Dwudziesta Piąta Niedziela zwykła

Przypowieść Jezusa, którą właśnie usłyszeliśmy, jest bardzo dziwna.

Pierwsza jej część odpowiada rzeczywistemu doświadczeniu. Rzeczywiście w czasie żniw wielu właścicieli winnic zatrudniało ludzi, którzy nie mieli stałej pracy. Wychodzili oni na rynek o różnych porach dnia, aby znaleźć jak najwięcej pracowników i zebrać jak najwięcej plonu.

Jednakże druga część przypowieści jest całkowicie sprzeczna z doświadczeniem słuchaczy. Nikt nie płacił robotnikom, którzy pracowali tylko jedną godzinę tyle samo, co robotnikom, którzy pracowali przez cały dzień. Takie postępowanie gospodarza jest nie tylko niezgodne z doświadczeniem, ale także jest całkowicie sprzeczny z poczuciem sprawiedliwości prawie wszystkich ludzi, czy też po prostu ze zdrowym rozsądkiem. Gdyby jakiś gospodarz, czy też właściciel fabryki płacił tyle samo wszystkim pracownikom, bez względu rodzaj wykonywanej przez nich pracy, to bardzo szybko zbankrutowałby.

Jezus nie był naiwnym idealistą, który doradzał taki system wynagrodzenia za pracę. W tej przypowieści Jezus nie mówi o ludzkim sposobie działania, ale o sposobie działania Boga. A zgodnie z pouczeniem proroka Izajasz, zarówno sposób myślenia, jak i działania Boga, jest całkowicie odmienne od sposobu myślenia i działania człowieka. Tak samo sprawiedliwość Boga, o której Jezus mówi w dzisiejszej przypowieści, jest czymś całkiem innym niż sprawiedliwość ludzka.

Najprawdopodobniej dla większości ludzi, sprawiedliwym jest karanie człowieka proporcjonalnie do wielkości popełnionego przez niego przestępstwa, czy też wyrządzonej szkody, oraz wynagradzanie człowieka proporcjonalnie do uczynionego dobra, czy też wykonanej pracy. Według takiego myślenia, sprawiedliwe jest zapłacenie robotnikowi 1000 jenów za jedną godzinę pracy, jeżeli za 10 godzin tej samej pracy inny pracownik dostaje 10 000 jenów.

Zarówno poprzez przypowieści, jak i poprzez swoje postępowanie Jezus objawia, czym jest sprawiedliwość Boga. Dla Boga sprawiedliwość wcale nie oznacza karanie lub wynagradzanie proporcjonalne do wielkości wyrządzonego zła lub dobra. Dla Boga sprawiedliwość, to realizacja własnej woli. Bóg jest sprawiedliwy nie dlatego, że odpowiednio karze za zło i wynagradza za dobro, ale dlatego, że jest wierny swoim obietnicom, poprzez które objawia nam swoją wolę.

Według ludzkiego pojęcia sprawiedliwości, życie wieczne jest nagrodą za życie zgodne z Bożą wolą. Jednak według Bożego pojęcia sprawiedliwości, życie wieczne jest darem, którym Bóg pragnie obdarzyć każdego człowieka.

Życie wieczne ma nieskończoną wartość i nikt, nawet największy święty, nie byłby w stanie zasłużyć sobie, czy też zapłacić za nie, nawet najwspanialszymi uczynkami, wielką ilością modlitw, postów, czy też innych umartwień. Jeślibyśmy zostali osądzeni na podstawie naszych czynów, nikt z nas nie byłby w stanie uczestniczyć w życiu wiecznym.

Każdy z nas może mieć udział w życiu wiecznym tylko dlatego, że Bóg w swoim nieskończonym i niepojętym miłosierdziu pragnie obdarzyć nim każdego, kto podobnie jak nawrócony na krzyżu łotr, zechce je przyjąć. Możemy być pewni, że jeśli jakiś człowiek, który przez całe życie ignorował Boga i ciągle żył w grzechu, nawróci się w momencie śmierci i poprosi Boga o przebaczenie, to Bóg wysłucha tej prośby i z radością obdarzy go życiem wiecznym.

