Trzydziesta Trzecia Niedziela Zwykła

Czytając dzisiejszą, Ewangelię można odnieść wrażenie, że jesteśmy blisko końca świata, ponieważ w dzisiejszym świecie możemy odnaleźć wszystko, o czym mówi Jezus.

Niestety jest wiele ludzi, którzy wykorzystują tego rodzaju zjawiska, jak również inne cierpienia ludzi w tym celu, aby ich zastraszyć, aby nimi manipulować i ich wykorzystać. Zgodnie z ostrzeżeniem Jezusa musimy uważać na takich fałszywych proroków.

Objawienie godziny nadejścia końca świata nie jest celem dzisiejszej Ewangelii. W rzeczywistości poznanie czasu, kiedy nastąpi koniec świata, jest niemożliwe. Sam Jezus powiedział, że: “Nikt nie zna tego dnia i godziny, ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko sam Ojciec” (Mt24, 36). Koniec świata może nastąpić dopiero za pięć tysięcy lat, ale może nastąpi już jutro, albo nawet dzisiaj. Musimy zawsze być czujni i przygotowani na ten moment.

Jaki jest wobec tego cel dzisiejszego czytania? Czego nas naucza?

Dzisiejsza Ewangelia poucza nas przede wszystkim tego, jak żyć w świecie, który przepełniony jest różnorodnymi cierpieniami.

Niezależnie od tego, jakie będziemy wieść życie, nie będziemy w stanie uniknąć cierpienia. Niezależnie od tego, czy będziemy dobrze czynić, czy też nie; niezależnie od tego, czy będziemy wierzyć w Boga, czy też będziemy ateistami lub agnostykami; niezależnie od tego, czy będziemy katolikami, czy też wyznawcami innej religii, cierpienia będą zawsze częścią naszego życia. Będą nam towarzyszyć aż do samego końca, aż do samej śmierci. Warto pamiętać, że cierpienia nie były oszczędzone nawet Jezusowi, który nie tylko nigdy nie uczynił niczego złego, ale był Synem Boga, był wcielonym Bogiem.

Każdy człowiek pragnie żyć szczęśliwie. Wielu ludzi jest przekonanych, że jak długo istnieją cierpienia, tak długo życie szczęśliwe jest niemożliwe. Dla tych ludzi akceptacja tej prawdy o naszej rzeczywistości nie jest łatwa. Wielu ludzi zamiast zaakceptować oczywistą prawdę o naszej rzeczywistości, trwa w przekonaniu, że życie bez cierpienia jest możliwe. Robią to w tym celu, aby obronić swoją nadzieję na osiągnięcie szczęścia.

Ludzie ci stają się łatwymi ofiarami, różnorodnych przywódców religijnych, politycznych, czy też społecznych, którzy obiecują im zbudowanie świata, w którym nie będzie żadnych cierpień. Oczywiście przywódcy ci nie są w stanie spełnić tych obietnic, ale dzięki nim zdobywają władzę nad ludźmi, którzy wierzą w ich kłamstwa.

W przeciwieństwie do tych przywódców Jezus Chrystus jest uczciwy i nigdy nikogo nie oszukuje. Nigdy nie próbuje pozyskać uczniów poprzez powierzchowne pocieszania, czy też nierealistyczne obietnice. Tym, którzy za Nim pójdą, nie obiecuje łatwego życia bez cierpień, czy też życia bez problemów. Nie obiecuje ani bogactwa, ani zdrowia.

To, co Jezus proponuje swoim uczniom, to nie ucieczka od rzeczywistości, w której żyjemy w złudny świat, ale trwanie w takiej rzeczywistości i realizowanie misji, którą On nam dał. Jedyne, co obiecuje to być z nami i stać się naszą siłą, którą potrzebujemy do tego, abyśmy mogli żyć w tym świecie zgodnie z wolą Boga i abyśmy byli w stanie spełnić otrzymaną misję.

Jezus przez całe życie z całych swoich sił pomagał cierpiącym ludziom, walczył z cierpieniem. Jednak, gdy wymagała tego miłość do ludzi, sam przyjął cierpienie. Jezus mógł wieść takie życie i spełnić misję, którą otrzymał od Ojca, ponieważ ufał Bogu i wierzył, że żadne cierpienie, żadne zło, nie jest mocniejsze od Bożej miłości. Zmartwychwstanie Jezusa pokazuje prawdziwość tej wiary.

Jeśli uwierzymy nauce i świadectwu Jezusa i podobnie jak On będziemy w każdej sytuacji zaufać Bogu i wszystko Mu powierzyć, to wtedy stanie się przedziwna rzecz. Nasze serce zostanie napełnione nadzieją, dzięki której będziemy mogli doświadczać radości i pokoju wśród najrozmaitszych trudności i cierpień. Co więcej, otrzymamy moc przemieniania doświadczanego zła w dobro, moc wykorzystywania zła dla dobra własnego oraz dobra innych ludzi.

Właśnie wtedy, gdy nasze serce napełni się tą wielką nadzieją, radością i pokojem, gdy otrzymamy tą wielką moc przemiany zła w dobro, będziemy w stanie wypełnić misję, którą Jezus nam zlecił, czyli misję dawania świadectwa o miłości Boga, która jest mocniejszej niż ludzka nienawiść, mocniejsza niż wojny czy też trzęsienia ziemi, mocniejsza niż śmierć.

Módlmy się o to, abyśmy zawsze ufali Bogu naszemu Ojcu, i abyśmy dzięki Jego mocy wypełnili nasze chrześcijańskie powołanie niezależnie od warunków, w jakich się znajdziemy.