Piąta Niedziela Wielkanocna

Kiedy żyłem w klasztorze w Tajimi, czasami pomagałem w tamtejszej winnicy. Dzięki tej pracy dowiedziałem się wielu, czasami zaskakujących rzeczy o uprawie winogron. Bardzo zaskoczył mnie fakt, że po zebraniu plonów, obcinało się wszystkie gałęzie, zarówno te, które nie wydały owoców jak i te, które owoce wydały. Odpowiedzialny za tą winnicę wytłumaczył mi, że gdyby te gałęzie nie zostały odcięte, to w przyszłym roku byłoby więcej liści, a mniej owoców.

Poznanie tego faktu pozwoliło mi na nowo zrozumieć przeczytaną dzisiaj Ewangelię. W Ewangelii tej Jezus porównuje swoich uczniów do gałęzi winnego krzewu i stwierdza, że te gałęzie, które nie wydadzą owoców, zostaną odcięte. Natomiast te, które owoc wydadzą, zostaną oczyszczone, aby wydały jeszcze obfitszy owoc.

Doświadczenie z Tajimi, pozwoliło mi zrozumieć, że odcinanie gałęzi, jak również ich oczyszczanie, jest jednym i tym samym działaniem Boga w stosunku do różnych ludzi. Takie działanie Boga Jezus wyraził następującymi słowami: Bóg Ojciec „sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych” (Mt5,45). Innymi słowami, Bóg czyni dobro dla wszystkich ludzi, niezależnie od ich sposobu życia oraz ich stosunku do Boga, ponieważ miłość Boga jest bezwarunkowa.

Pomimo tego, że Bóg traktuje wszystkich ludzi jednakowo, to działanie Boga, czy też inaczej takie samo doświadczenie, jest odbierane inaczej przez innych ludzi, i skutki tego doświadczenia są także odmienne. W zależności od relacji człowieka do Boga takie samo doświadczenie może być dla jednych doświadczeniem ożywiającym, a dla innych doświadczeniem niszczącym.

Dla człowieka, który ma żywą relację z Jezusem Chrystusem, wszelkie doświadczenie działa oczyszczająco. Człowiek ten pogłębia swoją relację z Jezusem i wzrasta w miłości zarówno poprzez doświadczenia radosne, jak i bolesne.

Natomiast dla człowieka, który nie ma żadnej łączności z Jezusem lub też, którego relacja z Jezusem jest jedynie powierzchowna, nie tylko doświadczenia niepożądane, ale także doświadczenia pożądane, będą powodować, że człowiek ten coraz bardziej oddala się od Jezusa, a tym samem od Boga, który jest źródłem życia i miłość. To, że człowiek posuwa się w kierunku własnej zagłady, nie jest skutkiem działania Boga, ale skutkiem reakcji tego człowieka na pełne miłości działanie Boga.

Jeżeli chcemy poznać naszą rzeczywistą relację z Jezusem, czyli to czy jest ona żywa, czy też tylko formalna, a może nawet już martwa, musimy poznać owoce naszych różnorodnych doświadczeń, czyli to, jak te doświadczenia wpłynęły na nasze życie, jakimi ludźmi staliśmy się poprzez to, co doświadczyliśmy.

Jeżeli poprzez nasze doświadczenia wzrastamy w miłości, czyli coraz mniej zajmujemy się sobą, a coraz bardziej staramy się być dobrzy dla innych ludzi, jeżeli w naszym życiu jest coraz mniej lęku i obaw, a coraz więcej pokoju i radości, jeżeli jesteśmy coraz bardziej otwarci na innych ludzi i coraz bardziej cierpliwi wobec ludzi trudnych, to możemy być pewni, że nasza relacja z Jezusem, choć może nie jest jeszcze doskonała, to na pewno jest żywa.

