach ludzi wdzięczność ku Bogu, aby wzbudzić zaufanie oraz miłość do Boga.

Takie działanie Jezusa nie było niczym wyjątkowym. Z kart Pisma św. możemy dowiedzieć się, że Bóg działał tak od samego początku. Na podstawie własnego doświadczenia możemy stwierdzić, że Bóg także obecnie działa w ten sam sposób. Co więcej, możemy być pewni, że Bóg nigdy nie zmieni swojego sposobu działania, ponieważ jest zawsze wierny samemu sobie.

Poczynając od samego życia, wszystko to, co nas otacza, co mamy do dyspozycji, aby móc żyć, jest darem Boga. Właśnie poprzez swoje dary Bóg ukazuje swoją wielką i bezinteresowną miłość do każdego z nas. Największym darem Boga jest Jego Jednorodzony Syn Jezus Chrystus. Przez Jezusa Bóg najpełniej ukazuje nam swoją miłość.

Niestety wielu ludzi, pomimo tego, że bardzo chętnie przyjmuje dary Boga, i używa je, nie dostrzega w nich Jego miłości. Możemy powiedzieć, że w ten sposób marnują te dary. Na szczęście są także ludzie, którzy w otrzymanych od Boa darach dostrzegają Jego miłość. Ci ludzie zaczynają odczuwać ogromną wdzięczność, ich zaufanie oraz miłość do  Bogu stale pogłębiają się. Taki człowiek zostaje napełniony wielką radością, wielkim pokojem. Staje się po prostu szczęśliwy i jak każdy przepełniony radością i szczęściem człowiek, naturalnie pragnie dzielić się tymi darami z innymi ludźmi.

Jezus ukazuje człowiekowi miłość Boga i wznieca w nim miłość do Boga, nie tylko po to, aby napełnić serce tego człowieka radością i pokojem, nie tylko po to, aby uczynić go szczęśliwym, ale także po to, aby ten człowiek stał się świadkiem Bożej miłości, aby swoim życiem, ukazywał miłość Boga innym ludziom.

Możemy powiedzieć, że tylko człowiek, który otworzą swoje serce na miłość Boga i poprzez życie tą miłością, dzieli się nią z innymi ludźmi, oddaje Bogu to, co należy do Boga i w ten sposób realizuje otrzymaną od Jezusa misję.

Módlmy się o to, aby coraz więcej ludzi, dostrzegło w darach, jakie otrzymują od Boga ogrom i wspaniałość Jego miłości, i wraz z przyjęciem tych darów i przyjęło miłość Boga oraz Jego samego. A poprzez życie wierne łasce Boga, poprzez życie przepełnione wdzięcznością, miłością, radością i pokojem, ludzie ci ukazywali miłość Boga innym ludziom i w ten sposób oddawali Bogu to, co należy do Boga.

Dwudziesta Ósma Niedziela zwykła

Słowa św. Pawła, które są czytane, jako dzisiejsze drugie czytanie, mówią nam o stanie, którego większość ludzi nie zna z własnego doświadczenia. Mówią o radości i pokoju, czyli o szczęściu, którego doświadczał św. Paweł.

Pokój i radość, które doświadczamy na co dzień, są bardzo uzależnione od warunków zewnętrznych. Kiedy wszystko dzieje się zgodnie z naszymi oczekiwaniami, jesteśmy radośni, spokojni, pewni siebie. Jednak, kiedy zdarzy się coś niespodziewanego, kiedy nie możemy zdobyć tego, co pragniemy, odczuwamy smutek lub niepokój. W ten sposób nasz stan psychiczny sterowany jest przez rozmaite czynniki zewnętrzne i nie jest trwały.

Ze słów, które św. Paweł napisał do Filipian, wynika, że jego radość i pokój były niezależne od ciągle zmieniających się warunków zewnętrznych. Właściwie nic, ani brak potrzebnych rzeczy, ani sprzeciw różnych ludzi nie był w stanie tego zmienić. Nie mogła tego dokonać nawet śmierć.