Czy znaczy to, że możemy spokojnie ignorować Boga i żyć zgodnie z naszymi żądzami, a jedynie przed śmiercią poprosić Boga o przebaczenie naszych grzechów? Absolutnie nie.

Człowiek, który grzeszy, staje się niewolnikiem grzechu. Nikt nie może nam zagwarantować, że w porę zdołamy zerwać więzy, które wiążą nas z grzechem. Warto pamiętać, że obaj łotrzy, którzy umierali obok Jezusa, mieli szansę na uzyskanie przebaczenia i w konsekwencji obaj mogli uczestniczyć w życiu wiecznym. Jednak z szansy tej skorzystał tylko jeden z nich. Drugi natomiast do końca trwał w swoim grzechu.

Poza tym jeśli naprawdę uważamy życie wieczne za coś tak wspaniałego i cennego, że chcemy uczestniczyć w nim przez całą wieczność, to dlaczego mielibyśmy czekać na przyjęcie tego daru aż do końca życia?

Życie wieczne, którym Bóg pragnie obdarzyć każdego człowieka, to nic innego, jak przebywanie z Bogiem. A już teraz poprzez życie z Jezusem możemy żyć z Bogiem.

Życie wieczne, to uczestniczenie w życiu i miłości Boga. A już teraz, poprzez uczestnictwo w życiu i misji Jezusa, możemy uczestniczyć w życiu i miłości Boga.

Życie wieczne, to życie, jako dziecko Boga. A już teraz każdy człowiek może stać się dzieckiem Boga i poprzez życie zgodne z Jego wolą, może wzrastać, aby stać się dzieckiem Boga, w którym ma On upodobania, czyli takim, jak sam Jezus.

Módlmy się o to, abyśmy poprzez życie i pracę z Jezusem, mogli przyjąć dar życia wiecznego. Módlmy się także o to, abyśmy poprzez życie godne dzieci Boga, wzrastali w Jego miłości, i dzielili się radością życia wiecznego z innymi ludźmi.

