24 Niedziela Zwykła (rok C)

Gdy rozmawiam z ludźmi, którzy nigdy nie mieli bezpośredniego kontaktu z chrześcijanami lub, którzy przyszli do kościoła po raz pierwszy, bardzo często słyszę, że mają bardzo dobre wyobrażenie o chrześcijanach. Wielu z nich jest przekonanych, że chrześcijanie są bardzo dobrymi ludźmi, którzy w ogóle nie grzeszą i zawsze pomagają innym ludziom.

Jednak, jeśli ci ludzi przyjdą do kościoła kilkakrotnie, czują się zawiedzeni, ponieważ poznają, że chrześcijanie wcale nie są tacy doskonali, jak to sobie wyobrażali, że prawie wszyscy są zwykłymi, przeciętnymi ludźmi, a niektórzy są nawet gorsi niż oni sami.

Podobnie było w czasach Jezusa. Niektórzy ludzie mieli bardzo wysokie oczekiwania względem ludzi, z którymi przebywał Jezus. Byli bardzo zawiedzeni, gdy przypatrzyli się towarzystwu Jezusa z bliska i stwierdzili, że są tam celnicy i grzesznicy, oraz inni ludzi, którzy byli uważani przez współczesne elity za margines społeczeństwa, za ludzi godnych pogardy. Jezus nie tylko przebywał z tymi ludźmi i nie tylko głosił im nauki, ale wspólnie z nimi ucztował, wspólnie jadł i pił. Z tego powodu sam Jezus tracił dobrą opinię. Przez wielu ludzi uważany był za żarłoka pijaka i przyjaciela celników i grzeszników. Pomimo tego, że takie towarzystwo wydawało się być bardzo szkodliwe dla Jezusa, Jezus nie zmienił ani sposobu swojego życia, ani też towarzystwa, z którym przebywał.

Podobnie jak dwa tysiące lat temu także i dzisiaj Jezus gromadzi wokół siebie słabych ludzi, którzy potrzebują Jego pomocy. Gromadzi grzeszników, którzy potrzebują Bożego przebaczenia i miłosierdzia. Dlatego też nie ma w tym nic dziwnego, że my wszyscy tutaj zgromadzeni nie jesteśmy doskonali, że jesteśmy słabi i grzeszni.

Jednak czy w rzeczywistości istnieją ludzie mocni, którzy nie potrzebują Bożej pomocy? Czy istnieją ludzie, którzy nie potrzebują Bożego przebaczenia?

Zgodnie z nauką św. Pawła wszyscy ludzie zgrzeszyli, nie ma nawet jednego naprawdę sprawiedliwego człowieka. Możemy z całym przekonaniem powiedzieć, że nie ma ani jednego człowieka, który własnymi siłami zdołałby osiągnąć szczęście.

Z całą pewnością uznanie własnej słabości, czy też własnej grzeszności jest bardzo bolesne. Jednak jest to pierwszy warunek do tego, aby zostać wyzwolony z niewoli grzechu, aby żyć życiem godnym człowieka, czyli żyć w miłości i przyjąć szczęście, które jest darem Boga.

Wielu ludzi nie otwiera się na działanie Boga, nie przyjmuje ani Jego przebaczenia, ani Jego pomocy, ponieważ wbrew rzeczywistości są przekonani, że są sprawiedliwi i nie potrzebują żadnego przebaczenia, lub też, że są na tyle silni, że są w stanie osiągnąć szczęście własnym wysiłkiem.

Gdy święty Paweł prześladował Kościół, był całkowicie przekonany, że czyni dobro, że sam jest sprawiedliwy, że służy Bogu. Był dumny z takiego sposobu życia. Nie łatwo było mu uznać, że wbrew własnemu przekonaniu działał przeciwko samemu Bogu, że czynił zło i wyrządzał wielką szkodę wielu ludziom oraz samemu sobie.

Święty Paweł był w stanie uznać swoją grzeszność dopiero wtedy, gdy spotkał Jezusa i doświadczył, że Bóg kocha go pomimo jego grzechu, pomimo tego, że walczył z Bogiem. Całe jego życie zmieniło się, gdy pojął, że jest kochany bezwarunkowo.

Być chrześcijaninem wcale nie znaczy być doskonałym człowiekiem. Być chrześcijaninem to znaczy wierzyć w to, że Bóg akceptuje mnie takim, jakim jestem, że kocha mnie pomimo mojego grzechu, czyli że kocha mnie bezwarunkowo.

Jednak fakt, że jesteśmy kochani przez Boga bezwarunkowo, wcale nie oznacza tego, że Bóg nie przejmuje się naszym grzechem, że możemy swobodnie grzeszyć i zrezygnować z wysiłków stawania się lepszymi ludźmi.

W rzeczywistości, właśnie z tego powodu, że Bóg nas kocha, pragnie, abyśmy byli tak doskonali jak doskonałym jest On sam. Bóg pragnie, aby nasza miłość stała się dokonała, gdyż tylko wtedy będziemy mogli zjednoczyć się z Bogiem.

Bóg Ojciec posłał na ziemię swojego Syna, w tym celu, aby On doprowadził nas do tej doskonałej jedności. Abyśmy zgodnie z pragnieniem Boga osiągnęli prawdziwą doskonałość, musimy przyjąć Jezusa Chrystusa, a wraz z Nim miłosierdzie i miłość Boga. Musimy także pogłębiać naszą jedności z Jezusem poprzez życie z Nim. Wraz z pogłębianiem się naszej jedności z Jezusem, pogłębiać się będzie nasza doskonałość. Stopniowo, podobnie jak św. Paweł, staniemy się tacy, jak sam Jezus i będziemy w stanie kochać tak, jak sami jesteśmy kochani.

Módlmy się o to, abyśmy podobnie, jak św. Paweł uznali naszą grzeszność i przyjęli dar przebaczenia oraz uznali naszą słabość i przyjęli pomoc Boga.

Módlmy się także o to, abyśmy wzrastali w miłości i pogłębiali naszą jedność z Jezusem, poprzez dzielenie się otrzymanymi darami z innymi ludźmi i realizację otrzymanej od Jezusa misji.