Źródłem tego szczęścia był sam Jezus, z którym św. Paweł związany był miłosną więzią. Miłosna więź z Jezusem była stałym źródłem radości i pokoju, dlatego, że była ona dla św. Pawła największym skarbem. Jednocześnie był to skarb, którego nikt nie był w stanie Mu odebrać.

Uczta, o której Jezus mówi w czytanej dzisiaj przypowieści, jest symbolem miłosnej relacji z Jezusem i jednocześnie symbolem doskonałego szczęścia. Poprzez tę przypowieść Jezus poucza, że na ucztę zaproszeni są wszyscy ludzie. Co więcej, wstęp na tę ucztę jest darmowy. Nie musimy nic płacić za udział w tej uczcie, nie dlatego, że jest ona bezwartościowa, ale wprost przeciwnie dlatego, że jest bezcenna. Gdybyśmy musieli płacić za udział w tej uczcie, nikt z nas nie byłby w stanie pozwolić sobie na uczestnictwo.

Wprawdzie zaproszenie na ucztę jest skierowane bezwarunkowo do każdego człowieka, to jednak istnieje jeden warunek, który musi być spełniony, aby człowiek mógł w rzeczywistości uczestniczyć w tej uczcie weselnej. Symbolem tego warunku jest strój weselny, za którego brak jeden z gości został wyrzucony z sali weselnej. Strój ten oznacza prawidłową motywację przyjęcia zaproszenia na ucztę.

Można wyobrazić sobie różne motywacje brania udziału w weselu, ale ze względu na motywację można podzielić ludzi biorących udział w weselu na dwie grupy. Jedną grupę stanowią ludzie, którzy uczestniczą w weselu ze względu na jakieś korzyści, czyli dla siebie samych. Natomiast drugą grupę stanowią ludzie, którzy uczestniczą w weselu ze względu na państwo młodych, chcą dzielić ich radość, chcą wyrazić wolę wspierania ich w ich rozpoczynającym się nowym życiu.

W uczcie, na którą zaprasza nas Jezus, mogą wziąć udział tylko ci drudzy, czyli ci, którzy chcą wziąć w niej udział ze względu na miłość do Jezusa, Dla ludzi, którzy Jezusa nie kochają, bycie w Jego towarzystwie wcale nie jest źródłem szczęścia. Można powiedzieć, że, nawet jeśli komuś, kto nie kocha Jezusa, udałoby się w jakiś sposób dostać na salę weselną, czyli do nieba, to i tak nie będzie szczęśliwy, ponieważ szczęście w niebie wypływa jedynie z miłosnego obcowania z Bogiem Ojcem poprzez miłosną więź z Jezusem Chrystusem.

Msza św., w której właśnie uczestniczymy, najlepiej obrazuje ucztę, którą przygotował dla nas Bóg. Jest to bardzo uboga uczta. Jedynym posiłkiem jest odrobina chleba i nieco wina. Jeżeli popatrzymy na Mszę świętą, jako na imprezę rozrywkową, to z pewnością uznamy, że jest ona bardzo nudna, a na dodatek za każdym razem jest niemal taka sama. Z łatwością można sobie wyobrazić wiele sposobów bardziej przyjemnego spędzenia czasu. Możliwe, że właśnie z tego powodu wielu ludzi odmawia uczestniczenia w tej uczcie i chętnie przyjmuje inne zaproszenia.

Jednak Jezus nie zaprasza nas na tę ucztę po to, aby posilić nas smacznymi potrawami, czy też napojami. Nie zaprasza nas na tę ucztę po to, aby nas zabawiać. Jezus zaprasza nas na tę ucztę po to, aby dać nam Siebie Samego. Każdy, kto przychodzi na Mszę świętą, pragnąc czegoś innego niż Jezusa, będzie zawiedziony. Natomiast ten, który pragnie Jezusa, wraz z Jego przyjęciem, zostanie obdarzony radością i pokojem, którego świat dać nie może. Zostanie także obdarzony siłą, dzięki której będzie mógł żyć szczęśliwie w każdej sytuacji, a nawet po tym ziemskim życiu przez całą wieczność.

