Trzecia niedziela Wielkiego Postu (rok B)

Świątynia w Jerozolimie była bardzo wspaniałą budowlą. Była dumą Żydów. Wprawdzie w czasach Jezusa jej budowa nie była jeszcze dokończona, to jednak już bardzo sprawnie funkcjonowała i niemal bez przerwy składane były przepisane przez Prawo ofiary.

Szczególnie w większe święta, w Świątyni gromadziło się bardzo dużo ludzi. Jednak dzięki sprawnej organizacji i współpracy bankierów, sprzedawców, lewitów, kapłanów i straży świątynnej, wierni mogli bez przeszkód spełnić swój obowiązek. Oczywiście bankierzy, sprzedawcy, a przede wszystkim kapłani ciągnęli z olbrzymie zyski z takiego funkcjonowania Świątyni. Wszyscy byli zadowoleni z tej harmonijnej współpracy i spokoju, jaki panował w Świątyni.

Jedynym wyjątkiem był Jezus. Opisany przez czytany dzisiaj fragment Ewangelii czyn Jezusa, zburzył panujący w Świątyni spokój i harmonię. Dlatego też oburzył on wielu ludzi i niewątpliwie bardzo zaskoczył Apostołów.

Myślę, że następujące słowa samego Jezusa, pomogą nam zrozumieć Jego czyn. „Czy uważacie, że pokój przybyłem dać ziemi? O nie, oświadczam wam, lecz podział”. (Łk 12,51)

Pokój, jaki panował w Jerozolimskiej Świątyni, nie był prawdziwym pokojem. Prawdziwy pokój to nie tylko brak konfliktów, ale to przede wszystkim stan zgodny z pragnieniem Boga, czyli miłosna relacja między Bogiem i człowiekiem oraz opierająca się na tej relacji miłosna więź między wszystkimi ludźmi. Pokój, jaki panował w Świątyni Jerozolimskiej, nie wypływał ani z miłości do Boga, ani z miłości do człowieka. Był utrzymywany siłą i służył przede wszystkim przysparzaniu zysków tym, którzy mieli władzę.

Zwiedzeni tym fałszywym pokojem ludzie myśleli, że wszystko jest w porządku. Byli przekonani, że oddają chwałę Bogu i otrzymują potrzebne łaski. Jednak w rzeczywistości uczestniczyli w ceremonii, której głównym celem było wzbogacenie się kapłanów. Ceremonie te, absolutnie nie były zgodne z wolą Boga, nie miały mocy przybliżenia ludzi do Boga. Jezus rozbił tę powierzchowną harmonię Świątyni właśnie w tym celu, aby ukazać ludziom tą rzeczywistość.

Niestety zgromadzeni w Jerozolimie ludzie, nie pojęli przesłania Jezusa i zaraz powrócili do poprzedniego ładu. Wielu było zgorszonych tym, co uczynił Jezus, a kapłani byli na Niego oburzeni do tego stopnia, że doprowadzili do Jego aresztowania, skazania na śmierć i ukrzyżowania.

Dopiero później, kiedy po czterdziestu latach Świątynia została kompletnie zburzona, jej nieprzydatność do obcowania z Bogiem stała się oczywista dla wszystkich.

Jezus pragnie obdarzyć każdego z nas prawdziwym pokojem. Dlatego też na różne sposoby poucza nas o naszych błędach, o naszych grzechach. Wszyscy dobrze wiemy, że kiedy człowiek uświadomi sobie własny grzech, jakieś zniewolenie, czy też inny problem, który musi rozwiązać, aby żyć w miłości, jego dotychczasowy spokój zostaje naruszony, lub też całkowicie zburzony. Jest to cierpienie, którego każdy z nas naturalnie chce uniknąć. Jednak poznanie własnego problemu, jest potrzebne do jego rozwiązania, podobnie jak poznanie własnej choroby, jest konieczne do podjęcia leczenia.

Czy jesteśmy w stanie przyjąć Jezusa, który ukazuje nam nasze grzechy oraz nasze zniewolenia?