Jeżeli jednak nasze doświadczenia sprawiają, że jest w nas coraz więcej lęku, obaw, żalu, niezadowolenia, niepokoju, zazdrości, zawiści, a sami stajemy się coraz bardziej skoncentrowani na sobie, coraz częściej staramy się wykorzystywać innych ludzi do zaspokojenia własnych pragnień, a coraz rzadziej staramy się być dobrzy dla innych, to powinniśmy zweryfikować naszą relację z Jezusem. Nawet jeżeli jesteśmy przekonani, że mocno wierzymy w Jezusa, albo nawet, że kochamy Go i że z Jezusem łączy nas bardzo głęboka więź, to najprawdopodobniej w rzeczywistości jest całkowicie inaczej.

Odkrycie prawdy, że nasza relacja z Jezusem jest gorsza, niż myśleliśmy, niewątpliwie jest bardzo bolesne. Jednak tylko poznanie i uznanie tej bolesnej prawdy o naszej relacji z Jezusem daje nam szansę na odnowienie tej relacji, i tym samym daje nam szansę na zmianę naszego życia i jego ostatecznego rezultatu.

Niezależnie od tego, czy nasza relacja z Jezusem jest żywa i głęboka, czy też jest tylko formalna lub wręcz martwa, powinniśmy ciągle starać się pogłębiać tę relację. W tym celu musimy przede wszystkim uznać naszą słabość oraz całkowitą niezdolność do osiągnięcia własnym wysiłkiem szczęścia, którego pragniemy w naszym sercu. Następnie powinniśmy uznać, że tylko Jezus Chrystusa jest w stanie zaspokoić całkowicie to pragnienie i robić wszystko, co jest w naszej mocy, abyśmy coraz lepiej poznawali Jezusa oraz Jego naukę i w życiu codziennym kierowali się przykładem Jego życia, oraz Jego nauką.

Módlmy się o to, abyśmy poprzez życie z Jezusem, poprzez ciągłe wsłuchiwanie się w Słowo Boga i nieustający wysiłek życia według Tego Słowa, pogłębiała się nasza więź z Jezusem tak, aby nasze życie wydało obfite owoce, które nie tylko zaspokoją pragnienia naszego serca, ale także staną się ożywiającym pokarmem dla wielu ludzi.

Czwarta Niedziela Wielkanocna

W czasach Jezusa owce były częścią codziennego życia Izraelitów. Od dziecka słuchali słów  Pisma Świętego, które opisywały Boga jako Pasterza ich narodu. Co więcej, wszyscy Izraelici dobrze znali obietnicę Boga, że kiedyś pośle im Wielkiego Pasterza, i przez Niego sam będzie opiekował się nimi w szczególny sposób. Dlatego też, kiedy Jezus porównał siebie do pasterza i nazwał siebie „Dobrym Pasterzem”, wszyscy dobrze wiedzieli jaką funkcję  przypisywał sobie, a co więcej, zrozumieli, że podaje się On za obiecanego przez Boga Pasterza.

Ponieważ w obecnych czasach większość ludzi nie tylko nie zna Starego Testamentu, ale nawet nigdy nie widziała żywej owcy i nie ma pojęcia o życiu owiec, ani tym bardziej o życiu pasterzy, może się wydawać, że zrozumienie słów Jezusa, jest trudne, albo nawet niemożliwe. Jednak myślę, że pomimo braku znajomości życia owiec, czy też życia pasterzy, możemy zrozumieć słowa Jezusa, ponieważ jest On bardzo wyjątkowym Pasterzem, całkowicie innym niż zwykli pasterze. A właśnie ta odmienność jest najważniejsza w zrozumieniu słów Jezusa.

Myślę, że możemy powiedzieć, że jeżeli człowiek hoduje jakiekolwiek zwierzę, to czyni to przede wszystkim dla własnej korzyści. Czasami są to korzyści materialne, takie jak na przykład jajka, mleko, mięso, wełna itd. Mogą to być także korzyści psychiczne jak na przykład przyjemność, mniejsza samotność, poczucie posiadania

jakiejś władzy, czy też poczucie bycia potrzebnym lub kochanym.