Módlmy się o to, abyśmy otworzyli swoje serca i przyjęli nie tylko dary, jakie Jezus nam ofiarowuje, ale abyśmy przede wszystkim przyjęli samego Jezusa, tak abyśmy podobnie jak św. Paweł żyli z Jezusem na co dzień i takim życiem ukazywali innym ludziom źródło trwałego i wiecznego szczęścia.

Dwudziesta Siódma Niedziela zwykła

Przypowieść o „Gospodarzu i nieuczciwych dzierżawcach” jest krótkim streszczeniem historii Izraela, a tym samym jest streszczeniem historii zabawienia.

Bóg zawarł z Izraelem przymierze, uczynił z Izraela swój lud i obiecał dać im ziemię, gdzie będą mogli żyć w obfitości. Bóg prowadził Izrael ku obiecanej ziemi i bronił ich przed wszelkimi niebezpieczeństwami. Po otrzymaniu od Boga obiecanej ziemi Izraelici zachowywali wierność przymierzu i stopniowo stali się silnym i bogatym Królestwem. Jednak zamiast być wdzięczni Bogu, swój stan dobrobytu, zaczęli przypisywać swojemu wysiłkowi, swojej pracowitości i mądrości. Kiedy uwierzyli w swoje siły i poczuli się pewnie, przestali być wierni przymierzu. Ignorowali Boga oraz Jego nakazy. Żyli tak, jakby sami byli właścicielami wszystkich dóbr, które otrzymali od Boga.

W takiej sytuacji Bóg posyłał do nich proroków, poprzez których wzywał Izraelitów do nawrócenia, do powrotu do wierności przymierzu, które zawarli z Bogiem. Niestety Izraelici traktowali proroków tak samo, jak w przypowieści rolnicy traktowali posłańców właściciela winnicy.

W końcu Bóg posłał do Izraelitów swojego Syna. Podobnie jak właściciel, który pragnął, aby rolnicy uszanowali jego syna, Bóg pragnął, aby ludzie uszanowali Jego Syna, czyli, aby Go przyjęli i ukochali, a poprzez to, przyjęli i ukochali samego Boga.

Właśnie przyjęcie Boga i życie z Nim w miłosnej relacji jest tym owocem, który Bóg pragnął otrzymać od Izraelitów. Poprzez żyjący zgodnie z Wolą Boga Izrael, Bóg pragnął ukazać swoją Miłość całemu światu i w ten sposób pociągnąć wszystkie ludy ku Sobie.

Niestety, religijni przywódcy Izraela, którzy obawiali się, że kiedy cały lud zaakceptuje Jezusa i pójdzie za Nim, utracą swoją władzę, majątek, oraz swoje przywileje, zdecydowali się na zabicie Jezusa Chrystusa. Przywódcy powzięli taką straszną decyzję, ponieważ byli przekonani, że w ten sposób zdołają obronić to wszystko, co tak bardzo cenili.

Odrzucenie Jezusa oraz Jego zabicie było sprzeciwieniem się woli Boga, było olbrzymim grzechem, było największym złem, jakiego dopuścił się człowiek. Jednak ten grzech nie zdołał zniszczyć zbawczego planu Boga. Ludzie nie zdołali zniszczyć zbawczego planu Boga, ponieważ Bóg posiada moc przemieniania popełnionego przez człowieka zła w dobro. Jezus przypominał ten fakt przywódcą Izraela, poprzez zacytowanie fragmentu Psalmu 118. „Właśnie ten kamień, który odrzucili budujący, stał się głowicą węgła. Pan to sprawił, i jest cudem w naszych oczach”. (Mt21,42)

Pomimo tego, że ludzie sprzeciwili się pragnieniu Boga, odrzucili Jezusa i zabili Go, czyli potraktowali Jezusa tak, jak budowniczy traktują kamień, który jest nieprzydatny do budowy, Bóg wykorzystał śmierć Jezusa do objawienia swojej wiernej Miłości. Można nawet powiedzieć, że poprzez śmierć krzyżową Jezusa oraz Jego Zmartwychwstanie, Bóg ukazał swoją Miłość jeszcze pełniej, niż uczyniłby to poprzez naród Izraela. W ten sposób śmierć Jezusa stała się najważniejszym elementem zbawczego planu Boga, podobnie jak w Psalmie odrzucony kamień stał się najważniejszym elementem nowego domu.