Jezus zna serce każdego człowieka. Wie, jak trudno jest nam dostrzec i uznać nasz własny grzech. Wie, jak ciężko jest zmienić błędny sposób życia, do którego tak bardzo jesteśmy przyzwyczajeni. Dlatego też nie poprzestaje na wskazywaniu nam naszych grzechów, naszych błędów, czy też innych problemów, ale także ukazuje nam wspaniałość Boga i wielkość Jego Miłości. Jezus ukazuje nam Miłość Boga, ponieważ wie, że jedynie ta Miłość, może nas pociągnąć ku Bogu, oderwać nas od grzechu oraz wyzwolić nas ze wszelkich zniewoleń.

Jezus najpełniej objawił miłość Boga poprzez swoją Mękę, oraz śmierć na krzyżu. Niestety, zgodnie z tym, co stwierdza św. Paweł, wielu ludzi uważa krzyż Jezusa za zgorszenie lub też za zwykłe głupstwo, którym nie warto się zajmować. Wielu ludzi nie jest w stanie poznać znaczenia męki Jezusa, tak samo jak zgromadzeni w Jerozolimie ludzie nie byli w stanie pojąć znaku Jezusa, który dokonał On w Świątyni.

Na szczęście Męka oraz śmierć Jezusa nie była nadaremna. Przez dwa tysiące lat bardzo wielu  ludzi poprzez rozważanie męki i śmierci krzyżowej Jezusa było w stanie poznać Miłość Boga, a co więcej, było w stanie przyjąć tę Miłość, która jest jedynym źródłem prawdziwego pokoju, prawdziwej radości i pełnego szczęścia.

Módlmy się, abyśmy szczególnie podczas tego Wielkiego Postu, poprzez rozważanie męki i śmierci krzyżowej Jezusa, głębiej poznali Bożą Miłość i wzmocnieni tą Miłością mieli odwagę dostrzec i uznać własne grzechy, zniewolenia oraz iluzję, w której żyjemy, tak abyśmy mogli otworzyć serce, przyjąć tę Miłość i dzielić się nią z innymi ludźmi.

DRUGA NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU (rok B)

Gdy Piotr ujrzał przemienioną postać Jezusa, powiedział: «Rabbi, dobrze, że tu jesteśmy.» Tymi słowami wyraził szczęście trzech uczniów. Było to szczęście, którego jeszcze nigdy w swoim życiu nie doświadczyli.

W odpowiedzi na to doświadczenie Piotr zaproponował zbudowanie trzech namiotów. Ten pomysł może wydawać się bardzo dziwny. Jednak najprawdopodobniej takim sposobem Piotr chciał zatrzymać ten moment szczęścia, lub przynajmniej na chwilę go przedłużyć. W tym sensie to zachowanie było bardzo naturalne. Każdy z nas niemalże instynktownie stara się skrócić czas smutku, czas cierpienia i nieszczęścia. Natomiast czas radości i szczęścia staramy się przedłużyć, tak bardzo jak tylko jest to tylko możliwe.

Jednak Bóg Ojciec nie zaakceptował propozycji Piotra. Słowami: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!” Bóg nakazał uczniom opuścić miejsce, w którym czuli się bardzo szczęśliwi i pójść za Jezusem.

Tymi słowami Bóg Ojciec pokazuje nam wszystkim drogę do prawdziwego szczęścia. Wbrew przekonaniu wielu ludzi, człowiek nie osiągnie prawdziwego szczęścia poprzez kierowanie się swoimi własnymi pragnieniami, ponieważ bardzo często są one sprzeczne, i spełnienie jednego pragnienia uniemożliwia spełnienie innego,  a nierzadko to, co pragniemy, jest rzeczywiście dobre dla nas, nie zawsze ukazuje nasze prawdziwe potrzeby. Człowiek może osiągnąć prawdziwe szczęście tylko wtedy, kiedy będzie kierował się w swoim życiu pragnieniem Boga. To pragnienie Boga Jezus Chrystus ukazał nam swoją nauką oraz swoim życiem.

Człowiek, który za wszelką cenę stara się zatrzymać doświadczane szczęście lub też przedłużyć tę chwilę szczęścia, wyraża swój niepokój wobec przyszłości. Wyraża brak nadziei. Możliwe, że człowiek ten obawia się tego, że taka szansa już nigdy się nie powtórzy, że już nigdy nie doświadczy czegoś podobnego. Takie postępowanie może ujawniać przekonanie, że doświadczane obecnie szczęście nie jest darem Boga, ale skutkiem własnego wysiłku, lub też przypadku, który może się już nigdy nie powtórzyć.

