Druga Niedziela zwykła (Rok B)

Kiedy Jezus zobaczył idących za Nim dwóch uczniów Jana Chrzciciela, zapytał ich, „Czego szukacie?” Także teraz Jezus zadaje podobne pytanie każdemu z nas.

Jezus zadaje nam takie pytania, nie dlatego, że nie zna naszych pragnień, ale dlatego, że bardzo często my sami nie znamy naszych oczekiwań wobec Jezusa. Z tego powodu nie jesteśmy w stanie skorygować naszych błędnych oczekiwań, nie jesteśmy w stanie otworzyć naszego serca, ani też przyjąć od Jezusa daru, który może zaspokoić prawdziwego pragnienia naszego serca.

Ewangelie ukazują nam różnorodne pragnienia oraz oczekiwania różnych ludzi wobec Jezusa. Poznanie oczekiwań innych ludzi, może pomóc nam w poznaniu i ewentualnym skorygowaniu naszych wysłanych oczekiwań.

Wśród ludzi, którzy przychodzili do Jezusa, bardzo wielu pragnęło zdrowia dla siebie lub dla innych. Byli tacy, którzy pragnęli chleba i wody, inni chcieli zobaczyć różne cuda i znaki. Inni jeszcze pragnęli od Jezusa uznania ich sposobu myślenia, czy też postępowania. Byli też tacy, którzy chcieli otrzymać od Jezusa władzę i bogactwo.

Andrzej oraz Jan na zadane przez Jezusa pytanie odpowiedzieli w dość dziwny sposób. Nie poprosili o nic konkretnego, ale zadali Jezusowi pytanie: „Nauczycielu, gdzie mieszkasz?”

Najprawdopodobniej chcieli poznać nie tyle miejsce zamieszkania Jezusa, ile Jego sposób życia. Po prostu chcieli poznać Jego samego. Może nawet sami nie byli tego całkowicie świadomi, ale tym pytaniem ujawnili, że w głębi serca nie pragnęli jakiegoś konkretnego daru, ale samego Dawcę, tego wszystkiego, co jest dobre.

Św. Augustyn, który poznał dobrze marność oraz wielkość życia ludzkiego, tak powiedział: „Stworzyłeś nas Boże dla siebie i niespokojne jest serce człowieka, dopóki nie spocznie w Tobie, o Boże.” Tymi słowami Św. Augustyn wyraził prawdę, że pragnienia serca człowieka, który został stworzony na obraz i podobieństwo Boga, są tak wielkie, że żaden nawet największy dar Boga nie jest w stanie ich zaspokoić. Pragnienia naszego serca mogą być zaspokojone jedynie przez samego Boga. Jak długo nie zjednoczymy się z Bogiem, tak długo będziemy pragnąć i nie będziemy w pełni szczęśliwi.

To pragnienie naszego serca wynika z naszej natury, czyli jest darem Boga, naszego Stwórcy. Bóg obdarzył nas tym pragnieniem ponieważ kocha każdego człowieka i pragnie się z nim zjednoczyć w miłości. Aby umożliwić człowiekowi odpowiedzenie na pragnienie Boga i tym samym umożliwić mu zaspokojenie pragnienia własnego serca, Bóg posłał do nas swojego Jednorodzonego Syna. Każdy, kto przyjmuje Jezusa Chrystusa, przyjmuje Boga. Każdy, kto jednoczy się z Jezusem Chrystusem, jednoczy się z Bogiem.

W rzeczywistości chrześcijanin to człowiek, który wierzy, że Jezus Chrystus jest nie tylko najdoskonalszym objawieniem Boga, ale jest także jedyną Drogą, która prowadzi do Domu Ojca, czyli do doskonałego zjednoczenia z Bogiem. Dlatego też chrześcijanin, podobnie jak uczniowie z dzisiejszej Ewangelii, ponad wszystko pragnie poznać Jezusa, pragnie ciągle pogłębiać swoją miłość do Jezusa, stale pogłębiać swoje zjednoczenie z Jezusem.

Jak możemy zrealizować to pragnienie? Co powinniśmy zrobić, jeśli pragniemy głębiej poznać Jezusa oraz pogłębić nasze zjednoczenie z Jezusem?

Na te pytania Jezus odpowiada zaproszeniem: „Przyjdź i zobacz!”