Niestety, zachowanie rolników w przypowieści Jezusa obrazuje nie tylko postawę Izraelitów sprzed 2000 lat, ale także postawę wielu ludzi żyjących w dzisiejszych czasach.

Pomimo tego, że cały świat, samo nasze życie, wszystkie nasze talenty, zdolności oraz posiadane przez nas rzeczy to dar Boga, wielu ludzi całkowicie ignoruje wolę Dawcy, jedynego prawowitego Właściciela tych dóbr i wykorzystuje Jego dary jedynie w celu zaspokojenie swoich ambicji oraz innych egoistycznych pragnień i żądz. Zgodnie z nauką Jezusa, życie takie prowadzi do zagłady jednostek, społeczeństw oraz całego świata.

Pomimo tego, że grzech człowieka dokonuje tak wielkich zniszczeń na całym świecie, nie jest on w stanie zniszczyć zbawczego planu Boga. Co więcej, Bóg używa ten grzech człowieka do jeszcze wspanialszej realizacji Swojego Królestwa.

Ta prawda jest dla nas źródłem wielkiej nadziei. Jednak radując się tą nadzieją, musimy pamiętać o tym, że aby zostać przyjętym do Królestwa Bożego musimy się nawrócić i podobnie jak Jezus być wiernymi Bogu w każdej sytuacji, w jakiej znajdziemy się i przez takie życie wydawać owoce, które Bóg pragnie, czyli stale pogłębiać naszą więź z Bogiem i objawiać Jego miłość innym ludziom.

Módlmy się o to, abyśmy wzmocnieni nadzieją, którą obdarza nas Jezus, podobnie jak On sam, używali wszystkich darów Bożych zgodnie z Jego intencją, tak abyśmy mogli wydać wspaniałe owoce, radować nimi Boga, ale także „posilali” nimi wielu ludzi.

Dwudziesta Szósta Niedziela zwykła

W dzisiejszej Ewangelii Jezus Chrystus poucza nas, że pełnienie woli Boga, naszego Ojca nie jest sprawą uczuć, pragnień, czy też słów, ale konkretnych czynów. Oznacza to, że wolę Boga pełni nie ten, kto tego pragnie lub też, kto swoimi słowami i zachowaniem stwarza wrażenie człowieka bardzo głęboko wierzącego i kochającego Boga, ale ten, kto na co dzień, tak w sprawach małych, jak i wielkich, żyje zgodnie z pragnieniem Boga, kto w swoich wyborach i decyzjach kieruje się nauką i przykładem życia Jezusa Chrystusa.

Ta prawda jest oczywista. Jednak wydaje mi się, że powód, dla którego człowiek powinien żyć zgodnie z wolą Boga, jest znacznie mniej oczywisty.

Są chrześcijanie, którzy są przekonani, że powinniśmy żyć zgodnie z wolą Boga w tym celu, aby zdobyć nagrodę i uniknąć kary. Jeżeli w takim przekonaniu słowa „nagroda” i „kara” są rozumiane w znaczeniu dosłownym to, jest ono całkowicie mylne.

W powszechnym zrozumieniu nagroda jest czymś, co człowiek otrzymuje za swoje osiągnięcia. Celem dawania nagrody jest docenienie wysiłku człowieka i mobilizowanie go do jeszcze większego wysiłku. Jest w pewnym sensie pozytywnym środkiem wychowawczym.

Jednak wszystko, co otrzymujemy od Boga, jest Jego darmowym darem, na który nie możemy sobie zasłużyć żadnymi czynami, nawet takimi, które byłyby zgodne z pragnieniem Boga, a który Bóg daje nie tylko czyniącym Jego wolę, jak również tym, którzy żyją całkowicie niezgodnie z Jego wolą. Z całą pewnością nawet w Piśmie Świętym, jest mowa o otrzymywaniu nagrody od Boga, ale tak naprawdę używane słowo „nagroda” oznacza dar Boga, czyli Jego łaskę.