Jednak nawet człowiek, który wie, że dobro, którym się cieszy, jest darem Boga, może uznać je za szczyt własnego szczęścia i traktować je jako swój największy skarb, który mu wystarczy do tego, aby być szczęśliwym. Taką postawą człowiek wyraża brak zaufania do Boga. Taka postawa może wynikać z lęku, że Bóg już nigdy nie da mu podobnego daru, albo nawet z przekonania, że Bóg nie jest w stanie dać czegoś lepszego. Taki człowiek nie spodziewa się otrzymać od Boga już niczego lepszego.

Tego rodzaju lęki, niepokoje, czy też brak nadziei, zamykają serce człowieka na nowe dary Boga. Co więcej, taka postawa nie pozwala mu cieszyć się w pełni nawet tymi darami, które już przyjął.

Właśnie z tego powodu, Bóg Ojciec nie zezwolił Apostołom na zatrzymanie się w tym miejscu, w którym doświadczyli największego szczęścia w swoim dotychczasowym życiu. Nie pozwolił im nawet na przedłużenie obecnego doświadczenia szczęścia. Zamiast tego nakazał im pozostawić ten dar, opuścić miejsce tego doświadczenia i pójść za Jezusem.

Niezależnie od tego, jak wielkimi darami Bóg obdarzył nas do tej pory, jest On w stanie dać nam jeszcze wspanialsze dary. Co więcej, Bóg pragnie obdarzać nas coraz to większymi i wspanialszymi darami. Jedyne, co od nas wymaga, to nasze zaufanie do Niego, oraz otwartość serca, czyli nasza ciągła gotowość na przyjęcie tych darów, które On chce nam dać, wtedy, kiedy je daje.

W zachowaniu takiej otwartości serca bardzo pomocna jest świadomość tego, że żaden z Bożych darów, choćby nawet jego wspaniałość przekraczała nasze wyobrażenia oraz oczekiwania, nie jest w stanie całkowicie zaspokoić pragnienia naszego serca, ani też dać nam pełni szczęścia. Nie to jest ich celem. Poprzez swoje dary Bóg przede wszystkim objawia nam swoją miłość. Daje nam je w tym celu, aby wzbudzić w nas wdzięczność i pogłębić nasze zaufanie oraz naszą miłość do Boga.

Ciągle pogłębiająca się ufność oraz miłość wobec Boga otwiera nas na nowe, wspanialsze dary. A co ważniejsze, ta ufność oraz miłość przygotuje nas na przyjęcie największego Daru, jakim jest sam Bóg. Dopiero wtedy, gdy przyjmiemy samego Boga, wszystkie najgłębsze pragnienia naszego serca zostaną całkowicie zaspokojone i będziemy w pełni szczęśliwi.

Módlmy się o to, abyśmy zawsze ufali Jezusowi i zgodnie ze słowami Boga Ojca, zawsze wiernie za Nim kroczyli. Módlmy się o to, abyśmy krocząc za Jezusem, doszli do jedności z Bogiem, do tej jedności, która będzie trwała przez całą wieczność i będzie stanem naszego doskonałego szczęścia.

PIERWSZA NIEDZIELA WIELKIEGO POSTU  (Rok B)

Bóg Stwórca wszystkiego, co istnieje, stworzył człowieka, na swój obraz i swoje podobieństwo. Uczynił to w tym celu, aby człowiek mógł przyjąć miłość Boga i odpowiedzieć miłością na tą miłość. Bóg pragnął, aby w ten sposób człowiek mógł żyć przez całą wieczność w miłosnej relacji z Bogiem oraz z wszystkimi ludźmi. Życie w miłosnej relacji z Bogiem i innymi ludźmi jest celem naszego życia, jest jednocześnie największym szczęściem człowieka.

Biblia poucza nas, że niestety człowiek nie odpowiedział ma to miłosne zaproszenie Boga. Starał się znaleźć szczęście poza Bogiem, poza Jego miłością. Grzech człowieka stał się początkiem zła, jakie istnieje na ziemi, stał się pierwotną przyczyną wszelkich cierpień człowieka.

