Trzydziesta Niedziela zwykła

Historia Bartymeusza jest opisane w Ewangeliach, ponieważ możemy się z niej wiele nauczyć. Na podstawie historii tego człowieka możemy zastanowić się nad stanem naszej wiary, nad naszą relacją do Jezusa i ewentualnie wprowadzić potrzebne zmiany.

Pomimo istnienia wielu zasadniczych różnic pomiędzy życiem Bartymeusza i naszym życiem, możemy dostrzec pewne punkty wspólne z tym człowiekiem

Ponieważ Bartymeusz był niewidomy, nie widział ani postaci Jezusa, ani Jego czynów. Niewątpliwie dowiedział się o Jezusie, o tym co robił, czego nauczał i jakim był człowiekiem, z opowiadań innych ludzi o Jezusie. W prawdzie teraz kiedy Jezus przebywał w Jerycho, Bartymeusz mógł słyszeć słowa Jezusa, ale zanim dostąpił tej łaski, już wierzył, że Jezus może mu pomóc, że może odmienić jego życie. Gdy usłyszał, że Jezus zbliżał się, zaczął wołać i prosić o tę pomoc.

Niezależnie od tego, czy mamy zdrowe oczy, czy też nie, podobnie jak Bartymeusz nie możemy widzieć postaci Jezusa. Na szczęście zarówno słowa, jak i czyny Jezusa są zapisane w Ewangeliach i możemy je poznać także dzisiaj. Jezusa możemy poznać także na podstawie świadectwa ludzi, którzy Go poznali i doświadczyli Jego mocy lub też poprzez własne doświadczenie Jego obecności oraz działania w naszym życiu.

Niezależnie od tego jak poznaliśmy Jezusa, wszyscy, którzy jesteśmy tutaj zgromadzeni, wierzymy, że jest On Mesjaszem i Synem Boga, wierzymy, że może nas zbawić i doprowadzić do Królestwa Bożego. Niewątpliwie wielokrotnie wzywaliśmy pomocy Jezusa.

Kiedy Bartymeusz zaczął wzywać pomocy Jezusa, wielu ludzi usiłowało go uciszyć. Jednak pomimo tego, Bartymeusz nie zamilknął, nie zrezygnował ze wzywania pomocy Jezusa, ale wzmocnił swoje wołanie.

Możliwe, że nikt nie mówi nam wprost, abyśmy nie modlili się, abyśmy nie chodzili do kościoła, abyśmy przestali polegać na Jezusie. Jednak żyjemy w społeczeństwie, które ceni inne rzeczy, niż te, które cenił Jezus, które zasadniczo zmierza w przeciwnym kierunku niż ten, który wskazuje Jezus. Na różne sposoby jesteśmy odciągani od Jezusa i kuszeni do tego, aby iść w przeciwnym kierunku.

Jaką postawę przyjmujemy wobec tego rodzaju pokus, czy też presji?

Kiedy Bartymeusz usłyszał, że Jezus go wzywa do siebie „zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się na nogi i przyszedł do Jezusa”. Aby zrozumieć znaczenie zachowania Bartymeusza, musimy poznać znaczenie płaszcza w Palestynie. Palestyna jest krajem, gdzie w ciągu dnia może być bardzo gorąco, natomiast w nocy może być bardzo zimno. Jeżeli ktoś, szczególnie ubogi człowiek, który nie miał domu i musiał spędzać noce pod gołym niebem, nie miał płaszcza, mógł umrzeć z powodu tego zimna.

Fakt, że Bartymeusz zrzucił z siebie płaszcz, zanim został uzdrowiony, oznacza, że poszedł on do Jezusa z narażeniem życia. Gdyby wbrew jego nadziei, Jezus nie uzdrowił go, najprawdopodobniej nie odnalazłby już swojego płaszcza i ten akt zaufania mógł przepłacić życiem. Na szczęście nie zawiódł się, doświadczył mocy miłosierdzia Jezusa i został uzdrowiony.

Wśród ludzi, którzy poznali i do pewnego stopnia uwierzyli w Jezusa, jest wielu, którzy nie zbliżają się do Niego i nie doświadczają Jego mocy. Jedną z przyczyn może być to, że nie mają odwagi porzucić tego, na czym polegali do tej pory. Ponieważ nie są w stanie odrzucić różnego rodzaju balastu, nie idą drogą, którą wskazuje Jezus, ale pozostają w miejscu, w którym byli, zanim Go spotkali.

