Dwudziesta ósma niedziela zwykła.

Myślę, że niezależnie od tego, w jakim kraju urodziliśmy się, już od najmłodszych lat byliśmy uczeni dziękować ludziom, którzy zrobili dla nas coś dobrego. Sami także naturalnie oczekujemy wdzięczności od ludzi, jeśli oddamy im jakąś przysługę.
W dzisiejszej Ewangelii Jezus ujawnia nam, że On także spodziewał się wdzięczności od ludzi, których uleczył. Co więcej zgodnie z nauczaniem świętego Pawła,(1Tes5,18) sam Bóg oczekuje naszej wdzięczności za to, co dla nas czyni.
Pomimo tego, że podobnie jak człowiek, także Bóg pragnie naszej wdzięczności, pragnienia te nie są takie same.
Wielu ludzi oczekuje wdzięczności innych ludzi, ponieważ wdzięczność tą uważa za wyraz docenienia własnego wysiłku. Wdzięczność innych ludzi może być także uznana za wyraz akceptacji własnego działania, a nawet za wyraz akceptacji własnej osoby, za bycie uznanym za dobrego człowieka. Wdzięczność innych ludzi, może stać się nawet siłą do dalszych wysiłków w celu pomocy tym ludziom.
Niestety, dla bardzo wielu ludzi uzyskanie wdzięczności innych ludzi jest ważniejsze niż sama pomoc tym ludziom. Możemy nawet powiedzieć, że pomoc ludziom jest tylko środkiem do uzyskanie ich wdzięczności, do uzyskania akceptacja własnego działania oraz własnej osoby. Taka motywacja staje się widoczna, kiedy człowiek rezygnuje z pomagania innym ludziom, z powodu braku znaków wdzięczności tych ludzi.
Na podstawie takiego doświadczenia wielu ludzi kształtuje swój obraz Boga. Ludzie ci są przekonani, że Bóg pragnie naszej wdzięczności, jako formy zapłaty za Jego dary. Co więcej są przekonani, że jeżeli człowiek nie wyrazi swojej wdzięczności, to Bóg przestanie pomagać człowiekowi, przestanie udzielać mu swoich łask.
Ale czy tak jest naprawdę? Czy rzeczywiście pragnąc naszej wdzięczności Bóg kieruje się podobnymi motywacjami?
W dzisiejszym drugim czytaniu znajdujemy następujące słowa: „Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego.”
Z całą pewnością Bóg pragnie od nas wdzięczności, ale nie czyni jej warunkiem swojej łaskawości. Bóg kocha nas bezwarunkowo i będzie nas kochał, będzie nam pomagał nawet wtedy, kiedy nie będziemy doceniać Jego działania. Nawet wtedy, kiedy nie będziemy okazywali Mu naszej wdzięczności.
Dlaczego więc Bóg pragnie naszej wdzięczności?
Szczere poczucie wdzięczności wynika z tego, że w czynie drugiej osoby dostrzegliśmy dobroć, na którą nie zasługujemy. Dostrzegliśmy pewne dobro, które nie było ani naszym prawem, ani obowiązkiem tej osoby. Innymi słowami, dostrzegliśmy bezinteresowną miłość tej osoby wobec nas samych.
Poprzez pragnie naszej wdzięczności Bóg wyraża inne pragnienie. Jest to pragnienie tego, abyśmy w Jego działaniu dostrzegli Jego miłość do nas.
Bóg, który nas kocha, ostatecznie pragnie dać nam Siebie Samego. Bóg pragnie dać nam Samego Siebie, ponieważ tylko wtedy, kiedy przyjmiemy Boga i ofiarujemy Mu siebie samych, będziemy mogli zjednoczyć się z Bogiem, będziemy mogli osiągnąć cel naszego życia i stać w pełni szczęśliwi.
Jednak, jeśli nie poznamy miłości Boga i nie pokochamy Go bardziej niż Jego dary, nie będziemy w stanie ani przyjąć Boga, ani ofiarować Mu siebie samych, czyli nie będziemy w stanie zjednoczyć się z Bogiem.
W rzeczywistości Bóg ciągle nam pomaga i obdarowują nas niezliczonymi darami nie tylko po to, aby zaspokoić nasze doraźne potrzeby, ale przede wszystkim po to, abyśmy w tych darach dostrzegli miłość Dawcy, abyśmy ukochali Go, zapragnęli przebywać z Nim oraz zapragnęli zjednoczyć się z Nim.
Dziewięciu uzdrowionych Żydów z całą pewnością ucieszyło się z otrzymanego daru zdrowia. Może pobiegli do swoich rodzin i znajomych, aby podzielić się swoją radością. Jednak brak ich wdzięczności wobec Jezusa ukazuje, że w otrzymanym darze nie zauważyli miłości Jezusa, nie zauważyli miłości Boga. Dlatego też możemy powiedzieć, że stracili szansę poznania Boga, stracili szansę przyjęcia daru, który Jest w stanie zaspokoić pragnienia serca człowieka. Stracili szansę przyjęcia największego daru, jakim jest sam Bóg.
W przeciwieństwie do tych dziewięciu Żydów Samarytanin, jak również Syryjczyk Naaman, w otrzymanym darze zdołali dostrzec miłość Dawcy. Właśnie dostrzeżenie tej miłości, wzbudziło w ich sercach prawdziwą wdzięczność, która pomogła im otworzyć serce i przyjąć coś znacznie większego niż dar zdrowia. Przyjęli miłość Dawcy, a wraz z nią Samego Dawcę. To odmieniło ich życie całkowicie. Właściwie dopiero w tym momencie zostali prawdziwie uzdrowieni. Bóg uzdrowił nie tylko ich ciało, ale także ich duszę.
Módlmy się o to, abyśmy radując się z otrzymanego od Boga daru, nie zatrzymywali się na tym darze, ale abyśmy zdołali dostrzec w nim miłość Dawcy, tak, abyśmy wraz z miłością Boga mogli przyjąć Jego samego.