Ludzie także dzisiaj starają się znaleźć szczęście poza Bogiem. Usiłują zdobyć szczęście, w którym nie ma miejsca na miłość. Na co dzień możemy doświadczyć skutków takiego działania. Kłótnie, zawiść, dyskryminacja, przemoc domowa, niesprawiedliwość, przestępstwa, wojny, zniszczenie środowiska. Tego rodzaju zło jest skutki działalności człowieka, który wbrew planowi Stworzyciela usiłuje zdobyć szczęście poza Bogiem.

Dzisiejsze czytania pokazują nam, że pomimo grzechu człowieka, Bóg ciągle kocha wszystkich ludzi i wszystkim obiecuje swą wieczną miłość oraz wierność. Nie zrezygnował ze swojego pierwotnego planu, ale posłał do nas swojego Jednorodzonego Syna, aby ten plan zrealizować.

W dzisiejszej Ewangelii usłyszeliśmy wołanie Jezusa: «Czas się wypełnił i bliskie jest Królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię!» Królestwo Boże, o którym mówi Jezus, jest właśnie tą miłosną relacją między Bogiem i człowiekiem.

W Jezusie Chrystusie Bóg stał się człowiekiem i sam osobiście zbliżył się do człowieka, który odszedł od Boga. Bóg zbliżył się do człowieka, który sam o własnych siłach nie jest w stanie powrócić do Boga. Właśnie z tego powodu, wraz z przyjściem Jezusa, przybliżyło się do nas Królestwo Boga. Innymi słowami, przybliżyła się do nas możliwość miłosnego obcowania z Bogiem.

Ponieważ poprzez swoje życie, a poprzez szczególnie swoją krzyżową śmierć oraz zmartwychwstanie, Jezus doskonale wypełnił Boży plan zbawienia człowieka, życie w miłosnej relacji z Bogiem stało się możliwe dla każdego człowieka. Dzięki temu, że życie w miłosnej relacji z Bogiem stało się możliwe, prawdziwe nawrócenie, czyli zwrócenie się do Boga, pojednanie się z Nim i życie w Jego miłości, także stało się możliwe. Jezus wzywa nas do nawrócenia, właśnie dlatego, że teraz jest ono możliwe.

Niewątpliwie istnieją różne sposoby odpowiedzenia na to wezwanie Jezusa. Jednak tym sposobem, który Jezus Chrystus dał nam osobiście, jest przyjęcie Chrztu. Poprzez przyjęcie chrztu, człowiek wyrzeka się grzechu oraz zła, czyli przyrzeka robić wszystko, co w jego siłach, aby zaprzestać żyć tylko dla siebie i przyjąć Bożą miłość oraz Boże życie, jak również kroczyć za Jezusem, czyli ze wszystkich sił starać się żyć z Jezusem i tak, jak żył Jezus.

Chrzest jest zawarciem przymierza z Bogiem, dzięki któremu stajemy się dziećmi Boga, czyli uczestnikami Królestwa Bożego. Przez chrzest człowiek już teraz uczestniczy w życiu wiecznym, które nie jest niczym innym jak jednością z Bogiem w doskonałej miłości.

Jeżeli chcemy być wierni łasce chrztu świętego, musimy za wsze pamiętać, że człowiek nie przyjmuje tego wspaniałego daru jedynie dla siebie samego. Nie przyjmuje tego daru jedynie po to, aby już teraz cieszyć się przyjaźnią Jezusa i miłością Boga. Przyjmuje go także po to, aby swym życiem ukazywać miłość Boga i wspaniałość Królestwa Bożego, czyli wspaniałość życia w serdecznej relacji z Bogiem tym ludziom, którzy jeszcze nie znają Boga oraz Jego wielkiej miłości. Innymi słowami, przyjmujemy chrzest i stajemy się chrześcijanami po to, aby głosić, że Królestwo Boże jest już wśród nas i wzywać do nawrócenia. Stajemy się chrześcijanami w tym celu, aby przekazywać zaproszenie do życia w miłosnej relacji z Bogiem, jak również po to, aby głosić Ewangelię, czyli radosną nowinę o tym, że dzięki Jezusowi, odpowiedzenie na to zaproszenie jest możliwe.