Aby naprawdę poznać Jezusa, nie wystarczy jedynie teoretycznie uczyć się o Jezusie, ciągle pozostając w miejscu, do którego przywykliśmy i w którym czujemy się bezpiecznie. Jeżeli chcemy związać się z Jezusem głęboką więzią miłości, musimy pójść za Jezusem, czyli opuścić miejsce, w którym obecnie się znajdujemy i zacząć iść drogą, którą On nam wskazuje.

Oczywiście nie chodzi tutaj o opuszczenie miejsca, w którym obecnie mieszkamy. To byłoby stosunkowo łatwe. Chodzi o coś znacznie trudniejszego. Opuszczenie miejsca, w którym obecnie się znajdujemy, oznacza oderwanie się od tego wszystkiego, co cenimy bardziej niż miłość Jezusa, na czym polegamy bardziej niż na Jezusie. Oznacza prawdziwe nawrócenie, czyli zmianę myślenia, zmianę wartościowania, zmianę kryteriów wyboru, zmianę kierunku życia. Jest to proces przemiany, dzięki której będziemy coraz bardziej myśleli tak, jak myśli Jezus, będziemy coraz bardziej żyli tak, jak żyje Jezus, a co najważniejsze, będziemy stawać się takimi, jakim jest Jezus. Dopiero wtedy, kiedy staniemy się takimi, jakim jest Jezus, będziemy mogli doskonale zjednoczyć się z Bogiem.

Módlmy się o to, abyśmy poprzez wierne kroczenie za Jezusem, coraz głębiej jednoczyli się z Nim i byli stopniowo przemieniani w Niego samego, tak abyśmy coraz wierniej ukazywali Jego miłość tym wszystkim, którzy jeszcze jej nie znają i jednocześnie zbliżali się do celu naszego życia.

Chrzest Jezusa

Przed przyjęciem chrztu z rąk Jana Chrzciciela, Jezus przez niemal trzydzieści lat żył w Nazarecie. Podobnie jak Józef pracował, jako cieśla. Najprawdopodobniej życie Jezusa było ustabilizowane i spokojne. Jednak po chrzcie to ustabilizowane życie Jezusa skończyło się. Jezus nie wrócił do Nazaretu, ani do swojej pracy, ale zaczął chodzić po Palestynie i głosić nadejście Królestwa Bożego. Dlaczego życie Jezusa po przyjęciu chrztu uległo tak dużej przemianie?

Chrzest, który udzielał Jan Chrzciciel, sam w sobie nie miał mocy przemiany życia człowieka. Chrzest ten był ceremonią oczyszczenia, którą praktykowali pobożni Żydzi. Elementem tej ceremonii było wyznanie grzechów oraz wyrażenie decyzji rozpoczęcia życia zgodnego z przykazaniami, czyli zgodnego ze Słowem Bożym. Chrzest, który udzielał Jana, różnił się od innych ceremonii oczyszczenia tym, że celem jego przyjęcia było przygotowanie się na nadejście Mesjasza.

Jezus nie tylko nigdy nie popełnił żadnego grzechu, ale sam był Mesjaszem, dlatego też w przeciwieństwie do innych ludzi, nie potrzebował przyjęcie takiego chrztu. Najprawdopodobniej właśnie tak myślał Jan Chrzciciel, dlatego też, kiedy ujrzał zbliżającego się Jezusa, bardzo się zdziwił i usiłował Go powstrzymać. Aby ośmielić Jana, Jezus powiedział: „Zgódź się teraz, bo trzeba, abyśmy przez to wypełnili wszelką sprawiedliwość”. (Mt 3,15)

Sprawiedliwość, o której mówi Jezus, oznacza, wypełnienie woli Boga Ojca. Jezus wszedł między grzeszników i podobnie jak oni przyjął chrzest nawrócenia, gdyż taka była wola Boga wobec Niego.

Bóg Ojciec posłał swojego Syna, jako Zbawiciela, ponieważ pragnął wyzwolić wszystkich ludzi z niewoli grzechu i uzdolnić nas do odpowiedzenia miłością na Jego miłość. Bóg pragnął, aby Jezus dopełnił tego dzieła poprzez życie wśród grzeszników, ukazywanie im miłości Boga i ofiarowanie Bogu miłości, którą Bóg pragnie od każdego człowieka.