Jak jest z nami?

W jaki sposób odpowiadamy na wezwanie Jezusa?

Bartymeusz po odzyskaniu wzroku, nie wrócił już do starego sposobu życia, ale zaczął iść za Jezusem, czyli stał się Jego uczniem, zaczął żyć zgodnie z nauką Jezusa oraz przykładem Jego życia. Oznacza to, że uzdrowieniu uległo nie tylko jego ciało, ale także jego dusza.

Ewangelie ukazują nam fakt, że znaczna większość ludzi, którzy zostali uzdrowieni przez Jezusa, wróciła do swoich domów i do starego sposobu życia. Wielu z nich nawet nie podziękowało Jezusowi za otrzymaną łaskę, Najprawdopodobniej uważali, że mieli szczęście i nareszcie będą mogli robić to, na co mają ochotę.

Niewątpliwie także my wielokrotnie otrzymaliśmy od Jezusa różnorodną pomoc oraz wiele innych łask.

Jakie owoce wydało to doświadczenie w naszym życiu?

Czy podobnie jak wielu ludzi, także po doświadczeniu miłości Jezusa, kontynuujemy nasz stary sposób życia, i ciągle kierujemy się własnymi pragnieniami, czy też, podobnie jak Bartymeusz, pozwalamy Jezusowi uleczyć także nasze serce, naszą duszę?

Czy to doświadczenie pomaga nam poznać głębiej miłość Jezusa?

Czy wzmacnia nasze zaufanie oraz naszą miłość do Jezusa?

Czy dzięki temu doświadczeniu wierniej podążamy za Jezusem?

Czy w codziennym życiu kierujemy się Jego nauką i przykładem Jego życia?

Dwudziesta Dziewiąta Niedziela zwykła

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam dialog dwóch Apostołów Jan i Jakuba z Jezusem. Z tego dialogu możemy nauczyć się bardzo ważnych spraw dotyczących naszej modlitwy, a także drogi, którą musi przebyć każdy z nas, aby dojść do celu, do którego zmierzamy jako chrześcijanie.

Prośba Jan i Jakuba wyraża ich oczekiwania wobec Jezusa. Bardzo możliwe, że ukazuj ona także ich motywację pójścia za Jezusem. Jan i Jakub zostawili swoją rodzinę oraz swoją pracę i poszli za Jezusem, ponieważ byli przekonani, że Jezus jest Mesjaszem i wkrótce zostanie królem Izraela. Ich prośba o to, aby Jezus pozwolił im zasiąść po prawej i lewej stronie swojego królewskiego tronu, ujawnia ich pragnienie szczególnego udziału we władzy króla, udziału w Jego przywilejach oraz majątku.

Ta prośba Jana i Jakuba jest podobna do próśb wyrażanych w modlitwach tak wielu chrześcijan. Często prosimy o coś, co wydaje się nam dobre, albo konieczne do szczęśliwego życia, a co w rzeczywistości wcale nie jest potrzebne lub jest dla nas szkodliwe. Czyli tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawy z konsekwencji ewentualnego wysłuchania naszej prośby, nie wiemy, o co prosimy.

Na szczęście Jezus nie wysłuchuje takich próśb. Jednak samo przedstawienie Jezusowi swojego pragnienia, choćby było ono błędne, nigdy nie jest bezużyteczne. Prośba Jana i Jakuba, stała się dla Jezusa okazją do pouczenia ich tego, jakimi motywacjami powinien kierować się uczeń Jezusa, czego powinien pragnąć od Jezusa i na co powinien być gotowy, czyli po prostu, jak powinien żyć.

Jezus pouczył uczniów, że pragnienie, jakie wyrazili w swojej prośbie, jest pragnieniem charakterystycznym dla ludzi, którzy nie znają Boga. Ludzie ci przede wszystkim troszczą się o samych siebie, zabiegają o swoje własne korzyści. Ludzie ci zdobywają różnorodne umiejętności albo też władzę nad innymi ludźmi, aby móc wykorzystywać ich do zaspokajania swoich własnych potrzeb, pragnień, żądz, czy też do realizacji swoich własnych ambicji.