Dwudziesta Czwarta Niedziela zwykła

Dzisiejsza Ewangelia przypomina nam jedną z najważniejszych prawd naszej wiary. Bóg przebaczy każdy nasz grzechy, jeśli tylko poprosimy Boga o Jego przebaczenie. Bóg jest gotowy przebaczyć każdy nasz grzech, a nawet pragnie tego, bardziej niż my sami, tylko dlatego, że kocha nas bezwarunkowo i pragnie naszego dobra, pragnie naszego szczęścia.
Jednakże niezależnie od tego, jak wielka jest ta Boża Miłość, nie będzie miała w naszym życiu żadnego znaczenia, jeśli jej nie przyjmiemy. Podobnie jest z przebaczeniem grzechów. Boże przebaczenie nie będzie miało żadnego skutku, jeśli sami go nie przyjmiemy.
Przypowieść, którą usłyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii, bardzo dobrze ilustruje tą prawdę.
Sługa, który nie był w stanie spłacić zaciągniętego u króla wielkiego dług, zgodnie z prawem powinien pójść do więzienia. Król w swoim miłosierdziu skreślił ten dług, dzięki czemu sługa mógł pozostać na wolności.
Jednak pomimo uzyskanego przebaczenia, sługa ostatecznie znalazł się w więzieniu. Los tego człowieka odmienił się po tym, jak wtrącił on do więzienia własnego dłużnika, który nie był w stanie oddać mu pieniędzy. W prawdzie czyn ten był zgodny z panującym prawem, to jednak król zdecydował się odwołać skreślenie długu i zgodnie z prawem wtrącić swojego dłużnika do więzienia.
Gdyby jakiś prawdziwy król, czy też inny władca, postępował tak, jak król z przypowieści Jezusa, czyli gdyby czasami ignorował prawo, a czasami je stosował, albo gdyby zmieniał swoje decyzje, to z pewnością nie byłby dobrym władcą. Oczywiście w tej przypowieść Jezus nie poucza ziemskich władców tego, jak mają rządzić, ale poucza nas o tym, jak swoją władzę sprawuje Bóg oraz o tym, czego Bóg pragnie dla człowieka i czego od człowieka wymaga.
Każdy grzech człowieka jest nie tylko złamaniem danego przez Boga Prawa, ale jest także sprzeciwieniem się Bogu. Grzech wyraża nasz brak ufności oraz brak miłości do Boga. Obraża Boga. Skutkiem grzechu jest osłabienie lub nawet zerwanie naszej relacji z Bogiem. Ponieważ człowiek staje się niewolnikiem grzechu, o własnych siłach nie jest w stanie naprawić tej relacji, nie jest w stanie powrócić do miłosnego obcowania z Bogiem. Właśnie taki stan człowieka, Jezus porównuje w swojej przypowieści do olbrzymiego długu, który człowiek nie jest w stanie spłacić.
Przebaczenie Boga, oznacza umożliwienie człowiekowi pojednania się z Bogiem. Jest ponownym ofiarowaniem człowiekowi Bożej Miłości, a przez to jest daniem mu szansy wyzwolenia z niewoli grzechu i powrotu do miłosnej relacji z Bogiem. To przebaczenie, Jezus porównuje do skreślenia niespłacalnego długu.
Jednak samo przebaczenie Boga nie zmienia rzeczywistej sytuacji grzesznika. Aby człowiek ponownie stał się wolny i na nowo zaczął żyć w serdecznej relacji z Bogiem, musi on przyjąć Boże przebaczenie, czyli musi powrócić do Boga i rzeczywiście pojednać się z Nim. To pojednanie nie jest sprawą uczucia, czy też samych chęci, ale jest nawiązaniem rzeczywistej miłosnej relacji z Bogiem.
Człowiek, który rzeczywiście kocha Boga i żyje w serdecznej relacji z Bogiem, żyje zgodnie z Jego wolą, czyli po prostu żyje w miłości, kocha innych ludzi miłością samego Boga. Dlatego też to, czy człowiek rzeczywiście przyjął Boże przebaczenie oraz pojednał się z Bogiem, można poznać po jego realnym życiu, a szczególnie po jego stosunku do innego człowieka.
Jeżeli po uzyskaniu Bożego przebaczenia, życie człowieka wcale się nie zmieniło, czyli jeżeli ciągle nie jest on w stanie kochać innych ludzi, miłością, którą Bóg mu ofiarował, oznacza to, że w rzeczywistości, nie przyjął on Bożego przebaczenia i nie pojednał się z Bogiem, że ciągle jest bardziej związany z grzechem niż z Bogiem i pozostaje w niewoli grzechu.
Właśnie tą prawdę Jezus ukazuje w przypowieści, gdzie jej bohater zostaje ostatecznie wtrącony do więzienia za niespłacony dług po tym, jak nie był on w stanie ukazać takiego miłosierdzia wobec swojego dłużnika, jakie król ukazał wobec niego.
Podsumowując, możemy powiedzieć, że przebaczanie bliźnim, jako wyraz naszej miłości do bliźniego, nie jest warunkiem, uzyskania Bożego przebaczenia, ale jest owocem przyjęcia tego przebaczenia, jest owocem pojednania się z Bogiem.
Módlmy się o to, abyśmy byli w stanie uznać przed Bogiem oraz przed samym sobą swoją rzeczywistą sytuację, swoją słabość, swoją grzeszność. Módlmy się także o to, abyśmy przyjęli Boże przebaczenie i pojednali się z Nim, a poprzez życie wierne miłości Boga, własnym życiem ukazywali tą Miłość ludziom, którzy jeszcze Jej nie znają.

