III NIEDZIELA ADWENTU (Rok B)

Iz61,1-2a.10-11; 1Tes5,16-24; J1,6-8.19-28

Dzisiejsze czytania Słowa Bożego wzywają nas do radości. Jednak od razu należy powiedzieć, że czytania te mówią o radości, która jest całkowicie inna niż ta, jaką zwykle doświadczamy w naszym życiu.

Przyczyną radości, którą najczęściej doświadczamy jest spełnienie naszych pragnień lub oczekiwań. Dlatego też zwykle odczuwamy radość wtedy, gdy coś dzieje się zgodnie z naszymi pragnieniami, gdy z powodzeniem realizujemy nasze plany i zamierzenia.

Jednak, kiedy jest odwrotnie, czyli kiedy nie jesteśmy w stanie zrealizować swoich planów, kiedy dzieją się rzeczy niezgodne z naszymi oczekiwaniami, doświadczamy zawodu i odczuwamy smutek. Dlatego też, taka radość jest nietrwała. Znika i przemienia się w smutek, kiedy tylko wydarzy się coś niezgodnego z naszymi oczekiwaniami. Człowiek, który usiłuje zdobyć taką radość ciągle ulega wpływowi zmieniającego się otoczenia. A co więcej, takim człowiekiem można bardzo łatwo manipulować poprzez spełnianie lub też nie spełnianie jego oczekiwań.

Jest jeszcze jeden bardzo poważny problem związany z tego rodzaju radością. To, co oczekujemy, czy też to, czego pragniemy nie zawsze jest dobrem. Czasami świadomie możemy pragnąć jakiegoś zła dla innej osoby, na przykład dla kogoś, kto nas zranił lub dla kogoś, kogo uważamy za wroga. Ale nawet, jeśli świadomie nie pragniemy zła, to zawsze istnieje możliwość popełnienia błędu. Nierzadko jest tak, że to, co uważamy za dobro i pragniemy, jako dobro, w rzeczywistości jest złem dla nas samych lub też dla innych ludzi.

Także w tym przypadku, kiedy świadomie lub też nieświadomie, pragniemy zła, odczuwamy radość, kiedy to pragnienie zostanie spełnione. W tym przypadku przyczyną naszej radości jest zło, które właśnie wydarzyło się. Pomimo tego, że zło powinno wywoływać w nas smutek, a nawet gniew, odczuwamy radość, która niejako mówi nam, że wydarzyło się coś dobrego. Można powiedzieć, że taka radość oszukuje nas i wyrządza nam wielką krzywdę. Pragnąc radości, która sama w sobie jest czymś dobrym, pragniemy zła. A starając się doświadczyć tej radości czynimy krzywdę sobie lub innym ludziom.

Pomimo tego, że taka radość szkodzi zarówno człowiekowi, który jej doświadcza, jak i wielu innym ludziom, pomimo tego, że nie daje gwarancji na osiągnięcie prawdziwego szczęście, bardzo wielu ludzi jest tak bardzo przywiązanych do tej radości, że nie może sobie wyobrazić życia bez niej. A poza tym, ludzie ci nie mogą nawet wyobrazić sobie tego, że może istnieć inna radość, niż ta, którą znają ze swojego doświadczenia. Nie mogą sobie wyobrazić, że może istnieć taka radość, która nikogo nie rani, czy też taka radość, która trwa niezależnie od zmieniających się warunków. Ludzie ci są przekonany, że ta radość to wszystko, czego można spodziewać się od życia. Dlatego też nie pragną niczego innego, a jedynie starają się nie utracić tego, co już mają.

Św. Jan od Krzyża powiedział, że „Aby dojść do celu, którego nie znamy, należy porzucić znane drogi i iść drogą, którą jeszcze nie kroczyliśmy. Aby doświadczyć radości, której nie znamy, należy zaprzestać dążenia do tej radości, którą już znamy.”

Skąd zdobyć siły, aby pokonać lęk przed opuszczeniem starej, dobrze znanej drogi?

Skąd zdobyć odwagę, aby zdecydować się na kroczenie nową, nieznaną drogą?

Prorok Izajasz poucza nas, że misją obiecanego przez Boga Mesjasza było wyzwolenie nas z tego lęku i umożliwienie nam kroczenia drogą, która prowadzi do prawdziwego życia, do prawdziwej radości i pokoju.

Tym zapowiedzianym przez Izajasza Mesjaszem jest Jezus Chrystus. Aby wypełnić swoją misję Jezus przede wszystkim objawia nam moc, potęgę i ogrom Miłości Boga. Boża Miłość jest niezniszczalna. Nie może jej zniszczyć ani nasz grzech, ani wszelkie inne zło. Jezus pouczał, że Miłości tej nie może zniszczyć nawet śmierć. Prawdziwość swych słów potwierdził poprzez swoje życie, a szczególnie poprzez swoją śmierć i zmartwychwstanie.

Ponieważ Miłość Boga jest wieczna i jednocześnie jest mocniejsza od wszelkiego zła, a nawet od śmierci, każdy człowiek, który uzna ją za swój największy skarb, za najcenniejszą rzecz w swoim życiu, może być pewny, że żadna siła nie zniszczy tej miłości, że nikt nie jest w stanie odebrać od niego tego skarbu. Z tego powodu człowiek ten nie musi się niczego lękać, ani nikogo obawiać. Zostaje wyzwolony ze wszelkich lęków. Jezus pragnie wyzwolić nas ze wszelkich lęków i niepokojów, ponieważ dopiero wtedy, gdy będziemy wolni będziemy w stanie kochać. Będziemy w stanie kochać Boga, ale także kochać siebie samych, oraz innych ludzi.

Gdy zaczniemy żyć w miłości, zaczniemy żyć zgodnie z wolą Boga Stwórcy wobec nas, zaczniemy żyć w pełni po ludzku i zostaniemy przepełnieni pokojem oraz radością, której ten świat dać nie może. W przeciwieństwie do radości, którą sami możemy zdobyć, ta radość nie jest uzależniona od warunków zewnętrznych, jest niezmienna w każdej sytuacji i podobnie jak Miłość Boga, trwa na wieki.

Módlmy się o to, aby jak najwięcej ludzi przyjęło światło Jezusa, aby zostali przez Niego wyzwoleni ze wszelkich lęków oraz przywiązań tak, aby przepełnieni wielką nadzieją, radością i pokojem, którego świat dać nie może, mogli zawsze żyć w miłości, a przez to, aby stali się światłem dla innych ludzi i prowadzili ich do Źródła Miłości, do Źródła nieprzemijającej radości i pokoju.