Takie życie jest całkowicie odmienne od tego, jakiego nauczał Jezus. Jest życiem, które wbrew przekonaniu tak żyjących ludzi, nie prowadzi do szczęścia, ale wprost przeciwnie, szkodzi zarówno im samym, jak i ludziom, z którymi się spotykają.

Pomimo tego, że uczniowie ukazali swoje egoistyczne pragnienia, czy wręcz chęć wykorzystania znajomości Jezusa do realizacji własnych ambicji, Jezus wcale nie zrezygnował z nich. Możemy być przekonani, że znał ich serca, znał ich pragnienia oraz ambicje, zanim powołał ich na swoich uczniów.

W dialogu z Janem oraz Jakubem Jezus wyraża swoje przekonanie, że kiedyś będą pili z tego samego kielicha, z którego będzie pił Jezus, oraz że przyjmą taki sam chrzest, jaki przyjmie On sam.

Picie kielicha oraz przyjęcie chrztu oznaczało dla Jezusa przyjęcie cierpienia, jakie zostało Mu zadane przez ludzi, dla których zbawienia przyszedł na ten świat, jak również uczestniczenie w konsekwencjach grzechów, które popełnili wszyscy ludzie w całej historii ludzkości, w celu odkupienia tych grzechów i pojednania ludzi z Bogiem. Natomiast picie kielicha oraz przyjęcie chrztu przez uczniów oznaczało ich uczestniczenie w cierpieniach Jezusa.

Poprzez stwierdzenie, że kiedyś także Jakub oraz Jan wypiją ten kielich, oraz przyjmą ten chrzest, Jezus wyraża swoje przekonanie, że kiedyś uczniowie ci zmienią swoje myślenie i zaczną myśleć tak, jak myślał Jezus, zmienią swoje pragnienia i zaczną pragnąć tego, czego pragnął Jezus, zmienią swoją postawę wobec ludzi i zaczną kochać, tak jak kochał Jezus.

Aby doprowadzić do tej zmiany myślenia, pragnienia oraz postępowania uczniów, Jezu z wielką cierpliwością nauczał ich, a przede wszystkim własnych życiem ukazywał im sposób postępowania, jaki pragnie Bóg Ojciec, czyli sposób życia, który prowadzi do miłosnej jedności z Bogiem i stanu doskonałego szczęścia.

Rzeczywiście, nauka Jezusa, a szczególnie miłość, jaką doświadczyli poprzez życie z Jezusem, przemieniły serca Apostołów. Podobnie jak Jezus, zaczęli oni żyć zgodnie z pragnieniem Boga, stopniowo upodabniać się do Jezusa i coraz wierniej objawiali miłość Boga ludziom, którzy pozostawali w ciemnościach grzechu. Ponieważ byli wierni miłości Boga w każdej sytuacji, byli wierni aż do końca, doskonale zjednoczyli się z Jezusem, a przez Niego z Trójjedynym Bogiem.

Módlmy się o to, abyśmy poprzez wsłuchiwanie się w słowa Jezusa i realizowanie tych słów w naszym życiu, a szczególnie poprzez doświadczanie Jego miłości, stopniowo upodabniali się do Niego, i w ten sposób stawali się coraz bardziej wiarygodnymi świadkami miłość Boga, wobec ludzi, którzy jeszcze jej nie znają i kroczyli ku doskonałej jedności z Bogiem, ku ostatecznemu celowi naszego życia.

Dwudziesta Ósma Niedziela zwykła

Wielu ludzi, którzy spotkali Jezusa, doświadczyli uzdrowieni, pocieszenia, przebaczenia, akceptacji, jednym słowem doświadczyli miłości. Niewątpliwie to spotkanie stało się dla nich źródłem wielkiej radości.

Jednak nie dla wszystkich ludzi spotkanie z Jezusem było radosne. Byli ludzie, dla których spotkanie z Jezusem było źródłem smutku, a nawet złości lub zawiści. Jedno z takich spotkań jest opisane w dzisiejszej Ewangelii.