Dwudziesta Trzecia Niedziela zwykła (rok A)

W zrozumieniu dzisiejszej Ewangelii pomogą nam następujące słowa Jezusa:

„Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani! Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swe pisklęta zbiera pod skrzydła, a nie chcieliście.” (Mt 23:37)

Zgodnie ze tymi słowami, zebranie wszystkich ludzi w jeden Lud Boży, w jedną Bożą rodzinę, jest wielkim pragnieniem Boga, co więcej, jest celem Jego działania. Wprawdzie nie tylko współcześni Jezusowi Żydzi, ale także bardzo liczni ludzie wszystkich czasów i wszystkich miejsc na świecie nie odpowiadają na to pragnienie Boga, to jednak możemy być pewni, że nikt nie jest w stanie zniweczyć Jego działania i na pewno pragnienie to zostanie w pełni zrealizowane. Obietnica pełnej realizacji tego pragnienia, została zapisana w Apokalipsie.

„I usłyszałem donośny głos mówiący od tronu: «Oto przybytek Boga z ludźmi: i zamieszka wraz z nimi, i będą oni Jego ludem, a On będzie „BOGIEM Z NIMI” Ap21:3

Królestwo Boże, o którym pouczał nas Jezus Chrystus, jest właśnie taką jednością ludzi z Bogiem oraz jednością ludzi między sobą. Patrząc się na działalność Jezusa, możemy łatwo stwierdzić, że już od samego początku realizował On to Królestwo Boże poprzez gromadzenie ludzi wokół siebie, poprzez tworzenie wspólnot.

Prawdziwa wspólnota chrześcijańska, to taka wspólnota, której centrum jest Jezusa Chrystus, której członkowie są połączeni ze sobą miłością do Jezusa. Właśnie miłość jest tą więzią, która łączy chrześcijan z Bogiem, oraz chrześcijan między sobą. Dlatego życie miłością jest ważne nie tylko dla indywidualnego wzrostu oraz uświęcenia każdego człowieka, ale także jest sposobem realizowania Królestwa Bożego.

Ci, którzy nie żyją miłością, czyli ci, którzy żyją tylko dla siebie, rozbijają jedność, którą pragnie Bóg. O tych ludziach Jezus powiedział:

„Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; i kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.” Mt12:30

Każdy egoistyczny czyn, każdy grzech rani więzi łączące ludzi, osłabia jedność wspólnoty. Człowiek, który grzeszy, nie tylko oddala się od Boga, ale także rozbija wspólnotę.

Pomimo tego, że poprzez grzech człowiek działa przeciwko pragnieniu Boga oraz przeciwstawia się działaniu Jezusa, Jezus nie rezygnuje z tego człowieka, ale przebacza jego grzech i wzywa go do pojednania. Jezus zachęca także swoich uczniów, aby przebaczali swoim winowajcom tak, aby poprzez pojednanie została przywrócona, a nawet pogłębiona pierwotna jedność.

Jeżeli wbrew pragnieniu Jezusa, nie przebaczymy tym, którzy nas zranili, jeśli nie pojednamy się  z tymi, którzy się nawrócili, to także my sami przyczynimy się do pogłębienia rozbicia jedności wspólnoty.

W tym sensie grzech, ale także przebaczenie oraz pojednanie ma wpływ nie tylko na nasze prywatne życie, ale także na życie wspólnoty. Dlatego też, nasz własny grzech oraz brak naszego przebaczenia nie jest jedynie naszą prywatną sprawą, ale jest także sprawą całej wspólnoty.

Wspólnota chrześcijańska, w więc także i nasza wspólnota, ma za zadanie objawianie zamysłu Bożego wobec całego świata poprzez życie zgodne z nauką Jezusa, szczególnie poprzez utrzymywania i ciągłe pogłębianie wzajemnych więzi, poprzez ciągłe wzmacnianie jedności wspólnoty. Jest to także sposób świadczenia o miłości Bożej i pociągania ludzi do Boga, czyli jest sposobem gromadzenia ludzi w Lud Boży, jest sposobem rozszerzania i realizowania Królestwa Bożego.

