III niedziela zwykła (Rok B)

Jon 3,1-5.10; 1 Kor 7,29-31; Mk 1,14-20

W dzisiejszej Ewangelii Jezus wzywa nas do nawrócenia.

Możliwe, że niektórzy ludzie słysząc to wezwanie Jezusa, od razu uświadamiają sobie swoje złe czyny, czy też swoje grzechy i od razu wiedzą, co powinni zmienić w swoim życiu.

Z pewnością są także tacy ludzie, którzy myślą, że to wezwanie wcale ich nie dotyczy. Przecież nikogo nie zabili, nikogo nie okradli, nikogo nie oszukali, ani też w żaden inny sposób nie skrzywdzili drugiego człowieka. A co więcej, niejednokrotnie pomagali drugiemu człowiekowi, chodzą do kościoła i dają datki na Kościół, czy też na ubogich. Są przekonani, że właściwie nie mają niczego do naprawienia w swoim życiu.

Aby jednak poznać, czy to wezwanie Jezusa dotyczy mnie osobiście, czy też tylko innych ludzi, musimy najpierw zapoznać się ze znaczeniem tego wezwania.

Słowo, które zostało przetłumaczone na „nawracajcie się” to greckie słowo „METANOIA”. Słowo to dosłownie oznacza całościową przemianę człowieka, czyli przemianę serca, zmianę sposobu myślenia, zmianę hierarchii wartości, przemianę pragnień i celu, do którego dąży człowiek, przemianę sposobu życia. Tak więc, możemy powiedzieć, że wzywając do nawrócenia Jezus nie myślał jedynie o zmianie poszczególnych czynów, ale o przemianie całego człowieka. Jak długo moje serce, mój sposób myślenia, moja hierarchia wartości, moje pragnienia, moje postępowanie nie są takie same jak Jezusa, potrzebuję nawrócenia.

Jezus na pewno pragnie, abyśmy, podobnie jak On sam, czynili dobro dla innych ludzi. Jednak nasze dobre postępowanie ma prawdziwą wartość i w pełni odpowiada pragnieniu Jezusa tylko wtedy, kiedy jest wyrazem prawdziwej miłości. W liście do Koryntian św. Paweł tak wyraża tę prawdę. „I gdybym rozdał na jałmużnę całą majętność moją, a ciało wystawił na spalenie, lecz miłości bym nie miał, nic bym nie zyskał” (1Kor13,3). Gdyby nawet udało się nam zmienić swoje zewnętrzne zachowanie, ale nie zmienilibyśmy naszego serca, naszego sposobu myślenia, naszych pragnień, stalibyśmy się podobni do faryzeuszy, których Jezus nazywał obłudnikami, czyli ludźmi, którzy tylko udają dobrych, a w rzeczywistości takimi wcale nie są.

Zmiana serca jest znacznie trudniejsza niż zmiana zewnętrznego zachowania. Tą trudność wyraźnie ukazuje życie Dwunastu Apostołów. Na wezwanie Jezusa opuścili oni swoją dotychczasową pracę, swoje dotychczasowe życie. To było stosunkowo łatwe do wykonania. Jednak nawet po pójściu za Jezusem nie rozumieli ani Jego słów, ani Jego czynów. Myśleli całkowicie inaczej niż Jezus. Pragnęli czegoś całkiem innego niż pragnął Jezus. Nie byli w stanie żyć zgodnie z nauką Jezusa, pomimo tego, że bardzo się starali. Ciągle kierowali się starymi nawykami i przekonaniami, jak również błędnymi oczekiwaniami wobec Jezusa. Ich serce, a w konsekwencji ich życie zaczęło stopniowo przemieniać się dopiero po tym, jak w dniu Pięćdziesiątnicy przyjęli posłanego przez Jezusa Ducha Świętego.

Aby zrozumieć, dlaczego dopiero przyjęcie Ducha Świętego przemieniło życie Apostołów, powinniśmy przypomnieć sobie, że Jezus wezwał do nawrócenia po tym, jak ogłosił, że „Przybliżyło się Królestwo Boże.”

Głoszone przez Jezusa Królestwo Boże to życie w miłosnej relacji z Bogiem, to udział w życiu Trójjedynego Boga. Taka możliwość „przybliżyła” się wraz z Wcieleniem Syna Bożego. Natomiast Królestwo Boże „przybyło” do nas, czyli życie w miłosnej relacji z Bogiem stało się możliwe, dopiero po dokonaniu przez Jezusa dzieła odkupienia człowieka, a dokładniej po wniebowstąpieniu Jezusa, czyli po tym, jak Jezus Chrystus, nie tylko, jako Syn Boży, ale także, jako człowiek, zaczął doskonale uczestniczyć w życiu Trójjedynego Boga. Zesłanie Ducha Świętego był owocem dzieła odkupienia. Dzięki przyjęciu Ducha Świętego, każdy człowiek już tu na Ziemi może żyć w miłosnej relacji z Bogiem.

Metanoia, do której wzywał Jezus, czyli przemiana serca, przemiana sposobu myślenia, przemiana pragnień i w konsekwencji prawdziwa przemiana sposobu życia, nie jest wynikiem wysiłku człowieka, na przykład jego pracy nad zmianą charakteru, czy też własnego zachowania. Ta przemiana jest owocem uzdrowienia relacji z Bogiem. Właściwie przyjęcie Ducha Świętego oraz wejście w miłosną relację z Bogiem jest początkiem procesu przemiany. Jak ukazuje to życie Apostołów, przemiana serca człowieka pogłębia się wraz z pogłębianiem się naszej relacji z Bogiem.

Aby nasze serce, a w konsekwencji całe nasze życie zostało przemienione, podobnie jak Apostołowie musimy kroczyć za Jezusem, musimy poznawać Jezusa, poznawać Jego naukę. Jednocześnie musimy nieustannie troszczyć się o pogłębianie naszej miłosnej relacji z Jezusem, Bogiem Ojcem oraz Duchem Świętym. Aby pogłębić naszą relację z Bogiem potrzebne jest nasze bezpośrednie obcowanie z Bogiem poprzez naszą codzienną osobistą modlitwę oraz uczestnictwo w Sakramentach, szczególnie w sakramencie Eucharystii. Potrzebne jest także czytanie Słowa Bożego oraz wprowadzanie tego Słowa w czyn. Potrzebny jest także nasz udział w życiu Kościoła oraz realizacja misji, jaką każdy z nas otrzymał od Jezusa osobiście, oraz realizacja tej misji, jaką otrzymaliśmy wspólnie, jako Kościół.

Jeżeli będziemy tak żyli, to stopniowo będzie się dokonywała nasza wewnętrzna przemiana. Będziemy coraz głębiej rozumieli słowa i czyny Jezusa oraz Jego samego. Będzie patrzeć się na to, co się wokół nas dzieje oczami Jezus, słuchać uszami Jezusa, odczuwać i oceniać sercem Jezusa. Stopniowo będziemy także myśleć tak, jak myśli Jezus, a w konsekwencji mówić, jak On mówi oraz czynić, jak On sam czyni. Wtedy doskonale zjednoczymy się z Bogiem i dokona się pełnia naszej metanoii. Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć zgodnie z prawdą, że nie potrzebujemy już żadnego nawrócenia.