Poprzez wejście w tłum zgromadzonych wokół Jana Chrzciciela grzeszników i przyjęcie chrztu nawrócenia, Jezus przyjął tę misję Mesjasza. W odpowiedzi na tę decyzję Jezusa Bóg Ojciec namaścił Go Duchem Świętym i publicznie ogłosił Go Mesjaszem. To był moment oficjalnego posłania Jezusa, moment publicznego rozpoczęcia dzieła zbawienia, dla którego Syn Boży przyszedł na ten świat. Właśnie z tego powodu życie Jezusa uległo tak wielkiej przemianie.

Z całą pewnością byli ludzie, którzy wyrażali wdzięczność za działalność Jezusa, którzy sprawiali mu radość. Jednak życie wśród grzeszników oznaczało dla Jezusa przede wszystkim doświadczanie wielu cierpień, a ostatecznie ukrzyżowanie i śmierci. Pomimo tego cierpienia, jakie grzesznicy zadali Jezusowi, żył wśród grzeszników do samego końca, Właśnie w ten sposób Jezus wypełnił swoją misję i odkupił wszystkie nasze grzechy.

Dzięki temu, że Jezus całym swoim życiem, a szczególnie swoim cierpieniem oraz krzyżową śmiercią odkupił wszystkie nasze grzechy, możemy teraz przyjąć chrzest, który nie jest już zwykłą ceremonią oczyszczenia, ale jest sakramentem, poprzez który działa sam Zbawiciel. Poprzez przyjęcie sakramentalnego chrztu, każdy człowiek może nie tylko pojednać się z Bogiem, ale także może przyjąć Jego życie oraz Jego miłość, może zacząć uczestniczyć w naturze Boga i przez to stać się Jego dzieckiem.

W tym sensie, poprzez przyjęcie chrztu, każdy człowiek może uczestniczyć w owocach dzieła odkupienia, które dokonał Jezus Chrystus. Jednak należy pamiętać, że poprzez przyjęcie chrztu, człowiek nie tylko przyjmuje owoce dzieła odkupienia, ale także przyjmuje misję dzielenia się tymi darami z innymi ludźmi.

Wprawdzie dzieło zbawienia zostało już dokonane i grzechy wszystkich ludzi zostały już odkupione, to jednak z wielu różnych powodów, nie wszyscy ludzie przyjęli tę łaskę. Jest bardzo wielu ludzi, którzy jeszcze nie pojednali się z Bogiem, nie przyjęli Jego życia oraz miłości i w tym sensie nie stali się jeszcze Jego dziećmi.

Ludzie, którzy poprzez przyjęcie chrztu stali się dziećmi Boga, mają zadanie objawiać miłość Boga oraz Radosną Nowinę o tym, że Bóg kocha każdego człowieka i pragnienie, aby wszyscy ludzie stali się Jego dziećmi, jak również Radosną Nowinę o tym, że poprzez swojego Jednorodzonego Syna Jezusa Chrystusa Bóg umożliwił każdemu człowiekowi uczestniczenie w Jego życiu i miłości, a przez to, stanie się Jego prawdziwym dzieckiem.

Módlmy się o to, aby wszyscy chrześcijanie, którzy poprzez przyjęcie chrztu świętego stali się dziećmi Boga, żyli zgodnie ze swoją godnością i w ten sposób spełnili misję, którą otrzymali na chrzcie świętym. Módlmy się także o to, abyśmy poprzez takie życie przyprowadzili do Boga wielu ludzi, a sami wzrastali i stali się dziećmi Boga, w których On ma upodobanie.

Święto Świętej Rodziny Jezusa, Maryi i Józefa

Dzisiejsze Święto, jest naszym wyznaniem wiary w to, że rodzina Józefa, Maryi i Jezusa była rodziną doskonałą, że była rodziną, którą każda inna rodzina powinna naśladować.

Jednak w rzeczywistości nie wiemy zbyt dużo o tej Rodzinie. Nie znamy Jej codziennego życia. Czego właściwie możemy nauczyć się od Świętej Rodziny? W czym możemy Ją naśladować?

Z tych nielicznych opisów dotyczących Świętej Rodziny, które możemy znaleźć w Ewangeliach, możemy poznać, że Jej życie nie było łatwe, że już od samego początku Józef, Maria i Jezus napotykali na różne bardzo poważne kłopoty.