Módlmy się o to, abyśmy wszyscy jako indywidualne osoby, ale także jako wspólnota, byli wierni miłości, jaką obdarzył nas Jezus, abyśmy swoim życiem, swoimi słowami i czynami nie rozbijali wspólnoty, ale pogłębiali jej jedność i w ten sposób ukazywali innym ludziom pragnienie Boga oraz współpracowali w jego realizacji.

XXII niedziela zwykła (rok A)

W dzisiejszej Ewangelii widzimy niezbyt często spotykany widok rozgniewanego Jezusa. Dlaczego Jezus rozgniewał się na Piotra do tego stopnia, że nazwał go szatanem, czyli kusicielem?

Odciągając Jezusa na bok i mówiąc Mu, że ani cierpienie, ani śmierć nie mogą się Mu przydarzyć, Piotr przede wszystkim wyraził swoją troskę o Mistrza, pragnienie, aby On nie cierpiał. Ponadto Piotr potwierdził wiarę w to, że Jezus jest Mesjaszem oraz Synem Boga. Ponieważ już niejednokrotnie widział moc Jezusa, był przekonany, że Jezus pokona swoich wrogów i zostanie królem Izraela. Był także pewny, że Syn Boży, który wiernie służy Bogu, jest przez Niego chroniony w szczególny sposób i dlatego nikt nie może wyrządzić Mu żadnej krzywdy.

Pomimo tego, że jeszcze przed chwilą wiara Piotra była pochwalona, tym razem zostaje On nazwany szatanem. Jezus gani Piotra dlatego, że myślenia Piotra, choć pełne dobrych intencji i troski o swego Mistrza, było myśleniem ludzkim, które nie było zgodne z myśleniem Bożym. Piotr nieświadomie kusił Jezusa do zejścia z drogi zgodnej z wolą Boga i do kroczenia drogą ludzkiego rozsądku, ludzkich wartości i przekonań. W ten sposób Piotr zamiast pomagać Mesjaszowi w realizacji Jego misji, nieświadomie przeszkadzał.

Słowa Piotra nie wyrażały jedynie jego osobistego przekonania, ale także przekonanie ówczesnych Izraelitów. Byli oni przekonani, że Mesjasz pokona wszystkich swoich przeciwników, że obejmie władzę i będzie rządził Izraelem oraz okolicznymi narodami. Jednym słowem, byli przekonani, że działalność Mesjasza zakończy się wielkim sukcesem.

Jezus, który znał pragnienie Boga Ojca, wiedział, że nie wymaga On od swojego Syna tego rodzaju sukcesu. To, co Bóg wymaga, to wierność, wierności miłości Bogu, wierność otrzymanej od Boga misji. Jezus wiedział, że gdy będzie żył zgodnie z wolą Boga Ojca, czyli kiedy będzie kochał każdego napotkanego człowieka, także tego, który czuł do Niego wrogość i pragnął Jego zguby, to na pewno spotka go wiele cierpień, a nawet zostanie zabity. Jednak wierzył, że Bóg zrealizuje swój plan zbawienia i w tym sensie pokona wszelkie zło, ponieważ posiada On moc wyprowadzenia z tego największego zła, jakim będzie Jego cierpienie oraz śmierć, największego dobra, jakim jest odkupienie człowieka.

Nasze myśli są bardzo często całkiem inne niż myśli Boga. Nie myślimy w kategoriach miłości i wierności, ale w kategoriach własnego zysku i straty, w kategoriach sukcesu i porażki. Z tym że najczęściej za sukces uważamy realizację swoich pragnień, marzeń, ambicji czy też oczekiwań. Brak realizacji naszych pragnień uważamy za porażkę. Do czego wiedzie takie życie?

