Szósta Niedziela zwykła (rok c)

Aby lepiej zrozumieć słowa Jezusa, które przekazuje nam dzisiejsza Ewangelia, musimy uświadomić sobie sposób myślenia ludzi, którzy usłyszeli te słowa bezpośrednio z ust Jezusa.

W czasach Jezusa ludzie byli przekonani, że ubóstwo, choroba, głód i inne cierpienia są karą za grzechy, że są znakiem przekleństwa Boga. Z tego powodu ludzi ubogich lub chorych uznawali za odrzuconych przez Boga, za ludzi nieszczęśliwych.

Z drugiej strony bogactwo, czy też zdrowie było uznawane za znak Bożego umiłowania i błogosławieństwa, dlatego też ludzie bogaci i zdrowi uważani byli za szczęśliwych.

Zarówno choroba, jak i ubóstwo są brakiem dobra, jakim jest zdrowie oraz środki materialne, które człowiek potrzebuje do życia. Są ludzie, którzy z powodu nadmiaru ubóstwa kradną, zabijają, sprzedają siebie lub swoich najbliższych. Z powodu nadmiaru cierpienia wielu ludzi traci zaufanie do Boga, nie są w stanie kochać Boga, żyją z daleka od Niego lub też całkowicie od Niego odchodzą. Inni ludzie tracą wiarę, przestają wierzyć w istnienie Dobrego i miłującego Boga.

Jezus wiedział o tych niebezpieczeństwach związanych z chorobą, biedą i innymi cierpieniami, dlatego też z całych sił zwalczał różne formy cierpienia. Swym uczniom nakazywał czynić podobnie.

Przez takie życie i naukę Jezus pokazał, że Bóg nie tylko nie przeklina ubogich lub chorych ludzi, nie tylko ich nie odrzuca, ale wprost przeciwnie kocha ich oraz im błogosławi, nieustannie działa dla ich dobra. Dlatego też Jezus nauczał, że ani ubóstwo, ani choroba nie jest złem absolutnym, czyli takim, które uniemożliwia człowiekowi osiągnięcie szczęścia. Jeżeli człowiek zaufa Bogu i przyjmie Jego błogosławieństwo, może osiągnąć szczęście, dla którego został stworzony. Jeżeli choroba lub ubóstwo pomoże w większym zaufaniu Bogu, to może stać się drogą do pełni szczęścia.

Z całą pewnością lepiej jest być zdrowym niż chorym. Jest lepiej mieć więcej środków materialnych, które potrzebujemy do życia, niż mieć ich zbyt mało. Niewątpliwie także wśród bogatych i zdrowych są ludzie szczęśliwi. Jednak wśród nich są także ludzie nieszczęśliwi. Samo zdrowie, ani same środki materialne nie są w stanie zapewnić człowiekowi szczęścia. W tym sensie nie są dobrem absolutnym. Co więcej, wielu ludzi z powodu dobrego zdrowia, czy też z powodu posiadania nadmiernych dóbr materialnych, nabiera przekonania, że nie potrzebują pomocy Boga do tego, aby osiągnąć szczęście. Wielu z tych ludzi żyje z dala od Boga, nie przyjmują Jego błogosławieństwa, i konsekwentnie skazują się na nieszczęście.

Dlatego też Jezus poucza nas, że ani zdrowie, ani dobra materialne nie dość, że nie są w stanie dać człowiekowi pełni szczęścia, to jeszcze mogą odciągnąć go od Boga, który jest jedynym źródłem szczęścia człowieka, czyli mogą stać się drogą do wiecznego nieszczęścia.

Jezus poucza nas, że szczęście człowieka nie zależy ani od jego zdrowia, ani od bogactwa, ani od innych zewnętrznych warunków życia, ale od jego relacji z Bogiem. Jego szczęście zależy od tego czy otwiera się na Boże błogosławieństwo i od tego czy żyje zgodnie z wolą Boga.

 

Błędne pojęcie szczęścia nie jest problemem czysto teoretycznym. Pragnienie szczęścia jest jedną z największych sił, która kieruje życiem człowieka. Z tego powodu sposób życia człowieka jest uzależniony od tego, jak człowiek pojmuje swoje szczęście. Jeżeli nasze przekonanie będzie błędne, nasz wysiłek nie tylko będzie daremny, ale także jego skutek może być odwrotny do oczekiwanego.

Ponieważ w czasach Jezusa ludzie myśleli błędnie, że choroba i bieda uniemożliwia człowiekowi osiągnięcie szczęścia, natomiast zdrowie i bogactwo gwarantuje człowiekowi osiągnięcie szczęścia, oparty na tym przekonaniu wysiłek, powodował skutek odwrotny do oczekiwanego. Ich wysiłek nie przybliżał ich do upragnionego szczęścia, ale oddalał ich od tego celu.

 

Jednakże czy ten błąd popełniali tylko ludzie współcześni Jezusowi?

Czy nie popełnia go wielu ludzi żyjących dzisiaj?

Czy przypadkiem my sami nie popełniamy podobnego błędu?

 

Aby odpowiedzieć na to pytanie musimy najpierw poznać to, co rzeczywiście uważamy za źródło szczęścia. W tym celu musimy popatrzeć się na nasze własne życie, a szczególnie na nasze konkretne decyzje oraz wybory.

Jakie pragnienia lub jakie cele ujawniają moje decyzje oraz wybory?

Co pragnę zdobyć, a co uniknąć, poprzez te wybory i decyzje?

Czy w dokonywaniu wyborów i podejmowaniu decyzji, kieruję się nauką Jezusa?

A może kieruję się przekonaniami ludzi, którzy nie znają Jezusa, którzy całą swoją nadzieję pokładają w swoim zdrowiu w swojej sile oraz w posiadanym bogactwie?

 

Módlmy się o to, abyśmy zarówno w zdrowiu, jak i w chorobie, zarówno w biedzie, jak i w bogactwie uznawali Boga za jedyne źródło szczęścia człowieka i zawsze byli otwarci na Jego błogosławieństwo.

Módlmy się także o to, abyśmy krocząc za Jezusem byli coraz bardziej napełniani radością i pokojem i ciągle zbliżali się do szczęścia, dla którego zostaliśmy stworzeni.