  • Niespodziewane poczęcie dziecka przez Maryję groziło zerwaniem zaręczyn Maryi i Józefa.
  • Ponieważ Herod usiłował zabić nowo narodzonego Jezusa, rodzina musiała uciekać z Izraela i przynajmniej przez kilka miesięcy w obcym kraju wiedli życie uchodźców.
  • Najprawdopodobniej Józef zmarł w stosunkowo młodym wieku. Maryja została młodą wdową, a Jezus od wczesnych lat swojego życia musiał zastąpić Józefa i pracować na utrzymanie rodziny.
  • Podczas publicznej działalność Jezusa nie wszyscy członkowie Jego rodziny rozumieli sens tej działalności. Niektórzy członkowie rodziny chcieli wykorzystać popularność Jezus dla własnego zysku. Inni usiłowali powstrzymać Jezusa w celu obrony honoru i dobrego imienia rodziny, ponieważ niektórzy ludzie mówili że Jezus postradał zmysły.
  • Ostatecznie Jezus został oficjalnie uznany za przestępcę i skazany na śmierć. Maryja nie tylko straciła jedynego Syna, ale także w oczach społeczeństwa była uznana za matkę przestępcy, który został ukrzyżowany.

Patrząc się na te problemy, można mieć poważne wątpliwości, co do tego, że Bóg rzeczywiście był z tą Rodziną i rzeczywiście Im błogosławił. Jednak, kiedy przyjrzymy się dokładniej, wątpliwości te znikają.

Problemy świętej Rodziny, pomimo tego, że niewątpliwie były źródłem jej cierpienia, nie zdołały zniszczyć tej Rodziny. Problemy te nie przeszkodziły Jezusowi wzrastać, stopniowo nabierać mocy i napełniać się mądrością oraz miłością ku Bogu oraz ludziom. W tej Rodzinie, która borykała się z różnymi problemami i doświadczała wielu cierpień, Jezus wyrósł na doskonałego człowieka, na człowieka, który był otwarty na potrzeby innych ludzi, który kierował się w swoim życiu jedynie miłością do Boga oraz miłością do ludzi.

Z Ewangelii dowiadujemy się, że dla Maryi sprawą najważniejszą w Jej życiu było wypełnianie woli Bożej. Starała się zawsze poznać i zrozumieć to, co Bóg od Niej pragnie. Jednak przyjmowała wezwanie Boga, nawet wówczas, kiedy do końca nie rozumiała jego sensu. Możemy powiedzieć, że wierzyła i ufała Bogu bardziej niż samej sobie, niż własnej woli, własnym odczuciom, własnemu zrozumieniu.

Józef bardzo kochał Maryję, pragnął jej dobra bardziej niż dobra własnego i był gotowy na poniesienie dla Niej wszelkich ofiar. Jednak mógł przyjąć Maryję z Jej dzieckiem, jak również mógł uratować życia Jezusa, tylko dlatego, że był otwarty na Boże natchnienia. Podobnie jak w życiu Maryi, także w życiu Józefa posłuszeństwo Bogu było sprawą najważniejszą.

Właśnie to zaufanie do Boga, to pragnienie kierowania się Jego wolą, ta gotowość spełnienia każdego pragnienia Boga, a przede wszystkim rzeczywista realizacja woli Boga, było siłą Jezusa, Maryi i Józefa i nadawało ich wzajemnej relacji nadprzyrodzony charakter. Właśnie dzięki Ich otwartości i zaufaniu do Boga, nie tylko byli w stanie pokonać wszelkie trudności, ale także w jakiś tajemniczy sposób napotykane problemy i cierpienia przyczyniały się do pogłębienia Ich wzajemnej więzi, oraz do realizacji zamysłu Bożego wobec Nich.

Módlmy się o to, aby jak najwięcej ludzi, poznało nadprzyrodzony wymiar własnej rodziny, aby poprzez zawierzenie Bogu w każdej sytuacji, poprzez otwartość i pragnienie życia w zgodzie z Jego wolą stały się miejscem działania Jego łaski i realizacji Jego zamysłu, tak aby ciągle Bóg pogłębiał ich miłość oraz ich jedność.