Ewangelista Marek, mówi nam, że człowiek, który przyszedł do Jezusa i poprosił Go o to, aby Jezus ukazał mu sposób zdobycia życia wiecznego, miał wielki majątek. Nie wiemy, jak człowiek ten rozumiał życie wieczne. Jednak jego prośba ukazuje, że pomimo posiadania wielkiego majątku, ciągle mu czegoś brakowało. Człowiek ten nie był w pełni szczęśliwy i ciągle poszukiwał tego, co mogłoby zaspokoić jego najgłębsze pragnienia. Może właśnie to, czego jeszcze nie znał, uważał za życie wieczne.

Jezus powiedział mu, że zdobędzie życie wieczne, jeżeli będzie żył zgodnie z przykazaniami, które Bóg dał Izraelitom. Innymi słowami, Jezus pouczył tego człowieka, że Bóg już ukazał drogę do życia wiecznego i wystarczy iść tą drogą.

Człowiek ten odpowiedział, że już od dzieciństwa przestrzega tych przykazań, czyli, że już od wielu lat kroczy tą drogą, którą wskazał mu Jezus, ale pomimo tego nie osiągnął jeszcze życia wiecznego.

Odpowiedź ta pomogła Jezusowi poznać największy problem tego człowieka, i jednocześnie przyczynę nieskuteczności realizacji przykazań.

Problemem tym było zbytnie poleganie na posiadanym majątku. Najprawdopodobniej człowiek ten mógł przestrzegać nakazów Prawa lepiej niż inni ludzie, nie dlatego, że bardziej ufał Bogu, ale dlatego, że posiadał większy majątek. Dzięki majątkowi nie musiał pracować w Szabat, nie musiał kraść, ani oszukiwać. Natomiast mógł składać większe ofiary, mógł dawać jałmużny i na inne sposoby pomagać biednym. Jednak z tego powodu, że prowadził takie życie polegając na majątku, a nie na Bogu, życie to nie zbliżało go do Boga, ale wprost przeciwnie oddalało go od Niego. A ponieważ jedynie Bóg jest w stanie zaspokoić najgłębsze pragnienia człowieka, odczuwał on coraz większą pustkę

Aby ukazać temu człowiekowi ten problem, a jednocześnie ukazać mu prawdziwą drogę do życia wiecznego, które jest życiem w miłosnej relacji z Bogiem, Jezus zaproponował mu wyzbycie się swojego majątku i zaprosił go do kroczenia za sobą. Jezus uczynił tak, ponieważ to właśnie On, który umożliwia nam życie w miłosnej relacji z Bogiem, jest Drogą do życia wiecznego.

Człowiek ten nie był w stanie posłuchać się Jezusa. Możliwe, że po raz pierwszy zauważył, jak bardzo jest zniewolony przez majątek, który dając mu wiele możliwości, jednocześnie uniemożliwiał mu kroczenie drogą prowadzącą do życia wiecznego. Właśnie to poznanie swojego problemu spowodowało, że człowiek ten odszedł od Jezusa zasmucony.

Z całą pewnością poznanie problemu, którego do tej pory nie byliśmy świadomi, podobnie jak poznanie własnej choroby, jest bardzo bolesne i powoduje wielki smutek. Jednak poznanie problemu nie tylko powoduje smutek, ale jednocześnie daje szansę na podjęcie próby rozwiązania tego problemu, podobnie jak poznanie faktu bycia chorym, daje nam szansę na podjęcie leczenia.

Lekarz informuje chorego człowieka o jego chorobie nie w tym celu, aby go zasmucić, ale w tym celu, aby rozpocząć leczenie. Podobnie Jezus, nie ujawnia człowiekowi jego problemów w tym celu, aby go zasmucić, ale po to, aby pomóc mu rozwiązać te problemy.

Możemy być pewni, że Jezus nas kocha i pragnie dla nas największego dobra, jakim jest życie w miłośnej relacji z Bogiem. Właśnie z tego powodu, będzie nam pomagał w poznaniu i wyzwalaniu się z różnorodnych zniewoleń, które uniemożliwiają nam przyjęcia miłości innej osoby oraz kochanie innej osoby.

