Siedemnasta niedziela zwykła

Dzisiejsze pierwsze czytanie przedstawiało dialog Abrahama z Bogiem. Ponieważ można odnieść wrażenie, że Abraham w bardzo inteligentny sposób zmusza Boga do zaniżenia kryterium sądu, można wysunąć błędny wniosek, że jeśli wystarczająca inteligentnie będziemy przekonywać Boga, to On w końcu zmieni swoje myślenie i nam ulegnie, obdarzy nas tym, co nie chciał nam dać.

Z przypowieści o natarczywym przyjacielu, który potrzebował chleba, można wysunąć jeszcze bardziej błędny wniosek, a mianowicie taki, że nawet, jeśli nasze argumenty nie będą zbyt inteligentne, ani przekonywujące, ale będziemy wystarczająco natrętni, to Bóg, wbrew swojej woli, jedynie dla świętego spokoju da nam to, a co Go będziemy prosić.

Czy rzeczywiście Bóg ulega naszym argumentom?

Czy rzeczywiście zmienia swoją wolę, pod wpływem naszych inteligentnych argumentów lub naszego natręctwa?

Aby to zrozumieć musimy przypomnieć sobie to, co Jezus nauczał o modlitwie.

Zanim Jezus nauczył uczniów modlitwy, którą teraz nazywamy “Modlitwą Pańską” pouczył ich, że Bóg wie, co potrzebujemy zanim Go o to poprosimy. Dlatego też nie ma potrzeby, aby informować Go o tym, co potrzebujemy.

Ponadto pouczył, że Bóg jest naszym kochającym Ojcem, który daje nam to, co jest nam potrzebne, co jest dla nas dobre niezależnie od tego, czy Go prosimy czy też nie, a nawet niezależnie, od tego czy żyjemy zgodnie z Jego wolą, czy też nie.

Dobro, które daje nam Bóg, jest zawsze darem Jego miłości, jest darem bezwarunkowym, który ukazuje ogrom miłosierdzia i dobroci Boga, a nie moc naszej modlitwy.

Ponieważ Bóg nas kocha i jest zawsze z nami możemy być pewni, że wsłuchuje się we wszystkie nasze modlitwy. Jednocześnie musimy być świadomi, że nie zawsze odpowiada na nasze modlitwy w taki sposób, jak się tego spodziewamy. Bóg nie zawsze odpowiada na nasze modlitwy w taki sposób, jak się tego spodziewamy, ponieważ pragnie jedynie naszego dobra.

Jako ludzie jesteśmy bardzo ograniczeni. Nie zawsze wiemy, co jest dla nas dobre, a co więcej często mylimy się i uważamy za dobre to, co w rzeczywistości jest dla nas złe, co nam szkodzi. Niejednokrotnie nasze pragnienia są ze sobą sprzeczne. Spełnienie jednego pragnienia uniemożliwia spełnienie innego. Zdarza się także, że pod wpływem gniewu, czy też z innych przyczyn, świadomie pragniemy dla drugiego człowieka czegoś, o czym wiemy, że jest złem.

Gdyby Wszechmogący Bóg wysłuchał naszych modlitw i spełnił to wszystko, co ludzie pragną, to najprawdopodobniej, zapanowałby wielki chaos, a może w tym momencie świat zostałby zniszczony, tak jak została zniszczona Sodoma i Gomora.

Poprzez przypowieść o potrzebującym chleba przyjacielu, Jezus poucza nas o tym, abyśmy byli cierpliwi, abyśmy ufali miłości i mocy Dobrego i Wszechmogącego Boga. Potrzebujemy tej cierpliwości i zaufania, nie dlatego, że Bóg jest zajęty innymi sprawami, czy też nie jest skory do udzielenia nam niezbędnej pomocy. Potrzebujemy tej cierpliwości i zaufania przede wszystkim, dlatego, że sami nie jesteśmy gotowi na przyjęcie tego, co rzeczywiście potrzebujemy, a co Bóg nam daje zanim nawet Go poprosimy, i potrzebny jest czas, abyśmy otworzyli nasze serca na ten dar.

W modlitwie, którą Jezus nauczył uczniów, a którą teraz nazywamy “Modlitwą Pańską”, Jezus umieścił praktycznie same prośby. Jeżeli dobrze przyjrzymy się tym prośbom, łatwo stwierdzimy, że w większości, nie są to rzeczy, o które człowiek zwykle prosi Boga. W rzeczywistości prośby te wyrażają to, co człowiek najbardziej potrzebuje do tego, aby mógł żyć dobrze i szczęśliwie, czyli to, co dla człowieka jest najlepsze. A jednocześnie wyrażają to, co Bóg pragnie nam ofiarować. Celem odmawiania tej modlitwy nie jest zmiana serca, czy też pragnienia Boga, ale zmiana serca człowieka. Poprzez tą modlitwę poznajemy pragnienie Boga, ale także najgłębsze pragnienia naszego serca.

Kiedy nasze świadome pragnienia staną się zgodne z pragnieniami naszego serca, a tym samym zgodne z pragnieniami samego Boga, otworzymy się na te dary, którymi Bóg pragnie nas obdarzyć. A kiedy w otrzymanych darach dostrzeżemy miłość Dawcy oraz Jego wspaniałość, otworzymy się na samego Dawcę i przyjmiemy ten największy Dar, który jako jedyny jest w stanie zaspokoić pragnienia naszego serca, a którym jest sam Duch Święty, którym jest sam Bóg.

Ostatecznym celem modlitwy chrześcijańskiej nie jest otrzymanie jakichś upragnionych rzeczy, a przez to doświadczenie chwilowej satysfakcji, czy też chwilowej radości. Ostatecznym celem modlitwy chrześcijańskie jest zjednoczenie z Bogiem.

Aby osiągnąć ten cel musimy z wielką wytrwałością i zaufaniem trwać przed Bogiem, nawet wtedy, kiedy nie odczuwamy ani Jego miłości ani obecności, czy też, kiedy wydaje się nam, że marnujemy czas. Powinniśmy szczerze wyrażać nasze pragnienia, ale także nasze radości, smutki, nasze obawy, lęki i zwątpienia. Ale także powinniśmy wsłuchiwać się w odpowiedź Boga i być gotowi na jej przyjęcie, także wtedy, kiedy nie będzie zgodna z naszymi oczekiwaniami.

Jeśli będziemy tak się modlić, to nasza więź z Bogiem będzie się powoli pogłębiać. Będziemy pragnęli tego, co pragnie Bóg, czyli tego, co jest najlepsze dla nas, jak również dla innych ludzi. Będziemy żyli, tak jak pragnie tego nasz Stworzyciel Bóg. Przez taką modlitwę oraz takie życie zostaniemy przygotowani na doskonałe zjednoczenie się z Bogiem, na wieczne udział w miłosnej wspólnocie Ojca, Syna i Ducha Świętego.