IV NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU

2 Krn 36,14-16.19-23; Ef 2,4-10; J 3,14-21

Pewien chłopczyk mocno płakał. Kiedy przyszli rodzice zobaczyli, że ich synek płacze,  ponieważ nie był w stanie wyciągnąć ręki z wazonu. Ponieważ wszelkie prób „uwolnienia” synka nie powiodły się, rodzice zdecydowali się na rozbicie wazonu, pomimo tego, że był on bardzo cenny. Gdy rozbili wazon, okazało się że chłopak nie mógł wyciągnąć z niego ręki tylko dlatego, że nie chciał wypuścić z niej grosika, który znalazł na dnie tego wazonu. Utrzymał grosik za cenę drogiego wazonu.

Dzisiejsza Ewangelia mówi o ludziach, którzy podobnie, jak ten mały chłopak nie chcą porzucić małowartościowej rzeczy i z tego powodu tracą coś znacznie bardziej wartościowego.

Jezus przyszedł na świat po to, aby przekazać nam radosną wieść o tym, że Bóg nie jest taki, jak to sobie wyobraża większość ludzi. Wbrew przekonaniu wielu ludzi Bóg nie jest taki, jak bezduszny policjant, który nikomu nie pomaga, a jedynie stara się pochwycić człowieka na łamaniu prawa. Bóg nie jest taki, jak niemiłosierny sędzia, który nie stara się zrozumieć motywów działania człowiek, czy też poznać okoliczności jego czynu, a jedynie karze go za popełnione wykroczenia zgodnie z literą prawa.

Jezus poucza nas, że Bóg kocha każdego z nas. Poucza nas, że miłość Boga jest całkowicie bezwarunkowa. Właśnie z tego powodu Bóg nie chce nas sądzić, ale pragnie nas zbawić. Pragnie wyzwolić nas od wszelkiego zła i nieszczęścia. Jezus poucza nas, że Boża miłość jest nieograniczona. Bóg tak bardzo pragnie naszego szczęścia, że zesłał na świat swego Jednorodzonego Syna, będąc w pełni świadomym niebezpieczeństwa, jakie groziło Mu z ręki człowieka.

Dlaczego tak mało ludzi przyjmuje tą radosną wieść?

Jedną z ważniejszych przyczyn może być lęk, przed utratą obrazu Boga, jaki ludzie sami sobie wytworzyli.

Ludzie uczą się żyć s sytuacji, w jakiej się znajdują. Wielu ludzi woli trwać w nawet niezbyt wygodnej sytuacji, w której nauczyli się jakoś żyć, niż ponownie uczyć się żyć w nowych warunkach, nawet jeśli są one znacznie korzystniejsze. Może chodzi nie tylko o trud nauki, ale także o lęk przed cierpieniem związanym z utratą poczucia kontroli nad tym, co jest znane, czy też o cierpienie związane z utratą poczucia bezpieczeństwa lub poczucia stabilności, jakie człowiek doświadcza w znanych sobie warunkach.

Przyjęcie nauki Jezusa wymagałoby nie tylko zmiany myślenia o Bogu, ale także zmiany myślenia o świecie, o innych ludziach, o samym sobie. Przyjęcie objawienia Jezusa wymagałoby także znacznie trudniejszej zmiany sposobu życia.

Niestety wiele ludzi woli wierzyć w surowego Boga, który „za dobre wynagradza, a za złe karze”, ponieważ są przekonani, że takiego Boga można kontrolować dobrymi uczynkami, czy też jakimiś darami, tak samo, jak wielu ludzi kontroluje swoich rodziców, nauczycieli, czy też przełożonych. Taki układ z silniejszymi od siebie osobami, jest nam znany z codziennego doświadczenia. Człowiek wie, a przynajmniej wydaje się mu, że wie, jak zachować się wobec takiego Boga, który jest taki sam, jak ludzie, którzy wobec niego mają jakąś władzę.