W ubiegłą środę rozpoczęliśmy okres Wielkiego Postu. Wielki Post jest szczególnym czasem nawrócenia. Wielki Post jest czasem refleksji, nad kierunkiem, w jakim podąża nasze życie, jest czasem korygowania tego kursu lub ponownego nakierowania naszego życia na Boga.

Może warto w tym czasie zastanowić się nad tym, czy jesteśmy wierni tej wielkiej łasce, jaką otrzymaliśmy poprzez przyjęcie chrztu świętego. Czy jesteśmy wierni obietnicy, jaką złożyliśmy na chrzcie? Czy rzeczywiście kroczymy za Jezusem? Czy staramy się żyć jak podczas swojego ziemskiego życia żył Jezus? Czy swoim życiem objawiamy wspaniałość Królestwa Bożego? Czy przekazujemy innym ludziom zaproszenie Boga?

Szósta Niedziela zwykła (rok B)

W dzisiejszym drugim czytaniu św. Paweł wzywa nas do tego, abyśmy wszystko czynili na chwałę Boga, czyli abyśmy całym naszym życiem ukazywali wspaniałość samego Boga.

Wprawdzie pomiędzy Bogiem Stworzycielem wszystkiego, co istnieje, a człowiekiem, który jest częścią stworzenia, istnieje nieskończona różnica, to jednak człowiek rzeczywiście może objawiać chwałę samego Boga. Co więcej, każdy człowiek może żyć w miłosnej relacji z Bogiem i doskonale zjednoczyć się z Nim.

To wszystko jest możliwe, ponieważ człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga. Właśnie ta prawda stanowi o bezgranicznej wartości każdego człowieka. Niezależnie od tego, czy ktoś jest zdrowy, czy też chory, bogaty czy biedny, wykształcony czy też nie, niezależnie od tego, kiedy i w jakim miejscu, w jakim kraju i w jakiej rodzinie urodził się, każdy bez wyjątku człowiek jest wartościowy, każdy jest godny poszanowania, każdy jest godny miłości.

Niestety nie wszyscy ludzie są świadomi tej prawdy. Wielu ludzi nie zna swojej własnej wielkość i godności, ani wielkości oraz godności innych ludzi. Najprawdopodobniej właśnie z tego powodu, tak mało ludzi żyje odpowiednio do własnej godności i możliwości, tak mało ludzi objawia swoim życiem chwalę Boga.

Trędowaty, który występuje w dzisiejszej Ewangelii wydaje się być człowiekiem, który wątpi w swoją wartość. Świadczą o tym słowa, jakie kieruje do Jezusa; „Jeżeli chcesz. możesz mnie uzdrowić.” Trędowaty nie wątpi w to, że Jezus jest w stanie uzdrowić go. Swoje uzdrowienie uzależnia jedynie od Jego woli. Najprawdopodobniej czyni tak dlatego, że nie jest pewny tego, czy Jezus zechce użyć swojej mocy dla niego. Nie jest pewny tego, czy jest wystarczająco godny, aby Jezus poświęcił dla niego swój czas i siłę.

Jezus bardzo wzruszył się tymi słowami. Najprawdopodobniej stan psychiczny oraz stan duchowy tego człowieka, bardziej poruszył Jezusa, niż jego stan fizyczny. Najprawdopodobniej brak wiary w swoją wartość oraz brak przekonania, że Jezus zechce mu pomóc i go uleczyć, był skutkiem dyskryminacji, jakiej doświadczał od innych ludzi.

Według izraelskiego prawa każdy, kto zachorował na trąd, musiał opuścić swoją rodzinę, swoje miasto i żyć gdzieś w górach lub na pustkowiu. Chorzy na trąd byli całkowicie wykluczeni ze społeczeństwa. Ich chorobę uznawano za karę Boską, a ich samych za przeklętych przez Boga.

Nic dziwnego, że ludzie ci czuli się opuszczeni nie tylko przez ludzi zdrowych, ale także przez Boga i tracili poczucie własnej wartości oraz godności. Najprawdopodobniej te warunki, w jakich żyli trędowaci oraz ich wszystkie psychiczne, oraz duchowe konsekwencje, powodowały większe cierpienia niż cierpienia spowodowane przez samą chorobę.