Patrząc się na życie Jezusa, możemy z całą pewnością stwierdzić, że Jezus nie staje się naszym Pasterzem dla żadnej osobistej korzyści. Jezus nie tylko nie oczekuje żadnych osobistych korzyści, ale dla swoich owiec jest gotowy ponieść wszelkie koszty, przyjąć każde cierpienie. Dla swoich owiec, czyli dla dobra wszystkich ludzi, Jezus poświęca nie tylko swój czas, swoje siły, ale także swoje życie.

Możliwe, że moglibyśmy znaleźć człowieka, który dla innych ludzi, lub nawet dla zwierząt poświęca swoje życie, czy też nawet umiera dla nich. Jednak Jezus dla swoich owiec czyni coś, czego nikt nie jest w stanie uczynić.

W Jezusie Chrystusie, sam Syn Boży, czyli jedna z Osób Trójcy Świętej, stał się człowiekiem. Syn Boży uczynił to w tym celu, abyśmy mogli stać się dziećmi Bożymi. Jest to tak, jakby Pasterz stał się owcą po to, aby owce stały się członkami jego rodziny.

W dzisiejszym drugim czytaniu św. Jan stwierdza, że poprzez przyjęcie chrztu staliśmy się staliśmy się, rzeczywistymi dziećmi Boga – Ojca Jezusa, staliśmy się członkami Jego Rodziny. Równocześnie poucza, ze nie jest to koniec naszej drogi, a raczej jej początek. Ostatecznym celem jest stanie się takim jak sam Jezus, czyli dzieckiem Boga, w którym On ma upodobanie, jak również doskonałe zjednoczenie z Bogiem.

Aby doprowadzić nas do tego ostatecznego celu, Jezus Dobry Pasterz, jest zawsze z nami, broni nas przed niebezpieczeństwami, wskazuje drogę, która wiedzie do Domu Ojca i daje nam siły, które potrzebujemy do kroczenia tą drogą. Ale także posila nas swoim własnym Ciałem, abyśmy stopniowo upodabniali się do Niego. Abyśmy stali się dziećmi Boga, w których On ma upodobanie i doskonale zjednoczyli się z Bogiem, musimy zaufać Jezusowi i iść za nim, tak jak owce idą za swoim pasterzem.

Myślę, że każdy wie ze swojego doświadczenia, że podążanie za Jezusem nie zawsze jest łatwe, a droga, którą wyznacza Jezus, nie zawsze jest przyjemna, czy też wygodna. Jednak wbrew przekonaniu wielu ludzi, aby iść tą drogą, niepotrzebne są żadne specjalne zdolności, ani wyjątkowo silna wola, czy też wybitna inteligencja. Jedyne, co potrzebujemy do wiernego kroczenia za Jezusem, to miłość do Niego. A to jest możliwe dla każdego człowieka.

W dzisiejszej Ewangelii Jezus aż pięciokrotnie stwierdza, że oddaje swoje życie za swe owce, czyli,  że jest gotowy umrzeć za każdego z nas. Jezus nie tylko mówi o gotowości oddania za nas życia, ale w rzeczywistości już oddał za nas swoje życie. W ten sposób Jezus swoimi słowami oraz czynami wyznaje swą bezgraniczną miłość do każdego z nas. Czyni to w tym celu, aby wzbudzić w naszych sercach miłość ku Niemu.

Módlmy się o to, aby coraz więcej ludzi rozpoznało w Jezusie, jedynego Zbawiciela i jedynego Dobrego Pasterza, który został dany nam przez Boga, aby poprzez Jezusa poznali miłość Boga i odpowiedzieli miłością na tą miłość, a poprzez wierne kroczenie za Jezusem byli stopniowo przemieniani w dzieci Boga, w których On ma upodobanie.