Bóg, który tak samo kocha dobrego, jak i złego człowieka, który czyni dobro zarówno dla sprawiedliwych, jak i niesprawiedliwych, czyli Bóg, który kieruje się jedynie swoim miłosierdziem jest kimś, kogo człowiek nie zna ze swojego doświadczenia. Takie działanie Boga jest sprzeczne z posiadanym przez większość ludzi poczuciem sprawiedliwości. Poza tym, takiego Boga nie można kontrolować, nie można wobec Niego prowadzić żadnych gier, ani intryg. Nie można na Niego zrzucać odpowiedzialności za ewentualne niepowodzenia, czy też nieszczęścia. Wobec takiego Boga człowiek jest całkowicie bezsilny. Gdyby w Niego uwierzył, musiałby uczyć się całkowicie nowej postawy wobec Niego, musiałby całkowicie zdać się na Niego, być otwartym i szczerym, musiałby uznać, że niczego nie może ukryć, ani zachować tylko dla siebie. Człowiek musiałby uznać swoją grzeszność, która jest znacznie bardziej widoczna w świetle Bożej świętości, niż pośród brudów tego świata. Człowiek może lękać się, że uznanie takiego Boga, oznaczałoby utratę niezależności, utratę kontroli, utratę życia, jakie zna i które uznaje za jedynie możliwe i realne.

Wielu ludzi, kierując się tego rodzaju lękami, wybiera trwanie w ciemnościach. Jednak trwając przy swoich starych przekonaniach, trwając w iluzji niezależności oraz iluzji posiadania kontroli nad swoim życiem, odrzucają światło, odrzucają pomocną rękę Boga.

Konsekwencją odrzucenia Boga, którego objawił nam Jezus, jest także niemożliwość poznania własnej godności oraz godności innych ludzi, jak również niemożliwość pokochania siebie oraz innych ludzi, i konsekwentnie niemożliwość życia w miłości. Ostateczną ceną, jaką człowiek może zapłacić za utrzymanie swojego starego sposobu myślenia oraz swojego starego sposobu życia, jest wieczne oddzielenie od Boga oraz innych ludzi i niekończące się życie w samotności z wyrzutami sumienia, że sam odrzucił oferowaną mu szansę na wieczne szczęście, odrzucił szansę na wieczne życie w miłości, którą w głębi serca zawsze pragnął.

Co w swoim życiu cenię najbardziej?

Co staram się chronić i utrzymać?

Czy uznawana przeze mnie wartość rzeczy, których lękam się utracić, jest realna, czy też iluzoryczna?

Czy moja postawa wynika z prawdziwej miłości, czy też ze zwykłego egoizmu, lub jakichś iluzji lub fobii?

Jaką cenę płacę za utrzymanie swojego „skarbu”?

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wielu ludzi nie chce także zmienić zdania o innych ludziach, a szczególnie o sobie samym. Każdy z nas jest stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Jak wielu ludzi zdaje sobie sprawę z tej swojej godności. Z całą pewnością patrząc się na własne życie ciężko jest to dostrzec. Dostrzeglibyśmy to, poznali siebie samych. Ale jak wielu ludzi ma na to odwagę. Jeżeli ktoś próbował poznać samego siebie wie, jak bardzo jest to trudne. Zanim dostrzeże w sobie piękno dziecka Bożego, każdy dostrzega grzech, zło które tkwi w każdym z nas. Jest to bolesne i zamiast trwać z zgłębiać większość ludzi wybiera oszustwo i utworzenie nierealnego obrazu o siebie, w który sam wierzy i zmusza innych do wierzenia. Broniąc tego wyobrażenia tracimy możliwość poznania swojego prawdziwego piękna.

Bali się, że to co do tej pory starali się ukryć, przed innymi ludźmi, przed samym sobą czy też nawet przed Bogiem, wyjdą na jaw. Co utracili by przez to? Dobrą opinię, dobre wyobrażenie o samym sobie. Dla wielu ludzi to jest najcenniejszy skarb. Starają się go bronić za wszelką cenę. A cena jest bardzo wysoka. Broniąc dobrej opinii, czy też dobrego wyobrażenia o sobie, ludzie ci odrzucają miłość Boga, którą przynosi im Jezus, a w konsekwencji odrzucają wieczne życie, wieczne szczęście.