Ponieważ bardzo często sukces jednego człowieka oznacza porażkę innego, takie życie nierzadko wiedzie do rywalizacji, czy wręcz walki człowieka z człowiekiem. To z kolei oznacza zadawanie sobie wzajemnie bólu i cierpienia. Poza tym taka walka jest całkowicie bezsensowna, ponieważ w momencie śmierci wszyscy bez wyjątku utracimy wszystko, co zdołamy zdobyć, czyli odniesiemy całkowitą porażkę.

Śmierć krzyżowa Jezusa ukazuje nam prawdę, że do życia wiecznego, czyli do prawdziwego szczęścia nie wiodą nasze sukcesy, ale wierność miłości Boga. Święta Matka Teresa z Kalkuty wyraziła tą prawdę słowami: „Nie jesteśmy wezwani do sukcesu, ale do wierności.”

Z pewnością wierność miłości do Jezusa nie jest w tym świecie łatwą sprawą. Wierność ta często wymaga rezygnacji z wielu własnych przekonań i różnorodnych przyzwyczajeń, które dają nam pewne poczucie stabilności, czy też poczucie bezpieczeństwa. Z całą pewnością wierność ta wymaga rezygnacji z przekonania, że najważniejszą sprawą w życiu jest realizacja własnych pragnień. Wierność ta oznacza całkowitą zmianę kryterium naszych wyborów, zmianę sposobu życia. Ten proces przemiany jest tak bardzo bolesny, że Jezus nazywa go „niesieniem krzyża”. Jeśli będziemy wiernie nieść ten krzyż, czyli stopniowo odrywać się od ludzkiego sposobu myślenia i postępowania, to z pewnością utracimy sposób życia, do którego tak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni. Utracimy życie, które znamy. W tym sensie „umrzemy”, ale jednocześnie narodzimy się na nowo, staniemy się nowym człowiekiem, czyli dzieckiem Boga, jakiego On pragnie. Staniemy się drugim Chrystusem.

Módlmy się o to, abyśmy w każdej sytuacji, szczególnie w rozwiązywaniu rozmaitych problemów i w podejmowaniu ważnych decyzji, mieli odwagę kierować się myśleniem Boga, które ukazuje nam nauka oraz sposób życia Jezusa. Módlmy się także o to, aby wierność Bogu i miłości, którą On nas obdarzył, była zawsze ważniejsza niż zdobycie jakiejś rzeczy, czy też odniesienie innego sukcesu.

Dziewiętnasta Niedziela zwykła

Dzisiejsza Ewangelia przedstawia Apostołów, którzy na polecenie Jezusa przeprawiają się na drugi brzeg. Podczas tej przeprawy zmagają się z przeciwnym wiatrem. Jezusa nie było w łodzi, ponieważ został na brzegu. Apostołowie niemalże przez całą noc o własnych siłach musieli zmagać się z przeciwnym wiatrem. Jezus przyszedł do nich dopiero nad ranem. Jednak Jego pojawienie się nie od razu rozwiązało problem. A nawet początkowo pogłębiło ich lęk. Ponieważ Apostołowie nie rozpoznali zbliżającego się do nich Jezusa, myśleli, że była to zjawa, czyli coś jeszcze bardziej groźnego, niż wiatr i miotające nimi fale. Przejęci lękiem zaczęli krzyczeć. Dopiero wtedy Jezus przemówił do nich i zaczął ich uspokajać. Jednak ciągle nie uciszył wiatru.

Nie wiemy, jaka była reakcja innych Apostołów na słowa Jezusa, ale Piotr zaufał Jezusowi na tyle, aby odważyć się wyjść z łodzi, która była jego schronieniem przed wiatrem i falami, i zacząć iść w kierunku Jezusa. Jednak już wkrótce okazało się, że jego wiara była ciągle bardzo słaba. Przy pierwszym większym podmuchu, Piotr przeląkł się, oderwał wzrok od Jezusa i zaczął tonąć. Na szczęście Jezus był w pobliżu i Piotr wezwał Jego pomocy. Na wezwanie Piotra Jezus wyciągnął Piotra z głębin i zaprowadzi go do łodzi. Wiatr ustał, dopiero gdy Jezus wraz z Piotrem weszli do łodzi.