Dotykając, a następnie uzdrawiając trędowatego człowieka, Jezus usunął przyczynę jego dyskryminacji, ale także ukazał, że pragnie jego szczęścia, że jest on godny Jego uwagi oraz Jego miłości.

Jezus przyszedł na ziemię, aby doprowadzić każdego człowieka do prawdziwego oraz pełnego szczęścia. W tym celu pragnie uzdrowić całego człowieka, nie tylko jego ciało, ale także jego serce oraz jego duszę. Jezus pragnie przywrócić, stworzonemu na obraz i podobieństwo samego Boga człowiekowi jego ludzką godność. Czyni to poprzez objawianie miłości Boga, oraz objawianie powołania człowieka do życia w miłosnej relacji z Bogiem. Czyni to poprzez swoją naukę, oraz swoje czyny, szczególnie poprzez swój stosunek do ludzi pogardzanych przez innych.

Ewangelie ukazują, że Jezus przebywał najczęściej z tymi, którzy byli najsłabsi w społeczeństwie, którzy byli lekceważeni lub dyskryminowani. Czynił to tak często, że uzyskał opinię „przyjaciela grzeszników i celników.” Jednak utrata dobrej opinii oraz utrata poważania wielu ludzi nie powstrzymywała Jezusa przed kontaktem z pogardzanymi ludźmi. Jezus był wolny do czynienia dla drugiego człowieka tego, co słuszne, czyli do życia w miłości, ponieważ znał swoją własną godność. Jego poczucie własnej wartości nie było uzależnione od opinii innych ludzi, ponieważ opierało się na miłości Boga.

Jako chrześcijanie jesteśmy wezwani do naśladowania Jezusa. Dlatego też nie tylko powinniśmy unikać wszelkiego dyskryminowania, ale także, podobnie jak Jezus powinniśmy starać się ukazywać wszystkim spotkanym ludziom ich prawdziwą wartość i godność. Takie życie będzie możliwe tylko wtedy, gdy sami uświadomimy sobie swoją własną wartość oraz godność, ponieważ jedynie ludzie, którzy znają własną godność, mogą szanować oraz kochać drugiego człowieka, tylko tacy ludzie mogą spełnić misję, którą otrzymali od Jezusa i ukazać swoim życiem chwałę Boga.

Módlmy się o to, abyśmy poprzez doświadczanie miłości Jezusa coraz pełniej uświadamiali sobie własną godność oraz własną wartość, a żyjąc odpowiednio do swojej godności, ukazywali innym ludziom ich własna godność oraz wartość.

Piąta niedziela zwykła (Rok B)

Dzisiejsza Ewangelia ukazuje nam Jezusa uzdrawiającego wszystkich, którzy do Niego przychodzili. Nie było choroby, której nie mógłby uzdrowić. Nikt nie odszedł od Jezusa bez uzyskania upragnionego zdrowia.

Jezus uzdrawia także teraz. Ale nie uzdrawia wszystkich. Można powiedzieć, że częściej nie wysłuchuje próśb o uzdrowienie, niż wysłuchuje.

Dlaczego Jezus nie uzdrawia dzisiaj wszystkich proszących Go o łaskę zdrowia, tak jak czynił to dwa tysiące lat temu? Dlaczego pozwala, aby ludzie czuli się zawiedzeni, a może nawet tracili wiarę w Jego moc lub miłość?

Odpowiedź na te pytania możemy znaleźć w Piśmie Świętym.

Ewangeliści ukazują nam różnorodne postawy, jakie przyjmowali uzdrowieni przez Jezusa ludzie. Byli ludzie, którzy wyrażali swą wdzięczność za dar zdrowia. Byli tacy, którzy po doświadczeniu uzdrowienia stawali się uczniami Jezusa i już do końca życia szli za Jezusem.

Jednak większość ludzi po uzdrowieniu wracała do starego sposobu życia. Ludzie ci nie chcieli mieć nic wspólnego z Jezusem. Byli zainteresowani jedynie Jego mocą, a konkretnie korzyściami, jakie mogli uzyskać dzięki tej mocy. Tą rzeczywistość dobrze ilustruje przypadek, kiedy Jezus uzdrowił 10 trędowatych. Tylko jeden z nich wrócił, aby podziękować. Pozostałych dziewięciu uzdrowionych niewątpliwie ucieszyło się darem, ale nie dostrzegło w nim miłości Dawcy.

