STRONA MISJONARZA WERBISTY Z JAPONII
XXXIII Niedziela Zwykła
Mt 25,14-30
Pewien Kardynał, który brał udział w Soborze Watykańskim, codziennie dojeżdżał na obrady autobusem. Pewnego dnia, czekając na autobus zobaczył człowieka, który zamiatał ulicę. Zapytał go o to, jaką posiada filozofię życia. Ten mu odpowiedział, „Jeżeli z całego serca będę zamiatał tę ulicę, będąc przekonany, że czynię to zgodnie z wolą Boga i dla Jego chwały, to w Jego oczach moja praca będzie miała większą wartość niż udział biskupa w Soborze, jeżeli robi to z musu.”
Myślę, że to stwierdzenie starego człowieka jest bardzo dobrym komentarzem do dzisiejszej Ewangelii.
Tak w przeszłości jak i obecnie, tak w społeczeństwie, jak i niejednokrotnie w klasztorze ludzie są głęboko przekonani, że ten jest szczęśliwszy, kto ma więcej, kto jest zdrowszy, kto zajmuje zaszczytniejsze miejsce. Nawet, gdyby nie myśleli tak świadomie i nie wyrażali tego słowami, to można dojść do takiego wniosku obserwując ich życie. Wydaje się, że motywacją działania bardzo wielu ludzi jest rywalizacja z drugim człowiekiem, czy też ze wszystkimi ludźmi wokół siebie, aby mieć więcej niż oni, aby być bardziej cenionym niż oni, aby odnosić większe sukcesy niż inni ludzie, których znają.
XXIX Niedziela Zwykła
Odpowiedź Jezusa „oddajcie cesarzowi to, co cesarskie, a Bogu to co boskie”, jest tak ogólna, że właściwie, nie rozwiązuje żadnego problemy, nie daje żadnej konkretnej wskazówki jak postępować. Tę odpowiedź można interpretować na wiele, całkiem sprzecznych sposobów, począwszy od tego, że Jezus wypowiedział się za rozdzieleniem państwa, czy też ogólniej polityki, od Kościoła, czyli od religii, czy też nawet w ten sposób, że zdaniem Jezusa religia powinna być odłączona od spraw publicznych i ograniczona do wymiaru prywatnego. A z drugiej strony, całe życie ludzkie powinno być podporządkowane religii, gdyż poza złem i grzechem, wszystko należy do Boga, człowiek nie posiada nic, co by nie otrzymał od Boga.
XXV niedziela zwykła
„Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?” Mt 20-1-16
Prawie wszystkie przypowieści, przez które Jezus nauczał o Bogu, człowieku i życiu, oparte były na wydarzeniach, które zaobserwował w codziennym życiu. Ponieważ odpowiadały one doświadczeniom ludzi, którzy słuchali Jezusa były łatwe do zrozumienia. Jednak czasami przypowieści, szczególnie te dotyczące Boga, posiadały bardzo kontrowersyjny element, ukazywały postawy ludzi, które były nie do zaakceptowania dla słuchaczy. Przypowieści te zaskakiwały, a czasami nawet bulwersowaly słuchaczy. Takimi kontrowersyjnymi postaciami jest na przykład ojciec, który przyjmuje syna, mimo że ten zniszczył połowę jego majątku; pasterz, który opuszcza 99 owiec, aby ratować jedną; wdowa, która wyprawia wielką ucztę, po tym jak odnalazła jeden mały pieniążek.
Dzisiejsza przypowieść należy do tej kategorii przypowieści.
Pierwsza część odpowiada rzeczywistemu doświadczeniu. W czasie żniw wielu właścicieli winnic zatrudniało ludzi, którzy nie mieli stałej pracy. Wychodzili na rynek o różnych porach dnia, aby znaleźć jak najwięcej pracowników, aby zebrać jak najwięcej plonu.
Jednakże druga część przypowieści jest całkowicie sprzeczna z doświadczeniem słuchaczy. Nie dość, że gospodarz zaczyna wydawać zapłatę od tych, którzy przyszli na końcu, to jeszcze płaci wszystkim tę samą kwotę, niezależnie od tego ile godzin przepracował. Nie robi żadnej różnicy między tymi, co przyszli na początku i pracowali przez cały dzień, a tymi, którzy przyszli na końcu i pracowali tylko przez jedną godzinę.