Doświadczenie to doprowadziło Apostołów do poznania tego, Kim naprawdę był Jezus. Gdy Jezus wszedł do łodzi, upadli przed Nim na kolana i wyzwali swą wiarę słowami: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym.”

Przeprawa Apostołów przez Jezioro w wyznaczonym przez Jezusa celu jest niewątpliwie symbolem naszego chrześcijańskiego życia. Natomiast przeciwny wiatr, który utrudniał tą przeprawę, jest symbolem wszelkich trudności, jakie napotykamy w naszym życiu.

Myślę, że podobnie jak Apostołowie, także my wtedy, kiedy napotykamy na jaki problem, który utrudnia nam realizację misji, jaką otrzymaliśmy od Jezusa. Instynktownie pragniemy od niego uciec lub rozwiązać go własnymi siłami. A kiedy sami nie możemy tego uczynić, prosimy Boga o pomoc.

Z pewnością Bóg nie zsyła na nas żadnych trudności, zmartwień, kłopotów, problemów, czy też wszelkich innych cierpień. Wprost przeciwnie pragnie nas od nich wybawić. Jednak dopuszcza do tego, abyśmy cierpieli i nie zawsze wyzwala nas z cierpień, tak szybko i w taki sposób jakbyśmy tego pragnęli. Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam jeden z powodów takiego działania Boga.

Bóg dopuszcza, abyśmy napotykali różnorodne trudności i z ich powodu cierpieli między innymi dlatego, że cierpienia mogą stać się dla nas miejscem, gdzie naprawdę spotkamy Boga, gdzie może wzrosnąć nasza miłość i ufność do Niego. Poprzez to doświadczenie nasza więź z Bogiem może zostać pogłębiona bardziej niż poprzez wszelkie poznanie czysto intelektualne. Czyli skutek przyjęcia cierpienia i wytrwania w nim z wiarą w miłość, moc i wierność Boga, może być znacznie większym dobrem, niż samo zlikwidowanie cierpienia.

Ostatecznie wszystkie problemy, trudności, zmartwienia oraz wszelkie inne cierpienia, które doświadczamy, są bezpośrednio lub pośrednio powiązane z niewłaściwą relacją ludzi do Boga i z życiem człowieka niezgodnym z wolą Boga. Całkowite wyzwolenie ze wszystkich kłopotów, zmartwień i innych cierpień nastąpi dopiero wtedy, kiedy ta relacja zostanie udoskonalona, czyli wtedy, kiedy w pełni zostanie zrealizowane Królestwo Boże. Do tego czasu rzeczywistość, w której żyjemy, będzie wypełniona złem i cierpieniem.

Jak długo żyjemy w tej rzeczywistości, musimy pamiętać o tym, że żadne zło, które doświadczamy, nie jest złem absolutnym. Wiele problemów możemy rozwiązać dzięki sile, którą już otrzymaliśmy od Boga. Niektóre trudności będą przekraczały nasze siły. Jednak niezależnie od wielkości napotykanych trudności, czy też innego zła, dzięki działaniu samego Boga, żadne zło nie jest w stanie nas zniszczyć. Co więcej, możemy je wykorzystać do uzdrowienia oraz pogłębienia naszej relacji z Bogiem. W tym celu podobnie jak Piotr, który ufając Jezusowi opuścił łódź i zaczął iść w kierunku Jezusa, musimy ufać słowu Jezusa i postępować zgodnie z Jego nakazami w każdej sytuacji. Nawet jeżeli upadniemy, ta nasza decyzja zaufania Jezusowi oraz podjęta próba realizacji Jego słowa, z całą pewnością wzmocni nasze zaufanie do Niego oraz pogłębi naszą jedność.

Módlmy się o cierpliwość, wiarę i zaufanie do Boga, abyśmy zgodnie z Jego wolą potrafili wytrwać w różnych cierpieniach, abyśmy spotkali w nich Pana i potrafili zbliżyć się do Niego.