Byli też tacy, którzy pomimo odczuwania wdzięczności nie słuchali poleceń Jezusa i swoją postawą utrudniali, a nawet uniemożliwiali Jezusowi realizację Jego planów. Byli nawet tacy, którzy oskarżali Jezusa o uzdrawianie mocą złego ducha.

Jezus nie tylko dobrze znał różne reakcje ludzi, oraz fakt, że wielu ludzi marnuje Jego dar,  ale także dobrze wiedział, że uzdrowieni przez Niego ludzie ponownie mogą zachorować, a kiedyś będą musieli umrzeć. Wiedział, że choroby będą towarzyszyły ludziom, aż do końca świata. Wiedział, że takie cudowne uzdrowienia nie są rozwiązaniem problemu człowieka, ani nie dają człowiekowi pełnego szczęścia.

Niewątpliwie Jezus pragnął, aby ludzie byli zdrowi, ale wiedział, że zdrowie wcale nie jest wystarczającym, ani nawet koniecznym warunkiem szczęśliwego życia na tej ziemi. Człowiek może być całkowicie zdrowy i być nieszczęśliwy. Może być także szczęśliwy, pomimo choroby. W rzeczywistości szczęście człowieka jest uzależnione od jego relacji ze Stwórcą. Kiedy człowiek żyje w prawidłowiej relacji ze Stwórcą, może być szczęśliwy w każdej bez wyjątku sytuacji, nawet wtedy, kiedy z powodu choroby lub innych przyczyn doświadcza cierpienia. A osiągnie pełne szczęście dopiero wtedy, gdy całkowicie zjednoczy się z Bogiem.

Z tego powodu Jezus, który kocha wszystkich ludzi i pragnie pełnego szczęścia dla każdego bez wyjątku człowieka, pragnie doprowadzić każdego człowieka do Boga, pragnie uzdrowić ich relację ze Stwórcą. Aby pociągnąć człowieka do Boga, Jezus przede wszystkim ukazuje Jego wielką Miłość. w rzeczywistości uzdrawianie ludzi było i jest tylko jednym ze sposobów ukazywania miłości Ojca.

Nawet gdyby człowiek, zgodnie z własnym pragnieniem uzyskał łaskę uzdrowienia, istnieje niebezpieczeństwo, że podobnie jak wielu ludzi w Palestynie dwa tysiące lat temu, zmarnuje szansę dostrzeżenia miłości Boga w otrzymanej łasce uzdrowienia, zmarnuje szansę, uzyskania daru uzdrowienia duszy, czyli uzyskania łaski życia w miłosnej relacji z Bogiem.

Jezus zna każdego z nas i dobrze wie, jaki jest najlepszy sposób, aby ukazać nam miłość Boga, aby doprowadzić nas do prawidłowej relacji z Bogiem, a ostatecznie do doskonałej jedności.

Aby rzeczywiście przyjąć ten dar miłosnej jedności z Bogiem, musimy zawsze pamiętać, że ani zdrowie, ani też inne ziemskie dobra, a jedynie Bóg może całkowicie zaspokoić wszelkie pragnienia serca człowieka, że tylko w jedności z Bogiem możemy być całkowicie szczęśliwi.

Musimy także uważać na to, abyśmy nigdy nie uważali spełnienia naszego pragnienia bycia zdrowymi, czy też pragnienia posiadania innego ziemskiego dobra, za konieczny warunek szczęśliwego życia, ale zawsze byli otwarcie na Boga, przyjmowali te dary, które On nam daje i dostrzegali w tych darach Jego miłość.

Dopiero wtedy, gdy poznamy miłość Boga, zaufamy Bogu i będziemy żyli zgodnie z Jego Wolą, nasza relację z Bogiem będzie się pogłębiała i będziemy stopniowo zbliżali się do całkowitej z Nim jedności.

Módlmy się o to, aby jak najwięcej ludzi dostrzegło w darach i działaniu Boga Jego miłość, aby Mu zaufali i żyli zgodnie z Jego Wolą, żyli w Jego miłości i zmierzali do pełnej, miłosnej jedności z Bogiem, do doskonałego i niekończącego się szczęścia.