XXII niedziela zwykła (rok A)

W dzisiejszej Ewangelii widzimy niezbyt często spotykany widok rozgniewanego Jezusa. Dlaczego Jezus rozgniewał się na Piotra do tego stopnia, że nazwał go szatanem, czyli kusicielem?

Odciągając Jezusa na bok i mówiąc Mu, że ani cierpienie, ani śmierć nie mogą się Mu przydarzyć, Piotr przede wszystkim wyraził swoją troskę o Mistrza, pragnienie, aby On nie cierpiał. Ponadto Piotr potwierdził wiarę w to, że Jezus jest Mesjaszem oraz Synem Boga. Ponieważ już niejednokrotnie widział moc Jezusa, był przekonany, że Jezus pokona swoich wrogów i zostanie królem Izraela. Był także pewny, że Syn Boży, który wiernie służy Bogu, jest przez Niego chroniony w szczególny sposób i dlatego nikt nie może wyrządzić Mu żadnej krzywdy.

Pomimo tego, że jeszcze przed chwilą wiara Piotra była pochwalona, tym razem zostaje On nazwany szatanem. Jezus gani Piotra dlatego, że myślenia Piotra, choć pełne dobrych intencji i troski o swego Mistrza, było myśleniem ludzkim, które nie było zgodne z myśleniem Bożym. Piotr nieświadomie kusił Jezusa do zejścia z drogi zgodnej z wolą Boga i do kroczenia drogą ludzkiego rozsądku, ludzkich wartości i przekonań. W ten sposób Piotr zamiast pomagać Mesjaszowi w realizacji Jego misji, nieświadomie przeszkadzał.

Słowa Piotra nie wyrażały jedynie jego osobistego przekonania, ale także przekonanie ówczesnych Izraelitów. Byli oni przekonani, że Mesjasz pokona wszystkich swoich przeciwników, że obejmie władzę i będzie rządził Izraelem oraz okolicznymi narodami. Jednym słowem, byli przekonani, że działalność Mesjasza zakończy się wielkim sukcesem.

Jezus, który znał pragnienie Boga Ojca, wiedział, że nie wymaga On od swojego Syna tego rodzaju sukcesu. To, co Bóg wymaga, to wierność, wierności miłości Bogu, wierność otrzymanej od Boga misji. Jezus wiedział, że gdy będzie żył zgodnie z wolą Boga Ojca, czyli kiedy będzie kochał każdego napotkanego człowieka, także tego, który czuł do Niego wrogość i pragnął Jego zguby, to na pewno spotka go wiele cierpień, a nawet zostanie zabity. Jednak wierzył, że Bóg zrealizuje swój plan zbawienia i w tym sensie pokona wszelkie zło, ponieważ posiada On moc wyprowadzenia z tego największego zła, jakim będzie Jego cierpienie oraz śmierć, największego dobra, jakim jest odkupienie człowieka.

Nasze myśli są bardzo często całkiem inne niż myśli Boga. Nie myślimy w kategoriach miłości i wierności, ale w kategoriach własnego zysku i straty, w kategoriach sukcesu i porażki. Z tym że najczęściej za sukces uważamy realizację swoich pragnień, marzeń, ambicji czy też oczekiwań. Brak realizacji naszych pragnień uważamy za porażkę. Do czego wiedzie takie życie?

Ponieważ bardzo często sukces jednego człowieka oznacza porażkę innego, takie życie nierzadko wiedzie do rywalizacji, czy wręcz walki człowieka z człowiekiem. To z kolei oznacza zadawanie sobie wzajemnie bólu i cierpienia. Poza tym taka walka jest całkowicie bezsensowna, ponieważ w momencie śmierci wszyscy bez wyjątku utracimy wszystko, co zdołamy zdobyć, czyli odniesiemy całkowitą porażkę.

Śmierć krzyżowa Jezusa ukazuje nam prawdę, że do życia wiecznego, czyli do prawdziwego szczęścia nie wiodą nasze sukcesy, ale wierność miłości Boga. Święta Matka Teresa z Kalkuty wyraziła tą prawdę słowami: „Nie jesteśmy wezwani do sukcesu, ale do wierności.”

Z pewnością wierność miłości do Jezusa nie jest w tym świecie łatwą sprawą. Wierność ta często wymaga rezygnacji z wielu własnych przekonań i różnorodnych przyzwyczajeń, które dają nam pewne poczucie stabilności, czy też poczucie bezpieczeństwa. Z całą pewnością wierność ta wymaga rezygnacji z przekonania, że najważniejszą sprawą w życiu jest realizacja własnych pragnień. Wierność ta oznacza całkowitą zmianę kryterium naszych wyborów, zmianę sposobu życia. Ten proces przemiany jest tak bardzo bolesny, że Jezus nazywa go „niesieniem krzyża”. Jeśli będziemy wiernie nieść ten krzyż, czyli stopniowo odrywać się od ludzkiego sposobu myślenia i postępowania, to z pewnością utracimy sposób życia, do którego tak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni. Utracimy życie, które znamy. W tym sensie „umrzemy”, ale jednocześnie narodzimy się na nowo, staniemy się nowym człowiekiem, czyli dzieckiem Boga, jakiego On pragnie. Staniemy się drugim Chrystusem.

Módlmy się o to, abyśmy w każdej sytuacji, szczególnie w rozwiązywaniu rozmaitych problemów i w podejmowaniu ważnych decyzji, mieli odwagę kierować się myśleniem Boga, które ukazuje nam nauka oraz sposób życia Jezusa. Módlmy się także o to, aby wierność Bogu i miłości, którą On nas obdarzył, była zawsze ważniejsza niż zdobycie jakiejś rzeczy, czy też odniesienie innego sukcesu.