XXIV niedziela zwykła
Dzisiejsze czytania: Syr 27,30-28,7; Ps 103,1-4.9-12; Rz 14 7-9; J 13,34; Mt 18,21-35
Dzisiejsza Ewangelia przypomina nam jedną z największych prawd naszej wiary. Bóg odpuszcza nam nasze grzechy niezależnie od tego jak są one wielkie, jeśli tylko tego zapragniemy i poprosimy Boga o odpuszczenie naszych win. Przyczyna jest tylko jedna. Bóg kocha nas bezwarunkowo i pragnie naszego dobra, pragnie naszego szczęścia.
Jednakże niezależnie od tego jak wielka jest ta Boża Miłość, nic nam Ona nie pomoże, jeśli jej nie przyjmiemy. Podobnie jest z odpuszczeniem grzechów. Bóg bardzo pragnie odpuścić nam wszystkie nasze grzechy, jednak odpuszczenie to nie będzie miało żadnego skutku, jeśli sami go nie przyjmiemy. Przypowieść, którą usłyszeliśmy w dzisiejszej Ewangelii bardzo dobrze ilustruje tą prawdę.
Sługa, który zaciągnął wielki dług u króla, zgodnie z prawem powinien pójść do więzienia. Król w swoim miłosierdziu skreślił ten dług, dzięki czemu sługa nie musiał iść do więzienia. Jednak pomimo uzyskanego przebaczenia, sługa ostatecznie znalazł się w więzieniu. Czy znalazł się w więzieniu za to, że ponownie zaciągnął dług, którego nie mógł spłacić? Czy znalazł się w więzieniu dlatego, że złamał jakieś prawo? Absolutnie nie! Próba zmuszenia własnego dłużnika do oddania pieniędzy oraz wtrącenie go do więzienia była jak najbardziej zgodna z prawem. Znalazł się w więzieniu pomimo tego, że nie popełnił żadnego nowego przestępstwa, znalazł się tam z powodu starego długu, który król przecież unieważnił.
Gdyby jakiś prawdziwy król, czy też inny władca, prowadzący swe rządy w oparciu o prawo, czynił w ten sposób, z pewnością nie byłby szanowany. W pewnym sensie w obu przypadkach król lekceważy prawo, działa przeciwko sprawiedliwości. Raz uniewinnia winnego człowieka, a następnie surowo go karze pomimo tego, że ten nie popełnia żadnego przestępstwa. Oczywiście Jezus przez tą przypowieść nie zachęca władców do stania ponad prawem. Przypowieść ta jest zrozumiała tylko wtedy, gdy w królu dopatrzymy się samego Boga, dla którego największym, a właściwie jedynym prawem jest własna Miłość.
23 Niedziela Zwykła
Patrząc się na świat, w którym żyjemy, możemy zauważyć różne, często sprzeczne ze sobą trendy. Z jednej strony widzimy trend pogłębiający jedność świata. Rozwija się komunikacja oraz współpraca międzynarodowa, pogłębiają się więzi pomiędzy różnymi narodami, jak również pomiędzy indywidualnymi, niejednokrotnie żyjącymi w odległych miejscach ludźmi. Wyrażając te zmiany współczesny świat nazywamy globalną wioską.
Jednak z drugiej strony widzimy różne ruchy zmierzające do rozłamu świata. Ciągle prowadzone są liczne spory i wojny, tak na poziomie lokalnym, jak i międzynarodowym. Ciągle wielu indywidualnych ludzi jak i całych narodów, czy nawet kontynentów doświadcza dyskryminacji i wielu innych niesprawiedliwości z powodu różnic ekonomicznych, politycznych, czy nawet religijnych. Ciągle pogłębia się rozbicie świata, przepaść pomiędzy posiadającymi różne dobra oraz nic nieposiadającymi, pomiędzy biednymi i bogatymi, pomiędzy rządzącymi i rządzonymi.
Pomimo tego, że świadomi dobra ludzkości ludzie, czy też narody dążą do głębszej więzi, ściślejszej współpracy i solidarności, czyli do budowy wspólnoty międzynarodowej, wysiłki te są ciągle udaremniane poprzez egoizm, krótkowzroczność, czy też różnorodne lęki innych ludzi, czy też całych narodów. Jak to pokazuje historia ludzkość, pomimo wielu wysiłków, nie może przekroczyć wewnętrznych podziałów, nie może osiągnąć prawdziwego światowego pokoju i harmonii, nie może zrealizować swojego wielkiego pragnienia jedności całej ludzkości.