 

IV NIEDZIELA ADWENTU

W tym adwentowym okresie, w liturgii kościelnej bardzo często słychać sformułowanie: „radosne oczekiwanie na Chrystusa.” Z całą pewnością jest to radosny czas, ale muszę wyznać, że dla mnie osobiście przez dwadzieścia parę lat, które spędziłem w Japonii, radość ta łączyła się z pewnym smutkiem.

Mimo że Japonia nie jest krajem chrześcijańskim, a chrześcijanie stanowią zaledwie 1% całej ludności, atmosferę bożonarodzeniową można już odczuć od początku listopada, czyli prawie dwa miesiące przed Świętami. Atmosferę tą tworzą oczywiście wystawy sklepowe, reklamy, różnorodne programy telewizyjne i radiowe. Organizowane są bardzo liczne spotkania, czy też przyjęcia świąteczne. Jest w tym wszystkim jakaś radość i wyczekiwanie na coś wyjątkowego, na coś, co można doświadczyć tylko w tym czasie. Jednak w tym wszystkim nie ma miejsca na Jezusa. A same Święta są nazywane KURISUMASU, z angielskiego Christmas, co nikomu nie kojarzy się, ani z Jezusem Chrystusem, ani tym bardziej z narodzeniem, czy też wcieleniem Boga. Głównym bohaterem tego okresu jest dziadek Santa, który przypomina nieco św. Mikołaja jedynie faktem rozdawania prezentów, oraz swoim ubiorem.

Taki obraz świętowania Bożego Narodzenia jest zrozumiały w przypadku Japonii, ale niestety, odnoszę wrażenie, że także Polska zmierza w podobnym kierunku. Pomimo że 6 grudnia dawno już minął, św. Mikołaj jest ciągle obecny i bardzo często jest głównym motywem dekoracji bożonarodzeniowej. Kolędy mówiące o narodzeniu Jezusa, są wymieszane z piosenkami o św. Mikołaju. W radiu i różnych reklamach można słyszeć o jakiejś abstrakcyjnej „magii Świąt.” Dla wielu ludzi największą atrakcją Świąt są zakupy, dawanie lub otrzymywanie prezentów. Mam wrażenie, że w tym wszystkim jest coraz mniej miejsca dla Jezusa, i coraz więcej ludzi traci świadomość tego, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi.

Można być pewnym, że radość tych wszystkich, dla których źródłem tej radości jest jedynie atmosfera tych dni, jest bardzo krótkotrwała i zniknie, wraz ze zniknięciem choinek, światełek, św. Mikołaja, czy też kolęd.

Może warto zastanowić się nad tym, czym Boże Narodzenie jest dla mnie osobiście. Co jest źródłem radości, jaką doświadczam w tym bożonarodzeniowym okresie?

Dzisiejsze czytania mają pomóc nam w tej refleksji, a jednocześnie ukazać nam prawdziwy sens przeżywania tego okresu liturgicznego.

Pierwsze czytanie mówi nam o królu Dawidzie, który chciał uczynić dla Boga coś wielkiego. Chciał wybudować dla Niego wspaniały Przybytek. Możliwe, że w ten sposób chciał wyrazić swą wdzięczność za już otrzymane od Boga dary, ale możliwe, że chciał w ten sposób zatrzymać Boga przy sobie i zapewnić sobie otrzymywanie następnych darów. Jednak Bóg ukazuje Dawidowi, że tylko On sam może uczynić coś wielkiego dla Dawida, że tylko Bóg jest prawdziwym Dawcą. Co więcej, czyni to całkowicie bezinteresownie. To, co Bóg wymaga od Dawida, to przyjęcie tych darów i podzielenie się nimi z innymi ludźmi.

Ewangelia natomiast przedstawia nam Maryję, która ukazuje nam drogę do przyjęcia największego z Bożych Darów, jakim jest Jego własny Syn.

Maryja, która stała się współodkupicielką, właściwie niczego wielkiego dla Boga nie zrobiła. Nie wybudowała żadnej świątyni, kościoła, sierocińca, ani też szpitala. Nie napisała żadnej mądrej książki. Nie założyła żadnej organizacji charytatywnej, czy też apostolskiej. Maryja uczyniła tylko jedno. Całkowicie zawierzyła Bogu i pozwoliła Mu swobodnie działać w sobie, oraz przez siebie. Bóg dokonał całej reszty. Obdarzył Ją swoim Synem. Maryja urodziła i wychowała swojego Syna, a następnie przekazała Go światu. W ten sposób stała się Dawczynią życia Bożego, stała się Matką wszystkich zbawionych, współodkupicielką i pośredniczką łask wszelkich.