To poznanie własnego zniewolenia oraz ten proces wyzwalania, może być bardzo bolesny, dlatego potrzebujemy ufać Jezusowi tak samo, jak chory człowiek ufa lekarzowi. Właściwie możemy zaufać Jezusowi bardziej niż jakiemukolwiek lekarzowi, ponieważ w przeciwieństwie do lekarzy, Jezus nas kocha, zna nas doskonale, nigdy się nie myli i ma nieograniczoną moc.

Módlmy się o to, abyśmy dzięki doświadczeniu bezinteresownej miłości Jezusa mieli odwagę poznać własne problemy, mieli odwagę poznać najciemniejsze zakamarki własnego serca.

Módlmy się także o to, abyśmy dzięki zaufaniu do Jezusa mieli siłę na przyjęcie cierpień towarzyszącym procesowi wyzwalania z różnorodnych zniewoleń, tak, abyśmy mogli osiągnąć prawdziwą wolność, żyć pełnią miłości i w ten sposób kroczyć ku życiu wiecznemu.

Dwudziesta Siódma Niedziela zwykła

Księga Rodzaju została napisana ponad 2500 lat temu. Sposób napisania tej księgi odzwierciedla myślenie ludzi tamtej epoki. Jednak celem tego tekstu nie jest ukazanie nam myślenia ludzi tamtej epoki, ale uniwersalnej prawy o Bogu oraz uniwersalnej prawdy o człowieku. Ta prawda uniwersalna to nauka, która jest prawdziwa dla ludzi wszystkich epok, jak również dla ludzi wszystkich kultur. Jest to prawda, którą każdy człowiek potrzebuje znać do tego, aby móc żyć w pełni po ludzku. Aby odczytać tę uniwersalną prawdę, nie możemy zatrzymywać się na literalnym znaczeniu tekstu, ale poprzez ten literalny sens musimy starać się dostrzec sens duchowy, czyli to, co Bóg pragnie nam przekazać przez ten tekst.

Fragment Księgi Rodzaju, który był przeczytany dzisiaj, jako pierwsze czytanie, mówi o tym, że Bóg stworzył kobietę z żebra mężczyzny, aby ona była dla niego pomocą. To jest sens literalny. Natomiast duchowy sens tego opowiadania poucza nas o tym, że mężczyzna oraz kobieta zostali stworzeni przez Boga, jako osoby, które pomimo pewnych różnic, posiadają taką samą naturę oraz taką samą godność.

Księga Rodzaju poucza nas także, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz oraz swoje podobieństwo, czyli jako osobę, która podobnie jak Bóg jest zdolna do miłości. Ta zdolność do miłości, jest najważniejszą zdolnością człowieka i wyznacza cel jego życia. Tylko wtedy, kiedy człowiek żyje w miłości, żyje naprawdę po ludzku, a jego życie jest godne człowieka.

Prawda o tym, że człowiek został stworzony w tym celu, aby żyć w miłości, jest nie tylko zapisana w Piśmie Świętym, ale jest także zapisana w sercu każdego człowieka, jako pragnienie miłości. To pragnienie można dostrzec w codziennym życiu człowieka, a także w jego twórczości, czyli w literaturze, w piosenkach, czy też w filmach. Życie ludzi, oraz ich twórczość, nie tylko wyraża pragnie miłości, ale także ujawnia fakt, że większość ludzi wcale nie wie, czym jest miłość.

Na szczęście Bóg, który wpisał w serce człowieka pragnienie miłości, uczy nas także tego, jak możemy to pragnienie zrealizować. Można powiedzieć, że całe Pismo Święte jest jakby podręcznikiem, który uczy sposobu życia, który prowadzi do doskonałej miłości. Ponieważ Jezus Chrystus żył całkowicie zgodnie z tą nauką, stał się doskonałym przykładem takiego życia.

Dzisiejsze drugie czytanie przypomina nam, że Jezus Chrystus w celu doprowadzenia nas do zbawienia, przyjął cierpienie, oraz że oddał za nas swoje życie. Oznaczy to, że dla dobra ludzi Jezus, poświęcił nie tylko swoje zdolności, swoją siłę, swój cały czas, ale także samo życie. W ten sposób pokazał, że człowiek, który naprawdę kocha, nie pragnie zysku dla siebie, ale pragnie dobra człowieka, którego kocha. Co więcej, człowiek ten jest gotowy poświęcić dla dobra kochanej osoby wszystkie swoje siły, a nawet swoje życie.