Podobnie jest z karą. Powszechnie rozumiana kara to zadawanie człowiekowi jakiegoś cierpienia, w celu zmiany jego niepożądanego zachowania. Czyli jest negatywnym środkiem edukacyjnym. Niestety w praktyce bardzo często karanie nie ma nic wspólnego z wychowywaniem. Bardzo często karanie jest jedynie wyładowywaniem emocji na słabszym, jest pokazywaniem własnej siły, czy też po prostu jest zemstą za jakieś nieposłuszeństwo.

Nawet wśród chrześcijan są ludzie, którzy są przekonani, że Bóg działa właśnie w ten sposób. A jako karę za nieposłuszeństwo człowieka zsyła na niego różne choroby, nieszczęśliwe wypadki, czy też inne cierpienia, a nawet śmierć.

Zgodnie z nauką Katechizmu Kościoła Katolickiego, Bóg nigdy nie czyni żadnego zła. Nie czyni zła nawet wtedy, kiedy wie, że wynikłoby z niego pożądane dobro. Bóg, który jest Dobrem Absolutnym, nie ma żadnego związku z żadnym złem. Taki Bóg nigdy nie karze człowieka, w taki sposób jak ludzie karzą innych ludzi. Bóg nigdy nie czyni zła w tym celu, aby skorygować nasze błędne postępowanie.

Przekonanie o tym, że zgodne z wolą Boga uczynki człowieka są wynagradzane, a uczynki sprzeczne z wolą Boga są karane, może być prawdziwe jedynie wtedy, kiedy nagrodę i karę będziemy rozumieli, jako konsekwencje naszych czynów. Ponieważ Bóg szanuje nasze wolne wybory i chce, abyśmy uczyli się także z naszych doświadczeń, dopuszcza konsekwencje naszych czynów, a nawet pozwala na to, abyśmy uczestniczyli w konsekwencjach czynów innych ludzi.

Uczenie się na własnych błędach, jest jednym ze sposobów poznawania tego, co jest dobre, a co złe. Ale proces ten może być bardzo powolny, a przede wszystkie może być bardzo bolesny dla nas samych oraz dla ludzi, którzy mają w nim udział. Istnieje inny, pewny sposób poznawania tego, co dobre, a co złe.

Ponieważ Bóg zawsze pragnie naszego dobra, a jako nasz Stwórca nieomylnie wie, co jest dla nas dobre, Jego Wola wobec nas bezbłędnie ukazuje to, co jest dla nas dobre. Właśnie dlatego, życie zgodne z Wolą Boga jest dobre, a życie sprzeczne z Wolą Boga, jest złe dla człowieka. Z tego powodu możemy powiedzieć, że żyjący zgodnie z wolą Boga człowiek, jest mądry, natomiast ten, który żyje sprzecznie z wolą Boga jest nieroztropny, czy też po prostu głupi.

Jednak w chrześcijaństwie nie chodzi jedynie o to, aby mądrze żyć. Celem chrześcijaństwa jest miłosne zjednoczenie z Bogiem. Natomiast miłosne zjednoczenie dwóch osób, to nic innego jak jedność serc, jedność myśli, jedność pragnień, czyli zjednoczenie woli tych osób.

Zjednoczenie człowieka z Bogiem, to jedność woli Boga oraz woli człowieka. Nasz wysiłek, aby dostosować nasze życie do pragnienia Boga, nie jest jedynie wyborem tego, co jest dla nas dobre. Jest przede wszystkim jednoczeniem własnej woli z wolą Boga, jest aktem ofiarowania cząstki siebie Bogu, jest pogłębianiem naszej jedności z Bogiem.

Módlmy się o to, abyśmy poprzez naśladowanie Jezusa i realizowanie otrzymanej misji, coraz głębiej jednoczyli się z Bogiem, abyśmy nie tylko poznawali Jego myśli, ale sami myśleli tak, jak myśli Bóg, aby nie tylko nasze czyny, ale także nasze pragnienia były zgodne z pragnieniami Boga Ojca.