Właśnie takiego „fiat”, czyli zgodny na swobodne działanie Boga we własnym życiu wymaga Bóg od każdego z nas, od każdego chrześcijanina, od każdego człowieka.

Wbrew przekonaniu wielu ludzi, wcale nie musimy dokonywać dla Boga wielkich rzeczy. Wszystko, co Bóg od nas wymaga to przyzwolenie na Jego obecność i działanie w naszym życiu. Takie przyzwolenie może wydawać się banalnie prostym, ale to tylko pozór. W rzeczywistości nie chodzi o słowa, ale o gotowość rezygnacji z własnych wyobrażeń, z własnych pragnień i ambicji. Chodzi także o gotowość wypełniania woli Boga w każdym momencie swojego życia, zarówno wtedy, kiedy jest to proste i przyjemne, wtedy, gdy wzbudza w nas radość, jak i wtedy, gdy kosztuje nas to wiele trudu, a nawet wtedy, gdy towarzyszą temu różne cierpienia. Chodzi o prawdziwe i bezwarunkowe zawierzenie Bogu.

Jeżeli wyrazimy zgodę na obecność Boga i Jego działanie w naszym życiu możemy być pewni, że Bóg obdarzy nas swoim Synem, swoim Duchem, że sam zamieszka w naszym wnętrzu. Wówczas podobnie jak Maryja będziemy pełnymi łaski, pełnymi Bożego życia. W konsekwencji tego, podobnie jak Maryja, będziemy mogli obdarzać życiem Boga ludzi, których spotkamy w naszym życiu.

Na podstawie dzisiejszych czytań możemy powiedzieć, że Święta Bożego Narodzenia, powinny przede wszystkim przypominać nam, o największym Darze Boga dla ludzkości, a jednocześnie ukazywać nam drogę, pobudzać nasze pragnienia i dodawać odwagi potrzebnej do przyjęcia tego Daru, jakim jest sam Jezus.

Poprzez Święta Bożego Narodzenia, Bóg wzywa nas do przyjęcia swego Syna, ponieważ pragnie On ubogacić nasze życie, ale także pragnie, abyśmy przekazali Go innym ludziom tak, aby przez nas Jezus dotarł do tych, którzy jeszcze Go nie przyjęli.

Módlmy się o to, aby na wzór Maryi jak najwięcej ludzi przyjęło to zaproszenie, aby Boża miłość, radość i pokój, które ofiaruje On światu, zamieszkały w ich sercach. Módlmy się także o to, aby życie, które przyniósł Jezus, ciągle nas ożywiało, nie tylko w tym okresie, ale przez cały rok, przez całe życie, przez całą wieczność.

Druga Niedziela Adwentu

Po wyzwoleniu ludu Izraela z niewoli Egipskiej Bóg zawarł z nimi przymierza i w ten sposób uczynił ich swoim ludem. Bóg dał Izraelitom przykazania, poprzez które ukazał im drogę do pełni życia. Dzięki błogosławieństwu Boga i życiu zgodnym z Jego nauką Izraelici stali się wielkim Królestwem, bogatym zarówno duchowo, jak i materialnie.

Jednak zamiast być wdzięczni Bogu za Jego błogosławieństwo, pomoc oraz dary, i w ten sposób jeszcze bardziej pogłębić swoją więź z Bogiem, Izraelici zaczęli uważać, że swoje bogactwo zawdzięczają jedynie swojej własnej pracy. Gdy uwierzyli we własne siły, stali się pyszni, zaczęli ignorować przykazania Boga i kierować się własnymi pragnieniami. Wtedy stopniowo utracili bogactwo, utracili swoje królestwo i ponownie stali się niewolnikami innego narodu.

Ich sytuacja wydawała się beznadziejna. Bardzo boleśnie doświadczali swojej słabości, faktu, że o własnych siłach nie są w stanie odzyskać wolność, nie są w stanie powrócić do dawnych czasów świetności.