Tylko taka miłość może zaspokoić pragnienie serca człowieka. Tylko człowiek, który kocha tak, jak kochał Jezus, czyli który kocha bezwarunkowo i bezinteresownie, może osiągnąć cel, dla którego został stworzony, może złączyć się z Bogiem oraz innymi osobami więzią, którą żadna siła, nawet śmierć, nie jest w stanie zerwać.

Wielu ludzi uważa, że miłość, którą ukazał nam Jezus, jest zbyt trudna, lub wręcz niemożliwa dla zwykłego człowieka. Ponieważ ludzie ci, nie mają nadziei na osiągnięcie doskonałej miłości, każdą trudność, każde cierpienie, jakie napotkają na drodze miłości, uważają za potwierdzenie własnego przekonania i szybko rezygnują z tej miłości. Ten brak nadziei sprawia, że nie są w stanie być wierni miłości, a przez to nie są w stanie dojść do miłości doskonałej.

Aby być wiernym miłości, nawet wtedy, kiedy spotykamy różnorodne trudności, musimy pamiętać, że doskonała miłość nie jest owocem wysiłku człowieka, ale jest darem Boga. Co więcej, jest darem, który Bóg pragnie dać każdemu człowiekowi. Ważne jest, aby być otwartym na działanie Boga, aby nigdy nie utracić nadziei na to, że nasza własna miłość naprawdę może stać się doskonała.

W prawdzie przyjęcie od Boga daru miłości umożliwia nam życie w doskonałej miłości. to jednak dar ten wyda upragnione owoce, czyli będzie się rozwijać i stanie się doskonały, tylko wtedy, kiedy będziemy używać go zgodnie z intencją Dawcy, czyli jeżeli będziemy naśladowali życie Jezusa w tym wymiarze, jaki obecnie jest dla nas możliwy.

Módlmy się o to, abyśmy ciągle coraz głębiej poznawali Jezusa, abyśmy uczyli się od Niego, czym jest miłość i co to znaczy żyć w miłości, którą pragniemy w głębi naszego serca. Módlmy się także o to, abyśmy przez wierne kroczenie za Jezusem coraz głębiej jednoczyli się z Nim i ciągle byli wzmacniani Jego własną miłością.

Dwudziesta Szósta Niedziela zwykła

Słowa dzisiejszej aklamacji przed Ewangelią są parafrazą modlitwy Jezusa z Ostatniej Wieczerzy. „Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą.” (J17,17) Człowiek „uświęcony”, to człowiek, który poprzez miłość zjednoczył się z Bogiem, czyli osiągnął zbawienie. To zbawienie jest także nazywane życiem wiecznym oraz Królestwem Bożym. Słowa modlitwy Jezusa ukazują nam, że do osiągnięcia celu naszego życia, jakim jest miłosna jedność z Bogiem, potrzebna jest nam znajomość prawdy.

Myślę, że dla każdego człowieka jest oczywistym stwierdzenie, że aby dojść do jakiegoś konkretnego miejsca, czyli aby osiągnąć jakiś cel, potrzebujemy znać drogę, która do tego celu prowadzi. Jednak aby rzeczywiście dojść do celu, sama znajomość drogi, czyli znajomość prawdy nie wystarczy. Potrzebna jest jeszcze możliwość kroczenia tą drogą. Jeżeli tym celem jest jakiś punkt geograficzny, to taką możliwość mogą nam dać zdrowe nogi, rower, czy też samochód. Oprócz znajomości drogi oraz możliwości poruszania się po tej drodze potrzebne jest jeszcze duże pragnienie osiągnięcia tego celu, jak również nadzieja na jego osiągnięcia, ponieważ bez tego pragnienia oraz tej nadziei, człowiek nie pokona trudności, które ewentualnie napotka na swej drodze, a najprawdopodobniej nawet nie wyjdzie ze swojego domu i nie rozpocznie podróży.

W swojej modlitwie Jezus poucza nas, że prawdą, którą potrzebujemy do tego, aby dojść do Królestwa Bożego, czy też, aby osiągnąć cel naszego życia, jest Boże Słowo. Jestem przekonany, że Jezus nie myślał tutaj o Słowie Bożym, jakim jest Pismo Święte, ale o Słowie Bożym, którym jest On sam.

Królestwo Boże nie jest jakimś miejscem geograficznym, ale jest miłosną relacją z Bogiem. Jezus Chrystus, który jest jedną z Trzech osób Boskich, która stała się człowiekiem, umożliwia nam życie w miłosnej relacji z Trójjedynym Bogiem. Ponieważ Jezus jest Synem Boga, jak również jest doskonale zjednoczony z Bogiem Ojcem oraz z Duchem Świętym, związanie się z Jezusem więzami miłości, jest związaniem się miłosną więzią z Trójjedynym Bogiem. A zjednoczenie się z Jezusem poprzez udoskonalenie tej miłosnej więzi jest zjednoczeniem się z Trójjedynym Bogiem.

Właśnie z tego powodu Jezus jest nie tylko Prawdą, która wskazuje drogę do celu, ale także sam jest Drogą, które prowadzi do życia wiecznego. Kroczenie tą drogą oznacza, pogłębianie naszej jedności z Jezusem poprzez kroczenie za Nim. Człowiek, który kroczy za Jezusem, kieruje się w swoim życiu nauką Jezusa oraz przykładem Jego życia, jak również spełnia misję, którą Jezus mu zlecił.

W tym sensie Jezus nie tylko ukazuje nam prawdziwą drogę do Królestwa Bożego, ale także umożliwia nam kroczenia tą drogą. Jednak, aby rzeczywiście wyruszyć w tę podróż i dojść do jej celu, potrzebne jest olbrzymie pragnienie osiągnięcia tego celu, jak również olbrzymia nadzieja osiągnięcia tego celu.

Ponieważ życie w jedności z Jezusem nie tylko prowadzi do życia wiecznego, ale jest także przepełnione miłością, radością i pokojem, jest niewątpliwie życiem najpiękniejszym z możliwych i jedynym życiem godnym człowieka, którego Bóg zaprasza do miłosnej relacji. Jednak z takim życiem połączone są także różnorodne cierpienia, o których Jezus mówi w dzisiejszej Ewangelii. Cierpienia te wynikają z faktu, że w celu kroczenia Drogą, którą jest sam Jezus, czyli w celu ciągłego pogłębiania naszej miłosnej relacji z Jezusem, musimy uwalniać się od więzów łączących nas z rzeczami złymi, ale także z tymi rzeczami, na których do tej pory polegaliśmy, które do tej pory były dla nas źródłem przyjemności i  radości, źródłem poczucia bezpieczeństwa, czy też poczucia szczęścia. Cierpienia mogą wynikać także z działania przeróżnych sił, które będą usiłowały odciągnąć nas od Jezusa i pociągnąć w całkiem innym kierunku.

Ponieważ zrywanie dotychczasowych więzi, czy też przeciwstawianie się atakującym nas siłom może niejednokrotnie być odczuwane jako odcinanie własnych kończyn, czy też wydłubywanie własnych oczów potrzebujemy bardzo mocnego pragnienia oraz mocnej nadziei dojścia do Królestwa Bożego.

Z całą pewnością pragnienie osiągnięcia życia wiecznego oparte na lęku przed potępieniem lub pragnieniu własnego szczęścia jest lepsze niż brak pragnienia osiągnięcia życia wiecznego. Jednak siła, której źródłem jest takie pragnienie, może okazać się zbyt słaba, kiedy na naszej drodze napotkamy wielkie cierpienia. Jedynie pragnienie oparte na miłości to Jezusa może dać wystarczającą siłę. Natomiast nadzieja dojścia do celu, nie może być oparta na zaufaniu we własne siły, ale musi opierać się na mocy Jezusa oraz Jego wierność, czyli na zaufaniu do Jezusa.

Módlmy się o to, aby coraz więcej ludzi poznało Jezus Chrystus i uznało Go za Prawdziwą Drogą do życia wiecznego. Módlmy się także o to, aby ci ludzie wzmocnieni miłością do Jezusa oraz pragnieniem i nadzieją osiągnięcia życia wiecznego kroczyli wiernie za Jezusem i doszli do pełnej jedności z Bogiem.