W tym czasie prorok Izajasz zaczął głosić, że sam Bóg przyjdzie im z pomocą. Prorok nauczał, że pomimo niewierności Izraela, Bóg jest wierny zawartemu przymierzu, jest wierny swojej miłości do Izraelitów. Ustami proroka Bóg obiecał, że ponownie wyzwoli ich z niewoli i będą mogli powrócić do swojego kraju. Ta obietnica była dla zniewolonych Izraelitów źródłem nadziei, która dawała im siłę do tego, aby nie załamywać się, jak również do tego, aby przygotowywać się na przyjęcie Boga, który miał przyjść, aby ich wyzwolić.

Bóg spełnił swoją obietnicę i Izraelici odzyskali swoja wolność oraz swoje Królestwo. W ten sposób Bóg ukazał, że rzeczywiście ma moc spełnić swoje obietnice, oraz to, że jest Bogiem wiernym, który zawsze spełnia swoje obietnice.

Bóg działał w ten sposób w historii Izraela przede wszystkim w tym celu, aby przygotować ich na szczególne wyzwolenie. Bóg pragnął wyzwolić swój lud nie tylko spod władzy innego ludu, ale przede wszystkim spod władzy grzechu. Bóg pragnął uczynić to, ponieważ ostateczną przyczyną nieszczęść człowieka nie jest drugi człowiek, ani stworzona przez niego sytuacja polityczna, czy też społeczna, ale jego własny grzech.

Zgodnie ze słowami Jezusa, każdy, kto popełnia grzech, staje się jego niewolnikiem (J8:34-36). Człowiek, który stał się niewolnikiem grzechu, nie jest w stanie czynić dobra, którego pragnie, ale wbrew swojej woli czyni zło, które nienawidzi. Człowiek ten grzeszy, pomimo tego, że grzech wyrządza szkodę jemu samemu oraz innym ludziom. Niewolnik grzechu nie jest w stanie kochać.

Aby wyzwolić Izraelitów, a przez nich wszystkich innych ludzi spod władzy grzechu, Bóg posłał swojego Syna, Jezusa Chrystusa.

Przeczytana przed chwilą Ewangelia ukazuje Jana Chrzciciela, który głosi rychłe nadejście Mesjasza. Jan Chrzciciel jednocześnie wzywa do przygotowania się na Jego przyjście, szczególnie poprzez nawrócenie, czyli uznanie zła, jakie grzech wyrządza człowiekowi, zaniechanie czynienia tego zła oraz czynienie dobra, czyli rozpoczęcie życia zgodnego z wolą Boga

W rzeczywistości Jezu Chrystus przyszedł nie tylko w tym celu, aby wyzwolić Izraelitów spod władzy grzechu, ale przede wszystkim po to, aby pojednać ich z Bogiem. Niestety Izraelici mieli tak bardzo zamknięte serca, czyli byli tak bardzo przyzwyczajeni do swojego grzesznego sposobu życia, że zamiast z wdzięcznością przyjąć posłanego przez Boga Mesjasza, przybili Go do krzyża i zabili.

Na szczęście Bóg jest mocniejszy niż popełniany przez człowieka grzech. Żadne zło nie jest w stanie zniszczyć Jego planu zbawienia. Pomimo sprzecznej z pragnieniem Boga postawie Izraelitów, Jezus wypełnił swą misję, wybawił wszystkich ludzi z niewoli grzechu i w imieniu nas wszystkich zawarł z Bogiem nowe wieczne Przymierze. Teraz każdy człowiek może uzyskać wolność, może powrócić do Boga, może się z Nim pojednać i żyć w zażyłej relacji z Bogiem.

Jednak, aby przyjąć ten dar zbawienia, musimy przygotować nasze serca. W tym celu powinniśmy poznać rzeczywistość grzechu w naszym życiu. Poznać jak bardzo grzech nas zniewala, jak wielkie zło wyrządza nam oraz innym ludziom. Jednocześnie musimy wzmocnić w sobie pragnienie wolności od grzechu, pragnienie życia zgodnego z wolą Boga i pragnienie życia w jedności z Bogiem, poprzez ciągłe pogłębiania naszej znajomości Jezusa Chrystusa.

Módlmy się o to, aby jak najwięcej chrześcijan poprzez pojednanie się z Bogiem w Sakramencie pojednania, przygotowało się na przyjęcie Jezusa. A poprzez wierne kroczenie za Jezusem, ukazywało innym ludziom drogę do zbawienia, które zdobył dla nas Jezus Chrystus.